kontrola

Znowu koszmarne cukry. Jakiś czas był spokój , ale za dobrze by nam było. Podwyższyłam bazę i nie szczędzę insuliny. Teraz cukier 91 . Trochę za nisko według mnie jak na noc , jak będzie mieć tendencję spadającą to podam trochę soku i zmniejszę bazę.                                                                                                                          Średnia z glukometru wywołuje u mnie poczucie winy i wściekłość. Jakoś tak wysokie cukry mnie wyprowadzają z równowagi. Wiem ,że dzieje się coś złego istocie ,którą kocham ponad wszystko. Jestem zła, na siebie, że nie mogę tego wszystkiego wyregulować ,ogarnąć , na córcie ,że chce coś zjeść a ma wysoki cukier, albo kaprysi przy jedzeniu ,a insulina podana ,a ja muszę kombinować (co nie zawsze jest dobre dla cukrów). Wiem ,że to nie jest niczyja wina , tylko cukrzycy ,ale czasem nie wyrabiam. Wtedy najczęściej wychodzę z małą na dwór. Żeby ona nie myślała o jedzeniu ,a ja żebym nie zamartwiała się cukrami.                                                    Cukrzyca. Wątpię ,że ktoś znajdzie na nią lek i wybawi od niej ludzi. Czytam wpisy mam ,których dzieci od niedawna chorują i czuję ogromny smutek. Czemu tak musi być? Kolejna mała istota została SKAZANA na coś czego nawet dorośli nie potrafią ogarnąć. Współczuję rodzicom , którzy do tej pory martwili się zapewne pierdołami , które teraz wydają im się takie błahe i nic nie znaczące. Teraz prym wiedzie ona-CUKRZYCA. Ona dyktuje warunki , nie ma od niej urlopu ,przerwy. Te straszne początki , kiedy niektórzy jeszcze nie zdają sobie sprawy ,że tak już będzie zawsze. Wyjście ze szpitala i BUUUUUM. Za szpitalnymi ścianami też są ograniczenia , też trzeba robić zastrzyki , mierzyć cukier, czekać na posiłki. Za wysoko-źle ,za nisko-jeszcze gorzej. 

Widziałam nowe zachorowania u dzieciaków jak byłam na badaniach kontrolnych. Byłam na sali z dwoma chłopcami w wieku 8 i 10 lat. Dzieli mali chłopcy. W ich głowach tliła się iskierka nadziei ,że to tylko w szpitalu ,że przecież w domu będzie tak jak kiedyś. Ich mamy , które zgrywały przy nich twardzieli , a jak tylko zamykały się za nimi drzwi to ryczały. Podziwiam je ,że nie płakały przy chłopcach. Te tłumaczenie dzieciakom ,że w domu będzie tak jak w szpitalu. Tak chyb a jest zawsze ,że po zachorowaniu robi się wszystko zgodnie z wytycznymi , dopiero potem kolejno padają poszczególne mity , kolejne zakazane owoce zostają na nowo poznawane. Pizza, hamburger, lody ,słodycze, podjadanie między posiłkami. To wszystko było kiedyś na wyciągnięcie ręki , teraz trzeba nauczyć się tak dawkować te przyjemności ,żeby nie zaszkodziły dziecku.                                                                                                                                                                                      Mam przed oczami jednego z chłopców. Strasznie płakał ,długo utrzymywał mu się wysoki cukier , był bardzo głodny ,a nic nie mógł jeść. Wiedziałam w czym tkwił problem -nosił on nazwę PARÓWKI. Powiedziałam o moich podejrzeniach mamie chłopca, sceptycznie do tego podeszła, bo skoro pielęgniarki pozwalają? Dopiero jak kolejny raz cukier po nich urósł to chyba zrozumiała na czym rzecz polega, że parówki ,,lubią” wybijać , i podawanie ich na noc nie jest dobre. Pamiętam ich spojrzenia jak Nataszka żuła gumę. Oczywiście taką bez cukru, poczęstowała chłopców. Oni tak bardzo chcieli ją żuć , poczuć odrobinę słodyczy ,ale rodzice nie bardzo wiedzieli co robić ,bali się ,że guma podniesie cukier. Jak wolałam nie ingerować za bardzo ,bo bałam się ,że cukier wybije po czymś innym ,a oni będą mieć niewypowiedziane pretensje. Ciekawe co u nich. Jak dają sobie radę  ? Jakie maja cukry? Czy ich mamy jeszcze szperają po internecie w nadziei ,ze znajdą lek. 

Cukier-59!!! Podałam soku , zmniejszyłam bazę. Ciekawe co to będzie. Tu nigdy nie ma pewności, może spaść ,urosnąć ,albo pozostać na stałym poziomie. 

Rano zmieniliśmy wkłucie ,bo cukier 209… choć w  nocy utrzymywał się na poziomie 150 ,130-nie jest to super wynik ,ale ja też czasem potrzebuję pospać bez nerwów i strachu. Nataszka była dzielna.. Po zdjęciu córci starego wkłucia wypłynęła z niego krew. Nie wiem jakim cudem działało w miarę ok. przez te 2 dni?   Wiem natomiast , że robienie wkłucia jednak boli ,bo sama raz sobie je zrobiłam. Samo wkłucie nie bolało ,ale po kilku sekundach poczułam coś w rodzaju ,,rozrywania” tkanek. Z  czystym sumieniem powiem,że do przyjemnych to nie należy. 

Musimy zmienić miejsce do robienia wkłuć ,bo pupa jest w opłakanym stanie. Brzuch odpada. Nóżka kiedyś nas zawiodła, raczka zawiodła nas ostatnio (chociaż wcześniej cukry były przy wkłuciu na rączce super. Teraz jednak jak jest gorąco to wystawianie wkłucia i drenu na słońce może nie być najlepszym pomysłem?

Dziecko z cukrzycą MUSI być pod ciągłą kontrolą.

Nataszka nie chce coś chodzić do przedszkola. W tym roku jeszcze nie musi chodzić regularnie ,ale boję się co to będzie za rok? Nie wiem co ją zraziło do przedszkola, ostatnio mi powiedziała ,,co ja poradzę na to ,że lubię się wyspać…” Może to tylko to.

Dzisiaj zabrałam się za kontynuację porządków przedświąteczynych, cel-łazienka. Porządki rozpoczęłam oczywiście od pomiaru cukru-
11:34-cukier 187 -dosyć wysoko , ale nie dawałam korekty, bo było dużo aktywnej insuliny. Zabrałam się za porządki. Oczywiście co jakiś czas standardowo pytałam moją córcie jak się czuję ,a ona odpowiadała ,że dobrze. Po ponad godzince słyszę jak Nataszka idzie do mnie, obija się o ściany i woła ,,mamo , nie mogę iśc ,nogi mi się uginają”. Wybiegłam z łazienki, pociągnęłam ją w stronę pokoju, dałam jej szybko soku i zmierzyłam cukier a tam 38!! Wynik skontrolowałam na drugim glukometrze a tam -34!! Była 12:44.
Dosłownie 5 minut wcześniej mój tata pytał jej co robi i jak się czuje ,a córcia mu powiedziała ,że się uczy i żeby poszedł do siebie. Martwię się ,że mała nie odczuwa niskich cukrów odpowiednio wcześnie. A dzisiaj miałam kolejny dowód na to ,że zawsze trzeba być czujnym. Dziwi mnie to ,że moja córeńka przy tak niskim cukrze praktycznie normalnie funkcjonuje, chociaż zdarzyło się,że przy podobnym cukrze zaczęła zasypiać… Na szczęście była jeszcze świadoma i wystarczył sok ,ale najadłam się strachu , ona pewnie też. Dobrze ,że dzisiaj do mnie przyszła i mi powiedziała ,że coś z nią nie tak.
Nieco ponad godzina i z wysokiego cukru spadła tak nisko. I jak tu ograniczyć ilość pomiarów?????
Później już cukry wysokie, nawet za bardzo. Pewnie dlatego ,że po takich sytuacjach, które (nie ma co się oszukiwać) bezpośrednio zagrażają zdrowiu ,a nawet życiu – zazwyczaj podaję insulinę jakby ostrożniej , takie sytuacje wzmagają moją czujność i strach. Nobel dla tego kto wymyśli insulinę, która będzie się dezaktywować np. przy cukrze 80. To by była rewolucja w leczeniu cukrzycy ,bo w wynalezienie leku i całkowite wyleczenie jakoś uwierzyć czasem nie mogę, chociaż usilnie tego pragnę i o niczym innym nie marzę. Dziwi mnie jednak ,że nadal w mej podświadomości tli się ta nadzieja , ,,a może mojemu dziecku się uda i jutro wstanie zdrowa” , chyba ta absurdalna nadzieja pomaga mi z tym wszystkim nie zwariować.

Co do rozwolnienia,które męczyło moją córeczkę ,a na które pani doktór zaleciła dietę i dicoflor , które to za bardzo nie pomagały , to ja zaaplikowałam jej nifuroksazyd i wszystko przeszło po JEDYM dniu (oczywiście odpukać). Niby tabletki i kapsułki przeznaczone są dla dzieciaków od 6-go roku życia, ale kupiłam ENDIEX ,(nifuroksazyd w kapsułkach) ,otwarłam kaspułkę , wysypałam proszek na łyżeczkę ,wymieszałam z wodą i wyszło prawie jak zawiesina dla dzieci.
Swędzącą skórę mocno nawilżam (teraz stosuję ziajkę -do mycia ciała i krem do pielęgnacji dzieci i niemowląt , oraz nivea krem SOS=do bardzo wysuszonej skóry-on pozostwia taki tłusty film na skórze, który jakoś moja córeczka zaczęła tolerować-przedtem nie było mowy o niczym tłustym na jej skórze, kazała sobie zdejmować. Jeszcze mam zamiar dokupić krem do pielęgnacji dzieci- też nivea).

Dziewczynkom rosną cycki…

Kolejny dzień za nami. Dzisiaj z trudem wygramoliłyśmy się z domu do przedszkola. Paweł miał wolne ,więc z samego rana zmieniliśmy wkłucie ,bo znowu przez noc zebrały się bąbelki powietrza, zmieniliśmy też w razie co baterię.Nataszka bardzo dzielnie zniosła wkłucie, tylko lekko syknęła… Obiecałam jej za to konika Filly , są teraz w Biedronce po 4.99 , drugi miał zostać kupiony po zdjęciu starego wkłucia.
Po śniadaniu znowu górka… Korekta jednak szybko zadziałała.
Dzisiaj uśmiałam się z dzieciaków. Nicoletta namalowała obrazek i zaniosła go Pani z informacją,że jest to siłacz. Pani powiedziała, że duży i silny ten siłacz i czy dzieciaki wiedzą -czemu on jest takji postawny i ma taką siłę. Dzieci odpowiedziału ,że dlatego ,iż dużo je. Pani podłapała temat i mówi im jak to od owoców, warzyw i mięska rosną mięśnie , rozbudowuje się klatka piersiowa. Na to wszystko Kacperek dorzucił od siebie- a dziewczynkom rosną cycki!! Roześmiałyśmy się z Panią. Bądź co bądź młodzień miał rację…

Mieliśmy też w przedszkolu wizytację sanepidu , pośmiałam się przednio widząc niektóre Pani w tych ochronnych czepkach na głowach jak podawały dzieciakom jedzenie (oczywiście pierwszy raz te czepki widziałam). Kiedy mierzyłam Nataszce w sali cukier akurat pani z sanepidu wchodziła do sali. Odruchowo schowałam glukometr… Przestraszyłam się,że będą jakieś kłopoty , bo nie mam tego czy srego (przepraszam za słowo) ,ale w takich sytuacjach nigdy nie wiadomo czego taka osoba może się uczepić.
Po przedszkolu zakup obiecanych koników. Radość dziecka -bezcenna!!! Potem chwilka w domu i Nataszka posżła z tatą do Maciusia, Miałam w planach odespać trochę nocki ,ale postanowiłam wymienić w szafce Nataszki letnią garderobę na cieplejszą. Ojjjjj robi się coraz zimniej… Ciekawe jaka będzie zima? Obawiam się jej trochę , bo cięzko zimową porą na sankach mierzyć cukier, potem ewentualnie dostać sie do pompy ,albo dopajac dziecko na mrozie…