Miesięczne Archiwa: Lipiec 2014

Znowu koszmarne cukry. Jakiś czas był spokój , ale za dobrze by nam było. Podwyższyłam bazę i nie szczędzę insuliny. Teraz cukier 91 . Trochę za nisko według mnie jak na noc , jak będzie mieć tendencję spadającą to podam trochę soku i zmniejszę bazę.                                                                                                                          Średnia z glukometru wywołuje u mnie poczucie winy i wściekłość. Jakoś tak wysokie cukry mnie wyprowadzają z równowagi. Wiem ,że dzieje się coś złego istocie ,którą kocham ponad wszystko. Jestem zła, na siebie, że nie mogę tego wszystkiego wyregulować ,ogarnąć , na córcie ,że chce coś zjeść a ma wysoki cukier, albo kaprysi przy jedzeniu ,a insulina podana ,a ja muszę kombinować (co nie zawsze jest dobre dla cukrów). Wiem ,że to nie jest niczyja wina , tylko cukrzycy ,ale czasem nie wyrabiam. Wtedy najczęściej wychodzę z małą na dwór. Żeby ona nie myślała o jedzeniu ,a ja żebym nie zamartwiała się cukrami.                                                    Cukrzyca. Wątpię ,że ktoś znajdzie na nią lek i wybawi od niej ludzi. Czytam wpisy mam ,których dzieci od niedawna chorują i czuję ogromny smutek. Czemu tak musi być? Kolejna mała istota została SKAZANA na coś czego nawet dorośli nie potrafią ogarnąć. Współczuję rodzicom , którzy do tej pory martwili się zapewne pierdołami , które teraz wydają im się takie błahe i nic nie znaczące. Teraz prym wiedzie ona-CUKRZYCA. Ona dyktuje warunki , nie ma od niej urlopu ,przerwy. Te straszne początki , kiedy niektórzy jeszcze nie zdają sobie sprawy ,że tak już będzie zawsze. Wyjście ze szpitala i BUUUUUM. Za szpitalnymi ścianami też są ograniczenia , też trzeba robić zastrzyki , mierzyć cukier, czekać na posiłki. Za wysoko-źle ,za nisko-jeszcze gorzej. 

Widziałam nowe zachorowania u dzieciaków jak byłam na badaniach kontrolnych. Byłam na sali z dwoma chłopcami w wieku 8 i 10 lat. Dzieli mali chłopcy. W ich głowach tliła się iskierka nadziei ,że to tylko w szpitalu ,że przecież w domu będzie tak jak kiedyś. Ich mamy , które zgrywały przy nich twardzieli , a jak tylko zamykały się za nimi drzwi to ryczały. Podziwiam je ,że nie płakały przy chłopcach. Te tłumaczenie dzieciakom ,że w domu będzie tak jak w szpitalu. Tak chyb a jest zawsze ,że po zachorowaniu robi się wszystko zgodnie z wytycznymi , dopiero potem kolejno padają poszczególne mity , kolejne zakazane owoce zostają na nowo poznawane. Pizza, hamburger, lody ,słodycze, podjadanie między posiłkami. To wszystko było kiedyś na wyciągnięcie ręki , teraz trzeba nauczyć się tak dawkować te przyjemności ,żeby nie zaszkodziły dziecku.                                                                                                                                                                                      Mam przed oczami jednego z chłopców. Strasznie płakał ,długo utrzymywał mu się wysoki cukier , był bardzo głodny ,a nic nie mógł jeść. Wiedziałam w czym tkwił problem -nosił on nazwę PARÓWKI. Powiedziałam o moich podejrzeniach mamie chłopca, sceptycznie do tego podeszła, bo skoro pielęgniarki pozwalają? Dopiero jak kolejny raz cukier po nich urósł to chyba zrozumiała na czym rzecz polega, że parówki ,,lubią” wybijać , i podawanie ich na noc nie jest dobre. Pamiętam ich spojrzenia jak Nataszka żuła gumę. Oczywiście taką bez cukru, poczęstowała chłopców. Oni tak bardzo chcieli ją żuć , poczuć odrobinę słodyczy ,ale rodzice nie bardzo wiedzieli co robić ,bali się ,że guma podniesie cukier. Jak wolałam nie ingerować za bardzo ,bo bałam się ,że cukier wybije po czymś innym ,a oni będą mieć niewypowiedziane pretensje. Ciekawe co u nich. Jak dają sobie radę  ? Jakie maja cukry? Czy ich mamy jeszcze szperają po internecie w nadziei ,ze znajdą lek. 

Cukier-59!!! Podałam soku , zmniejszyłam bazę. Ciekawe co to będzie. Tu nigdy nie ma pewności, może spaść ,urosnąć ,albo pozostać na stałym poziomie. 

Rano zmieniliśmy wkłucie ,bo cukier 209… choć w  nocy utrzymywał się na poziomie 150 ,130-nie jest to super wynik ,ale ja też czasem potrzebuję pospać bez nerwów i strachu. Nataszka była dzielna.. Po zdjęciu córci starego wkłucia wypłynęła z niego krew. Nie wiem jakim cudem działało w miarę ok. przez te 2 dni?   Wiem natomiast , że robienie wkłucia jednak boli ,bo sama raz sobie je zrobiłam. Samo wkłucie nie bolało ,ale po kilku sekundach poczułam coś w rodzaju ,,rozrywania” tkanek. Z  czystym sumieniem powiem,że do przyjemnych to nie należy. 

Musimy zmienić miejsce do robienia wkłuć ,bo pupa jest w opłakanym stanie. Brzuch odpada. Nóżka kiedyś nas zawiodła, raczka zawiodła nas ostatnio (chociaż wcześniej cukry były przy wkłuciu na rączce super. Teraz jednak jak jest gorąco to wystawianie wkłucia i drenu na słońce może nie być najlepszym pomysłem?

LATO ,BASEN I PRZEGRZANY GLUKOMETR…

Natka na basenie z tatkiem. Wczoraj też byli.  Była taka podekscytowana. Uwielbia pływać. No może nie do końca pływać , bo tej umiejętności jeszcze nie posiadła ,ale uwielbia pluskać się w wodzie. Podobno wczoraj córcia skakała sobie do wody , nagle ktoś zajął jej miejsce do oddawania skoków ,a ona najnormalniej w świecie podeszła i zapytała : ,,możecie się przesunąć ,bo ja tu skaczę”. -Ot i cała moja Natuśka. Młodzi ludzie popatrzyli po sobie i ryknęli gromkim śmiechem.                                    Pompa insulinowa podczas harców czeka sobie na brzegu , wczoraj pilnował jej mój brat. Ale wczoraj zakupił kąpielówki i będą zapewne się zmieniać.                     Wczoraj po basenowym szaleństwie pojechaliśmy pochodzić po sklepach. W jednym z marketów jest taki tor z samochodami na akumulatory. Natka zawsze chciała tak jeździć , wczoraj ulegam jej namowom. Pani , która obsługuje ten mini tor powiedziała ,że wytłumaczy córci co i jak i zobaczymy jak jej pójdzie. Okazało się ,że mała ma do tego dryg. No cóż kierowcom trzeba się urodzić. Moja bratowa powiedziała -,,Ona zrobi szybciej prawo jazdy niż ja”. Muszę przyznać ,że naprawdę świetnie jej szło , ani razu nie uderzyła w zabezpieczenia. Jechała bardzo płynnie. Może zostanie rajdowcem?

Ekipa już w domu. Na basenie zabawili prawie pięć godzin. Gębusie zadowolone. Gorzej z cukrami… Glukometr padł z powodu wysokiej temperatury. Zmierzyłam cukier w domu ,a tu ponad 350!!! Wzięłam nową paczkę pasków (w obawie,że paski w starej przegrzały się i pokazują ,,głupoty”) ,a tam 407!!! Przed korektą zmiana insuliny w pompie (chociaż podobno pompa się nie nagrzała) ,ale ja wolę dmuchać na zimne. Solidna korekta i cukier szybko spadł. Nataszka po pływaniu zjadła loda , widać albo insulina nie działała ,albo organizm potrzebował się ,,nainsulinować”. Zawsze po odłączeniu pompy i ponownym podłączeniu (jeśli moja ponad godzina) oprócz przepuszczenia drenu dodaję jeszcze porcję insuliny , bo akurat u nas trochę trwa zanim organizm małej na nowo ,,się nasyci”. Dzisiaj widocznie tata Natki bał się tego zrobić ,bo nie wiedział na jaki cukier podaje insulinę do loda. Najważniejsze , że była dobra zabawa i wysoki cukier nie utrzymywał się długo. Następnym razem muszą lepiej ukryć glukometr przed słońcem.