Miesięczne Archiwa: Czerwiec 2014

ZDROWIE WRÓĆ…..

ZNOWU!!!!!!Tym razem ,bo przeglądałam książki dotyczące cukrzycy. Bo przed zmianą zmianą wkłucia cukier dużo za niski ,a po zmianie cukier za wysoki. Bo miejsca po wkłuciu nie chcą się goić. Bo ta choroba jest na ZAWSZE, nigdy nie odpuści. Bo tej choroby nikt nigdy nie wyleczy. Bo insuliny nie można podać w tabletkach . Bo trzeba kłuć palce. Bo zmiany poziomów cukru źle wpływają na samopoczucie dziecka. Bo córka nie może jak zdrowe dzieci spontanicznie zjeść loda. Bo nie może spontanicznie wskoczyć do wody. Bo jej życie jest uzależnione od fiolki z insuliną. Bo ma pokłute paluszki u rączek i nóżek. Bo nie może zostać sama w przedszkolu. Bo nie może sama posiedzieć przed blokiem. Bo boję się nocnej hipoglikemii i nie śpię po nocach. Bo boję się o jej przyszłość ,jak ona sobie sama da radę. Bo zawsze będzie miała trudniej niż inni. Bo boję się ,że nie będzie akceptowana. 

Córka jest wszystkim co mam, nie potrafię przeboleć tego ,że zachorowała. Muszę się wypłakać , wyżalić. Nie ma do kogo. Każdy ma swój świat i swoje problemy. 

Znowu dół. Dzisiaj Nataszka poszła na działkę do znajomych. Był też jej kolega ,który podobno   jak nikt nie widział to  bił ją i wyzywał ,bo pewnie chciał popisać się przed nową koleżanką. Wiem na 100% ,że to ta inna dziewczynka go namawiała, bo inaczej tak by się nie zachowywał. Nataszka jest bardzo za nim. Moje dziecko potrafi bardzo ładnie bawić się z wszystkimi dziećmi , ale nie ma czegoś takiego jak instynkt samozachowawczy. Ktoś będzie jej dokuczał ,a ona i tak pójdzie za nim jak ćma do żarówki. Nic nie pomoże to ,że się sparzy . Bardzo szybko zapomina wyrządzona jej przykrość. Moim zdaniem to nie jest dobre ,bo w przyszłości ludzie mogą ją uważać za naiwną i wykorzystywać. Rozmawiam z córcią na ten temat. Szkoda ,że mnie tam nie było , bo bym sobie dopilnowała małej. Ale jak to mówią ,,oliwa zawsze sprawiedliwa”. Już kiedyś różne dzieci  namawiał innych przeciwko Nataszce i potem zostawały same jak palec , i szukały kontaktu z małą. Natka wkurza mnie ,bo ja na jej miejscu nie chciałabym się bawić  z nimi ,a ona chce. Uparta jest ,ale nie zawsze tam gdzie powinna. Martwię się ,że może to przez chorobę chce być na siłę przez wszystkich akceptowana????? 

POMPA Z NAKLEJKĄ I BIEGANIE NA DWORZE :)

Kolejna wizyta u diabetologa za nami. Kolejna ,,porcja” wkłuć otrzymana. Miałam małego stresa w związku ze zmianą formularzy do wypisywania wkłuć,ale okazało się ,że niepotrzebnie ,bo wkłucia zostały wypisane na nowych drukach. 

Oprócz wkłuć tata Natki przywiózł nowiutką saszetkę (taką na pasku z rzepem) medtronica i nalepkę na pompę. Koszt saszetki 87 zł… No cóż. Naklejka 10 zł. Przyznam bez bicia ,że pierwszy raz kupowałam naklejkę . Do tej pory miałam obawy ,że nalepka może zachęcać Natkę do ,,knupania” w pompie, wyjmowania jej. Może przesadzałam ,ale wolałam nie ryzykować. Chociaż muszę przyznać ,że w kwestii pompy Natka od początku była bardzo posłuszna , kilkakrotnie słyszałam jak koleżanki namawiały ją ,żeby im pokazała jak wygląda to ,,coś” co córcia nosi pod bluzeczką i zawsze mała odmawiała , mówiąc ,,że nie wolno”. To było jakieś dwa lata temu i byłam z niej taka dumna. Teraz jak sobie pomyślę ,że już tyle czasu mała ma cukrzycę to nie mogę w to uwierzyć. Patrzę na 3-letnie dzieciaki ,które ledwo co mówią i zastanawiam się jak to było możliwe,że takie małe dziecko musiało  to wszystko unieść.                                                                                            Koleżanki i koledzy Natki zaczynają sami wychodzić przed blok. Mamy mogą coś wtedy zrobić. Jak wyglądam przez okno i widzę te roześmiane dzieciaki to czuję ukłucie zazdrości i żal, smutno mi ,że Natka tak nie może. Nie, nie dlatego ,żeby ją puszczać samopas i korzystać z wolnej chwili ,ale dlatego ,że czasem najnormalniej nie mam czasu ,żeby z nią wyjść i pozostaje jej siedzenie z nosem przy szybie. Do tego moja ciągła obecność przy Natce w czasie dziecięcych zabaw może źle wpływać na jej relacje z dziećmi. Mała jeszcze tego tak do końca nie zauważa, ale czasem prosi ,,mamusiu to Ty idź po picie do sklepu dla mnie , a ja tu zaczekam”. A ja się boję , nie wiem czy to strach czy lęk, bo niby można sprawdzić cukry,ale… Zawsze jest to ale. Bo jeśli zdrowe dziecko pobiegnie za koleżanką do domu i chwile tam posiedzi to grozi mu tylko reprymenda od rodzica…                                                                                                                                      

Dzisiaj córcia była z tatą na dworze. Słyszałam śmiech dzieciaków i poprosiłam Pawła ,żeby wziął małą na dwór. Poszli. Słyszałam śmiech córci. Jej wygłupy. Wrócili późno , Natka wykończona. Dobrze, że pobiegała z rówieśnikami. Dobrała się do cukierków koleżanki ,ale cukier dobry (140). Odebrałam jej resztę zdobyczy. Kolacja na bogato ->ryż z serkiem homogenizowanym , naturalnym i cynamonem. Teraz cukier 98 (wstrzymałam bazę ,bo nie chcę spadków i dosładzania (boję się o stałe ząbki , no i sok to też dodatkowe kalorie ,więc wolę nie przeginać). Wynalazłam ostatnio całkiem fajny serek w netto. Bez cukru bez tłuszczu , elegancko bilansuje się nim posiłki (ma tylko 68 kcl w 100 g.) ,a co najważniejsze jest naprawdę smaczny. Można go jeść na słodko ,na słono. Jako dodatek do ryżu czy makaronu. Mojej córci przypasował.Wielkie opakowanie (chyba półkilowe) kosztuje 3.99 więc same superlatywy.                                                Po kolacji mycie ząbków, musiałam zaciągać małą na siłę ,bo mówiła ,,że jej nogi zemdlały”. Nie dałam za wygraną i jeszcze przekonałam ją do umycia fluorem. Natka nie przepada za jego smakiem ,ale jakoś dała się przekonać . Mówię jej ,że to taka ,,tarcza ochronna”.  Po myciu córcik szybko wskoczyła do łóżeczka i zasnęła niemal od razu. To dobry znak , bo wnioskuję z tego ,że świetnie spędziła czas. 

 

CUKIERKOWE SZALEŃSTWO .

Dzisiejszy dzień uważam za udany. Wybyłyśmy z domu przed 15 ,a do domu dotarłyśmy przed 21. Superowo. Cukrowo też nie najgorzej. Wyszłyśmy z cukrem nieco ponad 100 , ponieważ działała insulina z obiadku i przewidywany był spory wysiłek fizyczny Natka dojadła 3 cuksy. Fakt dodatkowe kalorie ,ale wyjścia nie ma. Przez długi czas cukry utrzymywały się na poziomie nieco ponad 100. W końcu jednak zaczęło się podjadanie różności od rodziców, opiekunów i innych przedstawicieli ,,ludziów” dorosłych. Na tapetę poszły czereśnie (sztuk kilka) , bober (sztuk kilka) , odrobinę słonecznika. Przynajmniej zdrowo pomyślałam sobie, ale cukier już ponad 160 ,więc poszła porcja insuliny.                            Dodatkowo ruch ,więc nie powinno być problemu. No nie było ,ale moje dziecię dorwało jeszcze ,,panią z ciasteczkami” (okazało się ,że to moja koleżanka) i darło się przez pół parku ,,mamo!!! Mogę jedno ciasteczko , ta pani ma” , zawołałam córcie i tłumaczę jej delikatnie ,że na dwór wychodzimy nie po to ,żeby się objadać,ale po to ,żeby się bawić i biegać , i że nie wypada tak ,,sępić” , na co córeczka odpowiedziała zgodnie z prawdą ,że pani wszystkich częstowała. Ostatecznie  ciasteczko zostało skonsumowane . No wiem ,wiem ,za miękka jestem… Ale ona robi te oczy kota ze Shrek-a i często ulegam. Tym bardziej ,że cały czas biegała i ominął ja jeden posiłek. Następnym razem postaram się zabrać jakieś zdrowe przekąski. Nie myślałam ,że tyle ,,zabalujemy”.

Nie wiem co robić w takich sytuacjach , kiedy wszystkie dzieciaki są częstowane prze kogoś. Nataszka sama bez pytania mnie nic nie weźmie ,a mnie się wydaję ,że jeśli bedzie tą jedyną , która nie może poczęstować się chrupkiem , cukiereczkiem itp, to będzie jej smutno i poczuje się pokrzywdzona. Oczywiście Natka wie ,że przy wysokim cukrze taryfy ulgowej nie ma i nie będzie. Najwyżej schowa sobie przysmak na ,,lepsze czasy”. Już pod koniec zabawy wyszarpała z mojej torebki cukiereczki i powiedziałam jej ,że nie wolno to bez jęczenia zrozumiała i tylko poczęstowała koleżankę. Wiem ,że w takich sytuacjach musi być jej smutno.  Później okazało się ,że jednak mogła zjeść tego cukiereczka, bo jak wchodziłyśmy po schodach to zrobiło jej się słabo i cukier 63. Szybko napiła się soku. Chwilę postałyśmy na schodach i do domku, a tam od razu kąpiel ,a potem obiad na kolację ,czy li zupa pomidorowa z makaronem. Mycie ząbków i moje dziecię usnęło. Dawno tak szybko nie odleciała. Ruch czyni cuda nie tylko z cukrami ,ale też  z temperamentem dzieciaków.                                Cukier 108. Baza ustawiona na 80%. Wczoraj po zmniejszeniu bazy cukry urosły do 160 po 2:00 , dawałam korekt. Zobaczę jak będzie dzisiaj. Staram się znaleźć złoty środek na nocne cukry. Nie chcę co chwilę małej dopajać , bo boję się o jej ząbki ,ale też nie chcę podawać jej korekt i trzymać na za wysokich cukrach.

 

 

 

 

 

A więc…

Pogoda ostatnio niestety nie dopisuje. Siedzimy w domu  i Nataszka  co chwilę by coś jadła. Gonię ją od jedzenia ,bo nie chcę dopuścić do dużej nadwagi. Staram się jak mogę. Mam olbrzymiego stresa przed wizytą w środę u diabetologa. Raz wydaje mi się ,że mała schudła ,raz ,że utyła… Tłumaczę córci ,że nie chcę ,żeby utyła, że lekarze uważają ,że za dużo je. Czasem powiem słowo za dużo i mam olbrzymie wyrzuty sumienia, bo takie gderanie to najlepsza droga do bulimii czy anoreksji. Pediatra mówi ,że waga małej jest w normie, nasza pani diabetolog nalega, żeby nie utyła bardziej. Tylko tamta sytuacja w szpitalu wyprowadziła mnie z równowagi. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć.

Cukier-109 , zmniejszyłam bazę. Zobaczymy co będzie dalej działo się z cukrami. 

Noc. Chwila wytchnienia? Sama nie wiem, raczej chwila czuwania. Może troszkę odpocznę od szczebiotu mojej córci. Straszna z niej gadułka. Buźka jej się nie zamyka. Co chwilę słyszę ,,mamo” ,a jak pytam ,,co?” to płynie z ust mojej córci niekończąca się lawina słów. Kiedyś trochę mnie irytował ten niekończący się słowotok . Mówiłam wtedy ,,Natuśka daj mi chociaż 5 minut ciszy”-ale szybko do niego przywykłam. Miło tak jak słyszy się szczebiot najukochańszej istoty na świecie. Ostatnio dowiedziałam się ,że Natka tak jak ja jak byłam mała ,,jak dorwie słuchacza to rozmowa murowana”. Uśmiechnęłam się na te słowa, bo faktycznie ja też byłam  gadułą  ,ale żeby aż tak? 

Kilka dni temu podjechałyśmy pochodzić po sklepach. Postanowiłam ,że dla zdrowotności wrócimy na nogach. Muszę przyznać ,że Natka spisała się na medal. Tylko trochę pojęczała ,ale szła dzielnie. Szukałyśmy ,,zgubisk” , rozmawiałyśmy na różne tematy. Fajnie było. Musimy to powtórzyć ,ale nie będziemy się zapuszczać aż tak daleko. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ZĄBKI…

Ostatnie dni spędzaliśmy na dworze. Trzeba korzystać z ulotnych chwil ciepła.
Odwiedziliśmy też dentystkę. Ku mojej rozpaczy okazało się ,że Natka ma dziurkę w nowiusiej stałej szóstce… W zasadzie ząbek jeszcze dobrze się nie wyrżnął ,a już miał dziurkę, którą lekarka zaobserwowała dopiero jak lekko odchyliła dziąsło. Ryczeć mi się chciało…
Oczywiście ja z moimi zdolnościami przejmowania winy za wszystko, obwiniam się ,że mogłam bardziej ją pilnować z myciem ząbków. Pani dentystka powiedziała,że jej synek miał tak samo. Nie bardzo mnie to pocieszyło.
Martwią mnie te jej ząbki. Kurcze , jeszcze to dosładzanie w nocy. Co z tego ,że umyjemy ząbki , wypłukamy płynem jak czasem kilkakrotnie dosładzamy się w nocy. SZOK!!!
Pytałam lekarkę o lakowanie zębów. Czytałam same pozytywne opinie na ten temat i byłam przekonana ,że to coś dla nas. Lekarka sceptycznie podeszła do tej metody , mówiąc ,że przez tym zabiegiem wytrawia się szkliwo , i że jak lak odpadnie to z kawałkiem zęba. Nie wiem sama co robić… Mam co tydzień smarować ząbki fluorem.

Takie tam…

Słoneczko świeci, ptaszki ćwierkają ,a Natusia jeszcze sobie smacznie chrapie. Wczoraj pobiegała do późna ,więc nie miałam sumienia budzić ją z samego rana.
Wczoraj po kąpieli wymienialiśmy wkłucie. Nataszka płakała , pytała czy trzeba zmienić? Odpowiedziałam ,że tak. Spytała dlaczego i zaraz potem zaczęła płakać ,że nie chce mieć pompy (chodzi jej o to ,że nie chce mieć cukrzycy) ,że chce jak dawniej , jak kiedyś.
Odpowiedziałam ,że ,,musi mieć pompę , bo bez pompy była kiedyś bardzo słaba, wymiotowała , wszystko ją bolało” , zwykle to pomagało. Nie tym razem. Nataszka jest coraz starsza , coraz więcej rozumie, a może rozumiała wszystko już wcześniej ,tylko swoich myśli nie potrafiła ubrać w słowa. W każdym razie rozpłakała się na te słowa jeszcze bardziej i odpowiedziała : ,,ale ja chcę być zdrowa , nie mieć kłutych paluszków , chodzić bez pompy , tak normalnie, jak dawniej. Chcę normalnie jeść. Teraz jak mam wysoki cukier to jestem bardzo głodna , jak widzę jedzonko to mam ślinkę jak piesek. A ja chcę jak kiedyś , bez pompy…” I jak tu się nie rozkleić?
Widzę ,że ona ma straszny żal o to ,że jest chora , boję się co będzie potem.
Staram się ,żeby żyła tak jak każde inne dziecko. Ale ona widzi różnice. Dostrzega ograniczenia, różnice.

CUKRZYCOWY DÓŁ… Mama na straży cukrów…

Czuję ,,motylki w brzuchu”. U mnie nie zwiastują nic dobrego , to kolejny powrót wątpliwości i poczucia bezsilności. Ciągły strach , obawa o teraz, o jutro. ,,Carpe diem” myślę sobie i staram się wyłapywać to co jest fajne , to co jest dobre. Uśmiech i śmiech mojego dziecka, jej pocałunki , dotyk jej małych rączek ,wspólne wygłupy , żarty. Ona -mój cały świat. Moja największa duma i sens życia pozwala mi wstać ,kiedy nic się nie chce , pozwala mi śmiać się , kiedy pod powiekami czuję piasek.
Nasza cukrzycowa codzienność, upadki i wzloty. Cukrowa huśtawka, która pomimo największych chęci nigdy nie staje w miejscu na dłużej. Życie bez większego wytchnienia. Boję się jak moje dziecko da sobie kiedyś radę samo z tym wszystkim. Musi być bardzo silna, silna fizycznie i psychicznie. Musi być silniejsza ode mnie i od każdego innego zdrowego człowieka , bo życie nie daje taryfy ulgowej.

Dostałam z przedszkola informację o córeczce. Myśl przewodnia , która pojawia się w opisie jej małej ,,osóbki” to to ,że potrzebuje akceptacji i dużo pochwał , i że jest pogodnym dzieckiem. Wiem ,że tak jest. Nie wiem czemu uwielbia tak chłonąć pochwały , chwalę ją wielokrotnie każdego dnia. Mówię ,że jest najcudowniejsza ,że jest bardzo mądra i dzielna. Zastanawiam się ,czy przez chorobą nie czuje się gorsza? Mam nadzieję ,że nie, bo nikt nigdy nie dał jej tego odczuć. Może wyolbrzymiam ,a ona po prostu lubi być w centrum uwagi (i oby tak było).

Ostatnio czuję jakieś takie zniechęcenie. Smutno mi, Widzę normalne życie dzieci znajomych i zastanawiam się ,,jak by to było”? Głupi przykład. Malutka córeczka od koleżanki je sobie chrupeczki , potem zagryza to jabłuszkiem ,a na koniec wbija swoje pierwsze ząbki w bułeczkę . A ja ? Łapię się na tym ,że szacuję ilość insuliny , którą bym musiała podać na takie przekąski mojej córeczce i rośnie mi gula w gardle , bo znowu do mnie dociera ,że wcale nie jest tak kolorowo jak sobie człowiek wmawia. W tle tej sytuacji moja córeczka pyta ,,czy może zjeść bułkę”? ,a ja mam łzy w oczach (które oczywiście kamufluję) ,bo muszę jej powiedzieć ,,najpierw sprawdzimy cukier” ,a nie mogę od tak sobie podać jej kawałka bułki , którą to objadają się wszystkie dzieci dookoła. Niby nic, jak takie coś zdarza się raz ,ale to jest ,,niekończąca się opowieść”. Fajnie jest jak okazuje się ,że cukier jest dobry ,ale jak jest za wysoko to rozczarowanie i smutek w oczach córci bardzo bolą.
Nie wiem jak to jest możliwe,ale Natka pamięta ,że kiedyś mogła jeść jak inne dzieci. Czasem płacze , bo widzi swoje zdjęcie jak była dzidziusiem. Myślę ,że przez to ,że wie ,że wtedy żyła sobie jeszcze całkiem normalnie ,bez insuliny i ciągłych pomiarów cukru , od których mnie robi się już niedobrze, a co dopiero jej?

Koleżanki i koledzy Nataszki mają młodsze rodzeństwo. Przekonałam Nataszkę ,że posiadanie rodzeństwa to nie same przyjemności. Teraz twierdzi ,że nie chce rodzeństwa ,ale widzę jak świetnie bawi się z maluchami , jak stara się nimi opiekować , jaka jest czuła i delikatna. Myślę sobie ,że byłaby najwspanialszą siostrą na świecie. Tą starszą siostrą ,z której bierze się przykład. Ostatnio miała na kolankach siostrzyczkę kolegi (8 miesięczną), była taka dumna, taka ostrożna. Dopytywała potem ,czy ona tak samo ,,mówiła” , też miała takie ząbki itp. Wspominamy sobie czas , kiedy była mniejsza ,a dodam tutaj ,że Natka była niezłą numerantką. Wyjście z nią na spacer to była istna mordęga, bo biegała jak szalona wszędzie. Pal sześć jak nie była to ulica. Wszędzie jej było pełno. Do tej pory sąsiadki wspominają z uśmiechem jak tańcowała pod blokiem ,albo jak uciekała ze śmiechem , a biegała bardzo szybko. Sąsiadki drżały ,że się wywróci , bo biegła tak szybko ,że nóżki były z przodu przed pupką. Zmiana przyszła jak zachorowała. Wydawało mi się ,że wtedy była taka szybka ,bo chciała spróbować wszystkiego jeszcze ,,przed” ,wiem ,że to głupie,ale takie myśli przychodziły mi do głowy. Po diagnozie i tym wszystkim co ją spotkało w szpitalu stała się bardziej poważna. Do tej pory zastanawiam się jaka by była gdyby nie choroba?

Znowu nie mogę spać. Muszę pilnować cukrów, bo ,,dałam ciała”.Cały dzień cukier był dobry , Natka jadła czereśnie, bardzo lubi owoce. A ja wieczorem tak pokombinowałam z jedzeniem i insuliną ,że cukier 380… Może były jakieś bąble powietrza po drodze? Nie wiem. Wiem tylko ,że przed jedzonkiem było 70. Potem przedobrzyłam , dodałam ,,gratis” w znaczeniu ,ze bez insuliny trochę czereśni. Co ja sobie myślałam? Że czereśnie same ,,wejdą do komórek”? Mój błąd , tylko szkoda ,że Natka na tym cierpi. Mierzyłam cukier przed chwilą , było już nieco ponad 200. Spada. To dobrze.
Nadal nie cierpię nocy , obawiam się niskich cukrów. Wczoraj nie obudziłam się na jedno mierzenie (bo cukier miała 170). Nie miałam siły wstawać. Jak potem mierzyłam to bałam się ,że będzie za wysoko ,że cukier jeszcze urósł ,a było 48!!!! ZGROZO!. Dobrze, że nie podawałam insuliny na korektę , chociaż jak bym podała korektę ,to bym nie pominęła mierzenia a cukru i pewnie bym jeszcze po drodze raz zmierzyła.
W dzień też zdarza się ,że Natka nie sygnalizuje spadku , ale obserwuję ją , widzę jak się zachowuje, a w nocy śpi i jedyne co mogę zrobić to zmierzyć cukier.