Miesięczne Archiwa: Wrzesień 2014

CUKIERECZEK W PRZEDSZKOLU CD.

Dzisiaj pogoda nie dopisuje. Za oknem szaro , przygnębiająco. Szkoda, bo znowu będzie więcej czasu na rozmyślania. Na analizowanie i wałkowanie od początku tych wszystkich cukrzycowych wątpliwości. 

Od kilku dni jestem poruszona informacją o nowym urządzeniu do pomiaru cukru, jest to urządzenie nazywane potocznie czytnikiem, które będzie działało w dwojaki sposób, po pierwsze jak zwykły glukometr , do standardowego pomiaru cukru z użyciem pasków ,a po drugie -w momencie użycia specjalnego sensora nie będzie konieczności kłucia paluszków ,tylko po przyłożeniu do niego czytnika dokona on odczytu bezpośrednio z sensora (coś na wzór skanowania) , pomiaru można dokonać nawet przez ubranie (oczywiście do pewnej ,,grubości” ubrań). To cacuszko to FreeStyle Libre firmy ABBOT. W sumie z dotychczasowych urządzeń do stałego monitoringu poziomu cukru -ten wydaje mi się najbardziej komfortowy w użyciu (przynajmniej dla dziecka) , ponieważ sensor wydaje się sporo mniejszy niż w dotychczasowych tego typu urządzeniach. Niestety jeszcze nie wiadomo czy urządzenie to będzie mogło być stosowane u dzieciaków i kiedy trafi na polski rynek. Koszt utrzymania też pewnie nie będzie mały , ale sama świadomość ,że prace nad polepszeniem życia diabetyków trwają jest dla mnie odrobinę pokrzepiająca. 

Jeśli chodzi o przedszkole to jedna z pań wprowadziła ,,innowację” mianowicie mam nie siedzieć w sali przy posiłkach bo rozpraszam dzieci (szczerze-nie zauważyłam , nawet chętniej jadły popisując się przede mną), bardziej rozpraszam dzieciaki wchodząc i wychodząc kilka razy z sali. Przypomnę czemu postanowiłam być przy posiłkach Natki , otóż w zeszłym roku pomimo ciągłego przypominania ,napominania ,  próśb itp. panie ani nie ,,pomagały” jeść Natce (chociaż inne dzieciaki są przez nie regularnie ,,dokarmiane” ) ,ani nie pamiętały co mała zjadła ,albo po podaniu przeze mnie insuliny dokładały jej coś bez poinformowania mnie o tym. Efekt był taki ,że musiałam podawać insulinę na chybił-trafił.  Natka nie chciała jeść nic z obiadu i tylko panie mnie informowały ,że ,,nic nie zjadła” . Czarę goryczy przelały bardzo wysokie cukry po śniadaniu , z którymi nie mogłam sobie poradzić , okazało się ,że Natka wypija bez mojej wiedzy dodatkowy KUBEK kakao ,albo kawy … Zaczęłam więc siedzieć w sali i okazało się ,że nagle cukry są ok  i obiadek smakuje. A  tu teraz sytuacja się powtarza!!! Teraz na szczęście jest ta nowa pani , która mówi mi o wszystkim skrupulatnie ,ale na początku jak pani mi powiedziała ,że mam nie być w sali przy posiłkach to się wkurzyłam i powiedziałam jej ,że już w zeszłym roku były przez to problemy z cukrami , nauczycielka udała zdziwienie i starała mi się wmówić ,że było dobrze. Powiedziałam jej wkurzona ,że w takim razie niech Natka je na korytarzu. Zmieszała się trochę . Ostatecznie poprosiłam ,żeby pilnowały w takim razie co mała je i jak coś to ją dokarmiły ,bo jak podam insulinę  to dziecko musi zjeść na co usłyszałam ,że ,,dziecko się przyzwyczai do karmienia”, no kurcze pewnie to prawda ,ale skoro dokarmiają inne dzieci to czemu nie mogą Natki ,a skoro nie mogą to czemu mi nie pozwolą tego zrobić? Ja nawet nie muszę jej karmić , ale zachęcam ją do jedzenia.  Błędne koło. Wkurza mnie to , bo mała już zaczęła jeść przy mnie pięknie obiadki , a teraz wybrzydza i sytuacja z nie zjedzonym obiadem powtarza się . Muszę jakoś inaczej to rozwiązać , może faktycznie niech je na korytarzu?

Nadal uczęszczamy na judo, fajne te ćwiczenia. Nataszka bardzo się stara , jestem z niej bardzo dumna. Na ostatnim treningu dałam ciała , bo przed miała cukier 90 , dałam jej małego batona , na niego nie całą należną ilość insuliny (bo ruch) i w rezultacie cukier urósł nam do ponad 300 ,zamiast spaść jak przewidywałam. Dziwna ,bo ruch tam jest bardzo intensywny i do tej pory nie było takiej sytuacji. Zobaczymy jak to będzie wyglądać dalej. Widzę ,że Natkę krępuje wkłucie. Widzę jak zasłania je rączkami ,kiedy przebiera się w szatni. Nie chce być inna… 

CHORE RZEWLEKLE DZIECKO W PRZEDSZKOLU,, TE CUKRY MNIE DRĘCZĄ” -CUKRZYCO DAJ NORMALNIE ŻYĆ.

Dawno nic nie pisałam. Trochę zaległości się zrobiło. Miałam zacząć od wakacji , które w oczach Natki nie były wakacjami ,bo nie pojechała do babci za którą bardzo tęskniła. Zacznę jednak od przedszkola.

Od 1-go września Natka jest w najstarszej grupie, są to zajączki. Ma teraz dwie panie i całkiem nową ,młodą bardzo sympatyczną panią pomoc. Pierwszego dnia wszystko odbyło się bez większych zgrzytów. Muszę tylko popracować nad bazą, bo przed śniadaniem miała cukier ok 70 , więc ją trochę dosłodziłam, bo śniadanko miało być za ok.20 minut. Potem cukier urósł nam za bardzo ,ale mogły za to odpowiadać też inne  czynniki—>przytkane wkłucie i ekscytacja. Potem już wszystko było ok. Po przedszkolu wróciliśmy do domu. W tym samym dniu poszłyśmy też z córcią na judo!!! Była zachwycona.  Judo zostało wybrane tylko dlatego ,że jest blisko naszego miejsca zamieszkania , omijamy więc kwestię dojazdów, która w zimę może w naszym przypadku być trudna do przeskoczenia , ponieważ ciężko mi jest wyobrazić sobie pomiary cukru na mrozie (kiedy glukometr potrafi odmówić posłuszeństwa) , czy podanie ewentualnej korekty dziecku w kombinezonie. No niby do odważnych świat należy ,ale mam takie obawy i nic na to nie poradzę. Po drugie zajęcia nie są drogie i odbywają się trzy razy w tygodniu po godzinie. Koszt 40 zł. Postanowiliśmy zamienić angielski i rytmikę z przedszkola na rzecz judo , bo tu będzie znacznie więcej ruchu zaleconego przez lekarzy. No cóż coś za coś. Najważniejsze jest to ,że Natka była zadowolona, a pani trenerka nie robiła żadnych problemów z tym ,że mała ma cukrzycę. Dodatkowo już na miejscu okazało się ,że przyszedł też chłopczyk z grupy Nataszki ,więc oboje byli zadowoleni. Byłam taka dumna z niej ,jak jako najmniejsza uczestniczka zajęć starała się wykonywać wszystkie polecenia trenerki. Jak każda matka, już oczami wyobraźni widziałam moje dziecko zdobywające medal co najmniej Olimpijski. Widziałam ,że podoba jej się na treningu ,a kiedy ,,nowi” mieli usiąść  i tylko patrzeć na wyczyny ,,starych” usłyszałam moją córkę ,,proszę ani ,czy ja też mogę spróbować?” I próbowała. Dzielna. Cukry miała dobre, aż za dobre. Więc musiała wypić sok.  

Drugi dzień w przedszkolu już nie był taki kolorowy. Przegięłam z dawką insuliny do śniadania , bo dzień wcześniej mała miała za wysoko. Potem weszłam na chwilę do sali ,sama nie pamiętam po co i słyszę jak pani mówi:-,,ale ona jest płaczliwa ,zabrałam jej nożyczki ,a ona marudzi”. Przyznałam delikatnie rację , bo faktycznie zdarza się ,że Nata płacze o byle co ,ale coś mnie tknęło i zmierzyłam cukier ,a tam 45!!!!!!! Ludzie , trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam. Poszłam do pani i powiedziałam że mała miała bardzo niski cukier i stąd to jej zachowanie i kolejny raz poprosiłam ją ,że w razie takiej sytuacji niech wysyła córeczkę do mnie. Wkurza mnie to ,bo nie po to siedzę pod salą ,żeby dziecko wpadało w takie hipo. Nauczycielka zdziwiła się ,ale wydaje mi się ,że pomyślała sobie, że przesadzam. Nie wiem co o tym myśleć. Mam wrażenie,  że pani uważa ,że zachowanie małej to fanaberia, a nie reakcja na bardzo złe samopoczucie. Dodam ,że pani jest bardzo dobrym pedagogiem ,ale akurat naszego problemu nie potrafi ogarnąć.  Wzięłam małą na korytarz i dałam soku, córeczka była bardzo roztrzęsiona. Przytuliła się do mnie i strasznie płakała. Myślałam ,że o te nożyczki ,ale kiedy zapytałam ją czemu płacze to odpowiedziała ,,ŻE TE CUKRY JĄ DRĘCZĄ”. Boże… Czemu… Powoli dochodziła do siebie ,ale przyszła pani i kazała jej wracać do sali. Nie wiem czemu nie odezwałam się ,że jeszcze nie pora, chyba podświadomie czuję ,że ,,ONI ROBIĄ MI ŁASKĘ” , że ,,PRZESZKADZAMY” i przemilczam pewne rzeczy. Potem powiedziała jeszcze do Natki ,,JAK NIE PÓJDZIESZ DO SALI TO PANI DYREKTOR KAŻE IŚĆ MAMIE DO DOMU” , to też przemilczałam ,ugryzłam się w język dla swojego i dziecka dobra, ale zagotowało się we mnie strasznie. Jak można straszyć dziecko , które zdaje sobie sprawę ze swojej choroby ,że zostanie samo bez żadnej pomocy i opieki??? Wytłumaczyłam Natce ,że to nieprawda i ,że ja nigdzie nie pójdę. Po chwili mała poczuła się lepiej i wróciła do sali. Na nasze szczęście przed obiadem  przyszła druga pani (nauczycielki się wymieniają) , która na dzień dobry  powiedziała mi ,,Proszę iść do małej ,bo mówi ,że jej słabo ,chociaż raczej w to nie wierzę , ale zawsze warto sprawdzić”. SPRAWDZIŁAM cukier 56. Mała dopiła sok. Podziękowałam nauczycielce, że nie zignorowała mojego dziecka i nie potraktowała jak rozkapryszonej pannicy. Jednak można jak się chce. Nie wiem już co robić ,nie chcę nikomu zaszkodzić , nie chcę konfliktów ,ale też nie chcę siedzieć na tym przedszkolnym korytarzu jak na igłach i ryzykować zdrowia dziecka.

Kiedy tego drugiego dnia wychodziliśmy z przedszkola , Natka zauważyła takie pudełeczko z napisem. Zapytała mnie co na nim pisze ,a kiedy odpowiedziałam ,że ,,SKRZYNKA ŻYCZEŃ” to powiedziała ..to ja jutro napisze życzenie ,,ŻEBYM NIE MIAŁA CUKRZYCY” -może się spełni , co mamusiu?” , standardowo w takich sytuacjach -załamał mi się głos i zaszkliły oczy ,a w gardle poczułam gulę ,ale odpowiedziałam ,,kto to wie , może się spełni. Ja też napisze takie życzenie , tata , dziadek , wujek , ciocia i Karolcia , nawet Fredek. Wszyscy chcą żebyś była zdrowa. Potem padło pytanie ,,a czemu tak mało ludzi choruje na cukrzycę?” , nie wiedziałam jak odpowiedzieć, w końcu powiedziałam ,,wcale nie tak mało , pamiętasz Marysię , dzieci ze szpitala i z przychodzi?” .Nataszka dodała- ,, i jeszcze babcia. Ale wiesz co mamusiu ja nie chcę być chora na cukrzycę i nie chcę ,żeby te inne dzieci i dorośli chorowali na cukrzycę”- przy tych ostatnich słowach głos jej się załamał. Nie mogę uwierzyć ,że to się dzieje naprawdę…  Potem poszłyśmy na chwilę do domku , a  potem już do wieczora na dworze.