Miesięczne Archiwa: Listopad 2013

Cukierek w przedszkolu…

Dzisiaj po dłuższej przerwie postanowiłyśmy pójśc do przedszkola. Pogoda nie była sprzyjająca. Zimno. Obudziłam się i zapytałam śpiącej Nataszki ,,idziemy do przedszkola” ,a ona tym razem kiwnęła twierdząco przez sen. No to idziemy- pomyślałam. Szczerze , to dziś średnio mi się chciało iść ,ale czegóż się nie robi dla dzieci. Jeszcze kilkakrotnie pytałam czy idziemy i odpowiedź była stale ,,na tak”.
Dopiero w przedszkolu zobaczyłam ,że warto było przyjść, bo Natka była bardzo zadowolona, w łazience śmiała się z koleżankami , tańcowała z radości.
Potem były zajęcia gimnastyczne. Nataszka lubi takie zabawy. Córcik dzisiaj narzekała na pompę , mówiła ,że jej przeszkadza. W takich chwilach jest mi tak bardzo smutno. Wiem ,że pompa to dla niej wielkie dobrodziejstwo ,coś najlepszego ,ale zawsze ją podziwiam ,że ona tak wszędzie z nią chodzi i za bardzo nie narzeka.
Cukier przed zabawą 134, po zabawie 111, ale dałam jej się napić i to słusznie,bo przed obiadkiem cukier -50 (oczywiście żadnych oznak hipo…). Dałam jej soczku i najpierw poczekałam aż zje obiad, a potem dałam insulinę.
Miałyśmy iść już do domku , a pani zadała pytanie ,,czy Natka nie czeka na angielski”- i to by było na tyle jeśli chodzi o wyjście do domu.Nataszka powiedziała ,że chce iść na angielski i koniec. Powiedziałam pani ,że w takim razie poczekam na te zajęcia. Nie stałam jednak pod sala ,bo na korytarzu była Madzia i chciałm z nią pogadać. Nagle patrzę , a tu idą dzieciaki na angielski- ale nie ma wśród nich Natuśki. Nieźle się wystraszyłam , pognałam do sali a tam …Nataszka siedzi pod ławką , przysunęła krzesełko i ryczy , ze pani jej powiedziała ,że ona ma nie iśc na angielski .Pani w szoku , mówi do mnie,ze nie widziała jeszcze Natki w takiej sytuacji , i że nie wiedziała czy w końcu Nata ma iśc czy nie. Wyciągnęłam ją spod tego stolika i pognałyśmy na ten jej upragniony angielski. Nie miałam za bardzo czasu tłumaczyć pani ,że Nataszce zdarzają się takie sytuacje przy wahaniach cukru. Oczywiście nie można wszystkiego tłumaczyć cukrami ,ale tym razem mogła mieć wahania nastroju po tym niskim cukrze. Zdarza się w takich sytuacjach ,że wszystko ją drażni ,jest płaczliwa , krzyczy , denerwuje się.
Na angielskim dostała książeczkę i płytę do słuchania. Jutro też idziemy do przedszkola!! Żeby tylko Natka się nie przeziębiła, bo takie przerwy wybijają nas z rytmu. Najnormalniej nie zawsze mam ochotę siedzieć w przedszkolu, a widzę,że moja obecnośc jest niezbędna. Podziwiam mamy , które dają insuline na śniadanie i idą do domu ,żeby potem przyjśc przed obiadem. Dla mnie do szmat czasu. Zdarzało mi się iść do domu ,ale zawsze wiązało się to z zaniżeniem dawki insuliny i kończyło cukrem w najlepszym wypadku powyżej 200 przed obiadem. Wolę być z córcią ,żeby mogła mieć dobre cukry.
Teraz Nataszka siedzi z tatą i koloruje kolorowankę ,którą dostała na angielskim. Taka praca domowa. Zauważyłam ,że woli to robić z Pawłem i ,że jego się słucha. Ładniej i bardziej cierpliwie koloruje. Przy mnie robi to jakby tak na przysłowiowe ,,odwal się”. Od kolorowania woli malowanie, naklejanie, ale widzę ,że przy Pawle pięknie koloruje i nawet jest w to bardzo zaangażowana. Powiedziałam do Pawła, że będzie musiał odrabiać z Natuśką lekcje, bo im to świetnie wychodzi.

Czy wiesz że …

Siedzimy w domu. Znowu Natka się podziębiła , mówi ,że boli ją gardełko ,a jak ona na coś się skarży to musi ją boleć mocno. Do tego cukry znowu wysoko , baza ustawiona po śniadaniu na 200 % , i dzięki temu cukry w miarę na upartego nie były najgorsze. Przed kolacją nisko , więc przywróciłam na noc normalną bazę i teraz drugi raz ją dopajam. Pierwszy raz na cukier 64 , teraz na 88. Wiem ,że teoretycznie nie powinnam dopajać przy cukrze 88 ,ale jakoś tak wolę to zrobić.

Natuśka dzisiaj bawiła się ciastolinką, robiła różne potrawy. Potem na obiad sama sobie zrobiła kopytka. Nie pierwszy raz je robi i idzie jej coraz lepiej. Chyba muszę zainwestować w jakiś mały sprzęt kuchenny dla niej. Ostatnio widziałam na allegro stolnicę w wałeczkiem za niecałe 20 zł. z wysyłką. Zobaczymy.

Nataszka jak nikt inny potrafi mnie rozśmieszyć. Wymyśla różne figle. Dzisiaj np. zakryła oczka i powiedziała ,że mi nie pokaże tych swoich ocząt. Na moje pytanie czemu nie ? odpowiedziała ,,bo te oczy mają na imię Gałki” , niby nic śmiesznego ,ale ona zrobiła to tak uroczo ,że obie pokładałyśmy się ze śmiechu.

Ostatnio znowu zauważyłam ,że skóra Natki robi się lekko chropowata i mała zaczyna ją drapać. Muszę częściej ją balsamować (Natka nie przepada za tym ,ale zawsze jej mówię ,że nie będzie jej tak swędziała skórka). Dawno już nie miała żadnych podrażnień i troszkę rzadziej zaczęłam używac balsamu , żeby unikać ,,awanturek”. Pamiętam jak wydawałam majątki na te wszystkie balsamy ,mleczka, płyny, emulsje itp.itd. z aptecznej półki ,aż pewnego dnia zamówiłam próbki najzwyklejszych kosmetyków Johnson&Johnson-a i okazało się ,że u nas to był strzał w dziesiątkę. Nie dość ,że pięknie pachną (co jest dla mojej córeczki bardzo ważne, bo jej przeszkadzają te wszyskie ,,niby ” bez zapachu apteczne produkty ) , to u nas dobrze oddziałują na skórę małej. Mamy ten preparat 3w1 , tym myję ciałko (fajnie nawilża) , dodatkowo daję do wody płyn do kąpieli z oliwką , a na koniec smaruję mleczkiem intensywnie pielęgnującym (które szybko się wchłania) i mamy naprawdę (odpukać) ładną skórę. Pamiętam jak wcześniej bałam się tych kosmetyków , bo wyczytałam ,że uczulają ,a teraz żałuję,że nie stosowałam własnie tych produktów od urodzenia Tuśki.

POMÓC MOŻE KAŻDY ,TYLKO TRZEBA UMIEĆ CHCIEĆ.

Dzisiaj Międzynarodowy Dzień Cukrzycy. Z tego co zdążyłam zaobserwować sporo się dzieje. Może więcej ludzi dzięki temu zrozumie na czym polega ta cała choroba? Może więcej ludzi dowie się o tym ,że nie każdy nieprzytomny człowiek to człowiek pijany , naćpany itp. Że czasem wystarczy drobny gest , żeby komuś uratować życie. Wystarczy sięgnąć po telefon , wykręcić bezpłatny numer i powiedzieć,że ktoś potrzebuje pomocy. Te kilka naszych minut mogą zadecydowac o życiu innej osoby.
Ostatnio wstrząsnął mną filmik ,, KIEROWCA PIJANY CUKREM”- szczerze? To sama w życiu niespodziewałam się,że tak może zachowywać się dorosły człowiek w czasie hipoglikemii. Warto zobaczyć ten filmik (tym razem przetrwać reklamy) ,bo dzięki temu może kiedyś komuś pomożemy.

Mojej córeczce zdarzają się hipoglikemie,ale jej zachowanie to bunt, niechęć do mierzenia ,złóśc ,agresja , płacz. Kilkakrotnie już zaczynała podsypiać… Masakra!!! Najczęściej jednak z cukrem nieco ponad 40 dobrze się bawi… To bardzo niebezpieczne, ale dzieci jakoś tak póxniej odczuwają hipoglikemię, albo nie czują jej wcale, ale za to szybciej regenerują siły po tym zjawisku.
Teraz np. jakąś godzinke temu zmierzyłam jej cukier od tak sobie, jakieś przeczucie ,a tu 40… I jak tu zmniejszyć częstotliwość pomiarów cukru? Teraz cukier 70. Dałam jej jeszcze soku.

Z milszych rzeczy to trwają przygotowania do Mikołaja. Tzn. mam asa w rękawie jak coś chcę od córci wyegzekwować. Może to brzydko ,ale sama też przez to przechodziłam i nie narzekam. Opowiadam Natusi o Mikołaju, o potrzebie bycia grzeczną ,żeby dostać prezent, o tym że Mikołaj wszystko widzi. Dzisiaj np. ,żeby w miarę wcześnie poszła spać wymyśliłam akcję MIKOŁAJOWO-ELFOWO-ŚNIEŻYNKOWĄ sprawdzania, o której godzinie dzieci chodzą spać. I o dziwo córcia szybciutko się położyła i szybko zasnęła. Powiedziałam jej ,,OOO , CHYBA WIDZIAŁAM BIAŁĄ BRODĘ” .Ale ona była podekscytowana, połozyła się i pytała ,,czy już jest , czy patrzy?”. Lubię ten przedMikołajowy okres, opowiadam Natusi rózne Mikołajowe historyjki i wiem,że jej się to bardzo podoba, bo wypytuje mnie o rózne rzeczy ,albo poprawia ,kiedy się w czymś pomylę. Oczywiście każdy kij ma dwa końce i mnie też zdarzy się usłyszeć ,,A Mikołaj patrzy” -to tak słodko brzmi w jej ustach. To takie miłe , beztroskie chwile.

Sernik z kwaśną miną w tle.

Wczoraj mieliśmy iść do znajomych oficjalnie przywitać na świecie ich córeczkę -Lenkę. Mimo moich najszczerszych chęci zostałam zmuszona do puszczenia tzw. focha. Jak wychodziliśmy z mieszkania to poprosiłam Pawła ,żeby na mnie poczekał z Nataszką , bo już tylko się ubiorę i zejdę z nimi ,a zazwyczaj sami lecą ,a ja dochodzę do nich (w sensie ,że biegną na łeb na szyje do znajomych do domu) i czuję się jak piąte koło u wozu (już wiele razy zwracałam mu ta to uwagę). Ubrałam buty, poszłam jeszcze po bluzę, zajęło mi to wszystko może z 5-7 minut. Schodzę na dół… Echo… Poszli sobie z Michałem , Madziom i Maciusiem. Poczułam żal i ogromną wściekłość. Znowu zrobił mnie w tzw, trąbę…
Zadzwoniłam do niego ,a on zadowolony ,że są już przy klatce , ale jescze pójdą do sklepu. Normalnie żenada… Jak mu powiedziałam ,że miał czekać to zapytał czy przyjść po mnie ,ale mnie się już odechciało iść z nim.
Odwróciłam się na pięcie i wróciłam do domu. Było mi naprawdę bardzo przykro i siedzenie wśród ludzi z kwaśną miną i psucie komuś posiadówy złym humorem uznałam za niestosowne.
Pewnie ktoś pomyśli ,że przesadziłam. Ale to nie pierwszy raz tak mnie wystawił.

Cukry wczoraj całkiem, całkiem (odpukać). Dopiero imprezka wyszła bokiem o ok.23 ,kiedy to zaczął wybijać serniczek. I w taki o to sposób jedni bawili się na imprezie, a drudzy ,,bawili” się do 4 nad ranem ustawiając cukry.
A najlepsze w tym wszystkim jest to ,że standardowo nie usłyszalam ani słowa wytłumaczenia. Czyli normalka… Mozna mnie mieć centralnie w dupie. Kwestia przyzwyczajenia??

Urodzinowa impreza z Cukierkiem w tle.

W sobotę byłyśmy na wspomnianych wcześniej urodzinach. Było bardzo ciekawie, mnóstwo eksperymentów, dzieciaki robiły własnoręcznie rakiety ,opaski. Jedngo czego brakło to czasu na indywidualną zabawę. Wydaje mi się, że dzieci z założenia słysząc hasło ,,urodziny” nastawione są na zabawę, fugle, harce itp. Tu było inaczej i na początku zdyscyplinowanie dzieciaków zajęło panią trochę czasu. Moja Natuśka była zachwycona, a to najważniejsze dla mnie . W każdym razie wyraziłam moją opinię i Madzia (mama solenizanta) ma doradzić paniom ,żeby dały dzieciakom trochę luzu.
Jeśli chodzi o cukry, to wyglądało to tak. Nataszka nie chciała jeść śniadania, wydawało mi się,że to z emocji ,ale w końcu się przyznała ,że boi się,że będzie miała złe cukry i nie będzie mogła zjesc tortu… Uspokoiłam ją,że jakoś sobie byśmy poradziły ,ale ona obstawała przy swoim.
Przyszedł w końcu czas tortu, oszacowałam , dałam 3 j. insuliny , a tu ku mojemu zaskoczeniu Natuśka nie zjadła prawie nic. No cóż. Jadła na cukier 174 (podskoczył pewnie z emocji), więc nie robiłam paniki, tylko zatrzymałam przedłuzonego , i dałam jej trochę soku. Potem były kolejne przerwy na jedzonko i przez cała zabawę cukier utrzymywał się na poziomie 120-130. Potem jednak najwyraźniej Nataszka coś sobie dojadła (bo na hasło koniec imprezy poszła do pokoiku z jedzonkiem) ,albo cosik wybiło ,bo w domu miałyśmy cukier ponad 200. Jedna korekta ładnie cukier zbiła i było po sprawie.
Impreza zaliczona ,dziecko zadowolone=zadowolona mama.

Gorycz dziecięcej cukrzycy z odrobiną słodyczy…

Cukry dzisiaj raczej w normie, chociaż raz miała spadek , glukomert pokazał 51 ,ale mogło być niżej ,bo już pokładała się i musiała bardzo źle się czuć. Nie wiem już sama ,czy ona odczuwa te niskie cukry , czy nie? . Podaję córci leki na odporność i nie mogę ustalić ilości insulinę na nie. Jak nie podam cukry powyżej 200 , jak podam -cukry za niskie. I tak źle i tak niedobrze.Po obiedzie cukier utrzymywał się na poziomie 120 ,aż tu nagle niespodzianka i przed 19 cukier 268. Solidna korekta i teraz muszę byż czujna. Rano Paweł dzwonił jaką hemoglobinę glikowaną Natka miała w październiku , myślałam ,że grubo ponad 6, jak nie 7 ,a tutaj 5.8!!! (Odpukać oczywiście). Ale to były jeszcze czasy ,kiedy miała ładne nocki i budziła się zazwyczaj z cukrem poniżej 100.Ostatnio znowu boję się nocek i dopajam ją już przy cukrze ponad 90. Wiem ,że nie powinnam ,ale zawsze się boję nocnej hipo. Szczególnie po tym jak wyczytałam ,że jakaś dziewczynka w szpitalu (chyba w Anglii) nie obudziła się rano… Takie informacje zawsze mnie przerażają i zwiększają moją czujność.
Cukier na teraz-154. Natka nie zjadła kolacji , zanim ją jej przygotowałam to już sobie chrapała. Zmniejszyłam dawke podstawową i zobaczymy.
Jutro urodziny Maciusia , kupiliśmy grę operację ,a ponieważ ostatnio nie mamy za dużo funduszy na rozpieszczanie córci to tym razem postanowiliśmy zrobić wyjątek i kupiliśmy operację również dla niej. Szkoda, że te zabawki są takie drogie… Teraz poluję na tańszego Furbiega, Nataszka ma pieniążki z urodzin ,więc w razie czego pożyczę od niej i zrobię jej super prezent na Mikołaja. Fajne te stworki. Moja bratanica jak była mała to miała tego poprzedniego i nawet się nim bawiła. Teraz tyle jest fajnych zabawek,a tak naprawdę to dzieci niczym się nie potrafią bawić. Za moich czasów (i kto to mówi) wystarczył kawałek kredy , kawałek gumy do skakania (kto ją miał ten był kimś) ,piłka ,skakanka i pomysłów nie brakowało. Teraz półki uginają się od zabawek ,a pomysłów na zabawę nie ma. Moja Nataszka lubi bawić się i pięknie się bawi ,ale najczęsciej potrzebuje kompana. No cóż każde dziecko jest inne, ale nie zawsze mam ochotę na powrót do lat dziecięcych.
Dzisiaj jeszcze czeka nas zmiana wkłucia. Nie przepadam za tym ,ale rady nie ma. Wiem ,że nie powinno sie robić tego w nocy ,ale wolę jak Nataszka nie pamięta robienia wkłucia. Ostatnio często zdarzało nam się robić wkłucie w dzień i widziałam jaki to jest dla niej niesamowity stres.
Z ciekawością obserwuje przygotowania do zbliżającego się Światowego Dnia Cukrzycy, widzę olbrzymie zaangażowanie ludzi. Ciekawe jakie będą efekty.

Paweł szykuje wkłucie,a ja siedzę jak na szpilkach. Jakoś tak ostatnio dajemy wkłucia w pupę i okolice pupy. Wkłucie w nóżce działało max 2 dni ,a jak dajemy w brzuszek ,to budzi się z takim wyrazem twarzy i z płaczem ,że serca nam pękają. Poza tym ostatnie wkłucie zrobione w brzuszek nie działało ,bo było zagięte. (Chociaż wcześniejsze działały bez zarzutu , to jakoś nadal jest niepewność, czy znowu się nie zagnie).

No i wymienione. Udało się zrobić w brzuszek , Natka troszkę popłakała, ale nie tak jak zwykle. Oby tylko działało!!!! Martwi mnie miejsce po starym wkłuciu. Ostatnio robią się straszne wybrzuszenia, coś jakby po bańkach leczniczych ,tak mocno jest skóra naciągnięta. Ostatnio bardzo brzydko wyglądają miejsca po wkłuciach ,ale to dzisiejsze bije rekordy. Zrobiliśmy zdjęcia i mamy zamiar pokazać edukatorowi z Medtronica , bo przez te wybrzuszenia miejsca po wkłuciach strasznie źle się goją. Dzisiejsze wygląda w zasadzie jak krater. Który na domiar złego w środku wypełniony jest insuliną i odrobiną krwi. Wkłucie nie było przetrzymane, więc jestem w szoku. Nie wiem jak moje małe dziecko to wytrzymuje? Przecież to musi bardzo boleć!!!! Ona jest taka odporna na ból ,rzadko się skarży ,że ją coś boli.
Cukier na teraz 96. Dam odrobinę soku , bo nie wiem ile insuliny z wypełnienia dostało się do ciałka, a to na dodatek wkłucie w brzuszek , które jeśli działa to jak torpeda.

AAAA ,jeszcze mnie coś zadziwiło, otóż podobno pani z Bystrzaka, gdzie mają odbyć się urodziny Maciusia powiedział,że spokojnie mogę zostawić Natkę pod jej opieką, że ona zmierzy cukier, bo miała kurs pierwszej pomocy ,tylko trzeba jej pokazać. Muszę się jutro wszystkiego dowiedzieć, bo jakoś tak nie za bardzo dowierzam. Chociaż już powiedziałam Madzi ,że wolę zostać z Natką na sali. Ale zobaczymy co z tego wyniknie. W każdym razie byłam bardzo miło zaskoczona ,że dla kogoś moje dziecko nie jest ciężarem i pomimo konieczności zabawienia 16-to osobowej grupy dzieci osoba ta jest skłonna znaleźc czas, żeby mojemu dziecku zmierzyć cukier. Chylę czoła przed takimi ludźmi i oby więcej takich ludzi Nataszka spotkała.

testy pompowe

Zadzwoniłam dzisiaj do Medtronica w sprawie pompy insulinowej , bo wydaje mi się,że coś z nią się dzieje, w momencie ,kiedy bateria jest na dwie kreski. Zauważyłam ,że wtedy jakby słabiej działa. Pani powiedziała ,że z takim problemem spotkała się pierwszy raz. Potem miała oddzwonić do nas w celu zrobienia jakichś testów. Tym razem telefon dałam Pawłowi i ona przeprowadził rozmowę. Podobno najlepiej gdyby bateria była rozładowana i działo się to co przy dwóch kreskach (czyli np. więcj niż zwykle bąbli insuliny w drenie, cofanie się insuliny). Generalnie mamy czekać ,aż te cuda zaczną się dziać, i jak cukry będą wysokie to wtedy dzwonić. Ale jak ja mogę wiedząc, że przy słabszej baterii są złe cukry – narażać córeczkę na wysokie cukry i złe samopoczucie? Już od jakiegoś czasu zmieniam przy dwóch kreskach. Mamy jeszcze udać się do edukatora , on coś nam w tej pompie posprawdza. Generalnie Pani bardzo uprzejma, cierpliwa i złego słowa powiedzieć nie mogę. Skoro teraz wszystko było ok, to jak ona miała mi pomóc?? W każdym razie będę trzymać rękę na pulsie.
Dzisiaj w ciągu dnia załapałyśmy dwa spadki cukru poniżej granicy. Dwa razy poniżej 50-ciu. Córeczka odczuła to ,bo powiedziała, że jej słabo. Dzielna dziewczynka.

Moje dziecko bierze ,żeby żyć…

Okazało się ,że prawdopodobną ,a wręcz najbardziej prawdopodobną przyczyną złych cukrów były słabe baterie w pompie!!! Niewiarygodne? A jednak… Zmienialiśmy kolejno : przez kilka dni z rzędu wkłucia razem ze strzykawkami do pompy, zmieniliśmy insulinę (wzieliśmu z nowej paczki) i nic nie pomagało. Baza była na 200% , do posiłku brała olbrzymią ilości insuliny ,a potem i tak najczęściej szły korekty. Już mieliśmy dzwonić do Medtronica , kiedy to Paweł stwierdził ,że zmieni baterie (były jeszcze dwie kreseczki) i (odpukać) jak ręką odjął… Powrót do normalnej bazy , powrót do poprzednich przeliczników i.. cukry w normie!!! Przypomniałam sobie,że już kiedyś tak mieliśmy , własnie przed zmianą baterii ,ale wtedy wszystko zmieniliśmy jednocześnie i nie było wiadomo co pomogło.
Tą intrugującą nas sytuację musimy skonsultować z Medtronic-iem, bo może coś się dzieje z pompą? W każdym razie dzisiaj ,kiedy tylko pompa pokazała dwie kreski to od razu zmieniłam baterie, a każdemu , kto ma podobną sytuację, radzę od razu zmienić baterię i zobaczyć jakie będą rezultaty.

Dzisiaj nie byłyśmy w przedszkolu , bo Nati wczoraj strasznie smarczyła i kichała. Podałam jej leki i dzisiaj było chyba lepiej. Nie wiem , czy jutro pójdziemy do przedszkola ,czy się dokurujemy.

Ostatnio jakoś tak jeszcze bardziej boję się nocy , miałam taki straszny sen… Śniło mi się,że jechałyśmy pociągiem z Nataszką, ona nagle zrobiła jakiegoś fikołka i wyskoczyła z wagonu. Ja oczywiście za nią. Nagle okazało się ,że robi jej się strasznie słabo ,a ja nie miałam soku… W tym śnie znalazłam cukier i zaczęłam jej wsypywać go do buzi. W końcu sięgnęłam po pomarańczowy zastrzyk ,ale jakoś źle nabrałąm , potem wydawało mi się,że jest go za mało , w końcu zrobiłam zastrzy. W międzyczasie pytałam prosiłam ludzi o wezwanie karetki , w końcu sama ją wezwałam. Przyjechali , obudziłam się zlana potem .Boże jak ja strasznie krzyczałam w tym śnie…
Straszne to jest , kiedy człowiek budzi się w nocy i tyrpie dziecko , żeby się upewnić czy wszystko ok. Nieraz z duszą na ramieniu czekam na odczyt glukometru. Czemu to wszystko musi być takie nieprzewidywalne?
Mam w sobie olbrzymi pokład złości. Złości na cały świat. Na tyle chorób udaje się znaleźc lekarstwo, czemu nie na cukrzycę??

Wiem,że to śmieszne,ale chyba funkcjonuje dzięki temu ,że gdzieś w głębi duszy , gdzieś w głębi serca nie do końca wierzę ,że to jest pisane mojej córeczce na zawsze. To się chyba nazywa nadzieja. Ale nie do końca o nią chodzi ,bo to u mnie to tak jakbym nie dopuszczała do końca myśli ,o chorobie przewlekłej. Gdzieś tam cząstka mnie , pomimo mojemu wrodzonemu pesymizmowi , wierzy ,że którgoś dnia, moja córka bedzie jedną ma miliony i najnormalniej w świecie wyzdrowieje. Czasem , kiedy cukry sa fatalne, kiedy mam kolejną całkowicie nieprzespaną noc, kiedy mam smutny dzień – dociera do mnie ogrom nieszczęścia i to ,że ta choroba nie ustąpi , nie podda się , nie odejdzie. Bedzie zawsze cząstką naszego życia. Wtedy czuję taką niesamowitą pustkę, taki żal , boli mnie brzuch. Najchętniej bym zamknęła się gdzieś i wyła. Jest jednak ktoś komu jestem potrzebna, kto na mnie liczy , kto mnie kocha i kogo ja kocham ,to moja mała kochana córeczka, dla której powinnam , dla której muszę być silna. Nie zawsze mi to wychodzi. Dowodem może być niedawna praca przedszkolna mojej córeczki. Wylepiali na listkach z plasteliny twarze swoich bliskich. Nataszka zrobiła mnie. Byłam prześliczna. Okazało się jednak ,że długie linie pod oczami to nie długie rzęsy ,tylko moje łzy. Zapytałam jej ,czemu ja tam płaczę,a ona mi odpowiedziała ,,bo ja muszę mieć pompę”. Jakie to moje dzieciątko jest mądre.

Kiedy czasem ludzie widzą młodych lub starszych ludzi ze strzykawkami to myślą z pogardą ,,ćpun”. Bardzo często jednak mylą się. Zamiast ćpuna widzą chorego przewlekle człowieka, który aby żyć musi robić sobie dziennie kilka zastrzyków… W tej dziwnej strzykawce zwanej penem ,nie kryje się narkotyk , tak kryje się hormon życia, bez którego tych ludzi by nie było. Taka zależność jest czymś niewiarygodnie uciążliwym.