dentysta

Bal , Fiona , dentysta i ofiary losu.

Wczoraj był bal. Nataszka postanowiła przebrać się za Fionę , miała być to ogrowa Fiona jednak ostatecznie zdecydowała się na ludzką (po przemianie z ogra). Ubrałyśmy suknię i postanowiłam zrobić Natce makijaż. Nie chciała zielonej całej twarzy , więc pomyślałam ,że jej pomaluje oczęta  na zielono, podkreślę kości policzkowe itp. Okazało się ,że makijaż wyszedł zbyt mocny. Moje dziecko po przejrzeniu się w lustrze wykrzyknęło ..MAMO , WYGLĄDAM JAK TA CO NALEWA PIWO W SHREKU…”. Wybuchnęłam gromkim śmiechem, niestety porównanie było trafne , więc zawołałam śmiejącą się razem ze mną Natkę i powiedziałam ,że w takim razie lepiej będzie wymalować całą buźkę zielonym cieniem. Zgodziła się. Przebranie okazało się strzałem w 10 ,nikt nie miał problemu z rozpoznaniem postaci , w którą wcieliło się moje dziecię. Cukry były superaste, dopóki nie postanowiłam ustawić pompy na 10% i podać soku przy cukrze 102 i mega szaleństwie. Byłam przekonana ,że wszystko będzie ok. Niestety cukier po pól godzinie urósł do ponad 200. Podałam korektę ,ale cukier zbyt wiele nie zmalał.

Dopiero po balu doprowadziłam cukry do dobrego poziomu,ale co z tego jak do kolacji  córcia wyprosiła kilka orzeszków w lukrze (nie lubię dawać takich rzeczy na noc). Niestety o ok 1:00 w nocy cukier poszybował do ponad 300. Podałam korektę ,ale do rana pomimo korek cukier trzymał się powyżej 200. Zmieniłam wkłucie ,do tej pory gryzie mnie sumienie ,że nie zmieniłam tego kłucia w nocy , ale przy wysokim cukrze zanim nowe wkłucie zaczyna u nas funkcjonować musi upłynąć trochę czasu ,a tu byłam pewna że to wina orzeszków ,a nie wkłucia.  O 7:00 rano , ponad godzinę po zmianie wkłucia i podaniu korekty glukometr wskazał 236. Córcia była głodna.Postanowiłam ,że nie pójdziemy do szkoły dopóki nie doprowadzimy cukrów do porządku. Miałam jeszcze  do wyboru puszczenie głodnego dziecka z wysokim cukrem bez śniadania ,albo podanie śniadania na wysoki cukier i ryzyko wysokich cukrów przez cały dzień, wybrałam więc najlepsze w moim przekonaniu wyjście . Cukier spadł do 170 , mała zjadła śniadanie i poszłyśmy do szkoły na drugą lekcję.

Ku mojemu zaskoczeniu cukier znowu wybiło… Córcia napisała dwa sprawdziany ,które poszły jej tak sobie. Nie wiem ile było w tym winy wysokich cukrów i jej umęczenie (które widzę w jej oczach) ,ale nigdy nie wymagam od nauczycieli ,żeby małą mogła nie pisać sprawdzianów przy złych cukrach (oczywiście w granicach rozsądku). Przed ostatnią lekcją cukier ładnie się ustabilizował i ostatni sprawdzian w tym dniu poszedł memu dziecku śpiewająco. 

Kiedy wracałyśmy ze szkoły ja MATKA POLKA objuczona dwoma plecakami (jeden ze szkolnymi rzeczami, drugi z cukrzycowymi) i pokaźną torebką ,w której jest wszystko trochę się zdziwiłam ,że torby wydały się jakby lżejsze. Podzieliłam się z Natką tymi spostrzeżeniami na co ona :,,Wiesz co mamo zużyłam na plastyce kilka wacików, więc może dlatego torby są lżejsze…” , uśmiałam się znowu dzięki mojej perełce. 

Na 16:30 mieliśmy dziś wizytę u stomatologa. Na ostatniej wizycie okazało się ,ze mamy 3 ubytki do zrobienia. Smutno. Może gdyby nie te nocne hipo  zęby mogłyby być w lepszym stanie. Staram się manewrować bazą , ale nie zawsze wychodzi. Natka starała się być taka dzielna, jak to ona potrafi. Wiem ,że robi to dla mnie ,bo trzymając ją za nóżkę widziałam jak kątem oka zerka na mnie i zdaje się zadawać pytanie ,,Jestem dzielna , prawda mamo?”. Dodatkowo na poprzedniej wizycie okazało się ,że może zabraknąć miejsca na 3 ,bo córcia ma za dużą przerwę między ząbkami i że prawdopodobnie skończy się na konieczności przecięciu wędzidełka i wdrożeniu do leczenia aparatu stałego.Koszty jak dla nas ogromne ,ale czego nie robi się dla dziecka ,bardziej boję się jej ewentualnego bólu i cierpienia związanego z tymi zabiegami.  Mam stracha. Po tamtej wizycie jechaliśmy na lodowisko , ja pierwszy raz od kilku lat pomalowałam sobie rzęsy i oczywiście poryczałam się tak ,że moje oczy wyglądały jak oczy pandy. Do tego okazało się ,że tata Natki miał uwaloną twarz w ketchupie, więc śmiałam się ,że gorszych niemot dzisiaj nie widzieli. 


 

Mikołajowe przygotowania wśród zęba borowania :)

Wczorajsza noc tak jak przypuszczałam do najłatwiejszych nie należała. Cukier spadał sobie powolutku ,a ja położyłam się koło córci i byłam pewna ,że poczuwam jeszcze przynajmniej do 2:00 i nie zasnę, więc budzik ponastawiałam na późniejsze godziny. Zerwałam się w nocy z duszą na ramieniu , patrzę a tu 2:30… Słabo mi się zrobiło ,bo najnormalniej w świecie zasnęłam i przespałam sobie w najlepsze 2 godziny!!! O zgrozo , płakac mi się chciało, od razu sprawdziłam ,czy mała oddycha i szybko sięgnęła po glukometr. Cukier-47!!!! BOŻE , dziękuję Ci ,że obudziłam się. Podałam córci sok i tak mocno się do niej przytuliłam , gładziłam ją po główce i mówiłam do niej. Byłam strasznie roztrzęsiona. Dwukrotnie dopajałam Natuśke w nocy.

Dzisiaj Natce nie chciało się wstać do przedszkola, nie dziwię jej się , bo przypuszczam ,że po nocy z takimi wahaniami cukru to organizm był najnormalniej w świecie zmęczony. Sama też byłam zmęczona.
Na 14:30 umówieni byliśmy u stomatologa, bo Natuśka miała dziurkę w zębie. Mała nigdy nie przepadała za dentystą, pewnie dlatego ,że bardzo wcześnie musiała leczyć sobie ząbki, które pomimo tego ,ze nie jadła słodycz to strasznie jej się posypały , szczególnie na górze , bo na dole to te dwa ostatnie były leczone. Góra w zasadzie nie istnieje. Dzisiaj Nataszka starała się być dzielna, nie chciała siadać sama na fotel ,wolała z Pawłem. Troszkę się wyrywała ,ale pani pomoc ją pogładziła po policzku i mówiła do niej ciepłym głosem i maluka się uspokoiła. Tak mi jej żal było ,ale mus to mus. Przynajmniej nie będzie jej ten ząbek bolał. W nagrodę dostała malutkiego konika i wszyscy byliśmy z niej dumni. Kontrolna wizyta za dwa miesiące. Pani doktór mówiła ostatnio ,że Nataszka ma w bardzo dobrym stanie (odpukać) dziąsełka. Chociaż tyle. Staramy się pilnować ,żeby myła ząbki regularnie, zresztą sama tego bardzo pilnuje (chyba nawet bardziej niż my) i płuka buźkę płynem elgydium dla dzieci , używamy pasty elmex ,albo elgydium. Po dentystce obiecany McDonalds i ,,szczęsliwy posiłek”. Potem eskapada po sklepach , czasem fajnie tak pochodzić, pooglądać co w sklepach piszczy.
A potem powrót do domku i przygotowania na Mikołaja. Więc babeczka i mleko na parapecie (oczywiście sama zainteresowana prezentami najchętniej powyższą babeczkę by skonsumowała, ale czego się nie robi dla Mikołaja). Dzisiaj mocno wieje ,więc w łazience nawet rury się ruszały. Natasza się wystraszyła, ale Paweł jej powiedział ,że to Mikołaj jeździ saniami i daje dzieciakom prezenty , więc Nataszka szybko umyła ząbki i połozyła się spać. Zmierzyłam cukier -60. Dopoiłam ją (chociaż już miała nadzieję na Mikołajową babeczkę). Teraz sobie śpi.
Nie wiem czy jutro nie wybierzemy się do lekarza, bo wokół wkłuć porobiła się jej jakby wysypka, takie czerwone chrosteczki. Posmarowałam kremem ,ale nie wiem od czego to jest. Mam nadzieję ,że to nie żadne uczulenie na insulinę. Pooglądam to i w razie czego to będziemy musieli jeszcze prze świętami jechac do diabetologa, bo jakoś tak średnio wierzę ,że w zwykłej przychodni jej pomogą.
Jutro Mikołaj. Wiem ,że nie powinniśmy tego robić ,ale paczka ze słodyczmi też zrobiona. Parę takich pierdołek. Będzie sobie dobierała do posiłku.
Cukier 169-coś za bardzo rośnie, pewnie kolacja wybiła, mogłam jednak nie zatrzymywać bolusa przedłużonego… Puściłam delikatną korektę i muszę kontrolować. Ale by się przydały sensory do stałego monitorowania cukru, ciekawe tylko czy Natka by chciała nosić dwie rzeczy jednocześnie?…