Takie tam cukrowe…

16:06. Nataszka sama na dworze z koleżankami. Cukier przed wyjściem 187, po pół godzinie-156 .  Czuję dziwny niepokój i wielką dumę . Jestem dumna z córki i z siebie. Oczywiście podglądam co robi , dopytuję jak się czuje ,ale pozwalam jej na normalne funkcjonowanie wśród dzieci. Daje możliwość integracji  z  rówieśnikami bez parasola w postaci ciągle siedzącej przy niej mamy. To trudne.  Dla mnie trudne , bo Natka dobrze sobie radzi. Oczywiście jestem cały czas w pogotowiu. Trudno mi się na czymkolwiek skupić. Znowu pytam ją  jak się czuje.- ,,Żyję” – odpowiada mi córcia. Słyszę śmiech dzieciaków. Proszę ,żeby zmierzyła cukier, w odpowiedzi słyszę ,że już to zrobiła , proszę o wynik, podaje -,,167″. Cieszę się ,że jest taka zaradna. Kiedyś podejrzałam jak wyjmowała swój sprzęt do pomiaru i wprawnymi ruchami wykonała wszystkie czynności zmierzające do pomiaru cukru- to takie wzruszające. Niewiarygodny widok , kiedy widzi się takiego małego WIELKIEGO człowieka , który radzi sobie z chorobą , z którą nie radzą sobie nawet dorośli. Kiedyś byliśmy na działce u mojego brata , był tam też jego znajomy, który od ok. roku ma zdiagnozowaną cukrzycę . Jest na insulinie. Nataszka zapytała mnie ,,czy wujek jest dłużej chory niż ona” , odpowiedziałam zgodnie z prawdą ,że to ona jest chora dłużej. Prawie się rozpłakała , ze łzami w oczach powiedziała ,,że nie chce już mieć tej cukrzycy”. Chyba coś w niej na chwilę pękło.

Natka od zawsze jest odważna w kontaktach z ludźmi, pewna siebie i uwielbia przebywać i bawić się z dziećmi. Pamiętam jak w wieku trzech lat poszła do przedszkola , bo ja planowałam powrót do pracy i  jako jedno z niewielu dzieci nie płakała. Byłam bardzo dumna. Do tej pory jednak mam wyrzuty sumienia ,że posłałam ją do przedszkola, bo pół roku później została zdiagnozowana. Może gdyby nie poszła wtedy do przedszkola ,to teraz byłaby  zdrowa?… Ale przecież nasze życie miało wyglądać inaczej, chciałam pracować , żeby móc zapewnić Natce wszystko na co zasługuje. Wierzyłam ,że skoro urodziła się zdrowa to będzie zdrowa zawsze. Teraz śmieszą mnie narzekania mam ,że nie przespały  nocy ,bo mają malutkie dziecko.Tak to już jest ,że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.  Sprawa oczywista ,że  kiedy sama byłam mamuśką zdrowego różowego bobaska też czasem utyskiwałam na nocne przewijanie i karmienie, ale to był czas przejściowy, dzieci z tego wyrastają , a że z  cukrzycy się nie wyrasta mierzę więc cukier każdej nocy i za każdym razem boję się ,,co pokaże glukometr”.

Słyszę głosy na dole. Wołam Natkę , dobrze się czuje, ale ja czuję ,że znowu każę jej zmierzyć cukier ,żeby mieć pewność ,że jest ok. Wołam ,żeby zmierzyła cukier. Twierdzi ,że niedawno mierzyła. Dla niej to niedawno , dla mnie wieczność. 

Niedawno Natka zapytała mnie ,,czemu tata nigdy nie płacze”. Odpowiedziałam ,że czasem płacze i głos mi zadrżał ,a oczy zalały same łzami, bo nie byłam w stanie odpowiedzieć jej ,,kiedy tata płakał najbardziej” ,nie chciałam  wyolbrzymiać w jej oczach cukrzycy.

Cukier na teraz 189. Zejdę na dół . bo po podaniu korekty wolę ją mieć na oku.

 

 

4 Odpowiedzi na Takie tam cukrowe…

  • ~aga-joz mówi:

    Tak to już jest z naszymi dzieciakami, dorastają zbyt szybko, trudno w to uwierzyć, ale często radzą sobie w kryzysowych sytuacjach doskonale. My rodzice chcielibyśmy uchronić je przed tymi kryzysami, ale sie nie da. Często denerwuję się, że Filip nie chce mierzyć cukru albo robi to w ostatniej chwili i jest mega hipoglikemia, a on twierdzi, że przecież nic złego się nie stało.

  • ~martyna mówi:

    Kochana dla mnie cukrzyca oznaczała ratunek….od zawsze byłam pulchna,miałam tendencję do tycia.Wiedziałam,że cukrzyca to tylko kwestia czasu..nie mylilam sie-rok temu zdiagnozowano u mnie cukrzycę-przerąbane-sama wiesz najlepiej-kłucie się,mierzenie cukrów…myslenie o diecie żeby tylko wynik był prawidłowy..taki rodzaj przymusowej obsesji.
    I chociaż to choroba…a nie nagroda od życia myslę sobie,że każdy kij ma dwa końce.
    W dzisiejszych czasach dobrze jest kontrolowac swoje cukry i być świadomym zasad prawidlowego odżywiania.W dobie chemii,slodzenia wszystkiego łącznie z serami,parowkami….może to jednak dobrze,że choroba zmusza nas do myslenia……..szkoda,że zawsze bedzie nas do czegoś zmuszac..ale może dzieki temu zawsze będziemy swiadomi zagrożenia jakie kryje w sobie żywność.
    Moze to nie brzmi pocieszająco ale mysle,że z czasem będzie łatwiej przywyknąc do tego wszystkiego,że słowo choroba..zamienicie tak jak ja na slowo WYZWANIE.Czego życzę Wam z całego serca,nie poddawajcie się,nie płaczcie.Usmiechajcie się do siebie i kochajcie każdego dnia !
    Pozdrawiam!

    • loona mówi:

      To troszkę inna sytuacja , ta którą przedstawiasz. Zapewne cukrzyca nie ułatwia Ci życia ,ale z tego co zrozumiałam zachorowałaś w wieku dorosłym , chorujesz na cukrzycę typ2 , być może jesteś na tabletkach ,a nie na insulinie? Piszesz, że masz nadwagę ,więc po zrzuceniu wagi masz szansę ,,pozbyć się” cukrzycy (tak było w przypadku mojej babci,która była na insulinie ,a po zrzuceniu zbędnych kilogramów cukry wróciły do normy<—oczywiście nie zawsze tak jest). Inaczej pisze się z perspektywy bycia dorosłym chorym ,a inaczej ,kiedy chorują nasze dzieci. Życzę zdrówka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>