Rozpoznanie cukrzycy u córeczki początek marca 2012

początek marca 2012
Ciągle pamętam tamten dzień,nigdy nie wymażę go z pamięci…
Nataszka obudziła się ze strasznymi mdłościami. Było jej niedobrze, ale nie wymiotowała.
Pomyślałam,,jakieś drobne zatrucie”. Zrobiłam gorzką herbatkę , utaiłam ryż… Poprosiłam ,żeby tak dużo nie piła wody,a ona zapytała,,czy jak nie będzie jej niedobrze, to będzie mogła pić wodę??” –tak bardzo wtedy musiało chcieć jej się pić.
Od kilki dni Nataszka strasznie dużo piła, czułam,że może mieć cukrzycę ,ale nie chciałamw to wierzyć.Zresztą wszyscy pukali się w czoło i mówili ,że jestem przewrażliwiona i nadopiekuńcza , i za dużo siedzę na necie. Nawet doktórka z przychodnii rejonowej zbagatelizowała moje obawy ,więc wierzyłam, chciałam wierzyć, że ONI mają rację a JA nie.Pamiętam jak pewnej nocy wypiła tak dużo ,że zwymiotowała , Paweł ją pokrzyczał ,a ja mu powiedziałam ,,żeby na nią nie krzyczał , tylko zastanowił się czemu tak dużo pije ,że może coś jest nie tak. Niestety moje słowa okazały się prorocze.
Wracając do tamtego dnia -nie poszłam rano do przychodni , bo wiedziałam ,że standardowo pani doktór uzna mnie za nadopiekuńczą idiotkę. Mówiłam jej dużo wcześniej ,że Nataszka schudła -odpowiedziała ,że miała z czego ;że ma zaczerwienione okolice intygmne-na to nie powiedziała nic. Tak więc zostałam zbagatelizowana ,a w zasadzie moje dziecko zostało zbagatelizowane… Więc tamtego dnia postanowiłam poczekać i spróbować domowych sposobów,a w razie co jechać na dyżur. Niestety objawy nie ustępowały , więc pojechaliśmy na dyżur pediatryczny.Był fajny lekarz, już kiedy badał Natusię,zapytał czy mała jadła coś dzień wcześniej co by jej mogło zaszkodzić, zgodnie z prawdą odpowiedziałam ,że byliśmy u rodziny i zjadła parę frytek. Lekarz stwierdził ,że Natka jest trochę odwodniona , przepisał leki na zatrucie i kazał w razie czego przyjechać z powrotem ,bo jak nie będzie poprawy ,to wypisze skierowanie do szpitala.
Kupiliśmy leki, Nataszce było strasznie zimno zdjęłam swoją kurtkę i ją nią okryłam ,a kiedy pod domem wysiadaliśmy z auta to córcia powiedziała ,żebym ubrała kurtkę bo na dworze jest zimno. Taka mała , wyczerpana istotka ,a dbała o mnie.
Po przyjściu do domu od razu dałam córci przepisane leki , lek nawadniający-orsalit  i dicoflor. Kładąc córcię do łóżka zauważyłam ,że ma nienaturalnie zimnie stopy , w żaden sposób nie dało ich się ogrzać, zaniepokoiło mnie to i od razu chciałam wracać do lekarza, ale tata Nataszki mnie zbeształ ,że jak zawsze wydziwiam (kocha córkę ponad wszystko ,ale z pewnych rzeczy nie potrafisobie zdać sprawy), do tegomójojciec wziął wziął mnie za pamikarę, więc spasowałam…
Mała zasnęła , w telewizji leciał serial ,,M-jak miłość” ,a kiedy się skończył Nataszka obudziła się strasznie dysząc,jakby nie mogła złapać powietrza,do tego nadal miała mdłości ,serduszko jej strasznie waliło a jak wzięła do rączek szklankę z piciem to ta szklanka cała dygotała, tak trzęsły jej się rączki. Ubraliśmy ją i czym prędzej ruszyliśmy do lekarza (dobrze ,że wtedy jeszcze auto działało!!!)Tym razem lekarz wypisał skierowanie do szpitala ,ale jak ubierałam córcie po badaniu to zaczęła lecieć mi z rąk ,więc lekarz wezwał pogotowie,a Natkę podłączyli do tlenu. BOŻE JAK BARDZO WTEDY SIĘ BAŁAM!!!!!!! A jak ona musiała się bać…
Lekarz z karetki użył słów ,,wiedziałem ,że tak będzie” nie wiem co miał na myśli ,ale wydaje mi się ,że oczekiwał gorszego stanu. BYDLAK… Posprzeczali się chwilę z lekarzem wzywającym karetkę o skierowanie , bo podobno przy wezwaniu ,,na ratunek” takowe nie jest potrzebne ,ale w końcu pediatra z dyżuru powiedział do tego z karetki ,,wypiszę to skierownie, nie ma się o co sprzeczać,bo tu chodzi o życie dziecka”. Dodam ,że pediatra podejrzewał problemy oddechowe, a lekarz z karetki ,,że to coś z brzuszkiem”. W końcu znaleźliśmy się w tej nieszczęsnej karetce. Trzymałam córcięna rękach , pielęgniarka-starsza kobieta , patrząc na cierpienie mojego dziecka miała łzy w oczach. Nataszka zwijała się z bólu i tak strasznie jęczała. Tak bardzo dłużyła mi się droga,każda sekunda jazdy wydawała się wiecznością. Modliłam się w duszy ,żeby wszystko było dobrze, żeby moje maleństwo żyło.Ona tak strasznie jęczała, ból musiał być niewyobrażalny , chwilami chyba mdlała z bólu…
W końcu dojechaliśmy do szpitala. Przyszły dwie doktórki-usłyszałam jak jedna mówi do drugiej ,że brzuszek jest miękkiito nie to, potem poprosiła o glukometr… POMIAR-ponad 500 i diagnoza-CUKRZYCA , świat mi się zawalił , chciałam krzyczeć, ale nie mogłam.Nikt kto czegoś takiego nie przeszedł nie wie jak boli ludzka niemoc ,ludzka bezradnośc wobec choroby dziecka. Podłączyli córcię do kroplówek i znowu czekaliśmy na kolejną karetkę. Pamętam niedowierzanie taty Nataszki , ból w jego oczach , bezradność, żal.On jechał za nami autem i mówił ,że pamiętajak szedł przez ciemy korytarz w stronę oświetlonego pomieszczenia i jak dochodził usłyszał ,,to cukrzyca” , nogi się pod nim ugięły ,zrobiło mu się słabo ,ale musiał być silny za całą naszą trójkę.
Jeszcze się łudziałam, że może glukomer nawalił ,albo chwilowy wzrost cukru przy zatruciu. Zapytałam lekarkę jaki jest stan córki odpowiedziała ,że bardzo poważny , że ma silną kwasicę ketonową i prawdopodobnie trafi na OIOM…,a potem dodała, straszne , prawda? cnd

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>