Miesięczne Archiwa: Wrzesień 2013

Dziewczynkom rosną cycki…

Kolejny dzień za nami. Dzisiaj z trudem wygramoliłyśmy się z domu do przedszkola. Paweł miał wolne ,więc z samego rana zmieniliśmy wkłucie ,bo znowu przez noc zebrały się bąbelki powietrza, zmieniliśmy też w razie co baterię.Nataszka bardzo dzielnie zniosła wkłucie, tylko lekko syknęła… Obiecałam jej za to konika Filly , są teraz w Biedronce po 4.99 , drugi miał zostać kupiony po zdjęciu starego wkłucia.
Po śniadaniu znowu górka… Korekta jednak szybko zadziałała.
Dzisiaj uśmiałam się z dzieciaków. Nicoletta namalowała obrazek i zaniosła go Pani z informacją,że jest to siłacz. Pani powiedziała, że duży i silny ten siłacz i czy dzieciaki wiedzą -czemu on jest takji postawny i ma taką siłę. Dzieci odpowiedziału ,że dlatego ,iż dużo je. Pani podłapała temat i mówi im jak to od owoców, warzyw i mięska rosną mięśnie , rozbudowuje się klatka piersiowa. Na to wszystko Kacperek dorzucił od siebie- a dziewczynkom rosną cycki!! Roześmiałyśmy się z Panią. Bądź co bądź młodzień miał rację…

Mieliśmy też w przedszkolu wizytację sanepidu , pośmiałam się przednio widząc niektóre Pani w tych ochronnych czepkach na głowach jak podawały dzieciakom jedzenie (oczywiście pierwszy raz te czepki widziałam). Kiedy mierzyłam Nataszce w sali cukier akurat pani z sanepidu wchodziła do sali. Odruchowo schowałam glukometr… Przestraszyłam się,że będą jakieś kłopoty , bo nie mam tego czy srego (przepraszam za słowo) ,ale w takich sytuacjach nigdy nie wiadomo czego taka osoba może się uczepić.
Po przedszkolu zakup obiecanych koników. Radość dziecka -bezcenna!!! Potem chwilka w domu i Nataszka posżła z tatą do Maciusia, Miałam w planach odespać trochę nocki ,ale postanowiłam wymienić w szafce Nataszki letnią garderobę na cieplejszą. Ojjjjj robi się coraz zimniej… Ciekawe jaka będzie zima? Obawiam się jej trochę , bo cięzko zimową porą na sankach mierzyć cukier, potem ewentualnie dostać sie do pompy ,albo dopajac dziecko na mrozie…

Bąble w drenie, co sie dzieje???

Za nami pełen emocji i dobrej zabawy weekend. Byliśmy na działce u mojego brata. Było super. W niedzielę z powodu złego wkłucia miałyśmy z małą mały poślizg,ale i tak zdążyła się wyszaleć. Wspólne grilowanie, gra w piłkę z ciociami i wujkami -to była miła odskocznia od codzienniści. Ja też pośmiałam się do rozpuku. Bo jak tu nie śmiac się,kiedy zacina się garnek z pieczonkami i nie można się dostac do środka??? Głodomory z talerzykami , a tu kapa. Na szczęście w końcu udało się otworzyć te pyszności , bo inaczej panie pewnie by zjadły kucharzy…

W poniedziałek Nataszka odsypiała weekrnd, a dziś poszłyśmy do przedszkola. Nie wiem co się dzieje z pompą,ewentualnie z drenem , bo robią się olbrzymie bąble powietrza w drenie i to najczęściej w miejdcu , gdzie dren połączony jest z użytkownikiem. Dziś np podaję insulinę do sniadania, coś mnie tknęło , sprawdziłam ,a tam bąbel na kilka jednostek insuliny!!!! Panika , bo nie wiem ,czy i ile insuliny podałam dziecku.Okazało się,że żeby doprowadzić cukry to porządku potrzebne były dwie porządne korekty , więc z tego wynika ,że na śniadanie insulina wcale nie poszła. MASAKRA… Dziwnie to wszystko wygląda. Miałam dzwonić do firmy z pompami ,ale pomyslałam,że jeszcze sobie poobserwuję. A może źle robią?? HMMM,autotest pompy nic nie wykazał , silniczk chodzi… Ale skąd te bąbelki?? Paweł wczora przepuścił cały dren , w strzykawce nie było ani tyciego pęcherzyka powietrza,a dziś niespodzianka i olbrzymie bąbliska w drenie, a w strzykawce sytuacja nie wyglądała lepiej. Nie wiem już sama. Pewnie nie zachwycimy w tym miesiący hemoglobiną. NIE CIERPIĘ TYCH WYSOKICH CUKRÓW!!!
Staramy się wszyscy jak możemy , Nataszka nie zje nic bez pytania (czym zadziwia wszystkich dookoła-łącznie ze mną). Smutno mi jak widzę ,po oczkach ,że coś nie tak z cukrami. Zastanawiam się ,,jaki to musi być olbrzymi wysiłek dla organizmu teb cały cukier ponad normę”. Człowiek , niby taki doskonały ,a nie ma zdolności regeneracyjnych , czemu ewolucja nie zadbała o to ,żeby organizm sam się odbudowywał…

ŻEBY TYLKO WKŁUCIE DZIAŁAŁO…

336… Pół godziny temu było 362… Czy nowe wkłucie działa??? Oby…
Paweł w pracy , obudziłam się rano i przypomniałam sobie, że chyba przetrzymaliśmy wkłucie… Patrzę na pompę. Kurde rozpoczął się piąty dzień. MASAKRA!! Ten tydzień był taki szybki , pełen wrażeń, że nie spojrzeliśmy na kalendarz , na którym na czerwono widnieje ,że najpóźniej wczoraj wkłucie powinno być zmienione. Cukier rano 75.. Więc tragedii nie było , nocka też przeszła gładko , więc może uda się wytrzać do powrotu Pawła z pracy. Takie myśli kłębiły się w mojej głowie. A tu po śniadaniu totalna klapa.
Muszę zmienić wkłucie, robiłam to do tej pory raz (przyznaję się bez bicia!!!). Dam sobie radę , Nataszka powiedziała ,że zamknie oczka. Wszystko idzie w mairę gładko , jednak kłębiące się w głowie myśli ,,a jak to nowe też nie będzie działać??” troszkę blokują to co robię. Zatrzymuję się przy samym końcu , mam problemy z włożeniem wkłucia do sertera, nie pamiętam jak, mętlik i pustka w głowie. Przez własnę głupotę tracę jedno wkłucie. TRUDNO. Drżącą ręką sięgam po następne. Też zrobiłam chyba coś nie po kolei ,ale jakoś wkłucie trafiło do sertera.
Podchodzę do Nataszki. Córcia wystawia pupkę, robię wkłucie. Świetnie przykleja się do skóry ,ale utyka w serterze. TYLKO NIE TO!!!! Nie wiem co się stało , ostatnio nic takiego się nie zdarzyło. Może za słabo nacisnęłam. Teraz czekam na efekty. Mam stracha i stresa, bo nie docisnęłam tłoczka, ale może się udało…
Zepsute wkłucie też wykorzystałam. Przykleiłam je do lalki, taśmą dokleiłam zepsuty telefon , etui na pompę zrobiłam z rozparowanje skarpetki i teraz lala też ma pompę. Słyszałam jak Nataszka mówi , ,,musisz mieć wkłucie, bo inaczej będziemy podawać insulinkę penem”. Jaka ona mądra. Szkoda, że musi wiedzieć takie rzeczy.

,,GWIAZDKO, GWIAZDKO SPRAW ŻEBYM NIE MIAŁA POMPY” przypominają mi się słowa córczki , wyglądającej nocą przez oko… Gwiazdko , ja też o to proszę… Nie zawiedź nas.

289 .SPADA.Troszkę wolno ,ale zawsze. Całuję glukometr, Nataszka patrzy na mnie ze śmiechem. Pyta co robię. Odpowiadam ,że się cieszę , bo cukier spada.
Ona sama jest zajęta , bo jej miś ma niski cukier, wysyła mnie po kuferek , w którym schowała butelkę z sokiem. Pyta lalkę ,czemu wcześniej nie mówiła, że ma zły cukier. Jest problem , bo lalka nie chce pić soku… Co w tej sytuacji robi moja córeczka?? Biegnie w kierunku lodówki i wyciąga… GLUKAGEN!!! Dzieci są wspaniałymi obserwatorami.Zabieram Nataszce dobry glukagen i daję opakowanie z przeterminowanym. Natka robi pewną ręką zastrzyk i wszystko wraca do normy.

Śmieszne, że moje 5-letnie dziecko potrafi pomóc innemu z cukrzycą , a dorośli udają ,,alergię” na krew. Dodam ,że w wakacje Nataszka robiła swojej babci zastrzyki z insuliną.
DOROŚLI NIEKTÓRYCH RZECZY POWINNI UCZYĆ SIĘ OD DZIECI!!! :)

dziecko z cukrzycą w przedszkolu…

Boli mnie podłość ludzi. Kolejny raz odepchneli moje dziecko. Mam wrażenie, że pani przedszkolanka z radością pozbyła się Nataszki ze swojej grupy… Wydawało mi się ,że lubi Nataszkę, bo Nataszka nigdy się na nią nie skarżyła i wprost ją uwielbiała ,ale widocznie to były tylko takie pozory. DWULICOWOŚĆ!!! Od jakiegoś czasu bardziej niż do tej pory brzydzę się nią. Tylko prawdziwy pedagog, nauczyciel z powołania może polubieć Nataszkę razem z jej nieodłączną ,,pseudo-przyjaciółką” cukrzycą. One są nierozłączne.
Mętlik w mojej głowie dobija mnie, nie cierpię tego przedszkola. Wydawałao mi się,że skoro jestem do dyspozycji , w zasadzie non stop na posterunku , to ta cała cukrzyca nie jest aż tak straszna dla poprzedniej przedszkolanki. Myliłam się…
Nie zapomnę końca roku i Nataszkę, która z dwoma bombonierkami zapylała do swoich ,,UKOCHANYCH” pań… Mam ten obraz przed oczami i rzygać mi się chce, bo wiem ,że już wtedy ,że w zasadzie cały czas moje dziecko było niechciane przez panią z przedszkola. Nie, nie wypominam , tylko piszę co czuję. Z poprzedniej Nataszkowej grupy pani WYRZUCIŁA dzieci , które jej nie pasowały, ja to wiem ,bo cały rok chodziłam za grupą jak cień i znam te dzieci. Pani zostawiła sobie te najlepsze dzieci-zdrowe, grzeczne, mądre. Same perełki , do tego kilkoro dzieci z innej grupy i kilkoro nowych dzieci… Wiem ,że gdyby chciała to by Nataszka u niej była ,ale ona jej nie chciała. TO BOLI…