marzec 2012 rozpoznanie cukrzycy

DZIECI NIE POWINNY CIERPIEĆ, BO ICH CIERPIENIE NIE MUSI USZLACHETNIAĆ,ONE SAME W SOBIE SĄ SZLACHETNE

cd.
Następnego dnia po przebudzeniu , ból wcale nie był mniejszy. Moje dominujące uczucia to paniczny lęk , tęsknota, uczucie niesamowitej pustki, bezgranicznej niemocy ,bezradności. Ogrom niesprawiedliwości i jedno pytanie ,,czemu to ona a nie ja”? ,zresztą pytanie to towarzyszy mi po dzień dzisiejszy.
Spakowałam rzeczy do szpitala i czekałam na Pawła, który pojechał coś załatwić. Bałam się sygnału telefonu , wiedziałam , że mogą dzwonić z OIOMU… Pragnęłam ,żeby poinformowali mnie ,że można przenieść małą na diabetologię (a najlepiej informacji , że zaszła pomyłka i Natka jest w pełni zdrowa!!!) ,ale bałam się złych wieści… Wrócił Paweł , zadzwonił do szpitala (ja bałam się zadzwonić) , dostaliśmy informację ,że jest lepiej ,ale mała jest podsypiająca. Pojechaliśmy do szpitala , na OIOMIE odwiedzający mogą przebywać tylko w ściśle określonym czasie i tylko jeśli nie są przy dzieciach wykonywane żadne czynności. Po przyjeździe na miejsce bardzo dłużył mi się czas na poczekalni , nie można było wejść w wytyczonym czasie ,bo wykonywano jakieś czynności i to przy naszej córeczce. Zaniepokoiło mnie to . W końcu pozwolono nam wejść na salę. Moja córeńka była popodłancząna do aparatury monitorującej czynności życiowe, do pomp infuzyjnych. Taka malutka ,wychudzona , wycieńczona… Przemyłam jej usta , bo były tak bardzo wysuszone, pogłaskałam ,wycałowałam i złapałam za rączkę.Dziwne ,ale tam na tym OIOMIE wydało mi się ,że jest taka bardziej rumiana niż była od jakiegoś czasu w domu. Łatwo oddychała , nie to co dzień wcześnej , kiedy łapała każdy oddech. Nachyliłam się nad niż i powiedziałam ,,kocham Cię sercem życia dnia miłości” -wiem ,że nie ma to żadnego sensu ,ale tak sobie umyśliłam dużo wcześniej i tak jej mówiłam . Potem powiedziałąm , że ją bardzo kochamy i niedługo będziemy wszyscy w domku .Nagle córeczka się przebudziła i powiedziała, że jest już zdrowa i chce do domku. Wszyscy spojrzeli na nią z uśmiechem. Była taka silna ,po tym wszystkim co przeszła. Przywiozłam jej do szpitala smoczusie , wiem ,że nie powinna już ich używać ,ale to była sytuacja wyjątkowa. Pozwolono mi zostawić jedną maskotkę. Córeczka zasnęła , my staliśmy przy jej łóżeczku ,gładząc ją po ciałku i szepcząc miłe słowa. Czas mijał tak szybko ,za szybko. W końcu nas wyproszono… Nie mogłam odżałować,że córcia musi jeszcze zostać na OIOMIE i kolejną noc będę musiała spędzić bez niej w domu. Drogę powrotną do domu przepłakałam, w domu nie było lepiej. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Siedziałam na necie i czytałam wszystko o cukrzycy typu 1 , im więcej czytałam , tym, bardziej się upewniałam , że cudu nie będzie (chociaż dalej modlę się o jej zdrowie i w głębi serca i duszy marzę ,że wyzdrowieje ). Chociaż wiedziałam ,że stan małej jest dobry to nadal każdy telefon wywoływał u mnie napad paniki, Paweł powiedział ,że jestem niepoważna ,bo jak dzwonił telefon to wpadałam w panikę. Resztę dnia przepłakałam , w nocy udało mi się zasnąć na chwilkę , wiedziałam , że muszę choć chwilę pospać,żeby nabrać siły dla córeczki. Generalnie w tamtym czasie koniec świata nie był mi straszny…

Dzisiaj w zabawie zapytałam córcie czy pamięta jak była w szpitalku. I okazało się ,że ona pamięta wszystko , nawet ,a może w szczególności OIOM. Powiedziała ,że płakała za mną, że bała się o mnie i ,że leżała na sali z dzidziusiami ,które bardzo płakały. Potem mówiła ,że pani jej powiedziała ,że po mnie zadzwonią. Mówiła o tym , że bardzo jej się chciało pić i ,że nie jadła bo jej jedzonko nie smakowało.Pamiętała podróż karetką.
Wszystko się zgadza , nawet nie przypuszczałam , że tak wszystko dobrze pamięta, nigdy sama o tym nie mówiła. Popłakałam się ,ale tym razem nie przy niej,
Jak usypiała, to powiedziała ,że jak będzie miała urodziny i będzie dmuchać świeczki ,to pomyśli życzenie ,,żeby nie musiała mieć pompy”… Odpowiedziałam ,że moje urodzinowe zyczenie będzie takie samo i musiałam wyjść z pokoju ,żeby się nie rozryczeć przy niej. Ostatnio często mnie pyta czy zabiorę jej pompę ,a ja zawsze odpowiadam , że jakbym mogła to bym ją od razu zabrała…

Chore dzieci cierpią z godnością, po cichu,bez zbędnego rozgłosu , bo nie wiedzą , że są chore…

CD
Oczekiwanie na kolejną karetkę trwało wielki, przynajmniej dla mnie. Widziałam jak moje dziecko słabnie z minuty na minutę. Było już bardzo późno ,normalnie o tej porze dawno by spała ,a teraz kazano mi nie dopuścić do jej zaśnięcia.Robiłam, co mogłam , udało się. W końcu karetka podjechała. Weszli sanitariusze , wielcy mężczyźni przenoszący ,moją maleńką córeczkę na nosze… Widok nie do opisania. Teraz dopiero widziałam jaka jest słabiutka , wymęczona i wycieńczona. I te jej wielkie niebieskie oczy wpatrujące się we mnie ,Boże jaka ona była biedna ,jaka musiała być słaba , nie powiedziała nic kiedy obcy mężczyźni kładli ją na nosze , normalnie by na to nie pozwoliła. Nie miała siły, jej usta były posklejana z nieugaszonego pragnienia. Sanitariusz w karetce zauważył .że Natka ma bardzo zimne rączki , więc wymienił jej kroplówkę na cieplejszą. Sam z siebie chciał ulżyć mojemu maleństwu ,niby to nic wielkiego ,ale w moich oczach stał się bohaterem… Siedziałam przy noszach, kroplówka powieszona nad nami strasznie cał latała (musieliśmy jechać bardzo szybko, choć nie na sygnale ,bo w nocy,a w zasadzie nad ranem nie ma ruchu .Brak sygnału lekko mmie uspokoił.) Poprosiłam sanitariusza (a może nył to ratownik medyczny , czy pielęgniarz, nie ważne) ,żeby zobaczył czy z krwi też wyszedł wysoki cukier. Niestety potwierdził.
Dojechaliśmy do Centrum zdrowia dziecka w Katowicach. Czekał na nas lekarz ,ale od razu nie zabrali córci na oddział (co mnie zdziwiło) ,tylko najpierw robota papierkowa itp. Lekarz zapytał czy wiemy na co chora jest córka, odpowiedziałam ,że nie do końca , (chociaż wiedziałam ,ale nie chciałam w to wierzyć) ,odpowiedział ,że to cukrzyca typ 1 , obecnie ludzie z niż żyją wiele lat ,są różne organizacje na rzecz dzieci z cukrzycą i jest to choroba autoimmunologiczna. Zapytał czy w rodzinie ktoś miał cukrzycę, odpowiedziałam ,że mama ojca dziecka,ale dostała późno. A czy ktoś miał chorą tarczycę ?.Znowu odpowiedź twierdząca. bo siostra męża chorowała…
Pamiętam jak zakładano Nataszce na rączkę tą opaskę . Założyli jej niebieską, nachyliłam się nad nią i powiedziałam ,że ma bransoletkę w kolorze oczu ,lekarz dziwnie na mnie spojrzał ,nie wiem czy z politowaniem ,czy ze współczuciem. Potem zapytałam czy jest moją atomówką , odpowiedział , że nie jest atomówką, tylko jest NASZĄ (wtedy jeszcze zamiast Natasza ,mówiła, że jest NASZA. Była strasznie zakwaszona, wyniki były zatrważające ,a mino wszystko zachowała jasność umysłu (co nie jest normą). Potem przewieźli ją na OIOM i zaczęła się walka. Słyszałam jej przerażające , przeszywające wołanie mnie ,jak lekarz starał się zrobić jej wkłucie, a nie miał za bardzo jak. NIE MOGŁAM NIC ZROBIĆ .NIC!!!! Potem rozmowa z anestezjologiem , i jego słowa , że stan jest poważny , że nie może nic powiedzieć na 100%. Zapytał czy chcemy ją zobaczyć , chciałam do niej biec,ale bałam się, że jak mnie zobaczy to sobie wszystko powyrywa i znowu nędzie musiała przechodzić przez te wkłuwania. Potem droga do domu ,na OIOMIE nie można przebywać , i ta pustka, smutek i strach zaciskający gardło. Łzy same cisnęły się do oczu ,nie mogłam uwierzyć, że jeszcze kilka godzin temu żyliśmy sobie najnormalniej w świecie nie wiedząc jak poważnie chore jest nasze dziecko. Pamiętam jak ubolewaliśmy nad losem małej Madzi z Sosnowca, nie zdając sobie sprawy jak potwornie musi czuć się nasze maleństwo pod naszymi nosami.
W domu nie mogłam znaleźć dla siebie miejsca , nie mogłam spać, zaczęłam zgłębiać wiedzę na temat tej choroby , szukać ratunku , metody na wyleczenie. cdn

Rozpoznanie cukrzycy u córeczki początek marca 2012

początek marca 2012
Ciągle pamętam tamten dzień,nigdy nie wymażę go z pamięci…
Nataszka obudziła się ze strasznymi mdłościami. Było jej niedobrze, ale nie wymiotowała.
Pomyślałam,,jakieś drobne zatrucie”. Zrobiłam gorzką herbatkę , utaiłam ryż… Poprosiłam ,żeby tak dużo nie piła wody,a ona zapytała,,czy jak nie będzie jej niedobrze, to będzie mogła pić wodę??” –tak bardzo wtedy musiało chcieć jej się pić.
Od kilki dni Nataszka strasznie dużo piła, czułam,że może mieć cukrzycę ,ale nie chciałamw to wierzyć.Zresztą wszyscy pukali się w czoło i mówili ,że jestem przewrażliwiona i nadopiekuńcza , i za dużo siedzę na necie. Nawet doktórka z przychodnii rejonowej zbagatelizowała moje obawy ,więc wierzyłam, chciałam wierzyć, że ONI mają rację a JA nie.Pamiętam jak pewnej nocy wypiła tak dużo ,że zwymiotowała , Paweł ją pokrzyczał ,a ja mu powiedziałam ,,żeby na nią nie krzyczał , tylko zastanowił się czemu tak dużo pije ,że może coś jest nie tak. Niestety moje słowa okazały się prorocze.
Wracając do tamtego dnia -nie poszłam rano do przychodni , bo wiedziałam ,że standardowo pani doktór uzna mnie za nadopiekuńczą idiotkę. Mówiłam jej dużo wcześniej ,że Nataszka schudła -odpowiedziała ,że miała z czego ;że ma zaczerwienione okolice intygmne-na to nie powiedziała nic. Tak więc zostałam zbagatelizowana ,a w zasadzie moje dziecko zostało zbagatelizowane… Więc tamtego dnia postanowiłam poczekać i spróbować domowych sposobów,a w razie co jechać na dyżur. Niestety objawy nie ustępowały , więc pojechaliśmy na dyżur pediatryczny.Był fajny lekarz, już kiedy badał Natusię,zapytał czy mała jadła coś dzień wcześniej co by jej mogło zaszkodzić, zgodnie z prawdą odpowiedziałam ,że byliśmy u rodziny i zjadła parę frytek. Lekarz stwierdził ,że Natka jest trochę odwodniona , przepisał leki na zatrucie i kazał w razie czego przyjechać z powrotem ,bo jak nie będzie poprawy ,to wypisze skierowanie do szpitala.
Kupiliśmy leki, Nataszce było strasznie zimno zdjęłam swoją kurtkę i ją nią okryłam ,a kiedy pod domem wysiadaliśmy z auta to córcia powiedziała ,żebym ubrała kurtkę bo na dworze jest zimno. Taka mała , wyczerpana istotka ,a dbała o mnie.
Po przyjściu do domu od razu dałam córci przepisane leki , lek nawadniający-orsalit  i dicoflor. Kładąc córcię do łóżka zauważyłam ,że ma nienaturalnie zimnie stopy , w żaden sposób nie dało ich się ogrzać, zaniepokoiło mnie to i od razu chciałam wracać do lekarza, ale tata Nataszki mnie zbeształ ,że jak zawsze wydziwiam (kocha córkę ponad wszystko ,ale z pewnych rzeczy nie potrafisobie zdać sprawy), do tegomójojciec wziął wziął mnie za pamikarę, więc spasowałam…
Mała zasnęła , w telewizji leciał serial ,,M-jak miłość” ,a kiedy się skończył Nataszka obudziła się strasznie dysząc,jakby nie mogła złapać powietrza,do tego nadal miała mdłości ,serduszko jej strasznie waliło a jak wzięła do rączek szklankę z piciem to ta szklanka cała dygotała, tak trzęsły jej się rączki. Ubraliśmy ją i czym prędzej ruszyliśmy do lekarza (dobrze ,że wtedy jeszcze auto działało!!!)Tym razem lekarz wypisał skierowanie do szpitala ,ale jak ubierałam córcie po badaniu to zaczęła lecieć mi z rąk ,więc lekarz wezwał pogotowie,a Natkę podłączyli do tlenu. BOŻE JAK BARDZO WTEDY SIĘ BAŁAM!!!!!!! A jak ona musiała się bać…
Lekarz z karetki użył słów ,,wiedziałem ,że tak będzie” nie wiem co miał na myśli ,ale wydaje mi się ,że oczekiwał gorszego stanu. BYDLAK… Posprzeczali się chwilę z lekarzem wzywającym karetkę o skierowanie , bo podobno przy wezwaniu ,,na ratunek” takowe nie jest potrzebne ,ale w końcu pediatra z dyżuru powiedział do tego z karetki ,,wypiszę to skierownie, nie ma się o co sprzeczać,bo tu chodzi o życie dziecka”. Dodam ,że pediatra podejrzewał problemy oddechowe, a lekarz z karetki ,,że to coś z brzuszkiem”. W końcu znaleźliśmy się w tej nieszczęsnej karetce. Trzymałam córcięna rękach , pielęgniarka-starsza kobieta , patrząc na cierpienie mojego dziecka miała łzy w oczach. Nataszka zwijała się z bólu i tak strasznie jęczała. Tak bardzo dłużyła mi się droga,każda sekunda jazdy wydawała się wiecznością. Modliłam się w duszy ,żeby wszystko było dobrze, żeby moje maleństwo żyło.Ona tak strasznie jęczała, ból musiał być niewyobrażalny , chwilami chyba mdlała z bólu…
W końcu dojechaliśmy do szpitala. Przyszły dwie doktórki-usłyszałam jak jedna mówi do drugiej ,że brzuszek jest miękkiito nie to, potem poprosiła o glukometr… POMIAR-ponad 500 i diagnoza-CUKRZYCA , świat mi się zawalił , chciałam krzyczeć, ale nie mogłam.Nikt kto czegoś takiego nie przeszedł nie wie jak boli ludzka niemoc ,ludzka bezradnośc wobec choroby dziecka. Podłączyli córcię do kroplówek i znowu czekaliśmy na kolejną karetkę. Pamętam niedowierzanie taty Nataszki , ból w jego oczach , bezradność, żal.On jechał za nami autem i mówił ,że pamiętajak szedł przez ciemy korytarz w stronę oświetlonego pomieszczenia i jak dochodził usłyszał ,,to cukrzyca” , nogi się pod nim ugięły ,zrobiło mu się słabo ,ale musiał być silny za całą naszą trójkę.
Jeszcze się łudziałam, że może glukomer nawalił ,albo chwilowy wzrost cukru przy zatruciu. Zapytałam lekarkę jaki jest stan córki odpowiedziała ,że bardzo poważny , że ma silną kwasicę ketonową i prawdopodobnie trafi na OIOM…,a potem dodała, straszne , prawda? cnd