Miesięczne Archiwa: Lipiec 2013

zabawa , słodycze , psikusy ,czyli to co ,,dzieciaki lubią najbardziej”

Dzisiaj większość dnia spędziłyśmy na dworze. Paweł pierwszy dzień po zwolnieniu lekarskim w pracy , więc jakoś tak smutno. Ale za to pogoda dopisuje ,więc wyszłyśmy do parku na plac zabaw. Nataszka w ciągłym ruchu ,więc i cukry dobre ,a nawet sporo sobie dojadła. Doszło tylko do jednej wpadki , kiedy to mała zsunęła się z huśtawki i urwało się wkłucie. Tzn nie całe wkłucie tylko naderwała się ta końcówka, ale Nataszka zaczęła sprawdzać i chyba je wyjęła. Pierwszą moją myślą było ,żeby zdjąc wkłucie i pompę ,i pozwolić jej pobiegać ,,wolno”. Do przyjazdu Pawła była niecała godzina, cukry w normie… Niestety nie posłuchałam tego wewnętrznego głosu ,bo miałam nadzieję,że jednak coś tam działa. Zauważyłam jednak ,że Natka drapie to miejsce, zawołałam ją i okazało się,że wkłucie podeszło krwią. Szybko je wyjęłam, odpiełam pompę i pozwoliłam jej cieszyć się wolnością , stało się jednak dopiero po przyjściu Pawła. Natka oczywiściue zachwycona, zaczęła krzyczeć ,,nie mam pompy , nie mam pompy” z wielką radością”. Cukry utrzymywały się w normie, po przyjściu do domu mała była strasznie brudna. Ale dla mnie to oznaka dobrej zabawy. Nie miała na sobie pompy , nie było wkłucia, więc od razu wskoczyła do wanny. Była bardzo zadowolona, bo kąpał ją tata (zazwyczaj ja to robię,bo tatusiowi się nie chce) ,ja w tym czasie szykowałam im jedzonko. Paweł powiedział mi uradowany ,że Natka była bardzo zadowolona,że to on ją kąpał ,bo wychodziła z wanny co jakiś czas ,dawała mu buziaka i mówiła ,,kocham Cię, I love you tatusiu”. Potem robiliśmy wkłucie, Natka troszkę uciekała ,ale nawet nie było większej afery. Potem kolacja i w zasadzie po jedzonku zasnęła w przeciągu 20 minut. Uwielbiam takie chwile, bo to dla mnie znak ,że wybawiła się tak jak powinna. Cukier mierzony chwilę temu 150.
Nie mogę zrozumieć jak to działa ,że ruch ,,spala cukier” bez udziału insuliny?? Przecież wszystkie procesy w organiźmie odbywają się w komórkach , a bez insuliny glukoza nie może ,,wejś” do komórki , więc nie powinna teoretycznie się zużywać ,tylko krążyć we krwi. Jak ruch robi to czego trzustka nie może??Hmmm, zawsze mam się spytać pani diabetolog ,ale albo zapominam ,albo nie chce jej zabierać czasu, bo bez tego nasza wizyta trwa sporo czasu (jak każdego dziecka, bo pani doktór jest bardzo skrupulatna -za co ją uwielbiam). Nie ważne, najważniejsze jest to ,że jak jest dużo ruchu to cukry są dobre.
Może następnym razem jak będziemy na placu odepnę jej na trochę pompę ,żeby mogła poczuć się ,,wolną”? Zobaczę jakie będą cukry. Z drugiej strony , to jedna z niewielu chwil ,kiedy Natka może sobie bez wyrzutów sumienia podjeśc coś słodkiego.

Cukrzyca u dziecka a inne choroby, czyli ,,CUKROWA WOLNA AMERYKANKA..”

Cukry-OKROPNE!!!! Natuśka od ponad dwóch tygodni skarżyła się na ból gardełka , miała katar i straszny kaszel (zresztą wszystkie objawy ma nadal). Generalnie uważam , po ostatnich wizytach u pediatrów w naszej przychodni ,że Ci nie słuchają co się do nich mówi i wszystko bagatelizują. Ale zacznijmy od początku.
Pierwsza wizyta u doktórki (opisana wcześniej) zakończyła się stwierdzeniem ,że mała jest zdrowa, ale proszę podawać i tu lista…
Druga wizyta ,tym razem u doktora , zakończyła się standardowo nic nie wnoszącym w leczenie monologiem i kolejnymi lekami (ale i on twierdził ,że jest zdrowa ). Dowiedziałam się ,że jest to nieżyt tchawicy , który może trwa nawet 6 tygodni , że to choroba w stylu ,,BÓG DAŁ BÓG WZIĄŁ”… (Szkoda ,że tak samo nie jest z cukrzycą).
Na następny dzień , okazało się,że Natka ma napuchniętego paluszka. Przypuszczaliśmy ,że to może po ukąszeniu ,ale woleliśmy to sprawdzić,bo miesiąc wcześniej też skarżyła się na tego paluszka, ale wymoczyła go w rywanolu i przeszło (miała zadrę). Tym razem jednak paluszek był mocno napuchnięty i zaczerwieniony. Oprócz tego płakała ,że strasznie boli ją gardełko i nie może nic przełykać. Chciał nie chciał , poszliśmy do lekarza… Tym razem była pani doktór. Też podejrzewała ugryzienie owada , kazała posmarować altacetem i fenistilem ,a jak nic się nie zmieni , to w razie co dała skierowanie do chirurga. Powiedziałam o bólu gardełka, doktórka zbadała małą z wyraźną niechęcią i odpowiedziała, że takie gardło jak na nasze warunki klimatycznie nie jest złe… Córcia powiedziała jej ,że ją bardzo bolało gardełko ,ale jak mama jej popsikała lekiem to przeszło. Na to doktórka odpowiedziała ironicznie ,, a no tak ,bo mama ma zaczarowane lekarstwo” , na co moje zdezrorientowane dziecko odpowiedziało ,,nie nie ma”. I tym razem na naszą ,,niechorobę” dostaliśmy lek – tym razem przeciwalergiczny…
Wieczorem Natka strasznie płakała ,ze ją bardzo boli gardełko , byłam wściekła jak osa na lekarzy.
Na następny dzień córcia obudziła się ze sklejonym oczkiem… Normalnie SUPER!! Jak nie urok to sraczka. Tym razem trafiliśmy do pana doktora. Przepisał krople do oczka. Powiedziałam mu ,że u małej to jest tak ,że wszystkie objawy pojawiają się wioeczorem ,że dzień wcześniej strasznie płakała, że ją boli gardło i nawet nie zjadła kolacji. Na to doktor powiedział ,,że może śpi z otwartą buzią i wysusza się jej gardło” i dalej zaczął mówić bardzo mądre rzeczy , które w żadem sposób nie były dla nas pomocne. Nie miałam nawet siły kłócić się z nim ,że moje dziecko nie śpi przed kolacją,a gardło ją boli wieczorem – przed snem,a nie rano. No nic… Dostaliśmy kolejne leki , w tym steryd donosowy , który miał wyleczyć katar.
Po powrocier do domu stwierdziłam ,że mała ma więcej leków jak jest zdrowa ,niż jak coś jej dolega. Do picia mieliśmy :pulneo , nurofen , deflegmin ,flonidan sinekod. Do nosa: otrivin, buderhin, sól fizjologiczną. Do gardła -tantum verde i jeszcze maść rozgrzewającą i krople do oczu.
Pomimo stosowania tylu medykamentów , okazało się,w czwartek wieczorem ,że mała ma podwyższoną temperaturę i dziwnie szybko zasnęła. Postanowiłam ,że pojedziemy na dyżur. Obudziłam Natkę,a ona była tak zaflegmiona, że trudno jej się oddychało… Tym razem pani doktór kazała odstawić wszystkie podawane leki i przepisała sumamed forte , hederasal ,a nosek kazała przepułkiwać solą fizjologiczną.
Tak więc trzeci dzień jesteśmy na antybiotyku , temperatury nie ma, ale katar ,kaszel się utrzymują . Co do bólu gardełka, to mała się nie uskarża ,więc mam nadzieję ,że jest lepiej(odpukać). Cukry natomiast są KOSMICZNIE OKROPNE. Bardzo często pojawia się ponad 300 ,choć zwiększyłam bazę. Nie mogę nad tym zapanować. A tak było już fajnie…

RUCH – najlepszy ,,wyrównywacz” czarownicy-cukrzycy.

Odkąd spędzamy dużo czasu na dworze cukry są całkiem znośne. Natomiast zauważyłam ,że Nataszka zrobiła się mniej grzeczna.
Boję się trochę,że to przez chorobę… Widzi ,pomimo moich najszczerszych chęci ,że jednak coś ją rózni od innych dzieci… Za innymi dzieciakami rodzice nie biegają z glukometrem i sokami. Wydaje mi się,że takim ,,cwaniakowatym” zachowaniem chce pokazać wszystkim dookoła ,że jest taka super , sama chce udowodnić sobie i innym ,że potrafi broić bardziej niż inni , chce tym zaimponować ,dzięki temu łatwiej jest jej wtopić się w grupę rówieśników.
Dodam ,że w zasadzie od zawsze ma więcej kolegów niż koleżanek i łatwiej ją spotkać w praku z pistoletem , kijem ,mieczem niż z lalką. Uwielbia się popisywać przed innym i zawsze potrafi sobie zorganizować dzieci do zabawy (co akurat mnie cieszy).
A może to ja wyolbrzymiam ,a ona po prostu dobrze się bawi???
Dzisiaj po przyjściu do domu po popołudniowym spacerze , na którym była z tatą (ja postanowiłam trochę pospać i odespć wczorajszą noc,kiedy to po zmianie wkłucia cukier urósł do ponad 200 i spadł dopiero po trzeciej korekcie, a wiadomo jak daje się tyle korekt to trzeba kontrolować cukier, tak więc potem jak cukier zaczął spadać po korektach to musiałam ją dwa razy dopajać ,więc noc miałam z głowy), okazało się,że mała z koleżankami znalazły pod ławką ciasteczka(pewnie komuś wypadły) i zaczęła je jeść… Na szczęście Paweł był blisko i jej jej zabrał. Wydaje mi się ,że mogła być głodna ,albo miała na nie smaka , w każdym razie wiem , że odkąd mała ma cukrzycę, to ma zwiększone łaknienie. Sporo przybrała przez zimę i teraz mamy zalecenie ,żeby nie dopuścić do dalszego przyrostu ciała ,więc staram się nie dokarmiać jej na dworze. Dodam też, że w zasadzie nie odmawiamy jej niczego i zna smak wszystkiego , więc nie wiem co jej odbiło?? Tłumaczyłam jej już wcześniej ,że nie wolno jeść nic od obcych ludzi ,a co dopiero jak coś się znajdzie ,ale widocznie muszę powtórzyć lekcję (chociaż po dzisiejszym wykładzie mam nadzieję,że coś zrozumiała). Zastanawiam się też,czy nie zrobiła tego dla popisu ,albo za namową innych dzieci???

Jutro Paweł pojedzie po wkłucia, zastanawiam się,czy nie jechać z nim , bo chciałam zobaczyć wodoodporną saszetkę na pompę. Ale to zobaczę jutro.

Rano na spacerku ,kiedy widziałam jak biega z dzieciakami śmiałam się w duchu i miałam olbrzymiego rogala na twarzy ,że wróciła do formy. W sumie to wolę ją już taką rozbrykaną, bo wiem ,że jest szczęśliwa i dobrze się czuję. Przypominają mi się czasem obrazy sprzed diagnozy , jak Nataszka była tak bardzo osłabiona, że nie miała ochoty na zabawę, szła wtedy taka grzeczna za rączkę i nie chciała nawet biec do dziewczynki , która jeździła na hulajnodze. Wtedy myślałam ,że stała się taka grzeczna, ze mnie słucha (bo ją poprosiłam ,żeby nie biegła do niej) ,a to nie moje zakazy ,a cukrzyca nie pozwoliła jej tam wtedy biec… I znowu mam łzy w oczach i będę ryczeć. Na szczęście mała śpi.