BASEN

WAKACJE ,WODA I LAS.

Wróciliśmy wczoraj z wyprawy działkowej do znajomych. Był rozłożony basen ,więc Natka miała niezły ubaw. Pływali  ze starszym o rok kolegą , no może bardziej niż pływaniem można to nazwać ,,zapasami w basenie”.  M(kolega )Natki ćwiczy judo , Natka kiedyś też ćwiczyła ,więc prowadzili walki. Oczywiście co chwilę my dorośli zwracaliśmy im uwagę , żeby przystopowali , ale na próżno. Zauważyłam ,że Natka jest bardzo waleczna, nawet kiedy coś poszło nie po jej myśli i minę miała nie za tęgą , to mówiła ,że wszystko gra i pytała swojego hmmmm , chyba rywala w walce ,,TYLKO NA TYLE CIĘ STAĆ…”. Szczerze to trochę się z nich pośmiałam , przestawali wyłupiać się jak prosiłam ,żeby zapozowali do zdjęć , stawali wtedy, obejmowali się jak na starych dobrym kumpli przystało i mówiąc ,,szczerzymy ząbki panowie” -robili piękne uśmiechy, po czym znowu wracali do swoich zajęć. Wymyślili sobie zabawę w nurkowanie, kto dłużej wytrzyma pod wodą, problem w tym ,że M ubrał maskę do nurkowania co nie spodobało się mojej córci. Wyczekała ,aż zanurzy się w wodzie i zatkała rurkę ręką, M szybko wynurzył się spod tafli wody krzycząc ,,zaraz poczujesz jak czuje się człowiek ,który się topi” i usilnie próbował ,,podtopić” Natkę ,co mu się nie udawało.   Córka moja usilnie twierdziła ,że to nie ona zatkała rurkę w masce ,tylko mucha ,która przysiadła na otworze. Nie wiem jak przetrwała pompowana rybka typu, NEMO” ,bo to co oni z nią robili jest nie do opisania. Zastanawiałyśmy się z mamą M ,kiedy rybka zostanie rozerwana na kawałki. Na szczęście. 

Po pierwszej porcji pływania Natka postanowiła ubrać się w szlafrok i …gumiaki. W tymże stroju postanowiła jechać na rowerze do sąsiadów naszych przyjaciół. Jak postanowiła tak też zrobiła. Zapytana , czy nie chce się przebrać odpowiedziała ,,mamo przecież jestem na wsi , więc mogę wyglądać jak wieśniak” , co doprowadziło całą ekipę do śmiechu. Nie wiem skąd takie wyobrażenie. Przyznam ,że nigdy nie widziałam mieszkańca wsi paradującego po obejściu w szlafroku i gumiakach ,ale prawda jest taka ,że byliśmy w pięknym miejscu, z  jednym sąsiadem w okolicy ,więc można sobie było pozwolić na większą swobodę.  Mierzyć cukry do sąsiadów latał tata Natki. Potem znowu było basenowe szaleństwo ,ale tym razem zakończone ubraniem w spodenki i bluzkę. 

Dzieciaki co chwilę biegały do sąsiadów , u których w odwiedzinach był pełnoletni syn. Tata Natki wytrwale chodził mierzyć cukry , na szczęście ,bo pomimo odpiętej pompie (z powodu basenu) wychwycił cukier 69. Oczywiście dzieciaki zrobiły sobie z niego żarty, bo zdarzyło się ,że jak poszedł to nikogo nie było. Jednak po dokładniejszej obserwacji pokoju oczom taty Natki ukazał się czubek głowy M. Żartownisie. 

Oprócz grania na kompie u sąsiadów  dzieci nasze miały też (jak się później okazało) -ustawione walki bokserskie… Sąsiad miał parę rękawic , nie dowiedziałam się od Natki jak si tymi rękawicami podzielili , czy każdy dostał po jednej, czy raz miał je M raz ona , powiedziała tylko ,że walczyli boks ,ale kiedy zorientowała się ,że nie jestem z tego powodu szczęśliwa to zmieniła temat. A my naiwni dorośli cieszyliśmy się ,że nasze dzieciaczki tak pięknie się bawią , bo śmiechy i okrzyki radości (pomimo sporej odległości pomiędzy budynkami) słychać było na całą okolicę. Z całą pewnością młody sąsiad pokazał im kilka bokserskich technik ,bo mogliśmy je poobserwować na drugi dzień w basenie … Na szczęście szybko się znudzili nimi i powrócili do męczenia dmuchanej rybki.

Fajna taka odskocznia, szkoda tylko ,że cukrzyca nigdy nie ,,odpoczywa”. Cukry były na całe szczęście znośne. Muszę kupić coś na pokłute paluszki, szczególnie te u nóg mają za swoje.

Dzisiaj kolejny raz przyłapałam Natkę jak przygląda się czemuś przez okno. Zapytałam co robi , odpowiedziała ,że myślała ,że spada gwiazdka i pomyślała życzenie ,ale okazało się ,że to samolot. Po chwili dodała sama do siebie ,,ale samolot też chyba może być” . Zapytałam jakie ma życzenie , powiedziała ,,że to tajemnica” ,ale ja dobrze wiem jakie to życzenie , domyślam się…

Cukier na teraz 157.  

Ruch to zdrowie.

Nataszka ma dziś bardzo intensywny dzień z tatą. Rano pojechali na basen. Przed wyjściem cukier 85 ,więc wypiła mleko czekoladowe. Co za gratka. Po basenie wycieczka rowerowa i to nie byle jaka , przejadą kilkadziesiąt kilometrów w obie strony. Pojechali ze znajomymi ,więc mają jeszcze grillować. Cukry idealne. Kolejny raz potwierdza się ,że cukrzyca boi się ruchu. Pewnie padnie jak wróci. Mam nadzieję ,że w nocy nie będzie żadnych spadków. Uwielbiam tak patrzeć na nią jak jest szczęśliwa. Wyglądałam z okna i widziałam jak zaiwaniając na rowerze śpiewa ,,życie jest czadowe” -to lubię. 

Od dwóch miesięcy córcia chodzi na tańce. Późno zdecydowaliśmy się i zostały tylko miejsca na dancehall-u ,ale Natka zadowolona ,więc ja też. Już dawno zrezygnowała z judo ,więc nie będzie Olimpijskiego medalu , teraz zapewne zostanie wybitną tancerką światowej sławy. Widzę ,że taniec bardziej jej odpowiada. Miała już dwa występy , jestem taka dumna. Cukry w czasie treningów są idealne. 

Niedawno był dzień dziecka , oczywiście obchodzony w szkole bardzo ,,cukierkowo” ,a Natka jak na złość obudziła się z wysokim cukrem , który nie chciał odpuścić. Biedna chodziła z olbrzymią paczką mamb , dwoma krówkami i kawałkiem czekolady po szkole. Trochę się buntowała, ale wie ,że to dla jej dobra. Cukier nie chciał spaść ,więc poszłam do domu po nowe wkłucie , po czym okazało się ,że cukier spadł… Widocznie stare wkłucie się wystraszyło. Zjadła upragnione gumy i cukier był oki. Dodam ,że w pośpiechu nie mogłam znaleźć psikacza ze środkiem odkażającym  ,więc wzięłam gaziki i małą buteleczkę alkoholu (też służącego do odkażania ,jak zapodzieję gdzieś owy psikacz) . Mina niektorych bezcenna .kiedy Natka z rozpędu na przerwie wyjęła buteleczkę. Na szczęście wcześniej rozmawiałam na temat odkażania i śmiałam się ,że czasem przy łóżku leży mi butelka z alkoholem ,kiedy wymieniamy wkłucie w nocy i wygląda to dosyć jednoznacznie. Oczywiście pośmiałyśmy się ,że teraz już wiedzą czemu daję radę wysiedzieć w szkole ,a jedna z nauczycielek zażartowała ,że też skorzysta. Zabawnie było ,a że cukier spadł to uśmiałam się przednio. Nie wiem skąd ten wysoki cukier u Natki. Może była podekscytowana ,bo jej obiecałam ,że na trzy ostatnie lekcje (miała je ze swoją wychowawczynią) zostanie sama w szkole. Paplała o tym przez całą drogę do szkoły. Niestety nie udało się. Było jej przykro ,ale przecież w tym tygodniu możemy spróbować. 

LATO ,BASEN I PRZEGRZANY GLUKOMETR…

Natka na basenie z tatkiem. Wczoraj też byli.  Była taka podekscytowana. Uwielbia pływać. No może nie do końca pływać , bo tej umiejętności jeszcze nie posiadła ,ale uwielbia pluskać się w wodzie. Podobno wczoraj córcia skakała sobie do wody , nagle ktoś zajął jej miejsce do oddawania skoków ,a ona najnormalniej w świecie podeszła i zapytała : ,,możecie się przesunąć ,bo ja tu skaczę”. -Ot i cała moja Natuśka. Młodzi ludzie popatrzyli po sobie i ryknęli gromkim śmiechem.                                    Pompa insulinowa podczas harców czeka sobie na brzegu , wczoraj pilnował jej mój brat. Ale wczoraj zakupił kąpielówki i będą zapewne się zmieniać.                     Wczoraj po basenowym szaleństwie pojechaliśmy pochodzić po sklepach. W jednym z marketów jest taki tor z samochodami na akumulatory. Natka zawsze chciała tak jeździć , wczoraj ulegam jej namowom. Pani , która obsługuje ten mini tor powiedziała ,że wytłumaczy córci co i jak i zobaczymy jak jej pójdzie. Okazało się ,że mała ma do tego dryg. No cóż kierowcom trzeba się urodzić. Moja bratowa powiedziała -,,Ona zrobi szybciej prawo jazdy niż ja”. Muszę przyznać ,że naprawdę świetnie jej szło , ani razu nie uderzyła w zabezpieczenia. Jechała bardzo płynnie. Może zostanie rajdowcem?

Ekipa już w domu. Na basenie zabawili prawie pięć godzin. Gębusie zadowolone. Gorzej z cukrami… Glukometr padł z powodu wysokiej temperatury. Zmierzyłam cukier w domu ,a tu ponad 350!!! Wzięłam nową paczkę pasków (w obawie,że paski w starej przegrzały się i pokazują ,,głupoty”) ,a tam 407!!! Przed korektą zmiana insuliny w pompie (chociaż podobno pompa się nie nagrzała) ,ale ja wolę dmuchać na zimne. Solidna korekta i cukier szybko spadł. Nataszka po pływaniu zjadła loda , widać albo insulina nie działała ,albo organizm potrzebował się ,,nainsulinować”. Zawsze po odłączeniu pompy i ponownym podłączeniu (jeśli moja ponad godzina) oprócz przepuszczenia drenu dodaję jeszcze porcję insuliny , bo akurat u nas trochę trwa zanim organizm małej na nowo ,,się nasyci”. Dzisiaj widocznie tata Natki bał się tego zrobić ,bo nie wiedział na jaki cukier podaje insulinę do loda. Najważniejsze , że była dobra zabawa i wysoki cukier nie utrzymywał się długo. Następnym razem muszą lepiej ukryć glukometr przed słońcem.