Miesięczne Archiwa: Październik 2013

Złe cukry… PRESŁODZONE dziecko …

Cukry nadal fatlne… Zwiększyłam bazę na 150% i podaję więcej insuliny do posiłku. Niby po kolacji ładnie się utrzymywał na poziomie 125 ,ale za to teraz widzę jak rośnie bo jest 150. Podałam w razie czego korektę, bo nie chcę, żeby urósł bardziej. Najwyżej dopoję małą. Szkoda mi tylko tych pokłutych paluszków, bo w takiej sytuacji jak mamy teraz to kłuta jest co chwile. Wkłucia nie zmieniam , bo raczej nie jego wina (jednak cukier spada). Zastanawiam się jeszcze nad insuliną. Wyjęłam nową ampułkę z nowej paczki i dzisiaj rano będziemy wymieniać. No chyba,że zacznie niepokojąco szybko rosnąć teraz to jeszcze w nocy przyjdzie nam to zrobić.
Dzisiejsze cukry praktycznie większość dnia to ponad 200! Dla mnie to tragedia. Wiem ,że Natka męczy się przy takich cukrach ,bo staram się jak mogę utrzymywać cukry w ryzach i jej organizam nie jest przyzwyczajony do takich poziomów cukrów utrzymujących się tak długo. A było już całkiem przyzwoicie…

Dlaczego moje dziecko zachorowało na cukrzycę???

Przeglądam na allegro oferty z łóżkami dla dzieci… Przed diagnozą też je oglądałam. Wtedy marzyło mi się jakieś fikuśne np. zamek księzniczki (metraż pokoiku raczej je wykluczał,ale na upartego…). Teraz już nawet najzwyklejsze dziecięce nie wchodzi w grę, bo w różowym pokoiku mojej cukrowej księżniczki śpi jej tata, a ja razem z moją kruszynką. Smutno mi , nie wyobrażam sobie mojej córki ,aby kiedykolwiek spała sama, praktycznie koczuję przy niej w nocy. Strach przed złymi cukrami jest straszny. Czasem jak przysnę budze się zlana potem , prawie z krzykiem na ustach , bo boję się ,co z cukrami. Najgorzej jak nie usłyszę budzika. Chociaż ostatnio (odpukać) to się nie zdarza, wręcz przeciwnie potrafię obudzić się wcześniej. Cukry mierzę (jeśli są dobre) o 23:00 ; 1:00, 3:00, 5:00, 7:00. W razie komplikacji częstotliwośc się zwiększa. Jestem ciągle niewyspana. W zasadzie nawet jak mam okazję odespać w dzień ,bo tata Natki wyjdzie z nią na dwór, to nie potrafię!!! Usypiam i za jakieś 20 minut budzę się i szukam Nataszki zastanawiając się jaki ma cukier?
Znowu mam doła, bo cukry są fatalne, 3 wkłucia w ciągu trzech dni. Stare rany po wkłuciach jeszcze sie nie zagoiły ,a tu trzy kolejne nowe. Jak teraz nic się nie zmieni ,to zwiększam bazę.Muszę coś pokombinować, bo widzę jak Nataszka męczy się tymi wahaniami cukrów. Najgorsze jest to ,że nie wiem ,czy to baza , wkłucie, strzykawka do pompy ,czy złe przeliczniki do posiłków?
Szkoda ,że lato nie trwa cały rok. Nie, nie dlatego, że uwielbiam upały ,ale wydaje mi się ,że łatwiej trzymać w ryzach cukry. Więcej ruchu , mniejszy apetyt. Teraz boję się zimy, infekcji , pomiarów cukru na mrozie.
Ostatnio jak byłam z Nataszką na spacerze, stanęłam w miejscu , w którym niecałe 2 lata temu budowaliśmy w trójkę bałwanka. Udało się zrobić 3 (naszą trójkę). Wtedy byliśmy jeszcze tacy beztroscy , tacy szczęśliwi… Nataszka szybko się zmęczyła. Cóż, nie zdiagnozowana choroba dawała o sobie znać… Potem koniecznie chciała się napić, więc poszliśmy jej kupić soczek. Tak bardzo tęsknię za tamtymi czasami , tak wiele bym chciała zmienić.

Nataszka teraz do mnie podeszła,bo chce coś napisać.wevdgggegryh jhirguj bdchcgfg

MAMUSIA PŁACZE BO JA MA POMPĘ insulinową…

Dzisiaj pobiegłam na szybko po zakupy.Nataszka została z dziadkiem.Postanowiłam jej kupić jakiś przysmak , bo jak wychodziłam to zaczęła popłakiwać,że bez niej (chociaż chciałam, żeby ze mną szła i wcześniej ją namawiałam ,ale ona wolała zostać w domu). Po zrobieniu zakupów stanęłam przed olbrzymią półką ze smakołykami i zaczęłam przeglądać kaloryczność. Oglądałam te różności i zrobiło mi się tak strasznie przykro… Miałam ochotę rozbeczeć się jak małe dziecko. Dlaczego nie mogę jak każda matka ,którą zanm kupic dziecku wszystkiego. Czemu moje dziecko nie może jeść tego na co ma ochotę i kiedy ma ochotę?? Chwyciłam jakieś pierdólki i poszłam do kasy. Chciałam dotrzeć najszybciej jak sie da do domu ,bo czułam,że zaraz się poryczę. Pierwsze łzy polały się przed drzwiami mieszkania. Kiedy weszłam do środka i Nataszka zaczęła wyjmowac te kupione przeze mnie rzeczy i tak bardzo się cieszyć, to normalnie zaczęłam wyć… Aż mój tata zapytał co mi jest, czy coś się stało , albo czy coś mnie boli?? Ku mojemu zaskoczeniu Nataszka od razu wiedziała o co chodzi i powiedziała ,,mama płacze o mnie dziadku , że ja mam pompę”…
Jakie to moje maleństwo jest mądre. Przytuliał ją do siebie mocno , a ona mi powiedziała ,,lubię być z pompą”-wiem ,że chciała mi ulzyć tymi słowami. Wstyd mi ,że zdarza mi się przy niej płakać ,ale czasem inaczej nie potrafię, nie mogę się powstrzymać…
Pozwoliłam jej zjeśc dzisiaj co tylko chciała , a ona mi powiedziała ,,mamo ,ale będę potrzebować miliony insuliny” , ,,to dam tyle ile będzie trzeba” -odpowiedziałam . ,,Ale będę miała zły cukier”. ,,Nic się nie martw damy tyle insulinki ,że wszystko będzie oki”-uspokoiłam ją. Wyszło w sumie 5 jednostek. A cukier po ok półtorej godziny 122!!! Lepszy niż często po zwykłym chlebku z masłem… Postanowiłam ,że następnym razem zabiorę ją i niech sobie sama powybiera smakołyki , oczywiście przy obecnej pogodzie bez lodów , chociaż… Nataszka najbardziej własnie ze szłodyczy lubi ,a wręcz kocha lody , więc może jakiś lodzi zjedzony w domu?? Zobaczę.
Ona i tak większośc je oczami ,ale niech sobie pokupuje , a jak będzie miała na coś ochotę to niech to ponadgryza, pootwiera ,a resztę zje …Tata?

Diabetolog, konsola i witaminy ;)

2 października mieliśmy umówioną wizytę u diabetologa. Jak zawsze pełen stres ,nerwy itp. Nataszka pojechała sama z tatą ,bo mnie dopadł niewyobrażalny katar. Przyznam ,że miałam troszkę wątpliwości co do tego ,żeby sami jechali , ale nie dlatego,że boję się ,że Paweł sobie nie poradzi ,ale chyba dlatego,że tak się przyzwyczaiłam ,że zawsze robimy to razem. W końcu jednak uległam ich sugestiom , najbardziej jęczała Nataszka ,że chce jechać sama z tatą i zostałam w domu. Oczywiście nie mogłam się na niczym skupić.Kilkakrotnie rozmawialiśmy przez telefon.
W końcu wrócili ,oboje uśmiechnięci i zadowoleni. Podobno pani doktór powiedziała ,że jest z nas zadowolona. Uwielbiamy naszą panią doktor, jest taka cierpliwa, wykazuje tyle zrozumienia ,nigdy nie jest zła. Zazwyczaj moje dziecię pół wizyty ,jak nie całą przesiaduje pod jej biurkiem… Kiedyś przyłapałam Natkę pod biurkiem pani doktór, kiedy ta mała spryciula robiła mi kipisz w torebce. Nawet nie wiem ,kiedy się do niej dorwała.Na innej wizycie moje dziecię dorwało się do pieczątki lekarskiej ,bo też chciała wypisywać recepty, a ona takiej pieczątki przecież nie ma.
Ciekawa jestem jaka będzie hemoglobina… Przez ostatnie 3 miesiące bywało tyle różnych cukrowych wpadek… A to dwa razy chora z antybiotykiem , wysoka temperatura , szwankujące wkłucia, podejrzany zbiorniczek . Do tego posiłki w przedszkolu i insulina podawana na oko .(No oczywiście,że szacuję posiłek ,ale wagi w oczach nie mam). Najgorzej było ustawić śniadania, wiem ,że bym mogła przynosić gotowe śniadania z domu ,ale ja wolę,żeby jadła razem z dziećmi to co one. Pije też to co dzeciaki, czyli do śniadanka, albo mleko ,albo kawę z mlekiem ,albo kakao. Oczywiście wcześniej sprawdziłam jak mniej więcej panie słodzą te napoje i okazało się,że praktycznie odrobinę, więc nie widzę przeciwwskazań,żeby mała mogła je pić. Do obiadku dostaje kompocik.
Kolejną atrakcją dnia dla Nataszki było wyjście z tatą do cioci Ali i Marcela. Ja nie poszłam ,bo nie chciałam zarażać , no i moje samopoczucie przy katarze jest porównywalne z katarem u meżczyzn ;). Ala zadzwonił ,że Marcel był bardzo dzielny u dentysty ,dał sobie wyleczyć ząbka w związku z czym Ala odwiesiła embargo na konsolę i mógł grać do woli , więc zażyczył sobie grać z Nataszką, bo jej obiecał ,że ją zaprosi na konsolę ,jak tylko wyleczy ząbka.
Tak więc praktycznie cały dzień miałam dla siebie, tylko ten wredny katar…

Dzisiaj Nataszka wstała z zapchanym noskiem ,mam nadzieję ,że to tylko przejściowe, czasem tak ma ,że wstanie z katarem ,a potem wszystko jest ok. Kupiłam jej ostatnio syropek na odporność , dostała dopiero 2 dawki ,ale mam nadzieję , że choć troszke pomoże. Wybrałam Hartusia na odporność. Zawera beta-glukan i jak na produkt z tą substancją to nie jest drogi. Dodatkowo podaje tabletkę rutinacea ,ale tą dla dorosłych. Zastanawiam się też nad tranem , w zeszłym roku Nataszka piła,ale chyba za krótko , bo nie zauważylam jakiejś super poprawy.
Również od 2 dni podaję jej witaminki Olipmpek Vita-min plus Junior. Są one w postaci saszetek , proszek się rozpuszcza w wodzie i jest bardzo przyjemny w smaku (przynajmniej dla mojego dziecka). A akurat u nas to jest bardzo duża zaleta. Już niejednokrotnie kupiłam witaminy , których Nataszka nie chciała jeść czy pić, bo ją zrywało na wymioty, więc to ,że jej Olimpek smakuje to rerwelka , bo w końcu mogę ją czymś ,,dowitaminizować”.`

Córeczko, tak bardzo pragnę,żebyś wyzdrowiała…

Tyle się wydarzyło…
14.09 byliśmy na weselu mojej kuzynki.Nataszka była zachwycona, już po otrzymaniu zaproszenia nie mogła się doczekać na tą uroczystość. Wszystko było dla niej nowe, pierwszy raz brała udział w takiej imprezie. Była zachwycona. Miała piękną ,białą suknię-podobną do sukni panny młodej, chętnie pozowała do zdjęć. Wujek wpadł na pomysł i jak przyjęchał pan młody to chcieli sprzedać Nataszkę zamiast młodej ;). W kościele też Tuśka dzielnie zniosła całą ceremonię ,a potem na sali zasiadła przy stole i widac było ,że czuje sie tak dorosło. Wszysko ją interesowało. Jadła wszystko ile i co chciała, a ja dokładałam insulinkę. Biegała po całym budynku , tańcowała , cukry były odpukać w normie. Taka była szczęśliwa, a ja byłam z niej taka dumna.
Po całej imprezie , moja cioteczka stwierdziła ,że Nataszka sobie sama świetnie radzi i ja mogę iść do pracy ,tylko mi się nie chce… Żeby to było takie proste. W tamtym czasie miotały mną dwa skrajne uczucia, z jednej strony radość, że pomimo tej całej choroby nie dalismy się zwariować i mała robi dokładnie to co jej rówieśnicy bez cukrzycy ,a z drugiej strony zrobiło mi sie przykro ,że tak ciotula sobie o mnie myśli. Prawda, dla kogoś patrzącego z boku ta cała cukrzyca nie jest taka straszna , przecież nie każdy wie na czym ta choroba polega, że to ,iż nie latam za córką wszędzie jak cień jest związane z tym ,że po sprawdzeniu cukru wiem na jaki luz mogę sobie i małej pozwolić… Nikt nie widzi tych wszystkich pomiarów, tego wyliczania kalorii, zmieniania wkłuć. Teraz to pikuś, ale jak sobie przypomnę początki , kiedy bałam sie wyjść z dzieckiem na dwór ,bo tak bardzo bałam się hipo , to ogarnia mnie smutek.
Ale wracam do weselszych tematów, Nataszka wytrwała do oczepin. Tylko biedna zrozumiała zamiast tego,że panna młoda będzie rzucać wianek , to ,że w pannę młodą będą rzucać jajka i potem chodziła za mną pytając, kiedy będą w młodą rzucac jajka… Kocham patrzeć jak Nataszka się smieje, uwielbiam ,kiedy dobrze się bawi. Jej każdy głośny śmiech to jak balsam dla mojej duszy.

Myślałam ,że Nataszka już nie myśli o pompie i chorobie, że się przyzwyczaiła. Ale niestety , albo stety, ona pamięta ,że kiedyś pompy nie miała .Króregoś wrześniowego wieczoru wtulając się we mnie zapytała ,,mamusiu , a ile godzin ja będę jeszcze miała tą pompę, ja już tak dużo godzin ją mam , już jej nie chcę… W takich sytucjach moje serce pęka ,a łzy same cisną się do oczu , bo jak powiedzieć dziecku ,że ja o niczym innym nie myślę ,jak tylko o tym ,żeby moje dziecko mogło tą pompę mieć zawsze, żeby ją było na nią stać. Pewnie,że bardziej marzę o wyleczeniu ,ale… No cuda się zdarzają. Chyba tak do końca nadal nie wierzę, że to wszystko jest na zawsze, chyba jakoś tak gdzieś ,coś mi podpowiada,że może kiedyś będzie jak dawniej. Wiem,że to brzmi jak bajka, ale bez tekiej myśli człowiek do końca by zwariował.

Co do przedszkola, to generalnie przyjmuję wszystko z pokorą. Naczytałam się ostatnio jak to maluchy z cukrzycą nie są przyjmowane do przedszkoli ,albo są z nich wręcz wyrzucane , więc biorę wszystko takim jakim jest. Wiem ,że grupa Nataszki jest specyficzna ,że Natka została odepchnięta przez poprzednią panią i mam jej to za złe ,ale kij jej w oko…

Cukier 143 , nie najgorszy , bo jeszcze cała noc przed nami ,a ostatni posiłek zjedzony o 16:00 . Potem przyszedł do Nataszki kolega Marcelek i nie miała czasu na jedzenie , a jak kolega wyszedł , to praktycznie od razu zasnęła. Muszę zmniejszyć bazę.
Dzisiaj w przedszkolu rozmawiałyśmy z paniami i doszłyśmy do wniosku ,ze najbardziej i najczęsniej choruja dzieciaki z najmłodszych grup. Znowu ogarnęło mnie mega poczucie winy… Może ,gdybym nie wysyłała Natuśki do przedszkola od 3 latek to teraz by była zdrowa, bo by tyle nie chorowała. Ale ona tak bardzo garnęła się do dzieciaków, była taka zadowolona. Może wtedy jak inne dzieciaki płakały i ją dopadł kryzys po jakims czasie mogłam ją nie posyłać więcej do tego pieprzonego przedszkola, teraz by mogła być ZDROWAAAA!!! Boże , czemu pozwoliłeś jej zachorować?? Gdzie był jej Anioł Stróż , w momencie ,kiedy jej organizm rozpoczął wojnę domową, walkę z samym sobą , totalną rozpierduchę, demolkę. Mamo moja , gdzie Ty byłaś. Miałaś gdzieś tam z nieba ochraniać moją kruszynkę.To wszystko mnie tak boli , tak bardzo przepełnia mnie smutkiem i zwątpieniem. Przeraża mnie ta bezpośrednia i nierozłączna zależnośc bytu mojego dziecka od insuliny, z przerażeniem czytałam artukuł ,, W Syrii brakuje leków , nawet tych ratujących życie ,w tym insuliny…”, jak to?? Boję się , tak bardzo się boję…
Koleżanki zachodzą w kolejne ciąże, jedna prawdopodobnie w tym tygodniu zostanie mamą, cieszę się razem z nimi ,przypominam sobie czas narodzin Nataszki , jej pierwszy krzyk , jej malutkie ciałko wtulające się w moje piersi . 10/10 punktów, okaz zdrowia. Niewyobrażalne szczęście ,, najważniejsze ,że jest zdrowa” i bańka mydlana z napisem zdrowie, która pękła półtorej roku temu. Dziecko odratowane niemal w ostaniej chwili ,bo nikt nie wierzył matce-wariatce, nadopiekuńczej?? przewrażliwionej??
Córeczko , chciałabym móc Ci powiedzieć,że kiedyś będziesz zdrowa, że za 1000 godzin pompa nie będzie potrzebna i Ci ją odepną,ale nie mogę…
Ja chcę jeszcze jedną szansę dla mojego dziecka, chcę cofnąć czas do 2008 roku i postępować inaczej w niektórych sprawach , pozmieniać to co mogłoby być ewentulanym zapanikiem procesu destrukcji ,co zabiera mni sen z powiek , odbiera chęć do robienia czegokolwiek…