Miesięczne Archiwa: Lipiec 2016

WAKACJE ,WODA I LAS.

Wróciliśmy wczoraj z wyprawy działkowej do znajomych. Był rozłożony basen ,więc Natka miała niezły ubaw. Pływali  ze starszym o rok kolegą , no może bardziej niż pływaniem można to nazwać ,,zapasami w basenie”.  M(kolega )Natki ćwiczy judo , Natka kiedyś też ćwiczyła ,więc prowadzili walki. Oczywiście co chwilę my dorośli zwracaliśmy im uwagę , żeby przystopowali , ale na próżno. Zauważyłam ,że Natka jest bardzo waleczna, nawet kiedy coś poszło nie po jej myśli i minę miała nie za tęgą , to mówiła ,że wszystko gra i pytała swojego hmmmm , chyba rywala w walce ,,TYLKO NA TYLE CIĘ STAĆ…”. Szczerze to trochę się z nich pośmiałam , przestawali wyłupiać się jak prosiłam ,żeby zapozowali do zdjęć , stawali wtedy, obejmowali się jak na starych dobrym kumpli przystało i mówiąc ,,szczerzymy ząbki panowie” -robili piękne uśmiechy, po czym znowu wracali do swoich zajęć. Wymyślili sobie zabawę w nurkowanie, kto dłużej wytrzyma pod wodą, problem w tym ,że M ubrał maskę do nurkowania co nie spodobało się mojej córci. Wyczekała ,aż zanurzy się w wodzie i zatkała rurkę ręką, M szybko wynurzył się spod tafli wody krzycząc ,,zaraz poczujesz jak czuje się człowiek ,który się topi” i usilnie próbował ,,podtopić” Natkę ,co mu się nie udawało.   Córka moja usilnie twierdziła ,że to nie ona zatkała rurkę w masce ,tylko mucha ,która przysiadła na otworze. Nie wiem jak przetrwała pompowana rybka typu, NEMO” ,bo to co oni z nią robili jest nie do opisania. Zastanawiałyśmy się z mamą M ,kiedy rybka zostanie rozerwana na kawałki. Na szczęście. 

Po pierwszej porcji pływania Natka postanowiła ubrać się w szlafrok i …gumiaki. W tymże stroju postanowiła jechać na rowerze do sąsiadów naszych przyjaciół. Jak postanowiła tak też zrobiła. Zapytana , czy nie chce się przebrać odpowiedziała ,,mamo przecież jestem na wsi , więc mogę wyglądać jak wieśniak” , co doprowadziło całą ekipę do śmiechu. Nie wiem skąd takie wyobrażenie. Przyznam ,że nigdy nie widziałam mieszkańca wsi paradującego po obejściu w szlafroku i gumiakach ,ale prawda jest taka ,że byliśmy w pięknym miejscu, z  jednym sąsiadem w okolicy ,więc można sobie było pozwolić na większą swobodę.  Mierzyć cukry do sąsiadów latał tata Natki. Potem znowu było basenowe szaleństwo ,ale tym razem zakończone ubraniem w spodenki i bluzkę. 

Dzieciaki co chwilę biegały do sąsiadów , u których w odwiedzinach był pełnoletni syn. Tata Natki wytrwale chodził mierzyć cukry , na szczęście ,bo pomimo odpiętej pompie (z powodu basenu) wychwycił cukier 69. Oczywiście dzieciaki zrobiły sobie z niego żarty, bo zdarzyło się ,że jak poszedł to nikogo nie było. Jednak po dokładniejszej obserwacji pokoju oczom taty Natki ukazał się czubek głowy M. Żartownisie. 

Oprócz grania na kompie u sąsiadów  dzieci nasze miały też (jak się później okazało) -ustawione walki bokserskie… Sąsiad miał parę rękawic , nie dowiedziałam się od Natki jak si tymi rękawicami podzielili , czy każdy dostał po jednej, czy raz miał je M raz ona , powiedziała tylko ,że walczyli boks ,ale kiedy zorientowała się ,że nie jestem z tego powodu szczęśliwa to zmieniła temat. A my naiwni dorośli cieszyliśmy się ,że nasze dzieciaczki tak pięknie się bawią , bo śmiechy i okrzyki radości (pomimo sporej odległości pomiędzy budynkami) słychać było na całą okolicę. Z całą pewnością młody sąsiad pokazał im kilka bokserskich technik ,bo mogliśmy je poobserwować na drugi dzień w basenie … Na szczęście szybko się znudzili nimi i powrócili do męczenia dmuchanej rybki.

Fajna taka odskocznia, szkoda tylko ,że cukrzyca nigdy nie ,,odpoczywa”. Cukry były na całe szczęście znośne. Muszę kupić coś na pokłute paluszki, szczególnie te u nóg mają za swoje.

Dzisiaj kolejny raz przyłapałam Natkę jak przygląda się czemuś przez okno. Zapytałam co robi , odpowiedziała ,że myślała ,że spada gwiazdka i pomyślała życzenie ,ale okazało się ,że to samolot. Po chwili dodała sama do siebie ,,ale samolot też chyba może być” . Zapytałam jakie ma życzenie , powiedziała ,,że to tajemnica” ,ale ja dobrze wiem jakie to życzenie , domyślam się…

Cukier na teraz 157.  

Samosia.

Rozpiera mnie duma. Moja córcia wczoraj kolejny raz wyszła sama na dwór. Oczywiście wyglądałam co chwilę przez okno co ona tam porabia i pytałam o cukier  ,ale jednak jest to jakiś krok w stronę jej usamodzielniania (na tyle na ile pozwala cukrzyca) , wypuściłam ją z cukrem 169 oraz plecakiem , w którym znajdował się glukometr , soki i woda mineralna.   Kiedy kolejny raz wyjrzałam przez okno zobaczyłam moją kruszynkę jak majstruje przy glukometrze i mierzy zawzięcie cukier to poczułam dumę , radość ,ale te dwa miłe uczucia zostały zmącone za chwilę przez smutek. Czemu ona? Czemu nie mogło być inaczej? Tak bardzo chciałabym ,żeby moja córeczka była zdrowa ,żebyśmy mogły żyć inaczej ,zgodnie z wcześniejszymi planami , które zostały raz na zawsze przekreślone przez cukrzycę… Znowu się rozklejam… Ale już wracam do wątku samodzielnego wyjścia na dwór. Po tym jak Natka zmierzyła cukier zapytałam jaki ma , ta odpowiedziała ,że 180. I czy może zjeść mały słodycz… Wyszło szydło z worka po co był ten cukier mierzony. Cwaniak mój mądry i kochany. Nie pozwoliłam na słodycze ,bo cukier nie za bardzo mi pasował na taką przekąskę. Natka upomniała się o korektę na wysoki cukier. Kazałam zrobić małą korektę i wrócić do zabawy. Była sama na dworze chyba ponad godzinę, potem wyszłam do niej. Wolę jednak mieć ją na oku . muszę się przyzwyczaić do sytuacji, w których ona jest sama. Czy to przesada? Nie wiem. Chyba nie. Natka jest w takim wieku, kiedy nawet niektóre zdrowe dzieci nie są puszczane same na podwórko. Ale ja chcę ,żeby ona mogła to co większość. Nie wiem jak będzie potem. Chyba trudno jest nie być nadopiekuńczym dla swojego jedynego ,do tego chorego dziecka. Podobno , nawet w przypadku zdrowych dzieciaków pierwsze dziecko jest tym ,w stosunku do którego rodzice są bardziej nadopiekuńczy niż w stosunku do kolejnych dzieci. To najstarsze przeciera szlaki młodszym. 

Dzisiaj Nataszka smutna ,bo wyjechała jej ulubiona koleżanka. Chyba większość dzieci siedzi gdzieś na wakacjach ,bo na dworze byłyśmy dziś same. Dopiero późnym wieczorem doszła do Natki inna dziewczynka. Może w ten weekend znowu pojedziemy z Natką na wieś do znajomych. Niech też ma coś z wakacji.

Chyba pogoda się poprawia ,bo poprawiają się też cukry z powodu czego jestem przeszczęśliwa. Cukier na teraz 170. Powód-przed snem 98, sporo aktywnej insuliny ,więc dałam małej kawałek czekolady. Mała korekta i poczekam jaką będzie miał tendencję. W sumie to nie żałuję tej czekolady ,bo już jakiś czas kręciła się koło niej , a że cukry przez ostatni okres nie były super, to były spore ograniczenia ze słodyczami. Na szczęście teraz cukry wracają do normy (odpukać) , mam nadzieję ,że znowu zejdziemy z bazy. 

Znowu…

Znowu jestem kłębkiem nerwów, bo wkurza mnie wysoki cukier, który znowu wkradł się w nasze życie. Cukier na teraz -211, wkłucie zmienione. Czuwam. Najgorsze jest to ,że nie wiem kiedy się wyśpię. Nie potrafię normalnie spać. Nawet budzika nie muszę nastawiać , bo wybudzam się sama. Dwa tygodnie temu cukry były dobre, nocki eleganckie, więc mogłam sobie pozwolić pominąć niektóre nocne pomiary ,ale i tak budziłam się, Przyzwyczajenie. 

Wakacje w toku. Teraz pogoda nie rozpieszcza. Siedzimy w domu , brak ruchu , więc cukry te nas nie rozpieszczają. Upały też nie są mile widziane, bo grożą przegrzaniem insuliny. I tak źle i tak niedobrze, ale chociaż pobiegać można. W jeden z takich słonecznych dni wypuściłam Natkę samą na dwór. Ktoś powie, ,,też mi coś” , a dla mnie to wyzwanie. Boję się ,że spadnie jej cukier i gdzieś zasłabnie, albo pójdzie sobie gdzieś za dzieciakami. Niby słucha, ale to tylko dziecko. Miała ze sobą telefon i glukometr. Co jakiś czas dzwoniłam pytając jaki ma cukier. Nie zawiodła mnie, była z koleżanką przed klatką tak jak obiecała. Niestety zerwała się burza ,a moje dziecię zamiast do domu pobiegło do koleżanki. Na szczęście dobrze się znamy z mamą kumpeli Natki ,więc kiedy na dworze rozpętała się burza byłam informowana na bieżąco o cukrach. Coś mi nie pasowało , bo cukry utrzymywały się na za wysokim poziomie -180 , widocznie podekscytowała się samodzielnym pójściem do koleżanki. Bawiły się całkiem długo , potem jeszcze wyszły na dwór i grały w piłkę nożną. Dzielna ta moja córeczka. 

Z wakacyjnych wyjazdów mamy zaliczony weekend na wsi na działce przyjaciół. Fajnie było, cukry były genialne, więc jak tylko nadarzy się okazja to chętnie to powtórzę. Natka skakała na trampolinie ,jeździła na rowerze, wujek przewiózł ją motorynką , więc miała sporo atrakcji. Nawet popluskała się w malutkim basenie (dużego nie opłacało się rozkładać na jeden dzień). Podobało jej się ,ale chętnie też wróciła do domu. Lubi wypady do znajomych ,ale szybko tęskni za domem.

Cukier na teraz-221… Kolejna korekta i kolejne godziny snu wydarte mi przez chorobę ,ale nie to jest dla mnie najgorsze. Najgorsze jest to ,że organizm córeczki ,,meczy” się teraz z nadmiarem glukozy. To mnie zawsze smuci i wzbudza poczucie winy. Mogłam wcześniej zmienić wkłucie , ale z drugiej strony cukry były znośne. Rano byłyśmy na wakacyjnych zajęciach z bibliotece. Potem urodziny kolegi Natki i tort, po zjedzeniu którego cukier urósł ponad miarę. Po korekcje wszystko wróciło do normy , a potem znowu wybiło. Dla świętego spokoju zmieniłam wkłucie , ale czasem mamy tak ,że zanim wkłucie zacznie działać , a raczej cukier spadać to trochę insuliny korekcyjnej trzeba wpompować. Wkurza mnie to. Wszystko mnie wkurza ,przez ten nieszczęsny wysoki cukier…