Miesięczne Archiwa: Październik 2015

SZKOŁA . złych cukrów cd…

Dziś byłyśmy w szkole pierwszy raz po tygodniowej nieobecności spowodowanej chorobą Natki. 

Cukier rano nie przekraczał 100 , więc dałam Natce przed wyjściem do szkoły pół jabłka bez insuliny. Takie zabezpieczenie , którego bym nie uruchamiała gdyby nie to ,że czuję przeraźliwy strach przed hipo na lekcji , niby jestem w szkole ,ale siedzę dwa piętra niżej. Na pierwszej przerwie cukier wynosił 139 , nie bardzo mi się to podobało , przyznam ,że liczyłam na niższą wartość. Dałam Natce insulinę na pierwsze śniadanie i córeczka wróciła pod swoją klasę. Myślałam ,że cukier na kolejnej przerwie będzie ok ,ale niestety ku mojemu przerażeniu Natka przyniosła karteczkę a na niej wynik ponad 300. Ręce i nogi opadają. Wcześniej miała o tej porze w szkole po pierwszym śniadaniu ,przy mniejszej dawce insuliny cukry rzędu sto parę ,więc jeszcze dojadała kawałek jabłka ,a tu taka niemiła niespodzianka. Podałam solidną korektę ,nie pacząc na to ,że minęła niecała godzina ,bo do tej pory jak już pisałam cukry były o tej porze ok. Bałam się hipo ,ale okazało się ,ze tragedii nie było. Nie wiem czemu aż tak wybiło nam cukier po śniadaniu i pewnie się nie dowiem. Jutro pokombinuję trochę inaczej. 

Na kolejnej lekcji był w-f. Nataszka nie ćwiczyła, była bardzo smutna , bo ćwiczenia bardzo jej się podobały. Nie chciałam ,żeby ćwiczyła ,bo jest świeżo po chorobie i jeszcze kaszle , na co uwagę zwróciła tez pani. Skoro jednak lekarz powiedział ,że wszystko jest ok i mamy iść do szkoły to nie chcę robić niepotrzebnych zaległości. Po w-fie  obiadek. Mam trudności w szkole z jedzeniem ,bo Natka nigdy wszystkiego nie je, sama nigdy nie wie o i ile zje , a na dodatek pani wicedyrektor zakazał mi wchodzić na świetlicę , więc podaję insulinę szacując co i ile może zjeść Natka. Na początku nie chodziła na obiady ,ale tak bardzo mnie prosiła ,że uległam. Zobaczę jak to będzie dalej wyglądać , na dzień dzisiejszy coś tam zawsze zje , biorąc pod uwagę unijne obostrzenia na stołówkach i panią intendentkę , która naprawdę dba o posiłki i stara się ,żeby dzieciom smakowało jestem pewna,że jest nie tylko smacznie ,ale też zdrowo. 

Po szkole cukier był całkiem ok (nie zapeszając) , zasypiała z cukrem 128 ,więc mam trochę spokoju psychicznego. Wiadomo ,że każdy zły cukier odbija się nie tylko na zdrowiu dziecka ,ale też matki. 

Nie wiem jak się zabrać za ten poranny cukier. Zwiększyć bazę ? Nie dokarmiać z rana ? Podać insulinę na podawane jabłko? Zwiększyć przelicznik do posiłku? Jest mnóstwo możliwości. Staram się jak mogę ,żeby cukry były dobre. 

Co to była za noc…

Cały ten tydzień siedziałyśmy w domu. Nataszka miała powiększone migdałki ,straszną chrypę i kaszel, nie obyło się bez antybiotyku. Cukry takie sobie , generalnie nie urywają wiadomej części ciała. Denerwuje mnie ta cała cukrowa wariacja. Raz 50 ,raz 300. Wściec się idzie. 

We wrześniu nie mieliśmy takich problemów. Nawet musiałam zmniejszyć bazę , co mnie bardzo ucieszyło. Niestety jak to bywa w cukrzycy nic co dobre nie trwa wiecznie. 

Wczoraj przed snem cukier nie była najgorszy , mieliśmy 160. Nie podawałam korekty ,bo jeszcze było sporo insuliny aktywnej , a kolacja nie należała do tłustych. Natka smacznie sobie spała , kiedy nastał czas kolejnego pomiaru, niestety glukometr pokazał ponad 200. Nieco się zdziwiłam ,ale pomyślałam ,że może ,,coś” jednak wybiło. Podałam należną korektę i położyłam się ,,spać” , rodzice dzieci z cukrzycą wiedzą czemu ,,spać” piszę w cudzysłowie. Po godzinie znowu sprawdziłam cukier w nadziei ,że zacznie spadać ,a tam cukier 343!!!! Myślałam ,że padnę!!! Szybko pobiegłam po sprzęt do zmiany wkłucia. Wyjęłam pompę z saszetki. Nataszka przebudziła się po tym jak zdezynfekowałam miejsce na wkłucie i na informację o zrobieniu wkłucia powiedziała tylko ,,nie”.Powiedziałam jej ,że nie mamy wyjścia. Zrobiłam nowe wkłucie , Natka troszkę pomarudziła ,bo ją zabolało. Myślałam ,że może naczynko przebiłam ,ale chyba nie. Sięgnęłam do starego wkłucia ,a tu okazało się ,że nawet nie zwróciłam uwagi ,że nie musiałam odłączać wkłucia od Natki , bo ta cała część ,która jest na końcu drenu i przypina się nią do wkłucia zrobionego na ciele urwała się!!! Korekta poszła więc sobie w pościel ,a nie tam gdzie miała dotrzeć. Miałam strasznego moralnego kaca ,że przed podaniem korekty nie sprawdziłam jak  tam dren. Zawiniła rutyna i najnormalniejsze w świecie przemęczenie. Podałam solidną korektę , w zasadzie podałam dwa razy więcej insuliny niż powinnam. Zrobiłam tak ,bo zazwyczaj przy tak wysokim cukrze , kiedy mam powody podejrzewać ,że jakiś czas insulina nie docierała do miejsca działania , Nataszka ma większe zapotrzebowanie na ten hormon.Obawiałam się z powodu większej niż zwykle bolesności wkłucia natknęłam się na naczynko ,ale jednak cukier zaczął spadać ,więc odetchnęłam. Oczywiście nocka z głowy ,ale najważniejsze ,że sytuacja opanowana. 

Mam nauczkę. Teraz zawsze przed podaniem korekty ocenię stan wkłucia. 

Mam nadzieję ,że w końcu znowu nastąpią te dobre cukrowe dni, kiedy człowiek nie drży mierząc cukru  i nie wstrzymuje oddechu do momentu pojawienia się na glukometrze wyniku pomiaru. 

Dziś są Twoje urodziny a ja płaczę…

Dziś ,a właściwie patrząc na zegarek to wczoraj  córeczka skończyła siedem lat. Dokładnie 7 lat temu tuliłam do piersi całkiem zdrową dziewczynkę pewna ,że tak już będzie zawsze. Nawet przez ułamek sekundy nie pomyślałam ,że tylko przez pierwsze 42 miesiące życia moje dziecko będzie cieszyć się beztroskim , pełnym spontaniczności dzieciństwem ,a potem jej życie zmieni się w pasmo zakazów ,nakazów ,przykazów. Wiem ,że każdy rodzic dziecka z cukrzycą chce wierzyć ,że jego dziecko może robić wszystko co jego rówieśnicy i nie odczuwa swojej choroby ,ale wydaje mi się ,że jednak do końca tak nie jest. 

Pamiętam jak po diagnozie , na którymś z kolei szkoleniu obliczyłam sobie w głowie ,że moment ukończenia przez moje dziecko siedmiu lat będzie pewnym wyznacznikiem. Trzy i pół roku żyła bez cukrzycy, kolejne trzy i pół roku z cukrzycą. Do tego momentu większość dla niej to było życie bez cukrzycy, a od tego momentu będzie inaczej. Wiem ,że to głupie ,ale jakoś mnie ta myśl wtedy i teraz przytłoczyła. 

Staram się żyć normalnie , staram się ,żeby Natka nie odczuwała tego ,że jest chora ,ale nie zawsze się da. Ostatnio cukry nas nie rozpieszczają to potęguje mój smutek. Nataszka coraz częściej pyta o lek ,a ja jej odpowiadam ,że muszą go wynaleźć. Ostatnia informacja o szczepionce dla ,,świeżaków”  wywołała we mnie dwie skrajne emocje, po pierwsze radość, że w końcu może dzieciaki nie będą chorować na to g…o , a z drugiej strony ukłucie w sercu, i pytanie ,,czemu nie wymyślono jej wcześniej jak Nataszka zachorowała , wiem ,że nie pasowała do tych wszystkich kryteriów ,ale może jakoś by nam się udało ubłagać lekarzy. Boję się ,że teraz wszystko skupi się nad badaniami nad tą szczepionką , nad zapobieganiem ,a prace nad wyleczeniem pójdą gdzieś na plan dalszy, bo skoro jest szansa ,żeby nie było więcej zachorowań , to po co szukać leku jak można jeszcze ,,pozarabiać” na tych już chorych?.Straszne  ,ale takie właśnie myśli mnie nachodzą i nie dają mi spokoju.

Dzisiaj znowu tuląc moją córeczkę do snu opowiadałam jej o tym jak się urodziła , jak ją pierwszy raz zobaczyłam , jak ją pierwszy raz przytuliłam. To były najpiękniejsze chwile w moim życiu. Teraz siedząc przy komputerze przypominam sobie dzień ,w którym ją zdiagnozowano , pierwsze kłucie paluszka , pierwsza insulina z pena ,pierwsza insulina z pompy. Jej krzyk z O.I.O.M-u , kiedy ratowano jej życie pozostał we mnie do teraz , tak jak jej pierwszy krzyk z porodówki. Ten drugi mnie rozczula ,a ten pierwszy przeraża… 

W TYM WAŻNYM DNIU ŻYCZĘ MOJEMU DZIECKU JEDNEGO:- ZDROWIA CÓRECZKO, NIECH SPEŁNI SIĘ TWOJE NAJWIĘKSZE MARZENIE, WIEM CO SOBIE POMYŚLAŁAŚ DMUCHAJĄC ŚWIECZKĘ NA TORTOWYM CIASTKU , O TO SAMO PROSISZ SPADAJĄCĄ GWIAZDKĘ I BOGA…