ból brzucha

NADZIEJA UMIERA OSTATNIA.

Zazwyczaj skarżę się na wysokie cukry. Styczeń jeśli chodzi o cukry był całkiem przyzwoitym miesiącem , piszę był ,bo teraz znowu kolorowo nie jest. Dobre cukry towarzyszyły małemu zapotrzebowaniu na insulinę ,niestety towarzyszyło im coś w rodzaju jelitówki. Niskie cukry zaczęły się na kilka dni przed objawami choroby, tak nam się przytrafiło pierwszy raz. Bardzo się ucieszyłam ,że zapotrzebowanie na insulinę spadło , nawet pomyślałam ,że w końcu znaleźliśmy odpowiednie miejsce na wkłucie. Niestety w nocy z soboty na niedzielę Natka zwymiotowała ,ale na szczęście tylko jeden raz. W poniedziałek nie działo się nic złego ,więc pomyślałam ,że to jakaś niestrawność. We wtorek córka poszła do szkoły , wszystko było dobrze, do momentu , w którym musiała wypić sok na niski cukier. Wtedy  znowu odezwał się brzuszek , Natka mówiła ,że ją bardzo boli ,ale po hmmmm, no nie bójmy się tego ,,puszczeniu bąka w szatni ” stwierdziła,że jej przeszło. Wolałam jednak dmuchać na zimne. Cały tydzień chodziliśmy  w kratkę, pewnie bym ją przetrzymała w domu ,ale musiała pozaliczać testy z angielskiego , które zawsze dobywają się jak my mamy wizytę u lekarza ,albo Natka jest chora. W piątek był bal ,więc też Natka nie mogła tego odpuścić. Nie było żadnych objawów , poza niskimi cukrami i małym zapotrzebowaniem na insulinę. Nawet mnie to zaczęło martwić.

Przed balem zjadła kromeczkę chleba z pasztetem (nic innego jej nie podchodziło) zupełnie bez insuliny ,a na balu wypiła jeszcze 3 soki , dodam ,że pompa była ustawiona na 20% ,a potem już całkiem zawieszona. Ponieważ nadzieja zawsze tli się w człowieku zaczęłam myśleć (odrzucając oczywiście niekorzystne dla małej wyjaśnienie sprawy) , o tym że trzustka jakimś CUDEM zaczęła pracować i Natka będzie zdrowa. Oczyma wyobraźni widziałam Natkę zdrową w szkole ,jak odprowadzam ją do szkoły ,a potem zamiast siedzieć tam jak kołek ,jadę do pracy (ale to by było piękne). Chociaż już wcześniej działy się takie cuda, przy jelitówkach , to za każdym razem mam nadzieję ,że tym razem cukrzyca odpuściła ,że Natka wyzdrowieje. Oczywiście wiem ,że to niemożliwe ,ale można pomarzyć. Te dni z niskimi ,a właściwie dobrymi cukrami ,bez dużej dawki insuliny pozwoliły mi trochę odpocząć psychicznie. 

Oczywiście wszystko co dobre szybko się kończy i potem zaczęło się kombinowanie ile podać insuliny , czy zapotrzebowanie wróciło do tego sprzed choroby ,czy jednak zmalało. Dawkę podstawową odrobinę zmniejszyłam ,ale widzę już ,że raczej muszę pododawać insy w niektórych miejscach. Jeszcze chciałam zrobić małej dobrze i któregoś dnia ugotowałam jej kopytka z masełkiem na kolację, chojrakowałam ,mając nadzieję ,że zapotrzebowanie jest niskie. No niby było ,ale jak masełko wywaliło w nocy to siwy dym , ponad 300 na liczniku. Jeszcze podałam korektę , po czym najprawdopodobniej wyłączyłam budzik nastawiony na po godzinie. Myślałam ,że się wścieknę na siebie, obudziłam się zamiast o 2 to po 4 ,a tam nadal ponad 300. Normalnie przekichane. Kolejna korekta, zapałki do oczu i sytuacja została opanowana, jednak niesmak do samej siebie pozostał. 

Z INNYCH NOWINEK . Tydzień temu strzelił mi kręgosłup, myłam sobie w najlepsze garnki a tu pach. Ból nie do opisania. Na szczęście tata Natki miał od poniedziałku urlop i chodził z nią do szkoły ,w innym wypadku Natka razem ze mną by siedziała w domu, urok cukrzycy. Ból był nie do opisania, ale cukier w nocy mierzyć trzeba było, tylko pomiar zajmował więcej czasu ,sporo więcej czasu. Na szczęście miałam leki i od piątku jest lepiej (odpukać). 

Jeśli chodzi o naukę ,to Nataszka uczy się jak musi i jak ją przycisnę. Raz jak musiała nadrobić materiał ,bo chorowała ,to zaproponowała mi łapówkę , usłyszałam ,,dam Ci dwie dychy jak mi nie każesz tego przepisywać”. Sama też dostałam 5 ,bo przepisałam za córkę matematykę ,wiem mało pedagogiczne ,a nawet wcale ,ale jak to mama chciałam jej pomóc, na następny dzień otwieram zeszyt ,a tam notka od pani ,,5 dla mamy za pismo”.  Na oceny córci nie narzekam ,ale wiem ,że stać ją na więcej , wiem też ,że z powodu choroby musi uczyć się ,żeby w przyszłości mieć dobrą pracę.

Dzisiaj kąpiel i zmiana wkłucia , przed kąpielą cukier 149. Teraz 218. Albo wkłucie ,,musi się przyjąć” (tak nieraz mamy ,że zanim się rozbuja ,to trochę czasu mija) ,albo kabanosik daje o sobie znać. Poszła korekta i zobaczymy co i jak.N

DZIECKO W SZPITALU? NA SZCZĘŚCIE NIE TYM RAZEM :)

W końcu dopadły nas ketony. Stało się to w piątek  13- lutego. Nieźle się wystraszyłam jak zobaczyłam na pasku testowym ketony na +++ , już w zasadzie zaczęłam pakować się do szpitala. Ale zacznę od początku.

W tłusty czwartek Natka zjadła pączusia, jak wszyscy. Cukry i samopoczucie ok. Na kolację zażyczyła sobie chlebek z masełkiem i jakiś czas po kolacji zaczęła narzekać na ból brzuszka. Myślałam ,że może wypiła za dużo. Masowałam jej brzuszek ,aż w końcu usnęła. Pomiar cukru o ok. 00:00 wykazał konieczność dopojenia małej ,więc podałam jej soczek. Nagle po wypiciu tegoż napoju wszystko wróciło na zewnątrz. Praktycznie cała zawartość kolacji. No i mamy problem. Cukier niski , mała wymiotuje… Zrobiłam ciepłe  herbatki, jedną posłodziłam cukrem, druga została gorzka i powoli podawałam 3 łyżeczki słodkiej po czym 3 łyżeczki gorzkiej. Niestety po jakimś czasie herbatka też wracała ,ale na szczęście cukier z niej musiał się wchłaniać ,bo poziom glukozy na glukometrze zwiększał się. Ponieważ okazywało się ,że jednak cukier nadal spada, zatrzymałam pompę i dopajałam mała powoli herbatami (na zmianę). Herbatka musiała być bardzo ciepła, więc co chwilkę robiłam świeże, chłodniejsze szybciej powodowały wymioty.Już wtedy zastanawiałam się nad tym ,żeby jechać do szpitala ,ale postanowiłam się wstrzymać. Na szczęście wymioty przeszły, cukier urósł ,ale bałam się włączać bazę. Ponastawiałam budziki i poszłam spać o ok: 4:00 nad ranem. Obudziłam się rano , mierzę cukier ponad 300 ! Myślę sobie ŚWIETNIE, niech jeszcze będą ketony w moczu i mamy komplet. Mała zrobiła siku–>mierzę paskami, ketony na 3+. Oczywiście wpadłam w panikę , zrobiłam małej herbatę z cytryną, bałam się ,że znowu będzie wymiotować po takim koktailu ,ale myślę spróbuję. Niestety zwymiotowała. Oczywiście w międzyczasie poszła SOLIDNA KOREKTA , pewnie jeszcze więcej bym podała insuliny ,ale bała się znowu wymiotów i za niskiego cukru. Wróciłam do pojenia małej malutkimi porcjami gorzkiej herbaty. Niestety nawet te małe ilości wywoływały odruch wymiotny. Tata małej szukał numeru na oddział diabetologiczny ,żeby dowiedzieć się co robić , ja strasznie panikowałam. W pamięci miałam kwasicę ketonową , którą już raz moje dziecko przeszło (przy rozpoznaniu). Po chwili w przypływie zdrowego rozsądku pomyślałam ,że przecież przy wymiotach też pojawiają się ketony , a cukier ponad 300 nie utrzymywał się na tyle długo ,żeby doprowadzić do kwasicy. Pozostawał jeden problem. W organizmie były ketony , które wywoływały odruch wymiotny ,a mała średnio chciała pić . Kolejny pomiar ketonów wykazał ich spadek , cukier pokazywał nadal ponad 300 . Ze strachem podawałam kolejne korekty ,ale wiedziałam ,że nie mam wyjścia, bo wytworzyła się odporność na insulinę , którą spowodował brak bazy i ketony.W końcu cukier zaczął spadać. Insuliny podałam tyle ,że normalnie cukier spadł by o 600. Nagle moje dziecko zażyczyło sobie gazowanej wody mineralnej o smaku owoców leśnych z cukrem. Mała zaczęła pić tą wodę drobnymi łyczkami i ku mojemu OGROMNEMU ZDZIWIENIU  nie zwymiotowała jej. Owszem odbijało jej się ,ale zawartość zostawała w brzuszku. Kolejne pomiary ketonów pokazywały ,że jest ich coraz mniej. Nie wiem jak dałyśmy radę to pokonać. Wszystko dzięki mojej córeczce, która robiła to o co ją prosiłam ,jestem z niej taka dumna. Oczywiście w tym samym dniu poszliśmy do lekarza, lekarka zaleciła dietę i obserwację ,a jeśli wymioty by się powtórzyły to mieliśmy jechać do szpitala. Na szczęście (odpukać) w nie było już niemiłych niespodzianek. Nataszka nic nie jadła już w piątek. Bała się . Piła tylko herbatkę i tą smakową gazowaną wodę mineralną (której osobiście nikomu nie polecam przy wymiotach i nie wiem jakim cudem małej po niej nic nie było , w każdym razie po całej tej aferze Natka powiedziała ,,ta woda postawiła mnie na nogi” . Cukry w granicach 140 , nie obniżałam nic a nic ,bo bałam się znowu hipo. 

Poniedziałkowa wizyta kontrolna potwierdziła ,że z brzuszkiem już ok. Więc dzisiaj poszliśmy pierwszy raz po feriach do przedszkola. Nataszkowemu leniuszkowi nie bardzo się chciało ,ale potem była już w miarę zadowolona. W miarę ,bo jest dwóch chłopców ,którzy jej dokuczają . Starają się ją zaczepiać ,żeby ona brała udział w ich przepychankach ,a Nataszka po kilku poważnych rozmowach wie ,że nie powinna wdawać się w takie aferki , więc w tej chwili jest pokrzywdzona. Pani zwraca uwagę chłopakom ,ale widocznie to nie wystarcza.