Miesięczne Archiwa: Styczeń 2015

HIPO , BAL I LOGOPEDA.

Baza zmniejszona, cukry znośne. Nataszka od czwartku zachrypnięta z kaszelkiem. Podaję jej neosinę i hederasal.Obawiam się kolejnego wzrostu zapotrzebowania na insulinę związaną z chorobą.

W zeszłą środę Nataszka była na judo. Okazało się ,że przesadziłam z insuliną , córcia zjadła rybkę (takie gotowe panierowane fileciki) , mocno odsączyłam. Bojąc się wysokiego cukru zamiast podzielić bolusa na części to podałam całość w bolusie prostym , efekty były opłakane. Pierwsze pół godziny treningu cały czas Natkę dokarmiałam , zjadła 2 Michałki , wypiła 2 soki i zjadła kilkanaście małych tabletek dextro (czasem sama o nie prosi ,a teraz błagała ,żeby jej ich już nie dawać). Chciałam zabrać małą do domu ,ale ona chciała zostać i ćwiczyć z dziećmi. Myślałam ,że tam padnę z niepokoju. Wydaje mi się ,że jedna z mam wzięła mnie za jakąś matkę dręczycielkę , bo powiedziała coś w stylu ,,po co ona ma się tak męczyć ,niech nie ćwiczy”. No tak , byłam tego samego zdania ,ale co zrobić jak córka miała ogromną ochotę ćwiczyć , zresztą pani sama się o tym przekonała ,bo jak zawołałam małą to ta powiedziała ,że nigdzie nie idzie.W  końcu cukier wybiło na ,,całe” 120 i ostatnie minuty ćwiczyła bez stresu. Teraz mam nauczkę ,żeby nie eksperymentować przed ćwiczeniami. Byłam przekonana ,że tłuszczyk będzie sobie powolutku wybijał i ćwiczenia miną bez problemowo. Tłuszczyk oczywiście wybił sobie ,ale dopiero po dłuższym czasie na ponad 300. W sumie to na to co mała dojadła to i tak nie najgorzej. 

Byliśmy u logopedy , mamy zestaw ćwiczeń do wykonywania w domu. Natce nie bardzo chce się ćwiczyć. Mam wyrzuty sumienia ,że nie poszłam tam wcześniej. Myślałam ,że wada ,którą ma jest spowodowana brakiem ząbków ,ale w końcu dotarło do mnie,że ząbki odrosną ,a wada może zostać. Pani logopeda wytłumaczyła nam wszystko dokładnie, wizyta przebiegła w miłej atmosferze. Widać ,że to odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu. Bardzo dużą uwagę zwracała na komfort samopoczucia Nataszki. Co do cukrzycy to tak  jak większość ludzi myślała ,że jak dziecko ma pompę insulinową to jest praktycznie zdrowe, bo pompa zapewnia wszystko i w zasadzie jak dziecko ma pompę to nie ma problemu. Dopiero od nas dowiedziała się na czym polega działanie pompy , i że to tylko taki supernowoczesny podajnik insuliny ,a za wszystko inne odpowiadają rodzice, opiekunowie lub sami chorzy.

 

We wtorek w przedszkolu ma odbyć się bal. Mam nadzieję ,że Natka się nie rozchoruje na dobre. Jutro chyba pójdziemy do przedszkola, bo Nataszka mówi wierszyk ,więc pewnie jutro będą próby związane z występem. Jest z siebie taka dumna!!! Ja normalnie pękam z dumy!!! 

Baza insulinowa. Przedszkole , CZYLI CUKRZYCOWE NIEDOLE.

Nie chce mi się kompletnie nic. Baza jakiś czas działała , ale teraz znowu muszę ją trochę pozmniejszać , szczególnie nocą . Ręce mi opadają ,ale trzymam fason , bo przynajmniej nie ma ciągle wysokich cukrów. W przedszkolu jeszcze nie byliśmy , w środę córcia miała wizytę u diabetologa. W nocy ze środy na czwartek po zmianie wkłucia okazało się ,że poprzednie musiało być zepsute, bo trochę trwało zanim doszłam do dobrych cukrów, dodatkowo jakby tego było mało córka akurat tego dnia zjadła wysoko tłuszczową kolację. Bardzo rzadko pozwalam małej na tego typu kolacyjki , miała ochotę na kotleciki takie do hamburgerów , wiem ,że są nie za bardzo zdrowe i nie są wskazane ,ale raz na jakiś czas pozwalam jej na nie i jak wkłucie jest ok ,to cukry są bardzo dobre, świetnie się utrzymują na stałym poziomie.Tym razem jednak nie miałyśmy szczęścia , wkłucie prawdopodobnie było przytkane, puszczało dużą dawkę insuliny (typu bolus prosty) ,a przedłużonego już za bardzo nie , pewnie baza też nie dostawała się do organizmu. To ten tym przytkanie ,w którym po podaniu większej dawki insuliny (korekta) cukier spada, ale po jakimś czasie znowu rośnie , albo po kolejnym posiłku znowu jest za wysoki. Po zrobieniu nowego wkłucia trochę trwało zanim osiągnęłam dobry cukier, wydaje mi się ,że dzieje się tak dlatego ,że w takiej sytuacji nie wiadomo ile insuliny podać na korektę  , bo nie wiemy tak naprawdę ile insuliny ze starego wkłucia dostało się do organizmu delikwenta. Podajemy korekty na wysoki cukier ,a ten nie spada, w takim przypadku wydaje mi się , że po prostu wchłaniane jedzenie wybija do pewnego momentu. Im więcej miało w sobie tłuszczy ,tym dłużej będzie windowało cukier do góry. Przyznam ,że już bałam się ,że to nowe wkłucie też jest zepsute i miałam ochotę je zmienić ,ale właśnie wtedy okazało się ,że cukier spada. ODETCHNĘŁAM. Często w takich chwilach całuję glukometr, czym rozmieszam moją córkę i zadziwiam domowników ,ale w tym momencie , kiedy po wysokich cukrach ukazuje się światełko w tunelu oddaję należny hołd temu małemu urządzeniu bez którego życia z cukrzycą sobie nie wyobrażam. Nowe wkłucie nadal w użyciu , działa (odpukać). Ponieważ męczyłyśmy się obie tej nocy to nie miałam siły wstać z łóżka z rana ,zmierzyłam tylko cukier i jeszcze trochę pospałyśmy. Dzisiaj pomyślałam ,że to piątek i nie ma sensu iść ,a tak naprawdę to boję się kolejnej jelitówki , po poprzedniej do tej pory nie mogę dojść do ładu z cukrami ,a jeszcze podobno w przedszkolu ,,panuje” szkarlatyna… Nie wiem co robić. Czasem zastanawiam się czy nie lepiej było załatwić małej indywidualne nauczanie, bo to co się dzieje od dwóch lat w przedszkolu jeśli chodzi o choroby to jakaś masakra. W grupach jest po kilkoro , kilkanaście (z 25 ) dzieci , chorują nauczyciele , pomoce nauczycieli i wszyscy są bezradni. Ta ostatnia jelitówka to jakiś mutant!!! Nataszka miała ją chyba ze 3 razy , inne dzieci podobnie. SZOK.  

W każdym razie plan na poniedziałek—>przedszkole. Muszę wziąć zaświadczenie od nauczycielki, bo mamy w środę iść do logopedy (znowu nie będziemy w przedszkolu).

ŚNIEŻNE SZALEŃSTWA

Wczoraj i dzisiaj w końcu Nataszka mogła poszaleć na śniegu.

Wczoraj ja byłam z nią za śnieżnych zabawach. Spakowałam sok, dextro do torebki ,a glukometr do wewnętrznej kieszeni w kurtce. Natka pozjeżdżała na sankach, ulepiłyśmy bałwana , porobiła różne przewroty na śniegu, wszelkiej maści orzełki , aniołki ,a nawet ośmiornice w trakcie tej zabawy  śmiała się w głos ,a ja razem z nią. Przyszły też inne dzieciaki ,więc miała kompanów do zabawy. Niestety nie obyło się bez przykrego incydentu. Otóż córcia podbiegła do mnie ,że chce jej się pić, od razu sięgnęłam po glukometr , tam 43 , podałam jej sok, dextro i cukier szybko wrócił do normy. Przed wyjściem na śnieżne szaleństwo cukier wynosił ponad 140 , mogłam sprawdzić wcześniej , ale nie spodziewałam się takiego wyniku. Ale w sumie w cukrzycy niczego nie można być pewnym. Widocznie ustawiona baza jest odpowiednia na domowe leniuchowanie ,a na ruch już nie bardzo. Po powrocie do domu cukier był bardzo dobry -126. Chciałam jeszcze zabrać córcie na śnieg ,ale już jej się nie chciało , wybiegała się przez te 2 i pół godziny , potem chciała pooglądać sobie coś na komputerze. Cóż ja bym chętnie poszła z nią na dwór ,ale w sumie nie ma co przeginać.

Dzisiaj z Natką na sanki wyszedł tata. W planach mieliśmy wyjść wszyscy razem ,ale cóż zapomniałam wczoraj wyjąć mięsko na obiad , więc zostałam zmuszona ,żeby zostać w domu i coś upichcić dla powracających z mrozu. Nata zaczęła śnieżną przygodę od cukru 180 (miała niższy ,ale dałam jej kawałek jabłka pamiętając wczorajszy spadek). Po powrocie opowiadała mi jak to się przewróciła, uderzyła głową o śnieg, że płakała i ,,czemu mnie tam nie było”. Przytuliłam ją i powiedziałam ,że nic się nie stało. Tata Natki powiedział ,żeby zmierzyć jej cukier, bo co jakiś czas ją dopajał nie wiedząc jaki ma cukier (rączki przemarzły i nie chciała wypłynąć potrzebna kropelka krwi). Zmartwiłam się , myślałam , że będzie hiper ,a tu piękne 129. Okazało się jednak ,że i tym razem mała miała hipo. Muszę pozmniejszać bazę w niektórych miejscach , boję się ,że znowu przez to będą wysokie cukry ,ale jeszcze bardziej nie podobają mi się te hipo. 

Nocki nie są złe , ale też muszę w niektórych miejscach poodejmować insulinę w dawce podstawowej , może spróbuję dzisiaj jak będzie wyglądała noc z bazą 90%. 

Nataszka z tatą są u znajomych. Ja zostałam w domu , postanowiłam trochę odespać ,bo wiadomi jak bardzo brakuje snu opiekunom małych diabetyków.  

Walcząc o lepsze życie każdego dnia.

Nie wiem już co mam robić. Cukry nadal do bani. Baza wyższa niż przed tymi poprzednimi spadkami. Cukry rosną i w dzień i w nocy. Paluszki nie mają szans zagoić się , bo zwiększone korekty wymuszają zwiększenie częstotliwości kłucia paluszków. Jestem poddenerwowana, byle co wyprowadza mnie z równowagi. Nic mnie nie cieszy jak są takie sytuacje z cukrami. Nataszka chodzi smutna i głodna. Nie chcę jej karmić na wysoki cukier, bo znowu będzie cały dzień źle się czuć. Narzeka na ból głowy.

W SYLWESTROWĄ NOC obie płakałyśmy. Zaczęło się od Nataszki , która powiedziała ,,gdybym nie miała cukrzycy to by mnie skóra nie swędziała”. Ostatnio znowu borykamy się z tym problemem ,który powtarza się praktycznie każdej zimy. Potem córcia już całkiem się rozkleiła i płakała ,że nie chce mieć cukrzycy , że chce być zdrowa ,że bolą ją wkłucia , miejsca po nich ,że bolą ją pokłute opuszki palców ,że nie może chodzić sama do koleżanek. Narzekała na ból głowy i to ,że nie może jeść kiedy jest głodna i boli ją od tego brzuszek . Generalnie staram się jak mogę nie płakać przy małej , za dużo łez wylałam przy niej po diagnozie i w pierwszym roku choroby ,ale sytuacja mnie przerosła. Za oknem petardy ,,mówiły” ,że wszyscy dookoła świętują , cieszą się ,a w mieszkaniu MY , ja i moja rozżalona na swój los mała córeczka. Stałam przy oknie wpatrzona w wystrzał petard i łzy płynęły mi po policzkach , bo  choć ciągle mam nadzieję ,że znajdzie się lek na cukrzycę to w głębi duszy w tym właśnie momencie poczułam ukłucie pod sercem i żal ,że pewnie ten kolejny nowy rok nie przyniesie przełomu w leczeniu cukrzycy. 

Mam nadzieję ,że będzie coraz lepiej. Oby tylko nam zdrowie   dopisywało ,żebym mogła zawsze  pomagać swojemu dziecku ,zawsze być przy niej. Pomagać ,wspierać ,a nawet popłakać razem z nią ,bo nawet to robi się łatwiej z kimś bliskim , na kim zawsze można polegać.

Przez te szalejące cukry prawie nie sypiam , a jak już zasnę to mam takie sny ,że można kręcić na ich podstawie filmy przeróżnej maści. Kiedyś byłam nawet na kolacji , w której uczestniczył Sylwester Stallone , sama nie wiem czemu akurat on. Wczorajszy sen jednak znowu wyciągnął z mojej podświadomości wszędobylski lęk. Śniły mi się zamieszki . Tłum napierających ludzi , nie wiedziałam o co chodzi. Co to za starcia , bałam się ,że to wojna. Jedyną myślą było to ,że w tym śnie uświadomiłam sobie ,że we fiolce w pompie insulinowej Nataszki jest mało insuliny… Pierwsza myśl biec do domu , tam gdzie jest insulina, kolejna myśl -ile jest ten insuliny , co jeśli zamieszki nie ustaną i nie będzie można dostać insuliny. Obudził mnie dźwięk dzwonka w telefonie wołający do pomiaru cukru. Spałam jakąś godzinę , potem nie mogłam zasnąć, bo to we śnie było takie realne i straszne. Bez insuliny nie ma nas.