Chore dzieci cierpią z godnością, po cichu,bez zbędnego rozgłosu , bo nie wiedzą , że są chore…

CD
Oczekiwanie na kolejną karetkę trwało wielki, przynajmniej dla mnie. Widziałam jak moje dziecko słabnie z minuty na minutę. Było już bardzo późno ,normalnie o tej porze dawno by spała ,a teraz kazano mi nie dopuścić do jej zaśnięcia.Robiłam, co mogłam , udało się. W końcu karetka podjechała. Weszli sanitariusze , wielcy mężczyźni przenoszący ,moją maleńką córeczkę na nosze… Widok nie do opisania. Teraz dopiero widziałam jaka jest słabiutka , wymęczona i wycieńczona. I te jej wielkie niebieskie oczy wpatrujące się we mnie ,Boże jaka ona była biedna ,jaka musiała być słaba , nie powiedziała nic kiedy obcy mężczyźni kładli ją na nosze , normalnie by na to nie pozwoliła. Nie miała siły, jej usta były posklejana z nieugaszonego pragnienia. Sanitariusz w karetce zauważył .że Natka ma bardzo zimne rączki , więc wymienił jej kroplówkę na cieplejszą. Sam z siebie chciał ulżyć mojemu maleństwu ,niby to nic wielkiego ,ale w moich oczach stał się bohaterem… Siedziałam przy noszach, kroplówka powieszona nad nami strasznie cał latała (musieliśmy jechać bardzo szybko, choć nie na sygnale ,bo w nocy,a w zasadzie nad ranem nie ma ruchu .Brak sygnału lekko mmie uspokoił.) Poprosiłam sanitariusza (a może nył to ratownik medyczny , czy pielęgniarz, nie ważne) ,żeby zobaczył czy z krwi też wyszedł wysoki cukier. Niestety potwierdził.
Dojechaliśmy do Centrum zdrowia dziecka w Katowicach. Czekał na nas lekarz ,ale od razu nie zabrali córci na oddział (co mnie zdziwiło) ,tylko najpierw robota papierkowa itp. Lekarz zapytał czy wiemy na co chora jest córka, odpowiedziałam ,że nie do końca , (chociaż wiedziałam ,ale nie chciałam w to wierzyć) ,odpowiedział ,że to cukrzyca typ 1 , obecnie ludzie z niż żyją wiele lat ,są różne organizacje na rzecz dzieci z cukrzycą i jest to choroba autoimmunologiczna. Zapytał czy w rodzinie ktoś miał cukrzycę, odpowiedziałam ,że mama ojca dziecka,ale dostała późno. A czy ktoś miał chorą tarczycę ?.Znowu odpowiedź twierdząca. bo siostra męża chorowała…
Pamiętam jak zakładano Nataszce na rączkę tą opaskę . Założyli jej niebieską, nachyliłam się nad nią i powiedziałam ,że ma bransoletkę w kolorze oczu ,lekarz dziwnie na mnie spojrzał ,nie wiem czy z politowaniem ,czy ze współczuciem. Potem zapytałam czy jest moją atomówką , odpowiedział , że nie jest atomówką, tylko jest NASZĄ (wtedy jeszcze zamiast Natasza ,mówiła, że jest NASZA. Była strasznie zakwaszona, wyniki były zatrważające ,a mino wszystko zachowała jasność umysłu (co nie jest normą). Potem przewieźli ją na OIOM i zaczęła się walka. Słyszałam jej przerażające , przeszywające wołanie mnie ,jak lekarz starał się zrobić jej wkłucie, a nie miał za bardzo jak. NIE MOGŁAM NIC ZROBIĆ .NIC!!!! Potem rozmowa z anestezjologiem , i jego słowa , że stan jest poważny , że nie może nic powiedzieć na 100%. Zapytał czy chcemy ją zobaczyć , chciałam do niej biec,ale bałam się, że jak mnie zobaczy to sobie wszystko powyrywa i znowu nędzie musiała przechodzić przez te wkłuwania. Potem droga do domu ,na OIOMIE nie można przebywać , i ta pustka, smutek i strach zaciskający gardło. Łzy same cisnęły się do oczu ,nie mogłam uwierzyć, że jeszcze kilka godzin temu żyliśmy sobie najnormalniej w świecie nie wiedząc jak poważnie chore jest nasze dziecko. Pamiętam jak ubolewaliśmy nad losem małej Madzi z Sosnowca, nie zdając sobie sprawy jak potwornie musi czuć się nasze maleństwo pod naszymi nosami.
W domu nie mogłam znaleźć dla siebie miejsca , nie mogłam spać, zaczęłam zgłębiać wiedzę na temat tej choroby , szukać ratunku , metody na wyleczenie. cdn

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>