Miesięczne Archiwa: Maj 2015

WYSOKIE CUKRY, PRZEDSZKOLE I INNE

Ostatni miesiąc zaliczam do średnio udanych pod względem cukrowym.

Po pierwsze -chore gardło ,które wymagało leków (choroba+leki)

Po drugie-brak odpowiedniej ilości ruchu

Po trzecie -wkłucie na nodze

U nas to wystarczyło ,żeby bazę podnieść do 200% i podawać (szczególnie rano) końskie dawki insuliny. No może dochodzi do tego też mini batonik ,którym Natka zagryzała leki , w innym wypadku lek lądował na zewnątrz… I to nie to ,że wymuszała batona , tylko wpadłam na taki pomysł ,bo bez tego lek nie dochodził tam gdzie powinien. W zasadzie od zawsze Nataszka miała odruch wymiotny po lekach. No niby w grę wchodzą zastrzyki ,ale wiadomo w przypadku małego diabetyka każdy rodzic e robią wszystko ,żeby uchronić dziecko przed dodatkową porcją kłucia. Podanie leków u nas to istna masakra, szczególnie tych w postaci zawiesiny (bo to one są największym problemem). Robimy to tak , Nataszka zatyka nos, wlewam lek do buzi , ona go połyka ,a potem (przy nadal zatkanym paluszkami nosie) zagryza batonika , dzięki czeku przy otwartym nosku nie czuje już posmaku znienawidzonego leku.

No cóż jak to mówią ,,człowiek orze jak może”.

 

Martwi mnie to ,że pomimo powrotu do zdrowia cukry nadal nie są takie jak powinny. Wkurzam się na swoją bezsilność. Niby można dać wkłucie na rączkę ,żeby zobaczyć co będzie wtedy ,ale rączki muszą odpocząć. Na pupie cukry takie jak na nóżce, a brzuszka Natka nie da. Zobaczymy też jak będzie dzisiaj , bo pierwszy dzień po chorobie Natka jest w przedszkolu (dzisiaj siedzi tam z tatą).

Jeśli chodzi o przedszkolne nowinki , to przed chorobą jak tata Natki miał na popołudnie do pracy to zaprowadzał małą do przedszkola , podawał insulinę do śniadania i wychodził. Ja przychodziłam tak ,żeby być nie później niż godzinę od podania insuliny (zazwyczaj wcześniej). Jednego dnia (przyszłam tak po pół godzince) patrzę ,a moje dziecko wygląda przez drzwi i mnie nawołuje. Okazało się ,że jedna z dziewczynek miała tego dnia urodziny i przyniosła babeczki. Wszystkie dzieci dostały po śniadaniu ,a Nataszka nie (z wiadomych przyczyn). Przykro mi się zrobiło , bo zazwyczaj taki poczęstunek ma miejsce po obiedzie . Dodatkowo pani wiedziała ,że tata wychodzi , a ja będę za jakiś czas ,a mimo to nie powiedziała o dodatkowym smakołyku. SZKODA.

Kolejna sytuacja  przedszkolna. Wchodzę zmierzyć cukier Natka krzyczy mamo , mierzyłam mam dwa bałwanki (czyli 88 -zazwyczaj podaje cyferkami ,ale chyba była taka podekscytowana ,że zapomniała) , dałam jej coś do podjedzenia (oczywiście poza salą ,żeby dzieciaki nie widziały. Grupa była z panią ,,zastępczą”.

Następny dzień , grupa jest już z jedną z naszych pań. Nataszka chciała zmierzyć cukier (tata Natki wyszedł dosłownie na 15 minut po bułkę) , pani wyrwała jej plecak z rąk z hasłem ,, NIE MOŻESZ MIERZYĆ CUKRU BEZ OPIEKUNA”. Szok, złość wściekłość. Potem jak tata Natki przyszedł to pani mu mówiła ,że schowała małej plecak ,bo jeszcze by kogoś ukuła.  (Już widzę te tytuły w gazetach ,,dziecko z cukrzycą rzuciło się z nakłuwaczem na dzieci , kilku rannych , nauczyciel ledwie uszedł z życiem. )Tata Natki przytaknął dla świętego spokoju ,a ja do tej pory jestem wkur…. (sorki , muszę) , że mnie tam wtedy nie było ,bo bym jej parę słów powiedziała. Kolejny raz przekonałam się ,że z takimi ludźmi nie można zostawić dziecka z cukrzycą  i kolejny raz żałuję ,że nie puściłam Natki wcześniej do szkoły , bo tam chociaż są przerwy i mam nadzieję ,że bardziej ludzcy ludzie.

Jakiś czas po tym spotkałam jedną z mam ,która mówi ,że trzeba zacząć myśleć o zbiórce kasy na prezenty dla Pań . Powiedziałam ,że grosza nie dołożę , bo wcale nie uważam ,żeby one zajmowały się w jakikolwiek sposób moim dzieckiem, że tylko robią nam pod górkę . Ja jak głupia z bombonierami śmigałam na Dzień Nauczyciela , bo Nataszka chciała dać panią ,a tu takie sytuacje (szalę goryczy przelało to wyrwanie dziecku z rąk plecaka). Pewnie złożę się ,żeby nie robić Natce przykrości ,ale to tylko ze względu na nią. Osobiście uważam ,że paniom nic się nie należy od nas. Wiem ,że taki brak zrozumienia wynika ze strachu ,ale przez prawie 4 lata przedszkola mogły chociaż zdobyć jakieś podstawowe informacje , chociaż spróbować pomóc albo chociaż nie przeszkadzać. Mam do nich żal ,że nie pozwoliły objaśnić grupie dzieci na czym polega cukrzyca, czemu Nataszka bierze insulin ,czemu musi mierzyć cukier.Czasem jak dziecko pyta to odpowiadam.

Generalnie mam jakiegoś takiego doła. Sama źle się czuję. Nocne mierzenie cukrów (szczególnie po podawanych korektach ,albo przy zwiększonej bazie ,jeśli nie wiadomo kiedy baza wróci do normy) to drugi etat. Wybijam się ze snu z krzykiem na ustach. Ciągłe nerwy , strach . Niech już w końcu wymyślą jakiś lek , chociaż insulinę ,która nie będzie powodować hipo to już by było super. Pracują niby nad inteligentną insuliną , ale pewnie pobawią się i kolejny projekt trafi do szuflady. OBY NIE.