CUKRZYCA

Znowu…

Znowu jestem kłębkiem nerwów, bo wkurza mnie wysoki cukier, który znowu wkradł się w nasze życie. Cukier na teraz -211, wkłucie zmienione. Czuwam. Najgorsze jest to ,że nie wiem kiedy się wyśpię. Nie potrafię normalnie spać. Nawet budzika nie muszę nastawiać , bo wybudzam się sama. Dwa tygodnie temu cukry były dobre, nocki eleganckie, więc mogłam sobie pozwolić pominąć niektóre nocne pomiary ,ale i tak budziłam się, Przyzwyczajenie. 

Wakacje w toku. Teraz pogoda nie rozpieszcza. Siedzimy w domu , brak ruchu , więc cukry te nas nie rozpieszczają. Upały też nie są mile widziane, bo grożą przegrzaniem insuliny. I tak źle i tak niedobrze, ale chociaż pobiegać można. W jeden z takich słonecznych dni wypuściłam Natkę samą na dwór. Ktoś powie, ,,też mi coś” , a dla mnie to wyzwanie. Boję się ,że spadnie jej cukier i gdzieś zasłabnie, albo pójdzie sobie gdzieś za dzieciakami. Niby słucha, ale to tylko dziecko. Miała ze sobą telefon i glukometr. Co jakiś czas dzwoniłam pytając jaki ma cukier. Nie zawiodła mnie, była z koleżanką przed klatką tak jak obiecała. Niestety zerwała się burza ,a moje dziecię zamiast do domu pobiegło do koleżanki. Na szczęście dobrze się znamy z mamą kumpeli Natki ,więc kiedy na dworze rozpętała się burza byłam informowana na bieżąco o cukrach. Coś mi nie pasowało , bo cukry utrzymywały się na za wysokim poziomie -180 , widocznie podekscytowała się samodzielnym pójściem do koleżanki. Bawiły się całkiem długo , potem jeszcze wyszły na dwór i grały w piłkę nożną. Dzielna ta moja córeczka. 

Z wakacyjnych wyjazdów mamy zaliczony weekend na wsi na działce przyjaciół. Fajnie było, cukry były genialne, więc jak tylko nadarzy się okazja to chętnie to powtórzę. Natka skakała na trampolinie ,jeździła na rowerze, wujek przewiózł ją motorynką , więc miała sporo atrakcji. Nawet popluskała się w malutkim basenie (dużego nie opłacało się rozkładać na jeden dzień). Podobało jej się ,ale chętnie też wróciła do domu. Lubi wypady do znajomych ,ale szybko tęskni za domem.

Cukier na teraz-221… Kolejna korekta i kolejne godziny snu wydarte mi przez chorobę ,ale nie to jest dla mnie najgorsze. Najgorsze jest to ,że organizm córeczki ,,meczy” się teraz z nadmiarem glukozy. To mnie zawsze smuci i wzbudza poczucie winy. Mogłam wcześniej zmienić wkłucie , ale z drugiej strony cukry były znośne. Rano byłyśmy na wakacyjnych zajęciach z bibliotece. Potem urodziny kolegi Natki i tort, po zjedzeniu którego cukier urósł ponad miarę. Po korekcje wszystko wróciło do normy , a potem znowu wybiło. Dla świętego spokoju zmieniłam wkłucie , ale czasem mamy tak ,że zanim wkłucie zacznie działać , a raczej cukier spadać to trochę insuliny korekcyjnej trzeba wpompować. Wkurza mnie to. Wszystko mnie wkurza ,przez ten nieszczęsny wysoki cukier…

Ruch to zdrowie.

Nataszka ma dziś bardzo intensywny dzień z tatą. Rano pojechali na basen. Przed wyjściem cukier 85 ,więc wypiła mleko czekoladowe. Co za gratka. Po basenie wycieczka rowerowa i to nie byle jaka , przejadą kilkadziesiąt kilometrów w obie strony. Pojechali ze znajomymi ,więc mają jeszcze grillować. Cukry idealne. Kolejny raz potwierdza się ,że cukrzyca boi się ruchu. Pewnie padnie jak wróci. Mam nadzieję ,że w nocy nie będzie żadnych spadków. Uwielbiam tak patrzeć na nią jak jest szczęśliwa. Wyglądałam z okna i widziałam jak zaiwaniając na rowerze śpiewa ,,życie jest czadowe” -to lubię. 

Od dwóch miesięcy córcia chodzi na tańce. Późno zdecydowaliśmy się i zostały tylko miejsca na dancehall-u ,ale Natka zadowolona ,więc ja też. Już dawno zrezygnowała z judo ,więc nie będzie Olimpijskiego medalu , teraz zapewne zostanie wybitną tancerką światowej sławy. Widzę ,że taniec bardziej jej odpowiada. Miała już dwa występy , jestem taka dumna. Cukry w czasie treningów są idealne. 

Niedawno był dzień dziecka , oczywiście obchodzony w szkole bardzo ,,cukierkowo” ,a Natka jak na złość obudziła się z wysokim cukrem , który nie chciał odpuścić. Biedna chodziła z olbrzymią paczką mamb , dwoma krówkami i kawałkiem czekolady po szkole. Trochę się buntowała, ale wie ,że to dla jej dobra. Cukier nie chciał spaść ,więc poszłam do domu po nowe wkłucie , po czym okazało się ,że cukier spadł… Widocznie stare wkłucie się wystraszyło. Zjadła upragnione gumy i cukier był oki. Dodam ,że w pośpiechu nie mogłam znaleźć psikacza ze środkiem odkażającym  ,więc wzięłam gaziki i małą buteleczkę alkoholu (też służącego do odkażania ,jak zapodzieję gdzieś owy psikacz) . Mina niektorych bezcenna .kiedy Natka z rozpędu na przerwie wyjęła buteleczkę. Na szczęście wcześniej rozmawiałam na temat odkażania i śmiałam się ,że czasem przy łóżku leży mi butelka z alkoholem ,kiedy wymieniamy wkłucie w nocy i wygląda to dosyć jednoznacznie. Oczywiście pośmiałyśmy się ,że teraz już wiedzą czemu daję radę wysiedzieć w szkole ,a jedna z nauczycielek zażartowała ,że też skorzysta. Zabawnie było ,a że cukier spadł to uśmiałam się przednio. Nie wiem skąd ten wysoki cukier u Natki. Może była podekscytowana ,bo jej obiecałam ,że na trzy ostatnie lekcje (miała je ze swoją wychowawczynią) zostanie sama w szkole. Paplała o tym przez całą drogę do szkoły. Niestety nie udało się. Było jej przykro ,ale przecież w tym tygodniu możemy spróbować. 

Nie takie to straszne?

22:54 -cukier 176. Niby nie najlepszy ,ale i tak dobry w porównaniu do tego sprzed godziny (ponad 300). Dawno nie było takiego cukru.

Ostatnio cukry były raczej za niskie , praktycznie ciągle musiała coś dojeść ,albo dopić. Zeszłam sporo z bazy , to teraz mam ,,niespodziewajki” , ale nie miałam wyjścia, bo muszę Natkę tak prowadzić ,żeby nie przybierała na wadze ,więc nie ma miejsca na takie ciągłe podjadanie. 

Dzięki dobrym cukrom wmówiłam sobie nawet ,że nie jest tak strasznie. Jednak na wizycie u diabetologa spotkałam znajomą z córeczką , która również choruje na cukrzycę i opowiedziała mi o tym ,że jej córeczka miała bardzo duże spadki cukru , raz z utratą przytomności , innym razem była świadoma,ale miała drgawki takie jak w padaczce. Takie rozmowy szybko przypominają czym jest ta choroba i jakie niebezpieczeństwo niesie ze sobą stosowanie jedynego leku -insuliny. W tej chorobie każde niedociągnięcie jest widoczne jak na dłoni w postaci podwyższonych lub za niskich cukrów. Tyle rzeczy wpływa na cukry , rzeczy na które nie mamy żadnego wpływu ,że utrzymanie dobrych poziomów cukru graniczy z cudem. A my staram się dokonywać tego cudu. Kombinujemy jak umiemy , nie zawsze wychodzi. Na początku przeżywałam strasznie każdy zły cukier,  teraz też je przeżywam ,ale zrozumiałam ,że w tej chorobie nie można ich uniknąć bez względu na to jak się człowiek stara. 

Cieszę się ,że mam u swego boku kogoś takiego jak tata Natki. Mówi się ,że nie ma ludzi idealnych i to by się sprawdzało też u nas (i dotyczy nas obojga) ,ale mogę na niego zawsze liczyć ,no może prawie zawsze ,a przynajmniej wtedy kiedy się wykłócę. Jest z nami i stara się jak może. Przykro mi tylko ,że czasem nie rozumie mojego wiecznego zmęczenia nocnym czuwaniem. Czasem chodzę jak lunatyk. Miewam  kłopoty z pamięcią , koncentracją. Kilka dni temu pospałam sobie do woli, prawie do woli. Wstałam , zrobiłam córci śniadanko ,podałam insulinę i powiedziałam ,że mnie nie ma idę spać. Widziałam jak ją to męczy , bo jest małą gadułą. Oczywiście nawet nad ranem sen był półsnem, wybudzałam się co chwilę , ale zawsze to coś. Jak już wstałam to Natka powiedziała ,,obudził się mój susełek” -to było takie miłe , ona zawsze potrafi mnie rozśmieszyć. 

U nas ferie. Niestety dla dzieciaków śniegu brak. W piątek przed feriami byliśmy na wycieczce,dzieciaki jechały na jakieś występy i projekcję bajek, żeby zminimalizować moje koszty pani zadecydowała,że nie muszę iść na te całe przedstawienia. Pojechałam więc z nimi ,ale  zostałam na korytarzu ,piętro niżej. Zawsze to jakiś krok do przodu, w przedszkolu nie byłoby to możliwe. Bardzo szanuję nauczycielkę Nataszy . Rozumiem jej strach i doceniam to ,że stara się go przełamywać. 

Wczoraj zrobiliśmy Natce frajdę i pojechaliśmy z nią na lodowisko. Powoli uczy się jeździć na łyżwach. Była taka zadowolona, jednak  muszę zainwestować w kask. Ostatnio miała taki rowerowy ,tym razem też bym go zabrała gdybym nie zapomniała. Przeżyłam chwile grozy , ale na szczęście Natka była ostrożna ,a jak lądowała to na pupę , lub kolanko. Dzisiaj okazało się ,że jest siniak na kolanie i do tego jeszcze , co podkreśliła moja córka , dwie fioletowe kropki! A wszystko przez to ,że dali taki twardy ten lód, iż upadek grozi siniakiem z kropkami. 

00:06 Natka się poruszyła i jęknęła. Ja już cała w nerwach… Cukier 182 , mogło być lepiej ,ale to i tak lepsze niż za niski. Lekka korekta i czuwam.

 

 

 

 

 

 

 

 

Sylwester z cukrzycą

Nowy Rok. 

Wczorajszego Sylwestra mieliśmy spędzić u znajomej , której córeczka bardzo lubi Natkę ,a Natka ubóstwia tą dziewczynkę. My dorośli mieliśmy posiedzieć , porozmawiać ,a dziewczyny miały się super bawić , tak też było ,ale nie obyło się bez niemiłych niespodzianek. Na godzinkę przed planowanym wyjściem zmierzyłam Natce cukier, wynik był okropny -365. Myślę sobie , podam korektę i wszystko będzie dobrze. Tak też zrobiłam. Przed samym wyjściem postanowiłam skontrolować wynik , niestety cukier ani drgnął. Kazałam Natce sprawdzić ketony paskami do moczu i wyszły ++. Przestraszyłam się , wkurzyłam ,ale nie spanikowałam.Powiedziałam z rozgoryczeniem tacie Natki ,że cukrzyca nigdy nie odpuszcza ,że nigdy nie da się nad nią zapanować , bo ona uderzy w najmniej oczekiwanym momencie. Nigdy nie można sobie odpuścić.Obwiniałam siebie o ten stan , ponieważ od dłuższego czasu cukry były ok. , wkłucie było świeże, to pozwoliłam sobie odpuścić jeden planowany pomiar cukru. Żal mi już tych wszystkich paluszków , które są w opłakanym stanie. Niestety przy tej chorobie nie można popadać w rutynę , bo każda taka sytuacja daje o sobie znać prędzej czy później. W naszym przypadku to był pominięty jeden planowany pomiar, bo Natka grała w grę i się złościła ,że chcę jej przerwać.Odpuściłam… Po wykryciu ketonów Natka wypiła sok z połówki cytryny, tata zmienił jej wkłucie ,a ja podałam solidną dawkę insuliny. Praktycznie dwa razy więcej niż bym podała zwykłej korekty. Zrobiłam tak ,bo już raz miałam takie cyrki z ketonami i wysokimi cukrami przy jelitówce  , jednak wtedy bałam się podawać dużej dawki insuliny ,bo Natka miała wymioty , więc odpadało dojedzenie czegoś ,gdyby cukier spadał. W sumie pamiętałam jednak ,że u nas jak pojawią się ketony ,to insulina działa jak woda.  Zmierzyłam cukier po kolejnej godzinie, cukier poszedł odrobinę w górę.Wyjęłam pena. Nataszka była przerażona , ja też.  Podałam kolejną korektę , równie potężną jak poprzednia. Bałam się ,że cukier będzie spadał gwałtownie. W pogotowiu był już pen. Wiedziałam jednak ,że to będzie ostateczność, bo Natka przeraźliwie boi się pena. Strasznie , próbowałam już zastrzyków na miśkach, na mnie samej , ale niestety , nawet jak sama podawałam sobie insulinę ,żeby jej pokazać ,że to nie takie straszne ,to ona płakała, że robię sobie krzywdę i zaraz biegła z opatrunkiem. Zmierzyłam cukier po pół godzinie. Okazało się ,że cukier spadł o 30. RADOŚĆ nie do opisania. Wiadomo ,że jeszcze rozsądek podpowiadał ,że może to być tylko błąd pomiaru (w dopuszczalnych granicach) ,ale na szczęście okazało się ,że cukier spada. Spóźnieni o godzinkę ,ale zadowoleni poszliśmy w gościnę. Natka była taka szczęśliwa. Niestety była też bardzo głodna. Co chwilkę dopytywała ,czy może coś zjeść. Cukier spadał sobie powolutku , pomimo moich obaw ,że będzie leciał na łeb i szyję. Nawet dołożyłam jeszcze odrobinę ,żeby w końcu otrzymać upragnione poniżej 200. A potem było już dobrze. Skumulowana insulina dała o sobie znać w okolicy 00:00, więc Natka popiła dziecięcego szampana do woli , zjadła jeszcze dwie babeczki (na ,które podałam tylko część insuliny , którą dałabym normalnie) , a cukier utrzymywał się na poziomie 70-77. Po powrocie do domu (a byliśmy klatkę dalej) , przed pójściem spać cukier wynosił coś ponad 90. Natka wypiła sok. Cukier podniósł się do 150, więc poszłam spać i ja. Kolejny wczesno- poranny pomiar zatrwożył mnie , glukometr wskazywał 48. Mój błąd. Mogłam nie podawać insuliny na babeczki. Natka wypiła cały sok i tak dospałyśmy do 10:00. 

 

Wszystkim życzymy szczęśliwego NOWEGO ROKU i przede wszystkim ZDROWIA. Oby ten rok był pełen cudownych zwrotów w medycynie, niech zostaną wynalezione leki na wszystkie choroby świata w tym  na cukrzycę. 

Smutki mamy cukierka.

Zapragnęłam wywołać zdjęcia Nataszki. Długo się do tego zabierałam. Już kiedyś miałam wszystko pogrupowane ,przygotowane, ale system padł i jakoś tak wyszło , do tego  Nataszka była mała i wymagała nieustannej inwigilacji .żeby czegoś nie zmajstrować , a potem… Potem zachorowała i przeglądanie starych zdjęć sprzed zachorowania stało się dla mnie udręką i doprowadzało mnie do płaczu. Tak było i tym razem ,ale nie na taką skalę jak jeszcze jakiś czas temu. Do tego Natka usłyszała mój płacz i spytała czemu płacze , i powiedziała ,że jak nie przestanę to i ona będzie płakała.Ona też oglądając zdjęcia jak była ,,dzidziusiem” miewała napady smutku i ze łzami w oczkach mówiła ,że wtedy jeszcze była zdrowa  , nie miała cukrzycy , i że chce znowu być mała ,więc kończyło się na tym, że ryczałyśmy obie. 

Tym razem pogrupowałam sobie zdjęcia i nawet część wysłałam do wywołania. Nazbierało się tego tyle ,że zanim dojdę do obecnego roku to na liczniku będzie 2020 rok. Miałam czas , bo od zeszłego piątku siedzimy w domu, ponieważ  Natka złapała jakąś infekcję gardła. Nie sądziłam ,że skończy się na antybiotyku a jednak. Cukry (odpukać) nawet w porządku ,a w porównaniu z początkiem miesiąca to nawet rewelka. Cukier na teraz 96. Martwią mnie tylko te infekcję , dopiero w październiku brała antybiotyk. Niestety rodzice nie zważając na nic puszczają chore dzieci  do szkoły i to nie tylko Ci pracujący , więc mikroby krążą po klasie jak szalone. Znowu będzie trochę nadrabiania. 

Tęsknię za czasami ze zdjęć. Za tym beztroskim uśmiechem małej ,za tym ,że budziłam się w nocy tylko po to ,żeby ją nakarmić ,przewinąć ,czy potem wysadzić na nocniczek i dać pić. Wtedy wydawało mi się to takie męczące ,a teraz bez zastanowienia znowu bym się znalazła ,,tam”. Tęsknię za tamtymi wyolbrzymianym, patrząc z perspektywy czasu problemami. Tęsknię za tym co było i nie wróci choćbym nie wiem jak bardzo chciała. Tęsknię za tym ,żeby dać dziecku od tak sobie chrupka ,czy banana, za tym żeby pozwolić jej wejść beztrosko do wody , za tym ,żebym mogła położyć się obok niej i zasnąć jak kiedyś bez paraliżującego strachu o cukier. Czasem zasypiam przytulona do mojej księżniczki ,ale z jej objęć wyciąga mnie dzwonek budzika. Tak jest mi ciężko i przykro wyswobadzać się z jej uścisku i wyobrażam sobie jakby to było miło móc tak przespać całą noc w objęciach ukochanego dziecka. Znowu zdjęcia sprawiły ,że jestem w nostalgicznym nastroju. Najgorsze jest to ,że jestem samotna z tym wszystkim ,nie sama ,bo mnóstwo wokół mnie ludzi ,ale samotna. Każdy ma swoje problemy, a ja robię dobrą minę do złej gry . Kogo poza mną może obchodzić to ,że Natka ma zły cukier ,że jest mi przykro ,bo nie może robić wszystkiego co zdrowe dzieci , kiedy ma na to ochotę?

SZKOŁA . złych cukrów cd…

Dziś byłyśmy w szkole pierwszy raz po tygodniowej nieobecności spowodowanej chorobą Natki. 

Cukier rano nie przekraczał 100 , więc dałam Natce przed wyjściem do szkoły pół jabłka bez insuliny. Takie zabezpieczenie , którego bym nie uruchamiała gdyby nie to ,że czuję przeraźliwy strach przed hipo na lekcji , niby jestem w szkole ,ale siedzę dwa piętra niżej. Na pierwszej przerwie cukier wynosił 139 , nie bardzo mi się to podobało , przyznam ,że liczyłam na niższą wartość. Dałam Natce insulinę na pierwsze śniadanie i córeczka wróciła pod swoją klasę. Myślałam ,że cukier na kolejnej przerwie będzie ok ,ale niestety ku mojemu przerażeniu Natka przyniosła karteczkę a na niej wynik ponad 300. Ręce i nogi opadają. Wcześniej miała o tej porze w szkole po pierwszym śniadaniu ,przy mniejszej dawce insuliny cukry rzędu sto parę ,więc jeszcze dojadała kawałek jabłka ,a tu taka niemiła niespodzianka. Podałam solidną korektę ,nie pacząc na to ,że minęła niecała godzina ,bo do tej pory jak już pisałam cukry były o tej porze ok. Bałam się hipo ,ale okazało się ,ze tragedii nie było. Nie wiem czemu aż tak wybiło nam cukier po śniadaniu i pewnie się nie dowiem. Jutro pokombinuję trochę inaczej. 

Na kolejnej lekcji był w-f. Nataszka nie ćwiczyła, była bardzo smutna , bo ćwiczenia bardzo jej się podobały. Nie chciałam ,żeby ćwiczyła ,bo jest świeżo po chorobie i jeszcze kaszle , na co uwagę zwróciła tez pani. Skoro jednak lekarz powiedział ,że wszystko jest ok i mamy iść do szkoły to nie chcę robić niepotrzebnych zaległości. Po w-fie  obiadek. Mam trudności w szkole z jedzeniem ,bo Natka nigdy wszystkiego nie je, sama nigdy nie wie o i ile zje , a na dodatek pani wicedyrektor zakazał mi wchodzić na świetlicę , więc podaję insulinę szacując co i ile może zjeść Natka. Na początku nie chodziła na obiady ,ale tak bardzo mnie prosiła ,że uległam. Zobaczę jak to będzie dalej wyglądać , na dzień dzisiejszy coś tam zawsze zje , biorąc pod uwagę unijne obostrzenia na stołówkach i panią intendentkę , która naprawdę dba o posiłki i stara się ,żeby dzieciom smakowało jestem pewna,że jest nie tylko smacznie ,ale też zdrowo. 

Po szkole cukier był całkiem ok (nie zapeszając) , zasypiała z cukrem 128 ,więc mam trochę spokoju psychicznego. Wiadomo ,że każdy zły cukier odbija się nie tylko na zdrowiu dziecka ,ale też matki. 

Nie wiem jak się zabrać za ten poranny cukier. Zwiększyć bazę ? Nie dokarmiać z rana ? Podać insulinę na podawane jabłko? Zwiększyć przelicznik do posiłku? Jest mnóstwo możliwości. Staram się jak mogę ,żeby cukry były dobre. 

Co to była za noc…

Cały ten tydzień siedziałyśmy w domu. Nataszka miała powiększone migdałki ,straszną chrypę i kaszel, nie obyło się bez antybiotyku. Cukry takie sobie , generalnie nie urywają wiadomej części ciała. Denerwuje mnie ta cała cukrowa wariacja. Raz 50 ,raz 300. Wściec się idzie. 

We wrześniu nie mieliśmy takich problemów. Nawet musiałam zmniejszyć bazę , co mnie bardzo ucieszyło. Niestety jak to bywa w cukrzycy nic co dobre nie trwa wiecznie. 

Wczoraj przed snem cukier nie była najgorszy , mieliśmy 160. Nie podawałam korekty ,bo jeszcze było sporo insuliny aktywnej , a kolacja nie należała do tłustych. Natka smacznie sobie spała , kiedy nastał czas kolejnego pomiaru, niestety glukometr pokazał ponad 200. Nieco się zdziwiłam ,ale pomyślałam ,że może ,,coś” jednak wybiło. Podałam należną korektę i położyłam się ,,spać” , rodzice dzieci z cukrzycą wiedzą czemu ,,spać” piszę w cudzysłowie. Po godzinie znowu sprawdziłam cukier w nadziei ,że zacznie spadać ,a tam cukier 343!!!! Myślałam ,że padnę!!! Szybko pobiegłam po sprzęt do zmiany wkłucia. Wyjęłam pompę z saszetki. Nataszka przebudziła się po tym jak zdezynfekowałam miejsce na wkłucie i na informację o zrobieniu wkłucia powiedziała tylko ,,nie”.Powiedziałam jej ,że nie mamy wyjścia. Zrobiłam nowe wkłucie , Natka troszkę pomarudziła ,bo ją zabolało. Myślałam ,że może naczynko przebiłam ,ale chyba nie. Sięgnęłam do starego wkłucia ,a tu okazało się ,że nawet nie zwróciłam uwagi ,że nie musiałam odłączać wkłucia od Natki , bo ta cała część ,która jest na końcu drenu i przypina się nią do wkłucia zrobionego na ciele urwała się!!! Korekta poszła więc sobie w pościel ,a nie tam gdzie miała dotrzeć. Miałam strasznego moralnego kaca ,że przed podaniem korekty nie sprawdziłam jak  tam dren. Zawiniła rutyna i najnormalniejsze w świecie przemęczenie. Podałam solidną korektę , w zasadzie podałam dwa razy więcej insuliny niż powinnam. Zrobiłam tak ,bo zazwyczaj przy tak wysokim cukrze , kiedy mam powody podejrzewać ,że jakiś czas insulina nie docierała do miejsca działania , Nataszka ma większe zapotrzebowanie na ten hormon.Obawiałam się z powodu większej niż zwykle bolesności wkłucia natknęłam się na naczynko ,ale jednak cukier zaczął spadać ,więc odetchnęłam. Oczywiście nocka z głowy ,ale najważniejsze ,że sytuacja opanowana. 

Mam nauczkę. Teraz zawsze przed podaniem korekty ocenię stan wkłucia. 

Mam nadzieję ,że w końcu znowu nastąpią te dobre cukrowe dni, kiedy człowiek nie drży mierząc cukru  i nie wstrzymuje oddechu do momentu pojawienia się na glukometrze wyniku pomiaru. 

I ŻEBYŚ NIE BYŁA CHORA TAK JAK JA…

Jakiś czas temu miałam urodziny. Nataszka składając mi życzenia powiedziała na koniec ,,I ŻEBYŚ NIE BYŁA CHORA TAK JAK JA…”. Co może poczuć matka po takich słowach z ust  małego , najukochańszego , jedynego dziecka?

Właśnie… Poczułam ogromny ból i smutek.Niesprawiedliwość. Jak każda mama bez mrugnięcia oka zamieniłabym się z moim dzieckiem , nawet jeśli by to miało znaczyć te setki tysięcy nakłuć od samego dzieciństwa to bez zmrużenia oka bym się z nią zamieniła.  Kolejny raz okazało się ,że choroba męczy ten mój skarb najcenniejszy.Niby nie jest to żadne nowe odkrycie ,ale zawsze boli tak samo , kiedy moja mała bohaterka odkrywa przede mną to ,że cukrzyca nie jest jej obojętna. Zawsze wtedy przypominają mi się słowa optymistów , którzy starają się wmówić sobie i innych ,że przecież cukrzyca to nic takiego , że nie ogranicza , że jest fajowo.

Czasami sama w to wierzę… Kiedy cukry są dobre, kiedy świeci słońce, kiedy widzę uśmiech na ustach mojej córeczki , kiedy bawi się z przyjaciółmi wygląda tak beztrosko , jest beztroska. Piękne chwile kończące się zawsze niekończącym się nigdy pomiarem poziomu cukru. Oczekiwanie na wynik , czy potrzebne będzie coś słodkiego , czy potrzebny będzie sok? A może korekta? To chwile wyrwane barbarzyńsko z dzieciństwa naszych dzieci. Niby pomiar jest krótki , ale kiedy zliczymy te wszystkie mikro-chwile otrzymamy kawałek bezpowrotnie zagrabionego przez chorobę dzieciństwa. Często Natka denerwuje się ,bo zanim zmierzymy cukier to reszta jej towarzystwa jest już po drugiej stronie parku. Słyszę wtedy ,,JA NIE CHCĘ TEJ CUKRZYCY , CHCĘ BYĆ ZDROWA”. 

Też tego chcę , jak niczego innego na świecie. 

Kiedyś Nataszka wierzyła ,że ,,TO” kiedyś się skończy , że nie będzie kłucia paluszków ,że nie będzie podawania insuliny , że to tylko takie przejściowe. Niestety stopniowo wyprowadzałam ją z tego błędu. Nie chciałam robić jej złudnych nadziei bez pokrycia. Ostatnio Natka dopytywała o leki , ze smutkiem w głosie powiedziała ,,szkoda, że nie ma leku na cukrzycę”. Odpowiedziałam jej wtedy , że może kiedyś będzie , bo naukowcy nad nim pracują. Uśmiechnęła się i powiedziała ,,Naprawdę? Może jak już wynajdą ten lek to go kupimy i już będę zdrowa”. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą ,że jak taki lek powstanie to zrobię wszystko ,żeby go dla niej kupić. Ona powiedziała z radością w głosie ,,I będę zdrowa”. Zobaczyłam w jej oczach nadzieję , widzę jak dużo to dla niej znaczy. Chyba nadzieja pozwala przetrwać trudne chwile. 

Zrobiłam coś strasznego. Nataszka zaczęła trochę podjadać , przesadzała z tym odrobinę. Cukry były wysokie ,więc wkurzyłam się i jej powiedziałam ,że nie może tak robić ,bo jak się ma za wysokie cukry to można potem mieć inne choroby. Powiedziałam ,że można mieć chore nerki i oczka, i w tym całym uniesieniu przegięłam p… bo pokazałam jej zdjęcia stopy cukrzycowej. JAKA JA JESTEM GŁUPIA. Ona była taka przerażona. Powiedziała ,,mamusiu ja nie chcę mieć cukrzycy”. Boże , w tym momencie najchętniej bym zapadła się pod ziemię. Czytałam wcześniej ,że ludzie tak robią i to pomaga. Same chore już obecnie kobiety opowiadały ,że od najmłodszych lat rodzice im wszystko mówili i serwowali takie rzeczy , i że dzięki temu dbały o cukry. Taki właśnie chciałam otrzymać efekt. Przyznam bez bicia ,że szybko zmieniłam front i powiedziałam  ,że to takie sztuczne nogi i jej nic nie grozi , że tylko chciałam ,żeby nie podjadała. Widziałam jak jej ulżyło. Niby ,,odszczekałam” to co powiedziałam ,ale mnie to nie starcza , czuję się strasznie winna. To było jakiś czas temu , mała o tym zapomniała ja nie…

W ramach przeprosin i poprawy nastroju mojej córcik wysłałam ją z tatą do parku wodnego. Pierwszy raz tam była. Podobno radości nie było końca.Natka nawet próbowała całować tatę po rękach i co chwilę mówiła do niego jak bardzo go kocha. Zjeżdżała na zjeżdżalniach i wcale się nie bała, podobno jeszcze odpychała się rączkami.Jedynym minusem było to ,że musieli kilka razy dokleić plaster ochraniający wkłucie. Zazdroszczę tych chwil tacie Natki. Mnie mała będzie pamiętać z kłucia, podawania insuliny , z ciągłych zakazów, nakazów ,a tatę z miło spędzonym czasem. Ale najważniejsze ,że są też te dobre chwile.  I tym optymistycznym zdaniem zakończę mój dzisiejszy wpis.

CUKIER =187 , KOREKTA I OBSERWACJA CO DALEJ? 

Smutno mi Boże…

Ostatnio nie mam za bardzo na nic ochoty, powodem są niezbyt dobre cukry i brzydka pogoda. 

Wkłucia idą jak woda. Czasem nawet po 2 dziennie. Pal sześć te wkłucia, ale ciałko Natki jest strasznie pokłute. Wkłucia działają nam ostatnio tylko na rękach. Na nogach i pupie cukry kosmiczne. Ostatnio wzięliśmy nawet wkłucia z kaniulą 9 mm, bo na pupie sporo jest tłuszczyku,  ale to nic nie dało. Nie wiem co robić. Brzuch nie wchodzi wcale w grę , bo Natka nie da sobie tam zrobić wkłucia. Wiem ,że musimy zmieniać miejsca ,ale przed taką zmianą mam stresa, bo boję się kolejnej walki z cukrami po 200 czy nawet 300. 

Święte nie cieszą tak bardzo jak mogłyby cieszyć gdyby nie cukrzyca. 

W sobotę Natka na śniadanko zjadła praktycznie same białka-tłuszcze , zażyczyła sobie jajka w majonezie , początkowo twierdziła ,że zje chlebek ,więc dostała insulinę prostym. Nie zjadła. Musiała podbijać cukier sokiem. Potem poszliśmy z przyjaciółmi święcić jajeczka. Nie dawałam do koszyczka nic słodkiego , dałam tylko to co powinno się w nim znaleźć. Nataszka usłyszała jak mówię do jej taty, że na następny rok włożę specjalnie dla niej coś słodkiego i powiedziała ,że nie trzeba. 

Po święceniu przyszła do Natki koleżanka, dziewczyny bardzo fajnie się bawiły. Dzięki wizycie gościa Nataszka ugrała chipsy i chrupki. Smutne to ,że dziecko nie może tak beztrosko sobie czegoś zjeść. No niby może , bo wystarczy podać insulinę,ale musi mieć dobry cukier co nie zawsze takie proste i oczywiste jest. Coraz częściej słyszę hasła typu ,,gdyby nie cukrzyca to bym mogła pić sok kiedy bym miała ochotę” , ,,gdyby nie cukrzyca to bym mogła iść do koleżanki”. Smutno mi wtedy , bo wiem ,że córeczka staje się coraz bardziej świadoma ograniczeń jakie niesie ze sobą cukrzyca.

Ostatnio Natka zobaczyła na ,,fejsie” fotkę dexcoma. ,,Co to za dziwna pompa?” -zapytała. Wyjaśniłam jej co to i do czego służy i że trzeba mieć dodatkowe wkłucie,ale nie trzeba tak często kłuć paluszka. Zapytałam ,czy chciałaby mieć takie urządzenie. Odpowiedziała ,że tak. A jak spytałam dlaczego (myślałam ,że powie ,że będzie mniej kłuta) to moje dziecko odpowiedziało :,,ŻEBY NIE TRZEBA BYŁO KUPOWAĆ PASKÓW I ŻEBYŚ MOGŁA SPAĆ W NOCY JAK WSZYSCY MAMUSIU”… I jak tutaj się nie rozklejać ,kiedy małe dziecko własny komfort przedkłada na komfort rodzica? Szkoda ,że to takie drogie urządzenie. Szkoda ,że te sensory są takie drogie. Widzę ,że to super rzecz, bo człowiek widzi jaką tendencję mają cukry , czy będą spadać czy rosnąć, więc można uniknąć niepotrzebnego dopajania i co najważniejsze hipoglikemii. Zastanawiałam się nad wypożyczeniem takiego urządzenia. Zobaczymy , po świętach puszczę totka. 

W nocy cukry też różne. Ostatnio przy cukrze ponad 70 nie dopoiłam małej , pomyślałam sobie ,,a zaczekam , zmierzę za 15 -20 minut to zobaczę czy spada ,czy rośnie” , żeby niepotrzebnie nie podbijać cukru. Zasnęłam i obudziłam się po prawie 2 godzinach , bo tak nastawiony był budzik. Pierwsze co zrobiłam to sprawdziłam oddech , potem z duszą na ramieniu poziom cukru , na szczęście było 100. Nie cierpię nocy. Wiem,że piszę o tym często ,bo jest to jeden z większych problemów rodziców dzieci z cukrzycą. Ostatnio na TLC leciał program o nastolatku , który zapadł w śpiączkę z powodu hipoglikemii. Jego mama mówiła ,że nagle usłyszała w pokoju syna jakieś trzaski , jak weszła to miał on drgawki. Przewieziono go do szpitala , nikt nie wiedział , czy się wybudzi i jak hipoglikemia wpłynęła na jego mózg. Na szczęście młodzieniec się wybudził ,ale trafił na neurologię w celu dalszych badań. Ten ciągły strach. Szkoda ,że w insulinoterapii istnieje ciągłe zagrożenie hipoglikemią , to przerażające.

Mało świątecznie piszę , bo mam mało świąteczny nastrój. Czasem serce mi pęka ,kiedy widzę jak dzieci jedzą coś od tak sobie, bez niczego. Dla mnie to czasem dziwne, patrzę na dziecko i zastanawiam się ile bym musiała na to podać insuliny. Smutno mi też ,kiedy muszę przerywać małej zabawę w najlepszym momencie, bo trzeba zmierzyć cukier. Czasem biegam za nią po całym parku , bo boję się ,że zasłabnie ,a jak zniknie mi z pola widzenia to wpadam w panikę. Zazdroszczę innym mamom tego ,że mogą się wyluzować ,kiedy dzieciaki bawią się w najlepsze. Nie wiem jak dam sobie radę w przyszłości , kiedy Natka będzie chciała chodzić na imprezy , łazić beztrosko ze znajomymi po mieście. Boje się tego wszystkiego. Żal mi mojego dziecka, bo kiedyś to ona sama będzie musiała przejąć obowiązki ,,życia z cukrzycą”. Ludzie tłumaczą ,że przecież wtedy będzie starsza.A ja wiem swoje ,ja jestem dorosła i wiem jak ciężkie starania , ile pracy trzeba włożyć w prowadzenie cukrzycy. 

Tamtego dnia , kiedy zdiagnozowano moją córkę , umarła cząstka mnie – ta beztroska , radosna. 

Czuwam a Ty śpisz. Cukier 128.

Dzieci z cukrzycą typ-1 marzą o powrocie do zdrowia. Czy ktoś w końcu wynajdzie lek?

8 marca. Ta data wywołuje u mnie mieszane uczucia. Cieszę się szczęściem mojej córeczki , która już dwa dni temu zakomunikowała swojemu tacie ,żeby przygotował dla niej  prezent,bo niedługo dzień kobiet.

Dla mnie trzy lata temu 8 marca stał się jednym z ,,tamtych dni”.Nic na to nie poradzę ,że kiedy zbliża się ten dzień to ja widzę moją córkę na wielkim , szpitalnym łóżku , wychudzoną ,bladą , przerażoną , smutną z wielkim wenflonem na rączce do którego podłączone było urządzenie dawkujące insulinę. Wtedy nie było jeszcze penów, ale i bez tego moje dziecko płakało z przerażenia, kiedy pielęgniarka przychodziła mierzyć jej cukier. Mam ten płacz w uszach, nie pozbędę się go nigdy. Przerażona , mała 3-letnia dziewczynka krzycząca z przerażeniem w głosie ,,krew”. Potem jeszcze doszły peny, kolejny żal , ból i jej niedowierzanie ,,co jeszcze mnie czeka”. Płacz, krzyk ,wyrywanie się. Ten żal w małych oczkach, które zawsze wyrażały pewność siebie, hardości, ten błysk powoli gasł , w jego miejsce pojawił się żal, smutek , ból i strach. Natka myślała ,że już nie wróci do domku. Potem w domku myślała,że będzie jak dawniej, jak opuściliśmy mury szpitala Nataszka powiedziała ,,JESTEM WOLNA ,NAPRAWDĘ  ” i na nowo pojawił się ten błysk w oku . Niestety nie była…W upragnionym domu było nadal jak w szpitalu…Pierwszy domowy zastrzyk z insuliny , który ona odbierała jak napaść na swoją osobę przez ludzi , którym bezgranicznie ufała zgasił znowu filuterną iskierkę w jej oczkach.Widziałam w nich żal i pytanie ,,mamusiu , dlaczego mi to robicie”?

Nie pamiętam dokładnej daty dnia , w którym trafiliśmy do szpitala. 8 marca byliśmy już na diabetologii , wcześniej OIOM. Nie chcę zaglądać na datę na wypisie, nie chcę pamiętać kiedy dokładnie to było , wystarczy mi ,że 8 marca stał się odnośnikiem do tamtych wydarzeń. W tym dniu tata Natki przyniósł nam po bukiecie tulipanów do szpitala. Były piękne. Moje dosyć szybko się posypały , a te Nataszki bardzo długo stały niewzruszone. Nawet pielęgniarki zwróciły na to uwagę. Myślałam wtedy ,że to może jakiś znak ,że wszystko się ułoży ,że cukrzyca się cofnie. Jak to mówią ,,tonący brzytwy się chwyta”. Niestety to był tylko mrzonki.

 Czuję straszną pustkę , wielki smutek. Mam żal do świata ,że tak się stało. Dzisiaj jak wracaliśmy z dworu Nataszka zobaczyła gwiazdkę na niebie i nam ją pokazała. Powiedziałam ,,mam już życzenie” . Tata Natki dorzucił ,,ja też mam życzenie, jedno jedyne , niczego więcej nie chcę tylko tego”. Nataszka spytała ,,chcecie ,żebym nie miała pompy?” (CHODZI JEJ O BYCIE ZDROWĄ) . ,,Tak” odpowiedzieliśmy oboje. Nataszka dodała ,że pomyślała sobie takie samo życzenie. Może skoro tulipany zawiodły to GWIAZDKA pomoże? Czekamy na cudowny lek.