Miesięczne Archiwa: Kwiecień 2015

Przeklęta cukrzyca.

Pogoda u nas przez kilka dni dopisywała , cukry dopisywały , więc i humor dopisywał.

W sobotę siedziałyśmy na dworze. W pewnym momencie posłuchałam Nataszke jak rozmawia z nowo poznanym kolegom 

-,,Mam cukrzycę” -powiedziała moja myszka, a na dowód ,że nie kamie wyjęła spod bluzeczki etui z pompą insulinową. 

-,,Ja też niedługo będę miał cukrzycę” -odpowiedział zdecydowanym głosem chłopczyk.

Nataszka spojrzała na niego zdziwiona , bo chłopczyk myślał ,że cukrzyca to coś ,,SUPEROWEGO” skoro nosi się taki bajerancki sprzęt.

Przyznam się ,że mnie to trochę rozbawiło , chociaż nie była to dla mnie super zabawna sytuacja, raczej coś w rodzaju ,,śmiechu przez łzy”. Tym bardziej ,że za chwilę usłyszałam głos mojego dziecka skierowany bezpośrednio do mnie:

-,,Mamo prawda ,że chcesz żebym nie miała cukrzycy”? Moja córeczka chciała pokazać koledze ,że jednak ta cukrzyca to nic fajnego.

-,,Prawda córeczko”- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. 

Smutno mi się zrobiło. Kolega Nataszki wyszedł z piasku , Natka została sama w piaskownicy. Zaczęła sypać piaskiem dookoła i mówić do siebie :

-,,Przeklęta cukrzyca! Nie cierpię jej! Nie chcę jej!”

To spotęgowało mój smutek. Widziałam ,że mała ma żal ,że jest chora. Na szczęście szybko się zebrała i pobiegła do kolegów ,żeby się z nimi pobawić. 

Oczywiście ja zaraz za nią z glukometrem w ręku , sokiem i dextro w torebce.

Nataszka super się bawiła. Ja rozmawiałam z dwoma koleżankami ,więc czas mijał bardzo szybko. Ostatecznie do domu dotarłyśmy przed 21 .

 

W niedzielę na 10:00 pojechałyśmy z ulubioną ciocią M i jej synkiem na basen. Nataszka uczy się pływać. Lubi przebywać w wodzie ,a jak wiadomo ruch to zdrowie i co najważniejsze dobre cukry. Przed samym pływaniem zmierzyłam, cukier, było 109. Trochę mało , bo jeszcze działała insulina ze śniadania (no niby jedzenie też się wchłaniało ) ,więc dałam córci sok. Wypiła ok. 200 ml i zjadła dwa destro mini (obliczyłam kiedyś ,że 1 dextro mini to 5 kcl , a to duże to 20 kcl i to mi się sprawdza). Cukry przez całą godzinę utrzymywały się na zadowalającym mnie poziomie. Potem już było odpoczywanie w domu . Przyszła koleżanka i dziewczyny świetnie się bawiły. 

 

Poniedziałek zdominował cyklon STEFAN (hmmm). Wiał duży wiatr ,padał deszcz  ,więc tego dnia prym wiódł sprzęt typy tablet ,czy komputer. Kiedyś trzeba. Oczywiście mniejszy ruch oznacza wyższe cukry , a tego nie cierpię. W przedszkolu nie byłyśmy, bo dzieci dwa razy w miesiącu jeżdżą na basen i właśnie wczoraj przypadał ten dzień  a  ja nie zapisuje małej. Jeździmy na basen we własnym zakresie. W przedszkolu  musiałabym  płacić podwójną stawkę ,a tak mała ma więcej zajęć za mniejsze pieniądze, z czego obie jesteśmy zadowolone.

 

Nie wiem czy już pisałam ,jak tak to napiszę drugi raz. Nataszka zrezygnowała z judo. Na szczęście nie są to zajęcia w stylu ,,zaczęłaś chodzić to płać do końca kursu” , tylko jak chodzisz to płacisz,  nie chodzisz -nie płacisz. No nie wiem. Odwidziało jej się . Nie będę ją zmuszać ,chociaż przyznam ,że mnie te zajęcia bardzo się podobały. W sumie teraz jak robi się ciepło to może faktycznie lepiej jak Natka wybiega się na dworze? Może zachce się jej znowu chodzić na jesień? Zobaczymy.

Smutno mi Boże…

Ostatnio nie mam za bardzo na nic ochoty, powodem są niezbyt dobre cukry i brzydka pogoda. 

Wkłucia idą jak woda. Czasem nawet po 2 dziennie. Pal sześć te wkłucia, ale ciałko Natki jest strasznie pokłute. Wkłucia działają nam ostatnio tylko na rękach. Na nogach i pupie cukry kosmiczne. Ostatnio wzięliśmy nawet wkłucia z kaniulą 9 mm, bo na pupie sporo jest tłuszczyku,  ale to nic nie dało. Nie wiem co robić. Brzuch nie wchodzi wcale w grę , bo Natka nie da sobie tam zrobić wkłucia. Wiem ,że musimy zmieniać miejsca ,ale przed taką zmianą mam stresa, bo boję się kolejnej walki z cukrami po 200 czy nawet 300. 

Święte nie cieszą tak bardzo jak mogłyby cieszyć gdyby nie cukrzyca. 

W sobotę Natka na śniadanko zjadła praktycznie same białka-tłuszcze , zażyczyła sobie jajka w majonezie , początkowo twierdziła ,że zje chlebek ,więc dostała insulinę prostym. Nie zjadła. Musiała podbijać cukier sokiem. Potem poszliśmy z przyjaciółmi święcić jajeczka. Nie dawałam do koszyczka nic słodkiego , dałam tylko to co powinno się w nim znaleźć. Nataszka usłyszała jak mówię do jej taty, że na następny rok włożę specjalnie dla niej coś słodkiego i powiedziała ,że nie trzeba. 

Po święceniu przyszła do Natki koleżanka, dziewczyny bardzo fajnie się bawiły. Dzięki wizycie gościa Nataszka ugrała chipsy i chrupki. Smutne to ,że dziecko nie może tak beztrosko sobie czegoś zjeść. No niby może , bo wystarczy podać insulinę,ale musi mieć dobry cukier co nie zawsze takie proste i oczywiste jest. Coraz częściej słyszę hasła typu ,,gdyby nie cukrzyca to bym mogła pić sok kiedy bym miała ochotę” , ,,gdyby nie cukrzyca to bym mogła iść do koleżanki”. Smutno mi wtedy , bo wiem ,że córeczka staje się coraz bardziej świadoma ograniczeń jakie niesie ze sobą cukrzyca.

Ostatnio Natka zobaczyła na ,,fejsie” fotkę dexcoma. ,,Co to za dziwna pompa?” -zapytała. Wyjaśniłam jej co to i do czego służy i że trzeba mieć dodatkowe wkłucie,ale nie trzeba tak często kłuć paluszka. Zapytałam ,czy chciałaby mieć takie urządzenie. Odpowiedziała ,że tak. A jak spytałam dlaczego (myślałam ,że powie ,że będzie mniej kłuta) to moje dziecko odpowiedziało :,,ŻEBY NIE TRZEBA BYŁO KUPOWAĆ PASKÓW I ŻEBYŚ MOGŁA SPAĆ W NOCY JAK WSZYSCY MAMUSIU”… I jak tutaj się nie rozklejać ,kiedy małe dziecko własny komfort przedkłada na komfort rodzica? Szkoda ,że to takie drogie urządzenie. Szkoda ,że te sensory są takie drogie. Widzę ,że to super rzecz, bo człowiek widzi jaką tendencję mają cukry , czy będą spadać czy rosnąć, więc można uniknąć niepotrzebnego dopajania i co najważniejsze hipoglikemii. Zastanawiałam się nad wypożyczeniem takiego urządzenia. Zobaczymy , po świętach puszczę totka. 

W nocy cukry też różne. Ostatnio przy cukrze ponad 70 nie dopoiłam małej , pomyślałam sobie ,,a zaczekam , zmierzę za 15 -20 minut to zobaczę czy spada ,czy rośnie” , żeby niepotrzebnie nie podbijać cukru. Zasnęłam i obudziłam się po prawie 2 godzinach , bo tak nastawiony był budzik. Pierwsze co zrobiłam to sprawdziłam oddech , potem z duszą na ramieniu poziom cukru , na szczęście było 100. Nie cierpię nocy. Wiem,że piszę o tym często ,bo jest to jeden z większych problemów rodziców dzieci z cukrzycą. Ostatnio na TLC leciał program o nastolatku , który zapadł w śpiączkę z powodu hipoglikemii. Jego mama mówiła ,że nagle usłyszała w pokoju syna jakieś trzaski , jak weszła to miał on drgawki. Przewieziono go do szpitala , nikt nie wiedział , czy się wybudzi i jak hipoglikemia wpłynęła na jego mózg. Na szczęście młodzieniec się wybudził ,ale trafił na neurologię w celu dalszych badań. Ten ciągły strach. Szkoda ,że w insulinoterapii istnieje ciągłe zagrożenie hipoglikemią , to przerażające.

Mało świątecznie piszę , bo mam mało świąteczny nastrój. Czasem serce mi pęka ,kiedy widzę jak dzieci jedzą coś od tak sobie, bez niczego. Dla mnie to czasem dziwne, patrzę na dziecko i zastanawiam się ile bym musiała na to podać insuliny. Smutno mi też ,kiedy muszę przerywać małej zabawę w najlepszym momencie, bo trzeba zmierzyć cukier. Czasem biegam za nią po całym parku , bo boję się ,że zasłabnie ,a jak zniknie mi z pola widzenia to wpadam w panikę. Zazdroszczę innym mamom tego ,że mogą się wyluzować ,kiedy dzieciaki bawią się w najlepsze. Nie wiem jak dam sobie radę w przyszłości , kiedy Natka będzie chciała chodzić na imprezy , łazić beztrosko ze znajomymi po mieście. Boje się tego wszystkiego. Żal mi mojego dziecka, bo kiedyś to ona sama będzie musiała przejąć obowiązki ,,życia z cukrzycą”. Ludzie tłumaczą ,że przecież wtedy będzie starsza.A ja wiem swoje ,ja jestem dorosła i wiem jak ciężkie starania , ile pracy trzeba włożyć w prowadzenie cukrzycy. 

Tamtego dnia , kiedy zdiagnozowano moją córkę , umarła cząstka mnie – ta beztroska , radosna. 

Czuwam a Ty śpisz. Cukier 128.