cholestaza

SMUTNO…

Nie pisałam długo , bo mam olbrzymiego doła. Pod koniec lutego okazało się ,że wyniki USG mojego taty są niepokojące. Dostał skierowanie na odział szpitalny ,a wrócił tego samego dnia  z informacją ,że ma dostać od lekarza pierwszego kontaktu kartę onkologiczną. Kiedy to usłyszałam zamarłam. Od tej pory ma robione różne badania. Coś jest w drogach żółciowych. Tata udaje cwaniaka. Nie chce mnie martwić ,ale moja  koleżanka widziała go jak idąc na przystanek autobusowy przeżegnał się. Boi się. Ja też , bo nie chcę go stracić ,a doktor google jest bezlitosny , w rezultacie czego ryczę po kontach. Pomyśleć ,że jeszcze na początku lutego nie mogłam doczekać się świąt wielkanocnych , teraz nie chce mi się nic. Robię wszystko z automatu. W nocy nie potrafię zasnąć po zmierzeniu cukru. Rozmyślam. Powoli dochodzę do wniosku ,że tak naprawdę nic nie ma sensu. Dopytuje tatę o to jak się czuje. Z lekarzem nie rozmawiałam ,zdaję się na relacje ojca. 23 kwietnia ma iść do szpitala ,a 24  ma mieć jakiś zabieg. Twierdzi,że to laparoskopowe usunięcie ,,czegoś”. Żałuję ,że nie byłam i nie dopytałam o wszystko.  Tata mimo wszystko przygotowuje święta. Bąknął coś pod nosem ,że może zje sobie te wszystkie rzeczy ostatni raz , a ja nie potrafię opanować łez. Może wszystko  dokładniej opiszę ,teraz nie mam na to siły.

Idę upiec jabłecznik, taki przedświąteczny smakołyk dla taty.