Miesięczne Archiwa: Styczeń 2014

1% dla NATASZKI czyli ,,SŁODKO NIE ZAWSZE ZNACZY PRZYJEMNIE”.

,,NIKT NIE JEST TAK WIELKI JAK WTEDY GDY POCHYLA SIĘ BY POMÓC DZIECKU”>
Nastał ten dzień, kiedy proszę o pomoc dla mojej CUKROWEJ KSIĘZNICZKI. Już od jakiegoś czasu mam taki zamiar ,ale wbrew obiegowym opiniom – wcale tak łatwo o pomoc prosić nie jest. Nigdy nie wyobrażałam sobie siebie w takiej sytuacji. Miotają mną dwa uczucia ,,wstyd” i ,,determinacja”. Wstydzę się tego co niektórzy ludzie sobie myślą , pewnie nie jeden mówi widząc taki apel ,,narobili dzieciaków chorych to niech teraz ruszą dupę i idą do roboty”. Praca , nadal za nią tęsknię, lubiłam ją , miałam kontakt z ludźmi. Moja córeczka została zdiagnozowana właśnie w momencie, kiedy miałam wracać z urlopu wychowawczego. Wszystko było dogadane, Natka do przedszkola, potem miał się nią zajmować mój tata. Ale nie wyszło…

Na chwilę obecną oddałam się całkowicie mojemu dziecku, staram się robić wszystko ,żeby była szczęśliwa i w przyszłości uniknęła powikłań. Dlatego ośmielam się Państwa prosić ,jeśli oczywiście macie wolny swój 1% o przekazanie go dla mojej córeczki.Być może ktoś pomyśli ,że cukrzyca nie jest taka straszna. Może kiedy patrzy się z boku , ale życie z tą ,,kulą u nogi” jest ciężkie , a ryzyko hipoglikemii , która może uśpić na zawsze jest ciągle obecne. Cukrzyca nie zna słowo ,,wakacje” , ,,noc”. Tutaj trzeba mieć wszystko pod kontrolą 24 h na dobę.

Dzięki Państwa pomocy moje dziecko będzie miało możliwość korzystania z nowinek w leczeniu ,a w zasadze w życiu z cukrzycą. Np. dostęp do sensorów do ciągłego monitorowania cukrzycy. Ten 1% nic nie kosztuje ,a mojemu dziecku może pomóc łatwiej żyć i mieć szczęsliwe dzieciństwo pomimo choroby.
Z góry BARDZO DZIĘKUJĘ ,A W ZASADZIE DZIĘKUJEMY Z MOJĄ CÓRECZKĄ .
,,Pamiętajcie Państwo DOBRO POWRACA”.

Pierwszy śnieg i wysokie cukry.

Pierwszy śnieg. Paweł miał do pracy na międzyzmianę ,więc nie zdołał nam przynieśc sanek (jutro mu nie popuszczę , choć też ma na międzyzmianę).
Nataszka nadal kaszle ,ale bardzo chciała wyjść na dwór ,chociaż dotknąć śniegu ,więc wyszłyśmy. Wstrzymałabym się do jutra ,ale bałam się ,że jutro już może tego śniegu nie być i Natka będzie rozczarowana. Ubrałam Natę ,ale przed wyjściem postanowiłam zmierzyć cukier, tak właśnie przed samym wyjściem ,a po co przed ubieraniem? Przecież nie ma potrzeby ułatwiać sobie życia… Zmierzyłam ten nieszczęsny cukier (na szczęście przed włożeniem rękawiczek) ,a tam prawie 250. Przesrane. Musiałam dostać się do pompy ,żeby dać korektę. Nie dodawałam dużo insuliny ,bo bałam się spadku na dworze.Natusia jeszcze przypomniała mi ,że muszę zabrać glucagen.Moja mądra kruszynka.
Na dworze okazało się ,że śniego owszem jest ,ale nie da się nic z niego ulepić ,więc nasz plan zbudowania bałwana (choć tyciego) nie wypali. Była mała bitwa śnieżna, Nataszka zrobiła dwa aniołki. Potem poszłyśmy na zakupy. Generalnie dzień upłynął nam na zabawach i wygłupach. Teraz Natka układa puzle.
Niestety cukry są fatalne, tym raze za wysokie, już nie wiem co robić , podwyższam wszystkie możliwe dawki doposiłkowe , jutro chyba zwiększę je dwukrotnie ,bo cukier po posiłku sięga ponad 200 co mnie bardzo martwi. Zaliczyliśmy też jedno niedocukrzenie po korekcie , cukier 42 , ale dał małej popalić ,bo pokładała się. Na szczęście wszystko wróciło do normy. Kurde, przed tą cała infekcją cukry były znośne, a teraz nie mogę w żaden sposób nad nim zapanować.
Mam nadzieję ,że jutro będzie lepiej.

BAL cukrowej księżniczki. Lekarz , który nie jak postępować z małym diabetykiem.

Nasz bal w przedszkolu był 15 stycznia. 14 Nataszka w nocy lekko gorączkowała , wolałam ,żeby nie szła ,ale ona tak bardzo chciała. Jeszcze wieczorem robiłyśmy loki (papiloty na kawałkach materiału ,żeby dobrze jej się spało). W nocy nie mogłam spać, biłam się z myślami co robić ,czy ją puścić ,czy nie? Ostatecznie poszłyśmy. Nataszka mówiła pierwszy raz sama wierszyk na akademii z okazji dnia babci i dziadka , byłam z niej taka dumna!! Na balu był mój tata, dostał laurkę. Potem rozpoczęły się tańce, Natka tańcowała i uśmiech nie znikał jej z buźki. Byłąm taka szczęśliwa. Ze względu na wcześniejsze niskie cukry , tym razem zatrzymałam pompę , Natka coś sobie zjadła i cukier pierwszy raz od bardzo dawna urósł do ponad 300… Wznowiłam bazę , podałam korektę i cukier szybko spadł.
Najważniejsze ,że widziałam radośc w oczkach Nataszy , kiedy tańczyła przebrana za księżniczkę. Po pierwszej częsci balu był obiadek. Nie zapisywałam Nataszki na posiłki w tym dniu ,bo miałam zamiar po pierwszej części zabaw zabrac ją do lekarza. Jednak moja córeczka bardzo chciała zostać w przedszkolu. Najlepsze było to ,że w oczach jednego chyba dziadka wyszłam na wyrodną matkę. Skończył się bal ,wszystkie dzieciaki poszły na obiad, a ja czekałam z Natką na drugą częśc balu. Nataszka stwierdziła ,że zje kilka krakersów. Pan spojrzał na mnie z dezaprobatą i powiedział ,,nie lepiej dać dziecku obiad”? Poczułam się głupio ,ale nie wchodziłam w dyskusje , bo co ? Powiem ,że córcia nie je od jakiegoś czasu , bo rozwija się jej infekcja? Wtedy wyszłabym na jeszcze większą wyrodną matkę. Dodam ,że pytałam kilkakrotnie córcie ,czy pójdzie na obiadek ,ale ona mówiła ,że nie jest głodna. Wierzyłam jej widząc jak powoli katar w jej nosku robi się coraz bardziej intensywny.
Na życzenie córci zostałyśmy na drugiej części balu , chociaż okazało się to dla mnie stratą czasu , bo zamiast tańczyć moje dziecię zasiadło w długachnej kolejce do malowania tatuaży. No cóż… Najważniejsze ,że jej się podobało.
Potem kolażanka podwiozła nas do domu i Natulka poszła odpoczywać. Chciałam zobaczyć filmik z balu i okazało się ,że coś się stało i płyta nie działa.Do tej pory jest mi smutno , bo oprócz balu , recytacji pierwszego wierszyka był tam też filmik z urodzin Nataszki. Bardzo to przeżyłam ,ale co zrobić? Strałam się poszukać kogoś kto może mi pomóc odzyskać dane z płyty ,ale na nikogo nie natrafiłam , łudzę się ,że jeszcze ktoś mi pomoże…
Wieczorem postanowiłam pojechać z nią do lekarza. I tu spotkało mnie kolejny raz medyczne rozczarowanie. Pani doktór w podeszłym wieku najpierw ochrzaniła mnie o to ,że za ciepło ubrałam małą , tu musiałam jej przyznać rację , bo myślałam ,że jest chłodniej na dworze. Jazda zaczęła się dopiero po tym jak powiedziałam ,że mała ma cukrzycę. Pani doktór zapytała mnie ,czy córcia ma pompę i czy ja umiem obsługiwać pompę ,i czy było trudno się tego nauczyć? Standardowo pytała w jaki sposób cukrzyca się ujawniła.Po badaniu okazało się ,że antybiotyk nie będzie potrzebny. (Chwała Bogu , jak sobie przypomnę ,jak jeden z lekarzy faszerowała Natkę antybiotykami jak była mała i jeszcze nie chororwała na cukrzycę, to zawsze mam wyrzuty sumienia ,że jej to podawałam , bo martwię się,że mogły one w jakiś sposób wpłynąc na rozwój cukrzycy). Najlepsze zostało na koniec, otóż pani dokór zapytała ,czy Natka może stosować leki ,a jak powiedziałam ,że może i to też syropy ,a ja w razie czego dodaję na nie insulinę to widziałam podziw w oczach tej poczciwej kobiety. Chyba w przypadku mojego dziecka powinnyśmy wymienić się z panią doktór miejscami , bo jak przyszło do leków ,to usłyszałam ,,NIECH JEJ PANI PODAJE CO TAM PANI MA”. FAJNIE!!! Przyzwyczaiłam się ,że pediatrzy nie są specjalistami w dziedzinie diabetologii ,ale to przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Zazwyczaj lekarze starają się trzymać fason. A może za bardzo krytykuję? Może lepiej ,że była szczera? Tylko dziwi mnie fakt ,że tyle się mówi o cukrzycy , jak to staje sie epidemią itp, o wzroście zachorować ,a pediatrzy nie mają zielonego pojęcia ,,z czym to się je”? Nie powiem zdarzyło mi się spotkać lekarzy, którzy znali się na rzeczy i to o dziwo byli lekarze praktykujący w małych miejscowościach.
W każdym razie wróciliśmy do domu , przynajmniej wiedziałam ,że osłuchowo jest bez zmian. Potem przez trzy noce Natka bardzo gorączkowała. Aż lał się z niej pot i majaczyła. Na szczęście lek p/gorączkowy zbijał dosyć szybko temperaturę i nie była potrzebna kolejna interwencja specjalistów.
Z cukrami znowu mam cyrki , bo teraz są za wysokie. Powoli ustawiam przeliczniki do posiłków.Bałam się szybko wrócić do poprzednich ,bo pamiętałam jak bardzo cukry ostatnio spadały. Jutro jednak muszę bardziej stanowczo podawać insulinę ,bo mamy sporo cukrów powyżej 200. Pewnie dlatego ,że boję się całośc insuliny podawać przed posiłkiem ,że mała nie będzie chciała jeść i będą znowu będą takie niskie cukry , które będzie ciężko podnieść.
Czuje się taka zmęczona, a boje się spać. Wybudzam się ze strachem. Tak bym chciała ,żeby Natka wyzdrowiała. Ona też tego chce. Ostatnio powiedziała ,że chciałaby być dzidziusiem , bo jak była dzidziusiem to nie miała pompy…
Rozmawiałam z mamą Maciusia. Opowiadała o egzaminie Maćka z aikido. Mówiła jak była na górze ,a nagle Maciuś czegoś zapomniał i ona widziała łzy w jego oczach i poczuła tak straszną bezsilność ,że zaczęła płakać razem z Maciusiem. Przypomniała mi się moja bezsilność w dniu diagnozy , kiedy moje dziecko walczyło o życie ,a ja nie mogłam w żadem sposób jej pomóc. Mogłam tylko czekać i wierzyć w lekarzy. Boże ile bym dała ,żeby wymazać to wszystko z pamięci MOJEJ I JEJ,żeby obudzić się i żyć tak jak te poierwsze 3 lata!!! Prawie dwa lata temu moje dziecko było tak wycieńczone chorobą , o której nie mieliśmy pojęcia ,że zamiast na bal chciało wrócić do domku. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie jej bólu , tego co czuła, tego jak się czuła. Jak bardzo musiała się bać??? A pomoc nie przychodziła.
Moja kruszynka wszystko pamięta. Pomimo tak ciężkiego stanu w jakim była ,zachowała jasnośc umysłu. Pamięta,że na OIOMIE leżała z dzidziusiami ,że płakała za mną a panie jej powiedziały ,że zaraz przyjdę. Pamięta ból , kłucie ,to że jedzenie jej nie smakowało i tata przywoził to co ugotował dla niej dziadek . Często budzi się z płaczem , a potem nie chce mówić co jej się śniło.
SMUTNO!

Płaczę z bezsilności…

Dzisiaj pękłam i poryczałam się przy sporej ilości ludzi. Mam nadzieję,że nie wszyscy to widzieli.
Zaczęło się od samego rana.Nataszka przeziębiona, w piersiach jej dudni ,a ja namówiłam ją żeby szła do przedszkola. Dzisiaj miały być tańce i zabawa po obiadku , bo swój bal Natka ma miec jutro ,ale nie wiem ,czy ją na niego puszczę z racji jej samopoczucia. Jak na razie bardzo chce iść ,ale zobaczę jak to będzie rano. W każdym razie ,wracając do tematu przed wyjściem do przedszkola dałam córci biszkopty do zjedzenia, podałam insulinę i poszliśmy do przedszkola. Sporo się spóźniłyśmy , ale na śniadanko jakoś udało nam się dotrzeć. Natasza wypiła kawę z mlekiem ,zjadła pół kromeczki chlebka z masełkiem i nie podawałam jej na to insuliny. Córcik wyszła po ok.30 minutach do mnie, mierzę cukier a tam 64, podałam jej soku. Cukier zmierzyłam za chwilę ,a tam dalej nieco ponad 60… Dałam jej biszkopta i sporo soku, pomyślałam ,że to powinno pomóc. Mierzę cukier za jakiś czas a tam ledwie 70… Od razu było widac ,że mała jest słaba, ale nie chciała iśc do domku , bo właśnie tam najchętniej bym ją zabrała. Postanowiłam pójśc pożyczyć cukier, dzisiaj bal miały dwie grupy przedszkolne, więc nie było z tym problemu. Poszłam tam sobie, siedział tam Tomek , mąż koleżanki, mówię do niego ,że wezmę od nich trochę cukru , bo nie mogę podnieść niczym małej cukru i w tym momencie wybuchnęłam płaczem. Ta bezsilność ,ten ból rozrywający serce na miliony kawałków. pieczenie w okolicach serca i nieospisany żal. Dostałam cukier i pocieszenie. Magda ruszyła do sali Nataszki ,żeby dac jej cukru ,a ja dochodziłam do siebie w gronie znajomych. Dostałam trochę soku i poszłam do Natki. Cukier wcale za dużo nie urósł ,więc dałam jej więcej cukru rozpuszczonego w soku i powoli zaczęło rosnąć-ku mojej radości. Oczywiście urosło ponad stan , bo jakby mogło być inaczej?? Podałam malutką korektę, a potem był obiadek. Zostałam w sali , panie nie robiły mi problemu , postanowiłam pokarmić Natkę, bo mam ostatnio olbrzymie problemy ,żeby coś zjadła. Tym razem udało mi się ją przekonać i zjadła kilka łyżek barszczu i pół krokieta- zawsze to coś. Cukier oczywiście urósł do ponad 200. Potem była ta zabawa , ale nie wyszło tak jak miało być i w rezultacie animatorzy tylko porobili dzieciakom fotki ze Snoopim i chwilkę dzieciaki potańczyły z balonikami.
W dordze powrotnej do domu Nataszaka troszkę marudziła. Musiała być bardzo zmęczona. Po wejściu do domu od razu położyła się do łóżka. Zmierzyłam cukier 64, w ruch poszedł sok. Potem przypomiałam sobie ,że wylogowałam małej i pognałam do przedszkola. Ale zanim wyszłam w domu dałam córci więcej soku-dla bezpieczeństwa z łyżeczką cukru. Córcia została w domu z moim tatą. Potem poszłam do sklepu uzupełnić zapasy soczków ,a jak wróciłam do domu to Natka spała ,a cukier to 94. Dopiero potem cukier zaczął rosnąć. Natka nic więcej nie chciała jeść, ale widać po niej ,że jest chora, ma katar ,kaszel , więc nie dziwię się,że nie ma apetytu. Zjadła tylko troszkę ,ale dosłownie odrobinę platków z mlekiem.
Cukier na teraz 170 .Delikatna korekta i standardowo baczna obserwacja. Nie wiem ,czy mała nie ma lekkiej temperatury. Szkoda mi tego balu , tzn. nie balu jako balu ,tylko tego ,że Natka będzie smutna jak nie pójdziemy , bo już dzisiaj słysząć muzykę na korytarzu garnęła się tam gdzie tańcowały dzieciaki. Ale po obiadku na tej zabawie była jakaś taka wyciszona. A może mnie się wydaje?
Mam wyrzuty sumienia, bo do tej pory odgananiałam córcię od jedzenia, bo miała spory apetyt i zaczęła za bardzo przybierać na wadzę-co nie uszło uwadze lekarzy, a teraz ona nie chce nic jeść i już wolę jak ma apetyt, bo wtedy lepiej sobie radzimy z cukrami ,a Natka ma więcej energii.

I TAK ŹLE I TAK NIEDOBRZE, CZYLI ZA NISKIE I ZA WYSOKIE CUKRY.

Kurde. Znowu niskie cukry. Zmniejszam przeliczniki, zmniejszam bazę ,a cukry nadal niskie. Pewnie dlatego , że Natka nie chce jeść. Jeszcze niedawano odganiałam ją od jedzenia, bo miała smaka a to na to ,a to na tamto ,a teraz zjedzenie pół kromeczki chleba z masłem trwa godzinę… Masakra. Boję się. Już kiedyś tak było , ale jakoś się przełamała i zaczęła jeść. Teraz nie chce jeśc zupełnie nic!!! Paweł w piątek po 19:00 pojechał do MC.DONALDA po Happy Meal , ale tylko podziobała troszeczkę. Do tego nie wiedziałam ile i czy w ogóle dawać jej insulinę ,ale ze strachu przed spadkiem nie podałam. Dopiero o 23:00 cukier podniósł się do 170 , podałam małą korektę i … przespałam pomiar cukru ,a o po 3:00 glukometr pokazał ponad 300!!! Oczywiście nie koniec na tym , bo mała też mniej pije ,więc w porannej porcji moczu były KETONY!! Cholera jasna!!! Na szczęście wypiła sok z cytryny i udsało nam się pozbyć tych niechianych ciał.
Martwię się. Doszło do tego ,że powiedziałam małej ,że jak nie będzie jadła do pójdzie do szpitala. Potem miałam wyrzuty sumienia, bo przecież jak mogę straszyc czymś co i tak nas czeka ,bo prędzej czy później wyślą nas na badania kontrole.
W sobotę cukier cały czas od samego rana poniżej 60!!! Nie wiedziałam już co robić ,baza na 0 , nawet kazałam w końcu córci jeść cukier łyżkami… Poszliśmy do znajomej , bo Natka miała ponawić się z jej córeczką (razem chodzą do jednej grupy w przedszkolu). Kasia chciała dać coś Natce do jedzenia ze słodyczy , kazała jej wybrać za moją zgodą coś na co ma ochotę ,a Natka nie chciała nic!!! Dawno tak nie było ,żeby nie chciała nic jeść. Błędne koło. Nie je -ma niskie cukry ,a przez niskie cukry boli ją brzuś i nie może jeść. Chore to wszystko. W końcu wypiła szampana(oczywiście dla dzieci)i po jakims czasie cukier ponad 300. Fajnie… Takie skoki cukrów.
Z powodu tych niskich cukrów mamy wcześniej wizytę u diabetologa.
Dzisiaj córcia też nie bardzo chciała jeść. Pani w przedszkolu zachęciła ją do zjedzenbia zupy i udało się (oczywiście zupa zjedzona bez insuliny na cukier 75, wybiła do 140 ,a potem się trzymało). W domu kopytka, oczywiście insulina zaniżona, po jakimś czasie wybiły do 200 ,więc dałam korektę. Kolacji nie chciała jeść , więc baza na razie na 60% i zobaczę jak to będzie. Dzisiaj jednak ma powód bo jest przeziębiona, boli ją gardełko i ma katar. Mam nadzieję ,że to zwykłe przeziębienie, bo w środę mają bal w przedszkolu połączony z dniem babci i dziadka , i moja córeczka sama zgłosiła się do wierszyka. To by był jej pierwszy taki występ samej. Jest zadowolona ,że będą jej klaskac ,ale troszkę się wstydzi. Mam nadzieję ,że wszystko wróci do normy , oczywiście nie tęsknię za wysokimi cukrami ,ale za tymi prawidłowymi to tak.
Cukier na teraz 119. Aby taki uzyskać zjadła pół cukierka (więcej nie chciał -cukierek pewnie może jeszcze wybić), troszke chleba z masełkiem (nie za dużo może na jakieś 15-20 kcl) i wypiła ponad 100 ml coli z cukrem (nie dostała nic insuliny ,a baza na 60%). Muszę trzymać rękę na pulsie, żeby znowu za bardzo nie wybiło ,albo ,żeby nie było za nisko. Czyli właściwie standard. I tak źle i tak niedobrze, taka to już wątpliwa uroda cukrzycy.

Przedszkole , tort i spacer .

Dzisiaj poszłyśmy pierwszy raz do przedszkola od 6 grudnia. W końcu udało nam się to uczynić!!!
Paweł miał wolne, więc poszedł z mała na ranną zmianę , zadzwonił do mnie tylko ile podać insulinki ,bo Natka zjadła cztery połóweczki kromeczek chleba z masłem. Obliczyłam dawkę insuliny ,Paweł ją podał i sprawa załatwiona. Potem zmiana warty i to ja pilnowałam córci. Zmierzyłam cukier o 10:30 -cukier 74, o 12 miał być obiad ,więc dałam jej do wypicia sok i zatrzymałam resztę bolusa. Byłam pewna ,że teraz do obiadu cukier nie spadnie, bałam się tylko wzrostu przed obiadem. Nagle po 11:00 Natka wychodzi z sali i mówi ,że ją boli główka, byłam pewna, że to cukier wybił. Mierzę a tu 46!!!!!!! Szybko podałam soku i Nataszka wróciła do grupy. Boże jak dobrze, że ona przyszła, bo jeszcze chwila i mogła zasłabnąć!!!
Zdziwiła mnie ta cała akcja z tym cukrem ,ale Nataszka powiedziała mi ,że ze skórek zrobiła tęczę. Zapytałam ją czy zjadła chlebek ze skórkami ,a ona mi odpowiedziała ,że zjadła tylko środek!!! O zgrozo , wyjaśniła się zagadka. Zadzwoniłam do Pawła i troszkę mu nagadałam ,że nie dowiedział się czy skórki zostały zjedzone. Jak to zawsze trzeba mieć rękę na pulsie. Rutyna płata figle. Zazwyczaj Natka zjadała najpierw środek ,a potem dojadała skórki ,ale nie tym razem! Dobrze, że tak się to skończyło.
Potem był obiadek ,ale oczywiście z całego obiadu moja córcia zjadła same kartofelki i kilka łyżeczek zupy ogórkowej (oczywiście samej wody , żeby przez przypadke nie natrafić na jakikolwiek ślad po warzywach-bo niestety ,ale nie lubi warzyw w zupie). Ale ,,na szczescie” jej podniebienie (i podniebiebie reszty dzieciaków) zostało połechtane urodzinowym tortem , bo koleżanka taki (a raczej jej rodzice) zafundowała grupie na poczestunek. Torcik znikał w usteczkach dzieciaków z prędkością światła. Najpierw sceptycznie podeszłam do tego torcika, czy Natka go zje, bo nie każdy tort jej podchodzi ,ale akurat ten się sprawdził, potem dopchała cukierkiem.
Po wyjściu z przedszkola mała poszła z Pawłem do parku ,a ja po chleb do sklepu. Pomiar cukru przed zabawą-247 , dałam korektę, jak sie później opkazało bez potrzeby ,bo cukier po godzince spadł do 100 i potem pomimo lekkiego dopojenia zaliczyliśmy kolejny niski poziom 46… Porządnie ją dopoiłam , wyłaczyłam bolusa. Doszła do siebie. Dzisiaj coś jedziemy po bandzie. Pewnie dlatego ,że mała ma więcej ruchy.
Po 18:00 wyszliśmy na spacer rodzinnie z naszym psem. Frodo zwany czasem Ferdkiem jak zobaczył ,że Nataszka też się wybiera na spacer z nim to się nam gdzieś ukrył. Narzekania Natki nie było końca, a to Frodo idzie za szybko ,za wolno , a to z przodu ,a to z tyłu. Poczciwa psina stara się już czytać z miny Natki ,,o co chodzi”. Nataszka biegała z ,,uradowanym” Frodem ,a my trochę pogadliśmy. Nagle widzę Natkę na zjeżdżalni. Zpomniałam o biednym Frodku , który został zmuszony do wejścia po schodach zjeżdżali i przejściu po ruchomym moście. Do zjazdu ze zjeżdżalni przekonać się nie dał. Krzyknęłam do Natki ,że on się boi i nie zjedzie ,wiec Natka chciała go sprowadzić tą samą drogą ,którą weszli ,ale mostek się ruszał i Frodo stanął ,bo bał się.Natka chciała go zdjąć na rękach ,ale pies nie jest lekki więc sama to zrobiłam. Wiem , wiem , pies nie powinien chodzić po zjezdżalniach ,ale cóż tak wyszło. Nataszka jest z Frodem od zawsze,jej się wydaje ,że on jest tak jak człowiek ,że wszystko rozumie, że jak ona go o coś prosi ,to on dokładnie wie o co chodzi. Fakt Frod jest mądrym pisiakiem i bardzo cierpliwym (szczególnie dla Nataszki) ,ale bez przesadyzmu.
Potem powrót do domku , kolacja, myju, myju i do łóżeczka. Myślałam ,że szybciej zaśnie ,ale zasnęła tak przed 22. Cukier przed snem 193.. Więc delikatna korekta i zobaczę jak to będzie się rozwijać.
Cukier na teraz 148. Zatrzymałam bolusa, baza na 76%. Za jakiś czas sprawdzę,czy tendencja malejąca (i dopoić), czy rosnąca (zostawić). Oj te noce…

Trupek w nosie …

Dzisiaj przerwa od konsoli. Poćwiczyłyśmy rysowanie szlaczków i pisanie cyferek. Z cukrami dzisiaj w miarę dobrze, zaliczyliśmy jedną wpadkę- po śniadaniu-cukier ponad 200 , potem już dobrze (odpukać).
Muszę koniecznie zapisać dwie anegdotki z udziałem mojej córeczki.
Wczoraj Nataszka gmerała sobie w nosku i zaczęła jej lecieć krew. No nie lecieć ,tylko na paluszku było troszkę krwi. Natka zaczęła płakać, musiałam powiedzieć o tym najpierw mojemu tacie, a potem koniecznie kazała zadzwonić do swojego taty. Spełniłam jej prośbę, oczywiście rozmawiała Natka. Nagle widzę ,że buzia mojego dziecka wykrzywia się w dziwnym grymasie, jakby jakiejś obawy , zdziwienia i bardzo szybko oddała mo słuchawkę. Myślałam ,że Paweł jej powiedział ,że nie ma czasu ,bo jest w pracy. Szybko zakończyliśmy rozmowę i pytam małej:
-,,co ten tata Ci nagadał”
-,,że mam w nosie TRUPKA”.
Roześmiałam się ,bo już wiedziałam czego przestraszyło się moje słonko. Paweł powiedział jej o strupku ,a Natka żle usłyszała. Powiedziałam jej o co chodzi i wyraźnie ją to uspokoiło.

Kolejna historia z życia wzięta:-
dzisiaj przeglądałam internet. W oczy rzucił mi się artykuł o dziwnych przedawkowaniach. Jednym z bohaterów była cola. U góry narysowana była szklanka z colą , w której było sporo lodu. Postanowiłam podzielić się z Natką tym co jest napisane, żeby zniechęcic ją do smaku tego typu napoi (niestety lubi , daję jej czasem colę rozcieńczoną dużą ilością wody , no i oczywiście bezcukrową). Czytam o pani , która zasłabła itp. Robię wykład swoimi słowami na temat złego działania tegoż napoju ,a tu nagle odzywa się moja córeczka:-
-mamo , przecież ja nie piję z lodem”…
Z drugiego pokoju rozległ się smiech Pawła ,a i ja zdrowo się uśmiałam. Dziecko widzi to co chce. Ale musze przyznac ,że sprytnie wybrnęła.

A teraz troszkę smutniej , z innej beczki. Również dzisiaj Nataszka oglądała reklamę fundacji w telewizji. Chore dziecko mówiło o koniecznoścy wysłania SMS-a. Nataszka powiedziała :
-,,Mamusiu ja też jestem chora. A tam dają lekarstwo. Jak wyśle SMS-a to oni mi wyślą zdrowie.” – żeby to było takie proste pomyślałam ze smutkiem…

Sylwester . Nowy Rok.

I mamy Nowy Rok.
Może 2014 będzie przełomowy w walce z cukrzycą? Może ktoś wreszcze wymyśli lek , który ją wyleczy? Tego w każdym razie życzę sobie,mojej córeczce i wszystkim innym małym cukierasom i ich rodzicom , a także statecznym już cukierkom i ich rodzinom.
Dzisiaj siedzimy sobie w domciu , mieliśmy podjechac do mojego bracika w odwiedziny ,ale jakoś tak jak do tej pory nam sie to nie udało.

Co do dnia wczorajszego ,to sporo się działo. Mieliśmy podejść z rana do sklepu na jakieś zakupy , Nataszce się nie chciało ,więc postanowliśmy zostawić ją z dziadkiem. Cukier ok. 60 , dostała odrobine soku i jeszcze dałam jej do zjedzenia gruszkę , bo bałąm się,że żeby nie miała za nisko. No i przedobrzyłam. Tata zadzwonił do mnie ,że cukier 248, a że pompy obsługiwać nie potrafi to od razu zakończyliśmy zakupy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Na szczęście zdążyliśmy zakupić szampany truskawkowe dla Nataszki (były ostatnie dwa). Po wejściu do domu podałam korektę (solidną) i zabrałam się do rozpakowywania zakupów. Nagle słyszę głos Nataszki
-,,Szkoda ,że nie pojechałam z Wami”.
-,,Czemu?”-zapytałam.
-,,A bo bym sobie kupiła szampana”.
Na co ja niepotrzebie w tym momencie powiedziałam :
-,,Kupiliśmy szampany dla ciebie” – i tu już był szał. Włączył jej się tryb żebrająco , błagający , proszący włącznie z oczami kota z bajki Shrek…
-,,Mogę ,tylko troszeczkę, prosze ,proszę proszę (i tu te wspomniane wyżej oczy). Tylko umoczę usta. Please (włączył się nawet tryb anglojęzyczny).
Nie wiem czemu ,ale uległam jej tym razem , tzn, wiem czemu , łudziłam się ,że cukier spada (bo było nieco niżej) , dałam solidną dawkę na porcję szampana i przyglądałam się radosnej minie mojej córeczki, temu blasku w oczkach , jak się delektowała. Na ziemię sprowadził mnie pomiar cukru i wynik-360!!! Przez moją głupotę , przez moją uległość. No cóż… Szkoda słów.
Podejrzewan też ,że to mogła być dodatkowo wina słabej baterii w pompie, tzn, pompa nie dawała znac ,że coś nie tak z baterią, raz pompoa pokazywała jedną kreseczkę, raz dwie, a zawsze zmieniamy jak jest jedna ,bo już wcześniej zaobserwowaliśmy kłopoty z podawaniem insuliny przy jednej kreseczce. Potem już cukry były w normie.
Poza tym incydentem cukry były ok (odpukać).
W nocy po 21 wyszliśmy na spacer, słychać było wystrzały petard ,a gdzieniegdzie można było coś zobaczyć. Nataszka bardzo chciała poogladać petardy ,więc obeszliśmy pobliskie osiedla ,ale niestety okazało się ,że za bardzo jeszcze nikt nie strzelał. Udało jej się zobaczyć kilka prób przed Sylwestrowym petardowym szaleństwem ,ale czuła niedosyt. Wróciliśmy do somu po 22. Myśleliśmy ,że Natka dotrwa do 24 i obejrzy te upragnione petardy , a tymczasem na 20 minut przed północą Natusia usnęła i biedna przespała to na co tak czekała. Aż mi smutno było , bo dookoła było tak kolorowo , tak głośno , tyle petard ,rac itp. Ale nie budziłam ją ,bo widziałam ,że była zmęczona.
Do rana cukry utrzymywały się na poziomie 120.
Obecne cukry mnie nie zadawalają , będziemy zmieniać wkłucie. Oby tylko Natka nie płakała,bo mi serce pęka w takich momentach. Obiecam jej gre na konsoli i słowa dotrzymam , to troszkę złagodzi ból robionego wkłucia.