Miesięczne Archiwa: Luty 2015

MAMUSIU SŁABO MI…

W poniedziałek po treningu judo Nataszka miała wysoki cukier , ponad 440. Nie spodziewałam się aż takiego wyniku, szczerze ,to spodziewając się za niskiego cukru przygotowałam małej kolację. Mierzę cukier i szok. No cóż , mój błąd, rutyna… Nataszka bardzo głodna , cukier masakryczny ,ale ponieważ kolacja bogatsza w białka i tłuszcze to pozwoliłam jej ją powolutku jeść ,a podałam solidną korektę i insulinę na jedzenie. 

Cukier bardzo szybko spadł. Z perspektywy czasu zastanawiam się ,czy nie powinnam powtórzyć wtedy pomiaru ,bo może wkradł się jakiś błąd? Ale mądry Polak po szkodzie. Zmierzyłam cukier po jakiejś godzinie (może trochę dłużej) a tam 63. Moja głupota, albo pewnie kolejny raz rutyna podpowiedziała mi ,żeby dać małej banana ,przynajmniej zje sobie bezkarnie owoc. Pewnie gdyby było mniej aktywnej insuliny to by się sprawdziło jak do tej pory. Za jakieś 15 minut słyszę głos Natki ,,mamo słabo mi”. Biegnę z glukometrem ,a tam 34. Szybko słodki napój, pamiętałam ,żeby nie był to mętny sok tylko coś przejrzystego (informacja ze szpitala- cukier z mętnych soków dłużej się wchłania). Mierzę znowu-36. Dobrze ,że nie spada. Nataszka zaczyna zasypiać. Wpadam w panikę. Błagam ,żeby nie spała. Mówię do niej , odpowiada na moje pytania, cały czas jest jej słabo. Biegnę po cukier , dosładzam nim słodki napój (robię bombę cukrową) , mała pije, dodatkowo daję łyżeczkę czystego cukru. Mierzę cukier 47!!! Rośnie, dzięki Ci Boże. 

Nataszka jeszcze oszołomiona pyta mnie: ,,ładnie powiedziałam ,że mi słabo , prawda mamusiu”? ,

,,Pięknie córeczko , jestem z Ciebie dumna , jesteś bardzo mądrą dziewczynką”- odpowiadam tuląc ją w ramionach.

Miałam i mam wyrzuty sumienia ,że tak wyszło z tym niskim cukier. Musiało być naprawdę mało ciekawie, skoro córcia już przysypiała. Przy okazji takich wpadek zdaję sobie sprawę jakie życie jest kruche ,jakim podstępnym lekiem jest insulina , która ratuje życie, ale podana  w za dużej dawce może je zabrać. Do tej pory mam przed oczami buźkę mojej księżniczki, jej splątane oczka, to jak była bezwolna , jak zaczynała się zapadać w sen…I ten strach , a jak będzie starsza i mnie przy niej nie będzie? Wolę nie myśleć ,nie gdybać ,ale takie sytuacje uświadamiają mnie jak bardzo życie człowieka z cukrzycą może być uzależnione od pomocy ludzi , całkiem obcych ludzi. Dociera do mnie ,że tak mało ludzi wie na czym polega hipoglikemia. Otoczenie myli  cukrzyków z ludźmi , którzy są pod wpływem różnych używek. Tymczasem przy cukrzycy dziwne zachowanie może być równoznaczne z wołaniem o pomoc.

Natszaka tego dnia dłużej do siebie dochodziła. Widziałam ,że też się bała tego co zaszło. Powiedziała:

,,Sprawdź mi cukier mamusiu”-chociaż wiedziałam ,że już jest dobry to dla jej spokoju zmierzyłam , dopytywała mnie jeszcze

-,,Dobry mam cukier? Dobrze ,że zmierzyłaś cukier, paski nie są ważne tylko ja prawda? ” , kiedy jej powiedziałam ,że cukier jest dobry to powiedziała ,że jeszcze źle się czuje. Odpowiedziałam jej ,że to normalne , bo miała bardzo niski cukier i niech już się nie martwi , bo ja czuwam i będę mierzyć cukier , bo paski mama zawsze kupi jak będą potrzebne. Szybko zabrałam telefon i pokazałam małej,że ustawiam alarmy.

-,,Dobrze mamusiu , bo ja to wiesz . śpię bardzo twardo”- odpowiedziała wyraźnie uspokojona. 

-,,A Ty nie musisz spać twardo mamo?” -zapytała Natka. Co mogłam odpowiedzieć? Powiedziałam: 570064.3

-,,Ja jestem duża i nie muszę dużo spać , Ty potrzebujesz snu , bo jesteś malutka i jeszcze rośniesz i dlatego masz ,,twardy sen”,ale nic się nie martw mama ma lekki sen i będę mierzyć cukier”. Nataszka przytuliła się do mnie i w końcu zasnęła , taka ufna. Kocham ją nad życie. 

Czemu takie małe dzieci muszą mieć takie problemy? W marcu mijają trzy lata odkąd zawalił się nasz świat. Każdego dnia podnosimy się od nowa. Każdego dnia walczę o lepsze życie dla mojego dziecka, o jej zdrowie. O dobre cukry i brak powikłań. Takie życie na krawędzi. Ciężko utrzymać cukry w ryzach ,ale staram się jak mogę. Nataszka też stara się jak może dostosowywać do tych wszystkich zakazów i nakazów.

DZIECKO W SZPITALU? NA SZCZĘŚCIE NIE TYM RAZEM :)

W końcu dopadły nas ketony. Stało się to w piątek  13- lutego. Nieźle się wystraszyłam jak zobaczyłam na pasku testowym ketony na +++ , już w zasadzie zaczęłam pakować się do szpitala. Ale zacznę od początku.

W tłusty czwartek Natka zjadła pączusia, jak wszyscy. Cukry i samopoczucie ok. Na kolację zażyczyła sobie chlebek z masełkiem i jakiś czas po kolacji zaczęła narzekać na ból brzuszka. Myślałam ,że może wypiła za dużo. Masowałam jej brzuszek ,aż w końcu usnęła. Pomiar cukru o ok. 00:00 wykazał konieczność dopojenia małej ,więc podałam jej soczek. Nagle po wypiciu tegoż napoju wszystko wróciło na zewnątrz. Praktycznie cała zawartość kolacji. No i mamy problem. Cukier niski , mała wymiotuje… Zrobiłam ciepłe  herbatki, jedną posłodziłam cukrem, druga została gorzka i powoli podawałam 3 łyżeczki słodkiej po czym 3 łyżeczki gorzkiej. Niestety po jakimś czasie herbatka też wracała ,ale na szczęście cukier z niej musiał się wchłaniać ,bo poziom glukozy na glukometrze zwiększał się. Ponieważ okazywało się ,że jednak cukier nadal spada, zatrzymałam pompę i dopajałam mała powoli herbatami (na zmianę). Herbatka musiała być bardzo ciepła, więc co chwilkę robiłam świeże, chłodniejsze szybciej powodowały wymioty.Już wtedy zastanawiałam się nad tym ,żeby jechać do szpitala ,ale postanowiłam się wstrzymać. Na szczęście wymioty przeszły, cukier urósł ,ale bałam się włączać bazę. Ponastawiałam budziki i poszłam spać o ok: 4:00 nad ranem. Obudziłam się rano , mierzę cukier ponad 300 ! Myślę sobie ŚWIETNIE, niech jeszcze będą ketony w moczu i mamy komplet. Mała zrobiła siku–>mierzę paskami, ketony na 3+. Oczywiście wpadłam w panikę , zrobiłam małej herbatę z cytryną, bałam się ,że znowu będzie wymiotować po takim koktailu ,ale myślę spróbuję. Niestety zwymiotowała. Oczywiście w międzyczasie poszła SOLIDNA KOREKTA , pewnie jeszcze więcej bym podała insuliny ,ale bała się znowu wymiotów i za niskiego cukru. Wróciłam do pojenia małej malutkimi porcjami gorzkiej herbaty. Niestety nawet te małe ilości wywoływały odruch wymiotny. Tata małej szukał numeru na oddział diabetologiczny ,żeby dowiedzieć się co robić , ja strasznie panikowałam. W pamięci miałam kwasicę ketonową , którą już raz moje dziecko przeszło (przy rozpoznaniu). Po chwili w przypływie zdrowego rozsądku pomyślałam ,że przecież przy wymiotach też pojawiają się ketony , a cukier ponad 300 nie utrzymywał się na tyle długo ,żeby doprowadzić do kwasicy. Pozostawał jeden problem. W organizmie były ketony , które wywoływały odruch wymiotny ,a mała średnio chciała pić . Kolejny pomiar ketonów wykazał ich spadek , cukier pokazywał nadal ponad 300 . Ze strachem podawałam kolejne korekty ,ale wiedziałam ,że nie mam wyjścia, bo wytworzyła się odporność na insulinę , którą spowodował brak bazy i ketony.W końcu cukier zaczął spadać. Insuliny podałam tyle ,że normalnie cukier spadł by o 600. Nagle moje dziecko zażyczyło sobie gazowanej wody mineralnej o smaku owoców leśnych z cukrem. Mała zaczęła pić tą wodę drobnymi łyczkami i ku mojemu OGROMNEMU ZDZIWIENIU  nie zwymiotowała jej. Owszem odbijało jej się ,ale zawartość zostawała w brzuszku. Kolejne pomiary ketonów pokazywały ,że jest ich coraz mniej. Nie wiem jak dałyśmy radę to pokonać. Wszystko dzięki mojej córeczce, która robiła to o co ją prosiłam ,jestem z niej taka dumna. Oczywiście w tym samym dniu poszliśmy do lekarza, lekarka zaleciła dietę i obserwację ,a jeśli wymioty by się powtórzyły to mieliśmy jechać do szpitala. Na szczęście (odpukać) w nie było już niemiłych niespodzianek. Nataszka nic nie jadła już w piątek. Bała się . Piła tylko herbatkę i tą smakową gazowaną wodę mineralną (której osobiście nikomu nie polecam przy wymiotach i nie wiem jakim cudem małej po niej nic nie było , w każdym razie po całej tej aferze Natka powiedziała ,,ta woda postawiła mnie na nogi” . Cukry w granicach 140 , nie obniżałam nic a nic ,bo bałam się znowu hipo. 

Poniedziałkowa wizyta kontrolna potwierdziła ,że z brzuszkiem już ok. Więc dzisiaj poszliśmy pierwszy raz po feriach do przedszkola. Nataszkowemu leniuszkowi nie bardzo się chciało ,ale potem była już w miarę zadowolona. W miarę ,bo jest dwóch chłopców ,którzy jej dokuczają . Starają się ją zaczepiać ,żeby ona brała udział w ich przepychankach ,a Nataszka po kilku poważnych rozmowach wie ,że nie powinna wdawać się w takie aferki , więc w tej chwili jest pokrzywdzona. Pani zwraca uwagę chłopakom ,ale widocznie to nie wystarcza. 

1% DLA NATASZKI czyli ,,POMÓŻ DZIECKU W NIERÓWNEJ WALCE Z CUKRZYCĄ”.

Plakat-z-opisem-poprawnie-2014-mini1

Bardzo proszę  Państwa ,którzy natkną się na blog mojej córeczki o pomoc w zbiórce 1%. Wiem ,że jest wielu potrzebujących chorych-dorosłych i dzieci  ,ale uwierzcie oddałabym wszystko ,żeby moje dziecko nie było jednym z nich. 

Kolejny rok minął i nadal ku naszej rozpaczy nie wymyślono leku na cukrzycę typ-1. Nadal nasze dziecko zalicza się do dzieci przewlekle chorych na śmiertelną chorobę .Nadal walczymy o dobre cukry. Nie możemy inaczej ,bo w grę wchodzi najcenniejszy skarb jaki mamy ,,ŻYCIE NASZEGO DZIECKA”. Cukrzyca typ-1 to nie jest lekka choroba, to bardzo ciężkie , wyniszczające organizm podstępne choróbsko. Nawet dobrze prowadzona może dać powikłania po 20 latach od zachorowania, nasza córka będzie wtedy miała 23 lata… ,mam nadzieję że będzie w grupie szczęśliwców bez powikłań. Cukrzyca jest nieuleczalna , bez insuliny nie można żyć. Do tego insulina, którą podaję dziecku kilka razy dziennie ,żeby mała mogła funkcjonować musi być skrupulatnie wyliczona, bo podana w za dużej dawce może zabić. Paradoks. I jak tu żyć z tym wszystkim… Z tą przerażającą odpowiedzialnością za życie najbardziej ukochanej osoby , z tym widmem ciągłego czuwania, bo cukrzyca nigdy nie śpi , ona nie zna słowa wakacje, choroba , litość… 
Każdego dnia kilkanaście razy Nataszka ma kłute paluszki żeby zmierzyć cukier, są inne mniej inwazyjne metody ,ale to bardzo droga sprawa i wciąż zbieramy. 
Mam nadzieję ,że kiedyś wymyślą lek i życie Nataszki nie będzie uzależnione od fiolki z insuliną i glukometru.

WSZYSTKIE DANE DO 1% SĄ NA ZAŁĄCZONYM ZDJĘCIU , JEDNAK W RAZIE PROBLEMÓW PROSZĘ O KONTAKT.

Mówi się często ,że zdrowie jest większą wartością niż pieniądze. Zgadzam się z tym w 100%!!! Problem jednak pojawia się w sytuacji, gdy ktoś jest chory , bo bez pieniędzy trudno cokolwiek zdziałać.

Dodam ,że kolejny raz przezwyciężam wstyd i zakłopotanie związane z prośbą o pomoc. Jeżeli sam nie zbierasz pieniążków i nie masz nikogo bliskiego komu możesz przekazać swój 1% to będzie mi niezmiernie miło jeśli to właśnie moje dziecko będzie adresatem Twojego 1 %  i bardzo ,ale to bardzo dziękuję. Jeśli możesz udostępniaj moją prośbę na portalu społecznościowym. 

Dziękuję wszystkim ludziom o WIELKICH SERCACH !!! DOBRO POWRACA.

TO był bal , na sto par :) Szczęście cukrowej księżniczki :)

I po balu. Nataszka była najpiękniejszą księżniczką jaką można sobie wyobrazić. Stała dumnie na scenie i pytała co chwilę ,,mamo ,a gdzie dziadek”? Na szczęście dziadek dotarł na czas, bo inaczej chyba by przedstawienie się nie odbyło , bo Natka nawet jak pani dyrektor zaczęła przemawiać zadawała to samo pytanie ,,mamo , a gdzie dziadek”. Dopiero jak go zobaczyła to się uśmiechnęła i uspokoiła. Swoją drogą nie miałam pojęcia ,że aż tak bardzo zależało jej na obecności dziadka. Dobrze ,że zdążył. W tym roku przedstawienie zaczęło się nieco wcześniej stąd jego spóźnienie. Nataszka pięknie wyrecytowała swój wierszyk , była taka dumna , my też pełni zachwytu wpatrywaliśmy się w naszą małą królewnę. Potem pierwszy pokazowy taniec w wykonaniu przedszkolaków i w końcu pan Heniu* zaczął karnawałową zabawę w przytupem (*pan Heniu-gra co roku na wszystkich przedszkolnych imprezach na syntezatorach , złośliwi twierdzą ,że gra za głośno i dzieci się boją).

Bal połączony był z obchodem święta babci i dziadka ,więc od razu wcześniej wymienieni zostali obdarowani przez swoje wnuki pięknymi prezentami wykonanymi przez dzieci z pomocą pań ,albo raczej przez panie z pomocą dzieci. W każdym razie każdy był zadowolony. 

Jedynym minusem w tym wszystkim był cukier Nataszki po występach , glukometr pokazał ponad 400. Nie wiem co zawiniło , bo było mnóstwo czynników, choćby stres związany z występem (Natka mówiła ,że jej się rączki aż trzęsły) , czy strach ,że dziadek nie przyjdzie ,czy czysto cukrzycowe problemy , falt faktem ,że poszła solidna korekta i Nataszka nie mogła jak inne dzieci jeść przygotowanych słodkości. Długa suknia trochę przeszkadzała Natce w tańcu , ale jak dzień wcześniej ją nieco skróciłam (fastrygą) to Natka powiedziała ,że jest krzywa i żeby zrobić jak dawniej (no miało rację dziecko ,sukienka do prostych nie należała po maminych przeróbkach) , wróciliśmy więc do poprzedniej długości. Najważniejsze ,że jak obie poszłyśmy w tany to nic nam nie przeszkadzało. nataszka był taka szczęśliwa ja razem z nią. Cały czas patrzyła mi w oczy i hulałyśmy na całego. W końcu nie byłam tylko mamą ,która ją kłuje, nie daje jej jeść, pilnuje na każdym kroku, tylko mamą z którą miło spędzała czas. Cały czas patrzyłyśmy sobie w oczy, uśmiechy nie schodziły z naszych twarzy. W końcu Nataszka powiedziała ,,nigdy tego nie zapomnę mamusiu” , odpowiedziałam ,że ja tak samo. Cudowny czas, oczywiście wcześniej cukry doszły do odpowiednich wartości. 

Potem był obiadek ,a po nim wszystkie dzieciaki szły na wspólną zabawę już bez rodziców i dziadków. A ponieważ bale w przedszkolu były aż trzy (każdego dnia po dwie grupy) ,to jeszcze dwukrotnie miałyśmy okazję pobrylować na parkiecie po obiadku. I jeszcze raz usłyszałam z ust Natki słowa ,że nigdy tego nie zapomni. 

Każdego roku przed balem mam doła. Rozmyślam o tym ,że w tym właśnie okresie zachorowała Nataszka, Wtedy miała iść na swój pierwszy bal ,ale była taka zmęczona ,że nie dała rady. Pamiętam jak mówiła przytulona do mnie ,że ona nie chce na bal tylko chce do domku. Tam czuła się bezpiecznie, Wiedziała ,że coś ją niszcz w środku ,ale jako trzyletnie dziecko nie wiedziała co to , czy tak ma być i jak nam o tym powiedzieć. Do tej pory gryzie mnie sumienie ,że nie postąpiłam wtedy inaczej ,że chociaż miałam przeczucie ,że mała jest chora to dałam sobie wciskać kity przez najbliższych i lekarzy. Dużo by to nie zmieniło ,bo i tak córcia by była chora ,ale pewnie nie trafiłaby na OIOM.
http://nasza-natasza.crazylife.pl/2013/01/27/74/?preview=true&preview_id=74&preview_nonce=8078aa03c0&post_format=standard&hash=c228498837757015b9c76f84a616a630&t=54ce02a594356f8e17f