Znowu…

Znowu jestem kłębkiem nerwów, bo wkurza mnie wysoki cukier, który znowu wkradł się w nasze życie. Cukier na teraz -211, wkłucie zmienione. Czuwam. Najgorsze jest to ,że nie wiem kiedy się wyśpię. Nie potrafię normalnie spać. Nawet budzika nie muszę nastawiać , bo wybudzam się sama. Dwa tygodnie temu cukry były dobre, nocki eleganckie, więc mogłam sobie pozwolić pominąć niektóre nocne pomiary ,ale i tak budziłam się, Przyzwyczajenie. 

Wakacje w toku. Teraz pogoda nie rozpieszcza. Siedzimy w domu , brak ruchu , więc cukry te nas nie rozpieszczają. Upały też nie są mile widziane, bo grożą przegrzaniem insuliny. I tak źle i tak niedobrze, ale chociaż pobiegać można. W jeden z takich słonecznych dni wypuściłam Natkę samą na dwór. Ktoś powie, ,,też mi coś” , a dla mnie to wyzwanie. Boję się ,że spadnie jej cukier i gdzieś zasłabnie, albo pójdzie sobie gdzieś za dzieciakami. Niby słucha, ale to tylko dziecko. Miała ze sobą telefon i glukometr. Co jakiś czas dzwoniłam pytając jaki ma cukier. Nie zawiodła mnie, była z koleżanką przed klatką tak jak obiecała. Niestety zerwała się burza ,a moje dziecię zamiast do domu pobiegło do koleżanki. Na szczęście dobrze się znamy z mamą kumpeli Natki ,więc kiedy na dworze rozpętała się burza byłam informowana na bieżąco o cukrach. Coś mi nie pasowało , bo cukry utrzymywały się na za wysokim poziomie -180 , widocznie podekscytowała się samodzielnym pójściem do koleżanki. Bawiły się całkiem długo , potem jeszcze wyszły na dwór i grały w piłkę nożną. Dzielna ta moja córeczka. 

Z wakacyjnych wyjazdów mamy zaliczony weekend na wsi na działce przyjaciół. Fajnie było, cukry były genialne, więc jak tylko nadarzy się okazja to chętnie to powtórzę. Natka skakała na trampolinie ,jeździła na rowerze, wujek przewiózł ją motorynką , więc miała sporo atrakcji. Nawet popluskała się w malutkim basenie (dużego nie opłacało się rozkładać na jeden dzień). Podobało jej się ,ale chętnie też wróciła do domu. Lubi wypady do znajomych ,ale szybko tęskni za domem.

Cukier na teraz-221… Kolejna korekta i kolejne godziny snu wydarte mi przez chorobę ,ale nie to jest dla mnie najgorsze. Najgorsze jest to ,że organizm córeczki ,,meczy” się teraz z nadmiarem glukozy. To mnie zawsze smuci i wzbudza poczucie winy. Mogłam wcześniej zmienić wkłucie , ale z drugiej strony cukry były znośne. Rano byłyśmy na wakacyjnych zajęciach z bibliotece. Potem urodziny kolegi Natki i tort, po zjedzeniu którego cukier urósł ponad miarę. Po korekcje wszystko wróciło do normy , a potem znowu wybiło. Dla świętego spokoju zmieniłam wkłucie , ale czasem mamy tak ,że zanim wkłucie zacznie działać , a raczej cukier spadać to trochę insuliny korekcyjnej trzeba wpompować. Wkurza mnie to. Wszystko mnie wkurza ,przez ten nieszczęsny wysoki cukier…

10 Odpowiedzi na Znowu…

  • ~aga-joz mówi:

    Ja mam wieczny stres przy zmianie wkłucia, okropnie się boję, że nie będzie działało jak trzeba. Każdy wysoki cukier daje do myślenia- źle przeliczony posiłek, za mało insuliny, wkłucie się zatkało, powietrze w drenie… Niby pompa to ogromne ułatwienie, ale i tak jest co robić. No i niestety wszystkiego trzeba sie nauczyć. U nas po pierwszych 3 miesiącach stosowania pompy, gdzie było mnóstwo wpadek, hemoglobina glikowana skoczyła z 6,35 na 7,17

    • loona mówi:

      Mam dokładnie tak samo jak Ty. Na początku tata Natki zajmował się wkłuciami, bo zawsze jak ja zrobiłam to wkłucie nadawało się do wymiany. Potem stopniowo przełamałam się i teraz sama działam też z wkłuciami.

  • ~mama cukierka mówi:

    Z tymi wkłuciami to czasami można dostać świra. My od jakiegoś czasu stosujemy teflonowe na zmianę z metalowymi i te to dopiero dają w kość. Ostatnio dwa razy pod rząd dren zagięty cukier 590 i ketony bo czas mijał na czekaniu na nowe wklucie a tam nic nie działało. Co do samodzielności to możesz być z Was dumna bo małymi kroczkami dojciecie do tego momentu że obie będziecie mogły sobie zaufać. My w tym roku byliśmy na turnusie z dzieciaczki z cukrzycą. W końcu syn miał kolegów takich jak on ( bo każdy mierzył liczył i ważył) a ja mogłam porozmawiać z mamami które przeżywają to samo co ja. Mój syn wcale nie chciał wracać do domu. Pozdrawiam.

    • loona mówi:

      My cały czas jesteśmy na teflonowych wkłuciach i nie widzę możliwości wprowadzenia tych metalowych (gdyby był do nich serter to sprawa byłaby prostsza). Super ,że udało Wam się wyjechać na taki turnus ,to bardzo przydaje się dzieciakom i zapewne rodzicom również . My jeszcze nie zrobiłyśmy sobie takiej przyjemności ,ale wszystko przed nami. Tak sobie co roku obiecujemy i mam nadzieję ,że w końcu w przyszłym roku się uda.

  • ~mama cukiereczka mówi:

    Wiem że wszystkie mamy cukiereczków a bynajmniej większość maja ten właśnie problem czyli pozwolić dziecku na samodzielne pójście na podwórko do kolegi. Ja też tak miałam ale dużo pomogła mi szkoła bo syn tam jest sam a ja czekam na niego w domu. W szkole nad wszystkim czuwają cudowne Panie pielęgniarki i wychowawczyni. Przez te kilka godzin może być prawie tak jak inni. Dużo też pomógł nam wyjazd w tym roku na turnus z dzieciakami z cukrzycą. Tam dowiedziałam się że nie jestem przewrażliwiona na punkcie syna tylko każda mama tak samo pilnuje swojego dziecka ze względu na chorobę ( i nie ważne czy ma 4 latka czy 12). Nauczyłam się jednak też tego że te dzieciaczki mają ogromną mądrość w sobie i że można im zaufać. Choć to i tak nie zwalnia nas z „kontroli” cukru. Nie jesteśmy same i nie zachowujemy się dziwnie, żyjemy tylko z ciężką chorobą dziecka w wielkim świecie tych „zdrowych” dzieci. Pozdrawiam.

    • loona mówi:

      Super sprawa ,że szkoła podjęła się opieki nad twoim cukiereczkiem. Ja najpierw siedziałam w przedszkolu, a teraz w szkole… Wszyscy się boją. Nie winię ich , bo jestem w stanie to zrozumieć ,tylko jestem już bardzo zmęczona tym bezczynnym wysiadywaniem na szkolnym korytarzu ,ale wiem ,że robię to dla córeczki, więc skoro dzięki temu córcia może funkcjonować jak jej rówieśnicy będę nadal tam siedzieć.

  • ~mama cukiereczka mówi:

    My również co roku mieliśmy plan wyjazdu ale ciągle coś nam przeszkadzało a to za mały a to znów na świecie pojawiła się siostrzyczka. Jednak naprawdę polecam bo to super sprawa. My już nie możemy się doczekać następnych wakacji z cukiereczkami. A co do wkłuć to nie zaginaja Wam się bo ja mam wrażenie że coś źle robię bo ciągle jest zagięte. Tak my mamy to szczęście że nasza szkoła chce nam pomóc. Ale córcia rośnie i na pewno z roku na rok będzie łatwiej.

    • loona mówi:

      Na pewno robisz dobrze wkłucia, może synuś za bardzo jest spięty i trafiacie na mięśnie? W zeszłym roku ciągle trafiałam w naczynko, doszłam do wniosku ,że śmiało mogę robić za komara. Teraz jakoś mi te wkłucia wychodzą (odpukać).

  • ~mama cukiereczka mówi:

    Może i tak, bo pomimo tego że juz pięć lat jest chory na cukrzycę to przy każdym wkluciu jest płacz. Chyba nigdy się do tego nie przyzwyczai.

    • loona mówi:

      Może spróbuj go czymś przekupić. Brzmi mało pedagogicznie ,ale ja mam to w nosie. Robienie wkłucia nie jest przyjemne dla dziecka, więc jakaś drobnostka za bycie dzielnym należy im się.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>