cukrzyca

Po pierwsze zdrowie…

Nosz k… mać. Ileż można. Cukier od kilku godzin stoi w miejscu jak zaczarowany , wkłucie zmienione, korekta za korektą i wielka d… . Fakt był kawałeczek pizzy ,ale było też mnóstwo insuliny prostym ,przedłużonym i jeszcze baza na 150%. Po odklejeniu starego wkłucia pojawiła się krew. Jednak przyznaję ,że przez 3 dni działało całkiem sprawnie ,aż do dziś.. Wściec się mozna. Odczekam jeszcze chwilę i jak nie będzie rezultatów to znowu zmienię wkłucie.

Dzieci z cukrzycą bywają małymi dorosłymi. Córka sporo wie na temat cukrzycy , często mnie zadziwia tą swoją ,,cukrzycową” mądrością. Ostatnio zmierzyłam Natce cukier , wynik wskazywał 60. Poszłam po sok. Podaję go córci i słyszę jak mówi ,,a cukier? Zmierzyłaś mi cukier? Wiesz co będzie jak jest wysoki?” , grała w grę ,więc nie zarejestrowała czegoś tak przyziemnego i normalnego jak mierzenie cukru. Mówię więc ,, pij sok , nic się nie martw, cukier był mierzony”. WYPIŁA.

W niedzielę kolejny raz byliśmy z córcią na lodowisku, tym razem jednak było mnóstwo ludzi. Nataszka co chwilę podjeżdżała do mnie i gderała ,,widziałaś , widziałaś jak na mnie najechał/chała ? Czemu Ci ludzie tak na mnie wjeżdżają? Miałam z niej ubaw przyznaje bez bicia, oczywiście byłam bardzo zatroskana jej problemami ,ale w duszy się śmiałam ,bo tak fajnie gderała. Za którymś razem jak podjechała to zobaczyła ,że obserwuje ją jakaś pani i chociaż widziałam ,że ma ochotę gderać to nie zrobiła tego. Wytłumaczyłam jej ,że nie za każdym razem będzie mało ludzi na lodowisku ,bo każdy chce pojeździć na łyżwach.

Podczas wyprawy na lodowisko spotkaliśmy jeszcze jedną dziewczynkę z cukrzycą , była z rodzicami. Kiedy tata Natki powiedział mi o niej zrobiło mi się strasznie przykro. Za każdym razem kiedy spotykam małego cukierka jest mi jakoś tak smutno. Łzy same napływają mi do oczu. Szkoda mi bardzo tych naszych dzieciaków. Nie lubię być na oddziale diabetologicznym ,bo tam wszystko wraca. Najbardziej bolą świeże zachorowania. Te nie zdające sobie sprawy z choroby dzieci, często maluchy płaczące przy każdym pomiarze cukru. Ta świadomość ,że te dzieci wierzą,że jak opuszczą mury szpitalne to wszystko będzie jak dawniej. Ci przerażeni rodzice , którzy pozostawiają łzy i smutek na korytarzu ,żeby pokazać dzieciom ,że wszystko jest super… Podziwiam ich , bo ja wyłam jak bóbr, nawet przy małej. Nie potrafiłam opanować bólu ,który przeszywał mnie na wylot. Może dlatego ,że wiedziałam z czym to się je? Czym to grozi? Jak się z tym żyje? Minęło już tyle czasu ,a ja pamiętam każdą sekundę.