A może o zdrowie GWIAZDKĘ poprosić?

Od dwóch tygodni siedzimy  w domu. Najpierw Natka porządnie przeziębiona ,a potem w międzyczasie rozbolały mnie okolice krzyża , tak porządnie ,że nie byłam w stanie normalnie  funkcjonować , a  z całą pewnością nie dałabym rady usiedzieć kilku godzin na szkolnym korytarzu. Najlepsze jest to ,że jak mnie przeszło to Natka znowu zaczęła skarżyć się na ból gardła, kicha i ma katar (na szczęście nie duży i oby tak zostało). Mam więc nadzieję ,że w końcu jutro dotrzemy do szkoły.

Cukry różne. Mieliśmy kilka nie najlepszych dni , ale teraz nie jest najgorzej. Martwi mnie tylko zaczerwienienie wokół ostatniego wkłucia.Natka twierdzi ,że ją to nie boli. 

Jeszcze przed przeziębieniem, zanim przestałyśmy chodzić do szkoły Natka rozczuliła mnie pomysłem na ,,wydębienie” kakao. Wracałyśmy ze szkoły, padał śnieg , było bardzo zimno.  Nagle spod szalika dobiegł mnie głos Natki:  -,,Ale zimno mamo, w taki dzień to koniecznie trzeba napić się kakao”. Wyraźnie czekała na rozwój wydarzeń. Odpowiedziałam jej -,,Wiesz coś masz rację, chodź wejdziemy do sklepu po mleczko i kakao , napijesz się ile będziesz chciała”. Natka wyraźnie się ucieszyła i dodała- ,,No tak , w końcu lepiej mieć za wysoki cukier niż zamarznąć z zimna, w taki dzień trzeba wypić kakao”. Ano trzeba , pomyślałam i poczłapałam z dwoma plecakami do sklepu. 

Teraz mniej przyjemna historia z Nataszką w roli głównej. Leżała sobie i oglądała coś w tv, nagle pojawiła się reklama szamponu do włosów. Wychwalano w niej jaki ten szampon jest czaderski, superowy i dostępny tylko w aptece. Natka markotna i zła powiedziała ,,Ale idioci. Lepiej by wynaleźli lek na cukrzycę ,a nie takie głupoty”. No cóż nie mogłam się z nią nie zgodzić… Przykro mi się zrobiło. Bardzo doceniam insulinę , bez niej… Wolę nie myśleć o tym , nie pisać o tym… 

Z innej beczki. Zbliża się Gwiazdka szybkimi krokami. Dzieci wybierają prezenty , moja córeczka oczywiście też. Jeszcze wierzy w Mikołaja, Gwiazdkę Zajączka i inne postacie , które przynoszą to co dzieci lubią  najbardziej. Moje dziecię ma już w szafie przyczajone dwa małe zestawy LPS ,którymi uwielbia się bawić (takie zamówienie składała) , wykorzystaliśmy fakt ,że w jednym z marketów oddawali 30% w bonach i za nie za duże pieniądz zdobyliśmy ulubione zabawki.  Pełnia szczęścia z mojej strony do pewnego momentu. Leżymy sobie z Natką na łóżeczku, gadamy o wszystkim i o niczym ,aż tu nagle moja córeczka mówi ,,Wiesz co mamo? A może ja poproszę Gwiazdkę o zdrowie? Może mnie wyleczy? Chyba warto spróbować?”… W tym momencie zabawki schowane w szafie straciły na wartości , a mnie zabrakło języka w gębie. Co zrobić? Dawać złudne nadzieje ,czy nie?

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>