Miesięczne Archiwa: Marzec 2014

DZIĘKUJE MAMUSIU ,ŻE MI POMAGASZ W CUKRZYCY.

Ładna pogoda to i cukry spoko (odpukać), a jak ładne cukry to i mój i Nataszkowy nastrój od razu lepszy.
Chyba, a raczej na pewno, zidentyfikowałam przyczynę wysokich cukrów po śniadaniu , które ciężko poddawały się korekcie.
W poniedziałek i wtorek w przedszkolu był tata Natki (chwała mu za to!) , po śniadaniu cukry prawie albo i całe 300. Masakra.Wcześniej unormowałam córci w maiarę cukry w domu podwyższająca bazę ,więc taka nałga zmiana bardzo mnie dziwiła i zmartwiła.
W środę wartę przejęłam ja. Siedziałam do momentu , w którym nie upewniłam sie co będzie zjedzone i wypite, podałam insulinę i wyszłam z sali. Nagle wpadł mi do głowy pomysł. A może jednak coś jeszcze moje dziecko konsumuje jak my podamy jej insulinę. Pytam panią pomoc nauczyciela czy Natka coś jeszcze piła ,a pani mi mówi ,,chciała kakao , więc dolałam jej kubeczek ,ale nie wiem ile wypije?”… BINGO!!! Nic nie powiedziałam ,chyba nie ma sensu. Weszłam na salę dołożyłam insulinę. Dodam ,że przez takie poziomy po śniadaniu strasznie mieliśmy zawyżony przelicznik do śniadania. Dzieciaki wychodziły na spacer po ponad godzinie, mierzę cukier Natce a tam 57!!! Podałam soku i dałam lubisiową głowę do zjedzenia. Potem jeszcze córcia dopijała sok. Wszystko przez to ,że nie zmiejszyłam przelicznika, bojąc się ,że może to nie wina dodatkowych kalorii. Przy obiedzie już siedziałam cały czas do momentu ,kiedy Natka zjadła posiłek (jaką mam gwarancję ,że nie poprosi o dokładkę?).Po przedszkolu szaleństwo na całego ,bo można iśc na plac zabaw. Poziom cukru do końca dnia mnie zadowalał.

Wczoraj wydarzyło się jeszcze coś co mnie bardzo zaskoczyło. Po kąpieli , utuleniu, kolacji ,jak ubierałam córcie do snu , moja 5cio latka mi powiedziała ,,DZIĘKUJĘ MAMUSIU ,ŻE MI POMAGASZ Z CUKRZYCĄ”… Kochana moja. Powiedziałąm jej jak bardzo ją kocham i że , nie musi mi za to dziękować.

Dzisiaj przy śniadaniu i przy obiedzie siedziałam w sali aż Natka zjadła jedzonko. Trudno ,nie mam już zaufania do tego ,że Natka nic nie doje za moimi plecami. Wolę widzieć co zjada. ZmniejszyłaM przelicznik do sniadanka, ale jeszcze za mało , bo cukier przed wyjściem na przedszkolne podwórko 140 ,ale już po pewnym czasie 52. Jutro muszę znowu zmniejszyć przelicznik.

Przewlekle chore dziecko zawsze ma pod górkę…

Ta cała cukrzyca dobija mnie. Gryzie gdzie tylko może. Ten ciągły strach pomieszany z lękiem. Ostatnio starałam się pocieszyć jedną z mam ,której córeczka też choruje na cukrzycę , co z tego skoro sama miewam takiego doła ,że…

Dzisiaj obudziłam sie z przeraźliwym uczuciem niesprawiedliwoći i potwornym ugniataniem w okolicy żoładka. Staram się nie płakać przy córeczce. Ona wie, że oddałabym wszystko ,żeby była zdrowa. Serce mię pęka kiedy prawie za każdym razem kiedy oglądamy z córcią zdjęcia z okresu sprzed choroby ona mówi ,,że chciałby być malutka, bo wtedy nie musiała mieć pompy” (oczywiście chodzi jej o cukrzycę, bo bez pompy z cukrzycą to krucho nas widzę). Te momenty kąpieli ,kiedy odpinamy pompę, a ona wykonuje dzikie tańce śpiewając ,,nie mam pompy, nie mam pompy”. Tak bardzo pragnę ,żeby kiedyś mogła zaśpiewać ,,nie mam cukrzycy”.

Czasem nie mam już siły. Człowiek kombinuje jak może , a dziecko jest jednym wielkim polem eksperymentowania z cukrami , które mimo największych chęci , ciągłej pracy ,bywają nie do ogarnięcia.

Żyję chorobą córki, tylko tym. Wiem ,że to nie jest dobre, ale inaczej nie potrafię , nie mogę , nie chcę?
Dzwonił tata Nataszki , cukier 280!!! Masakra… Nie wiem już co robić. Przecież dopiero zwiększyłam bazę prawie o 50%. Rece opadają. I jak mam optymistycznie patrzeć w przeszłość , kiedy właśnie wysoki cukier bombarduje ciało mojego dziecka?
A parę dni był spokój.

Córcia jest takim dzielnym i pogodnym dzieckiem. Nauczyłam ,żeby przy niej trzymac na wodzy negatywne emocje. Mówię jej ,że jest wyjątkowa, bardzo dzielna i mądra. Tulimy się , gładzę ją po tych jej bujnych blond włosach i całuję jej wielkie niebieskie oczka. Te oczy są pełne mądrości i miłości.

Czasem wybuchłam złością ,kiedy kolejny raz mówiłam jej ,że nie może zjeść tego ,czy tego ,bo ma zły cukier ,a ona co chwilkę dopytywała… Nie była to złośc skierowana do mojej córeczki ,ale do jej choroby.
Nadal nie mogę sobie dać rady z tym ,że Natka nie może żyć jak zdrowe dzieci.
Staram sobie wmawiać ,że białe jest czarna,ale czasem to wszystko mnie przerasta.
Nie męczy mnie brak snu , ciągły stres, najbardziej męczą mnie jej za wysokie cukry ,albo zbyt duże spadki , które strasznie ją osłabiają.

Wczoraj w przedszkolu dałam Natce insulinę na obiad i wyszłam z sali. Weszłam dopiero jak przyszedł czas odbioru dzieci. Moje oczy osłupiały, Nataszka nie chciała iśc do domu ,ale nie dlatego ,że robili coś bardzo interesującego ,ale dlatego ,że dzieciaki siedziały przy stoliku i jadły chrupki kukurydziane i krakersy. Od tak sobie, kto zdrowemu zabroni?
Znowu mi się żal zrobiło Nataszki ,bo była taka zadowolona ,że je podwieczorek. Poprosiłam ją ,żeby jednak szła, wzięła na wychodne garsteczkę krakersów.W domu też daję jej krakersy , chrupki itp ,ale wszystko musi mieć wyliczone. Dla niej wielką frajdą jest jak coś może jeśc z paczki ,a nie odważone z talerzyka. SMUTNE. Przez tą całą chorobę zrobiła się strasznie pazerna.Dodatkowo pewnie imponowało jej to ,że siedzi sobie przy stoliku i wcina ciasteczka tak jak jej rówieśnicy , bez ograniczeń , bez kłucia paluszków i wyciagania pompy. Na chwilę była taka jak te inne dzieci. Po wyjściu z sali dałam jej insulinę , tak na oko i cukry były całkiem znośne.
Właśnie dzwonił tata Nataszki, cukier nadal 280 , muszę wymienić jej saszetkę,bo ta co ma jest taka fotrzasta i może insulina się przegrzewa? Nie wiem już sama. I jak tu być optymistą…

i znów przeziębiona…

Nie wiem już co robić, jak poprawić odporność Nataszce? Może za bardzo kozakowaliśmy w ostatnią niedzielę i stąd to kolejne przeziębienie?
W niedzielę Nataszka poszła dwukrotnie na rower, no niby było ciepło ,ale jednak po powrocie już smarczyła i kichała. Już sama nie wiem co robić. Złoszczę się na siebie. Znowu tyły w przedszkolu i panie pewnie będą patrzeć na mnie krzywo , że Natka chodzi w kratkę do przedszkola.
Wiem ,że katar i kaszel to nie choroba ,ale wiem też ,że jak ją puszczę w takim stanie do przedszkola to infekcja może bardziej się rozwinąć. Marudzę. Wiem. Ale nie wiem co robić.
Przed zachorowaniem małej na cukrzycę podchodziłam bardziej ,,lajtowo” do takich sytuacji ,a teraz nie potrafię.
Dodatkowo podobno w przedszkolu panuje wirus , który powoduje wysoką temperaturę (którą trudno zbić) , a u kolegi Natki wystąpiły dodatkowo wymioty z biegunką. IDEALNY zestaw dla zdrowego dziecka ,a co dopiero dla dziecka z cukrzycą. Widmo pobytu w szpitalu dodatkowo zniechęciło mnie do przedszkola w tym tygodniu.
Dobrze ,że Paweł ma wolny poniedziałek ,to on zbierze ,,wzrokową reprymendę z dezaprobatą” ze strony pań. W sumie im się nie dziwię, bo to faktycznie może przeszkadzać. Ale co ja mam zrobić? Puścić chore dziecko do przedszkola ,w którym ,,grasuje” wirus?
Mam mętlik w głowie i dodatkowo czuję jakiś niepokój i poddenerwowanie.
Żeby już była wiosna, taka prawdziwa, niech będzie ciepło , żeby każde wyjście na dwór nie przerażało mnie zachorowaniem córeczki. Nie , nie przetrzymuję jej w domu jak jest zdrowa, każdą taką chwilę ,jeśli warunki atmosferyczne są dobre to staram się spędzać w przedszkolu ,a potem na placu zabaw. Uwielbiam takie chwile, bo wtedy mała potrzebuje mniej insuliny i cukry są dobre ,a nie tak jak teraz… Wczoraj zmieniłam jednocześnie fiolkę z insuliną, wkłucie i jeszcze podwyższyłam prawie wszędzie bazę. Cukry , całkiem znośne,ale w nocy musiałam córcię często dopajać (czyli nockę muszę zmniejszyć) ,a nad ranem miałą dosyć wysoko.
Muszę poprzyglądać się bardziej bazie.
Czytam te wszystkie artkuły o sztucznych trzustkach i innych cudach , i czekam na to z utęsknieniem . Zdrowy rozsądek mi mówi ,że juz tyle było różnych obietnic bez pokrycia, a jednak wiara sprawia ,że gdzieś w sercu tli się malutka iskierka, że może kiedyś mojemu dziecku będzie łatwiej niż teraz.

Chyba samopoczucie wszystkich rodziców małych cukiereczków jest uwarunkowane od poziomów cukrów dzieciaków. U mnie z cała pewnością tak jest.