NISKI CUKIER

Panika w szkole.

Znowu szkoła.Znowu chodzimy razem. Natka jest w klasie ,a ja grzecznie siedzę sobie na dole przy dyżurce. Jest lepiej niż w przedszkolu, bo chociaż mam do kogo  od czasu do czasu zagadać i panie są bardziej przystępne i wyrozumiałe. Zauważyłam ,że wychowawczyni Nataszkowa troszkę mnie unika , pewnie boi się ,że zapytam o to czy jest jakaś szansa na to ,żeby bardziej zaangażowała się w sprawę Nataszki. Wiem ,że nie unika odpowiedzialności, tylko bardzo się boi. Wiem jak to jest. 

Wczoraj w szkole Natka spanikowała. Dzwoniła do mnie z góry ,że ma cukier 119 ,a ja ,że chciałam wyjść na chwilę ze szkoły i chociaż zrobić jakieś zakupy kazałam jej ,żeby wypiła trochę soku. Takie zabezpieczenie przed niskim cukrem , które okazało się niepotrzebne. Zadziałałam tak ,bo ostatnio mała miała tendencje do spadków, baza na 50%, mniejsze dawki insuliny i cukry były spoko. Poszłam sobie do biblioteki wypożyczyć coś do poczytania (w końcu mam sporo czasu) , potem zaszłam do sklepu. W sumie miałam wrócić na przerwę do szkoły  ,ale że ćwiczymy ,,działania bojowe” z telefonem w terenie postanowiłam sprawdzić jak to będzie. Miałam już dzwonić , bo była przerwa , ale ubiegł mnie telefon od córeczki. W słuchawce usłyszałam ,,mamo mam cukier 249 , przyjdź szybko, bo boli mnie brzuch , źle się czuję”. Nie spanikowałam , poprosiłam ,żeby jeszcze raz zmierzyła cukier. Nie mogłam się dodzwonić do Natki ,więc trochę się zaniepokoiłam , w końcu odebrała-kolejny pomiar 229 , nakazałam dać korektę i powiedziałam ,że ma iść na lekcję ,a ja już idę. Byłam przekonana ,że córcia jest na sali gimnastycznej  z panią ,więc nie biegłam. Zatrzymałam się jeszcze przed szkołą , poczytałam jakie są organizowane zajęcia w pobliskim ,,klubie mieszkańca” i weszłam na teren szkoły. Moim oczom ukazała się wychowawczyni , której wyraźnie ulżyło , siedziała z Natką na jednej ławce, a na drugiej części korytarza na ławeczkach siedziała  reszta klasy. Wychowawczyni zaczęła opowiadać ,że Natka jej mówiła ,że jest jej słabo, drży, boli ją brzuch , jest jej niedobrze i to może być już kwasica. Powiedziała pani ,że potrzebuje wypić szklankę wody z cytryną (ale ona jest mądra) .a że wychowawczyni takowej nie miała to chyba sama się nakręciła. Wytłumaczyłam ,że nie ma możliwości,żeby mała miała kwasicę ,bo nawet gdyby glukometr zaniżał to cukier za krótko był wysoki. Natka jednak spanikowała. Dodam ,że jak tylko mnie zobaczyła to wszystko minęło i  była gotowa do uczestnictwa w zajęciach wychowania fizycznego , pani jednak kazała nam iść do domu… Chyba miała dość. Od razu zapytała o glukagen. W zeszłym roku zabrałam i nie doniosłam, brawo dla pani. Powiedziała nam też ,że nazajutrz jej nie ma i zajęcia będą z inną panią ,więc jak coś to nie musimy przychodzić. Ja nie będę sterczeć pod dyżurką ,a inna pani nie będzie się stresować. Zażartowałam ,że w takim razie przyjdziemy. Wracając do domu wytłumaczyłam Natusi ,że nie musi się bać ,że wszystko jest ok. Zapytała tylko czemu przy wysokim cukrze drżała tak jak przy niskim. Tego nie wiedziałam. Ostatnio często mierzę jej cukier ,bo twierdzi ,że jej słabo ,a cukier jest w normie. 

Ostatecznie nie poszłyśmy dziś do szkoły. Całą noc walczyłam z wysokim cukrem (ponad 300). Nie wiem co było przyczyną, czy zbyt tłusta kolacja (zapiekanki z kiełbaską i serem żółtym) , czy wkłucie ,które ostatecznie zostało zmienione ,ale na tym nowym  cukry też nie zachwycają i zastanawiam się nad zmianą i tego wkłucia. Tylko tak bardzo szkoda mi tego pokłutego ciałka z licznymi ledwie zagojonymi rankami. Natka stara się być dzielna przy wkłuciu , ale widzę ile to ją kosztuje. Zawsze pyta, czy naprawdę już trzeba zmieniać.Nigdy nie wiadomo , czym spowodowane są wysokie cukry. Może znowu ma jakieś chwilowe (mam nadzieję) zwiększone zapotrzebowanie na insulinę, może za mało ruchu miała , może wkłucie natrafiło na naczynko , może insulina zła… Itp , itd. 

Na śniadanko zrobiłam Natce chlebek z chudą wędlinką i ketchupem , na pytanie czemu  je osobno szyneczkę ,a potem chlebek Natka odpowiedziała ,że to dlatego ,że jest wegetarianką i je tylko małą ilość mięsa… 

 

DZIECKO W SZPITALU? NA SZCZĘŚCIE NIE TYM RAZEM :)

W końcu dopadły nas ketony. Stało się to w piątek  13- lutego. Nieźle się wystraszyłam jak zobaczyłam na pasku testowym ketony na +++ , już w zasadzie zaczęłam pakować się do szpitala. Ale zacznę od początku.

W tłusty czwartek Natka zjadła pączusia, jak wszyscy. Cukry i samopoczucie ok. Na kolację zażyczyła sobie chlebek z masełkiem i jakiś czas po kolacji zaczęła narzekać na ból brzuszka. Myślałam ,że może wypiła za dużo. Masowałam jej brzuszek ,aż w końcu usnęła. Pomiar cukru o ok. 00:00 wykazał konieczność dopojenia małej ,więc podałam jej soczek. Nagle po wypiciu tegoż napoju wszystko wróciło na zewnątrz. Praktycznie cała zawartość kolacji. No i mamy problem. Cukier niski , mała wymiotuje… Zrobiłam ciepłe  herbatki, jedną posłodziłam cukrem, druga została gorzka i powoli podawałam 3 łyżeczki słodkiej po czym 3 łyżeczki gorzkiej. Niestety po jakimś czasie herbatka też wracała ,ale na szczęście cukier z niej musiał się wchłaniać ,bo poziom glukozy na glukometrze zwiększał się. Ponieważ okazywało się ,że jednak cukier nadal spada, zatrzymałam pompę i dopajałam mała powoli herbatami (na zmianę). Herbatka musiała być bardzo ciepła, więc co chwilkę robiłam świeże, chłodniejsze szybciej powodowały wymioty.Już wtedy zastanawiałam się nad tym ,żeby jechać do szpitala ,ale postanowiłam się wstrzymać. Na szczęście wymioty przeszły, cukier urósł ,ale bałam się włączać bazę. Ponastawiałam budziki i poszłam spać o ok: 4:00 nad ranem. Obudziłam się rano , mierzę cukier ponad 300 ! Myślę sobie ŚWIETNIE, niech jeszcze będą ketony w moczu i mamy komplet. Mała zrobiła siku–>mierzę paskami, ketony na 3+. Oczywiście wpadłam w panikę , zrobiłam małej herbatę z cytryną, bałam się ,że znowu będzie wymiotować po takim koktailu ,ale myślę spróbuję. Niestety zwymiotowała. Oczywiście w międzyczasie poszła SOLIDNA KOREKTA , pewnie jeszcze więcej bym podała insuliny ,ale bała się znowu wymiotów i za niskiego cukru. Wróciłam do pojenia małej malutkimi porcjami gorzkiej herbaty. Niestety nawet te małe ilości wywoływały odruch wymiotny. Tata małej szukał numeru na oddział diabetologiczny ,żeby dowiedzieć się co robić , ja strasznie panikowałam. W pamięci miałam kwasicę ketonową , którą już raz moje dziecko przeszło (przy rozpoznaniu). Po chwili w przypływie zdrowego rozsądku pomyślałam ,że przecież przy wymiotach też pojawiają się ketony , a cukier ponad 300 nie utrzymywał się na tyle długo ,żeby doprowadzić do kwasicy. Pozostawał jeden problem. W organizmie były ketony , które wywoływały odruch wymiotny ,a mała średnio chciała pić . Kolejny pomiar ketonów wykazał ich spadek , cukier pokazywał nadal ponad 300 . Ze strachem podawałam kolejne korekty ,ale wiedziałam ,że nie mam wyjścia, bo wytworzyła się odporność na insulinę , którą spowodował brak bazy i ketony.W końcu cukier zaczął spadać. Insuliny podałam tyle ,że normalnie cukier spadł by o 600. Nagle moje dziecko zażyczyło sobie gazowanej wody mineralnej o smaku owoców leśnych z cukrem. Mała zaczęła pić tą wodę drobnymi łyczkami i ku mojemu OGROMNEMU ZDZIWIENIU  nie zwymiotowała jej. Owszem odbijało jej się ,ale zawartość zostawała w brzuszku. Kolejne pomiary ketonów pokazywały ,że jest ich coraz mniej. Nie wiem jak dałyśmy radę to pokonać. Wszystko dzięki mojej córeczce, która robiła to o co ją prosiłam ,jestem z niej taka dumna. Oczywiście w tym samym dniu poszliśmy do lekarza, lekarka zaleciła dietę i obserwację ,a jeśli wymioty by się powtórzyły to mieliśmy jechać do szpitala. Na szczęście (odpukać) w nie było już niemiłych niespodzianek. Nataszka nic nie jadła już w piątek. Bała się . Piła tylko herbatkę i tą smakową gazowaną wodę mineralną (której osobiście nikomu nie polecam przy wymiotach i nie wiem jakim cudem małej po niej nic nie było , w każdym razie po całej tej aferze Natka powiedziała ,,ta woda postawiła mnie na nogi” . Cukry w granicach 140 , nie obniżałam nic a nic ,bo bałam się znowu hipo. 

Poniedziałkowa wizyta kontrolna potwierdziła ,że z brzuszkiem już ok. Więc dzisiaj poszliśmy pierwszy raz po feriach do przedszkola. Nataszkowemu leniuszkowi nie bardzo się chciało ,ale potem była już w miarę zadowolona. W miarę ,bo jest dwóch chłopców ,którzy jej dokuczają . Starają się ją zaczepiać ,żeby ona brała udział w ich przepychankach ,a Nataszka po kilku poważnych rozmowach wie ,że nie powinna wdawać się w takie aferki , więc w tej chwili jest pokrzywdzona. Pani zwraca uwagę chłopakom ,ale widocznie to nie wystarcza. 

ŚNIEŻNE SZALEŃSTWA

Wczoraj i dzisiaj w końcu Nataszka mogła poszaleć na śniegu.

Wczoraj ja byłam z nią za śnieżnych zabawach. Spakowałam sok, dextro do torebki ,a glukometr do wewnętrznej kieszeni w kurtce. Natka pozjeżdżała na sankach, ulepiłyśmy bałwana , porobiła różne przewroty na śniegu, wszelkiej maści orzełki , aniołki ,a nawet ośmiornice w trakcie tej zabawy  śmiała się w głos ,a ja razem z nią. Przyszły też inne dzieciaki ,więc miała kompanów do zabawy. Niestety nie obyło się bez przykrego incydentu. Otóż córcia podbiegła do mnie ,że chce jej się pić, od razu sięgnęłam po glukometr , tam 43 , podałam jej sok, dextro i cukier szybko wrócił do normy. Przed wyjściem na śnieżne szaleństwo cukier wynosił ponad 140 , mogłam sprawdzić wcześniej , ale nie spodziewałam się takiego wyniku. Ale w sumie w cukrzycy niczego nie można być pewnym. Widocznie ustawiona baza jest odpowiednia na domowe leniuchowanie ,a na ruch już nie bardzo. Po powrocie do domu cukier był bardzo dobry -126. Chciałam jeszcze zabrać córcie na śnieg ,ale już jej się nie chciało , wybiegała się przez te 2 i pół godziny , potem chciała pooglądać sobie coś na komputerze. Cóż ja bym chętnie poszła z nią na dwór ,ale w sumie nie ma co przeginać.

Dzisiaj z Natką na sanki wyszedł tata. W planach mieliśmy wyjść wszyscy razem ,ale cóż zapomniałam wczoraj wyjąć mięsko na obiad , więc zostałam zmuszona ,żeby zostać w domu i coś upichcić dla powracających z mrozu. Nata zaczęła śnieżną przygodę od cukru 180 (miała niższy ,ale dałam jej kawałek jabłka pamiętając wczorajszy spadek). Po powrocie opowiadała mi jak to się przewróciła, uderzyła głową o śnieg, że płakała i ,,czemu mnie tam nie było”. Przytuliłam ją i powiedziałam ,że nic się nie stało. Tata Natki powiedział ,żeby zmierzyć jej cukier, bo co jakiś czas ją dopajał nie wiedząc jaki ma cukier (rączki przemarzły i nie chciała wypłynąć potrzebna kropelka krwi). Zmartwiłam się , myślałam , że będzie hiper ,a tu piękne 129. Okazało się jednak ,że i tym razem mała miała hipo. Muszę pozmniejszać bazę w niektórych miejscach , boję się ,że znowu przez to będą wysokie cukry ,ale jeszcze bardziej nie podobają mi się te hipo. 

Nocki nie są złe , ale też muszę w niektórych miejscach poodejmować insulinę w dawce podstawowej , może spróbuję dzisiaj jak będzie wyglądała noc z bazą 90%. 

Nataszka z tatą są u znajomych. Ja zostałam w domu , postanowiłam trochę odespać ,bo wiadomi jak bardzo brakuje snu opiekunom małych diabetyków.  

ZDROWIE WRÓĆ…..

ZNOWU!!!!!!Tym razem ,bo przeglądałam książki dotyczące cukrzycy. Bo przed zmianą zmianą wkłucia cukier dużo za niski ,a po zmianie cukier za wysoki. Bo miejsca po wkłuciu nie chcą się goić. Bo ta choroba jest na ZAWSZE, nigdy nie odpuści. Bo tej choroby nikt nigdy nie wyleczy. Bo insuliny nie można podać w tabletkach . Bo trzeba kłuć palce. Bo zmiany poziomów cukru źle wpływają na samopoczucie dziecka. Bo córka nie może jak zdrowe dzieci spontanicznie zjeść loda. Bo nie może spontanicznie wskoczyć do wody. Bo jej życie jest uzależnione od fiolki z insuliną. Bo ma pokłute paluszki u rączek i nóżek. Bo nie może zostać sama w przedszkolu. Bo nie może sama posiedzieć przed blokiem. Bo boję się nocnej hipoglikemii i nie śpię po nocach. Bo boję się o jej przyszłość ,jak ona sobie sama da radę. Bo zawsze będzie miała trudniej niż inni. Bo boję się ,że nie będzie akceptowana. 

Córka jest wszystkim co mam, nie potrafię przeboleć tego ,że zachorowała. Muszę się wypłakać , wyżalić. Nie ma do kogo. Każdy ma swój świat i swoje problemy. 

Znowu dół. Dzisiaj Nataszka poszła na działkę do znajomych. Był też jej kolega ,który podobno   jak nikt nie widział to  bił ją i wyzywał ,bo pewnie chciał popisać się przed nową koleżanką. Wiem na 100% ,że to ta inna dziewczynka go namawiała, bo inaczej tak by się nie zachowywał. Nataszka jest bardzo za nim. Moje dziecko potrafi bardzo ładnie bawić się z wszystkimi dziećmi , ale nie ma czegoś takiego jak instynkt samozachowawczy. Ktoś będzie jej dokuczał ,a ona i tak pójdzie za nim jak ćma do żarówki. Nic nie pomoże to ,że się sparzy . Bardzo szybko zapomina wyrządzona jej przykrość. Moim zdaniem to nie jest dobre ,bo w przyszłości ludzie mogą ją uważać za naiwną i wykorzystywać. Rozmawiam z córcią na ten temat. Szkoda ,że mnie tam nie było , bo bym sobie dopilnowała małej. Ale jak to mówią ,,oliwa zawsze sprawiedliwa”. Już kiedyś różne dzieci  namawiał innych przeciwko Nataszce i potem zostawały same jak palec , i szukały kontaktu z małą. Natka wkurza mnie ,bo ja na jej miejscu nie chciałabym się bawić  z nimi ,a ona chce. Uparta jest ,ale nie zawsze tam gdzie powinna. Martwię się ,że może to przez chorobę chce być na siłę przez wszystkich akceptowana????? 

KONTROLNE BADANIA DZIECKA Z CUKRZYCĄ CZĘŚĆ-1. C

Zacznę od początku.
Jak ogólnie wiadomo , badania w szpitalu muszą się odbyć. Z tego co zaobserwowałam to trwają one od 3 do 4 dni. Szczerze mówiąc uważam ,że wszystkie badania mogą odbyć się w ciągu doby ,ale rozumiem ,że lekarze chcą ,,poprzyglądać się bazie”.

Naszą przygodę z badaniami rozpoczęłyśmy w czwartek. W tym dniu nic oczywiście się nie odbyło. Jedyną rzeczą ,która mnie zaniepokoiła to było mierzenie cukrów teoretycznie odbywało się to 15 minut przed posiłkiem ,ale przy pełnym pacjentów oddziale między zmierzeniem cukru a jedzeniem posiłku mijało nawet 45 minut!!! Dla mnie to gruba przesada, ponieważ moje dziecko w tym czasie mogło już mieć o wiele niższy cukier niż przy badaniu. Ale cóż , w końcu byliśmy wśród fachowców.
Do tego insulina podawana w bolusie prostym , zanim dziecko zje. Hmmm ,dla mnie sprawa dyskusyjna ,ale robiłam co mi kazali.
Przed pójściem spać dostaliśmy dwa pojemniki na mocz-jeden mały, drugi duuży (dobowa zbiórka moczu).
W nocy przy cukrze 67 nie podano córci nic, ale cukier zmierzono po 15 minutach. Niby urósł do 74 ,więc wszysko było dobrze. Wiem ,że może jestem przewrażliwona, ale nie przepadam za tak ,według mnie niskimi cukrami w nocy, więc sama na własna rękę podałam dziecku odrobinę soku (następny pomiar w szpitalu miał być za jakieś 2 godziny ,a bazę mamy też dosyć solidną. Kolejny pomiar cukru wynosił też niewiele ponad 70. (Osobiście bym zmniejszyła bazę o jakieś 20%).

BADAŃ DZIEŃ DRUGI-PIĄTEK
Wstaliśmy rano. Ważenie, sikanie i pomiar cukru. Następnie badania krwi. Nie cierpię ich. Natka strasznie płakała i się wyrywała. Pielęgniarka chwilę ,,grzebała” igłą zanim dostała się do żyły.
Obchód. Pytam lekarki (była nasza) na kiedy są planowane pozostałe badania , pada odpowiedź na poniedziałek… Pytam czy uda nam się wyjść do domu w poniedziałek , lekarka mówi ,że nie powinno być problemu (odczuwam ulgę).
Śniadanie. Spora ilość insuliny puszczonej w bolusie prostym. Natka zjadła sporo białek-tłuszczy. Wszystko ok. Pomiar przed drugim śniadaniem , coś nieco ponad 80. Insulina podana w bolusie prostym. Jemy drugie śniadanie. Nataszka zjadła wstała z łóżka. Poszłam za nią. Nagle moje dziecko upadło , tak jakby nóżki stały się jak z waty. Mówi ,że jej słabo. Biegnę do dyżurki. Mierzymy cukier 39!. Pielęgniarka chce podać jej glukozę. Mała nie chce pić .Pytam o sok. Pozwala. Podajemy sok. Mierzymy za chwilę cukier 34. Nataszka słabnie. Podajemy więcej soku. Przychodzi druga pielęgniarka i pyta czemu zamiast soku nie podano małej glukozy ,ale takiej smakowej w żelu. Sok , który podajemy nie jest dobry ,bo nie jest przejrzysty i dłużej się wchłania. Mierzymy cukier. ROŚNIE!!! ULGA. Widzę też ulgę na twarzy pielęgniarki. Ale zaczyna się problem następny. Ciekawe jak wysoko urośnie?
Nataszka zasypia. Wykończył ją ten niski cukier.
Kontroluję cukier. Początkowo jest dobry ,ale po jakimś czasie zaczyna rosnąć. Finalnie mamy Nieco mniej niż 280. Potrzebna jest korekta. Na oddziale trwa szał ,,testowania kalkulatora bolusa”. Może i to urządzenie nie jest najgorsze, ale z pewnością nie wie jak dużo węglowodanów spożyło moje dziecko na niski cukier. ,,MĄDRE URZĄDZENIE” każe podać 1 jednostkę. Nie jestem do tego przekonana podaję 1,3. Czekamy na efekty. Tata Natki wkurzony. Brakiem badań i wahaniami cukrów. Dosyć głośno mówi o swoich wątpliwościach. Szkoda mi tylko pielęgniarki. Chyba ma poczucie winy, że ten cukier tak urósł , że pozwoliła mi podać za dużo soku. Ja nie mam do niej żadnego żalu. Wręcz przeciwnie , jestem jej wdzięczna ,że pozwoliła mi podać małej sok ,a nie katowała ją rozpuszczoną w wodzie glukozą.Wydaje mi się ,że to nie sok tak wybił cukier tylko skumulowane w organiźmie białka i tłuszcze zaczęły się wchłaniać (w domu w takiej sytuacji , gdybym widziała ,że cukier zaczyna rosnąć to bym podała dodatkową insulinę w bolusie złożonym-oczywiście wiąże się to z częstszym sprawdzaniem cukru ,ale lepsze to niż wywindowanie cukru do 300 ,a potem ,,ciapanie” korektami).
Ale wracając do tematu , pomimo podanej korekcie (większej niż mówił kalkulator bolusa) cukier cały czas stał w miejscu. Nataszka była głodna , ale nie marudziła za bardzo. Kochana jest. W końcu zjawiła się pani doktór. Nie wytrzymałam i pytam ,,Pani doktór, a co z nami? Nataszka prawie cały dzień ma cukier prawie 300, w domu staram się szybko zbijać takie cukry, jest zmęczona, ma podkrążone oczka, zaraz będzie miała zły humor , ja już go mam.”
Pani doktór , odpowiedziała ,,że niepotrzebnie”. I w końcu kazała podać kolejną dawkę korekty , która wraz z ruchem szybko zbiła cukier i Nataszka w końcu mogła zjeść obiad na kolację.
Kolejne dni opiszę w następnym poście. CDN

I TAK ŹLE I TAK NIEDOBRZE, CZYLI ZA NISKIE I ZA WYSOKIE CUKRY.

Kurde. Znowu niskie cukry. Zmniejszam przeliczniki, zmniejszam bazę ,a cukry nadal niskie. Pewnie dlatego , że Natka nie chce jeść. Jeszcze niedawano odganiałam ją od jedzenia, bo miała smaka a to na to ,a to na tamto ,a teraz zjedzenie pół kromeczki chleba z masłem trwa godzinę… Masakra. Boję się. Już kiedyś tak było , ale jakoś się przełamała i zaczęła jeść. Teraz nie chce jeśc zupełnie nic!!! Paweł w piątek po 19:00 pojechał do MC.DONALDA po Happy Meal , ale tylko podziobała troszeczkę. Do tego nie wiedziałam ile i czy w ogóle dawać jej insulinę ,ale ze strachu przed spadkiem nie podałam. Dopiero o 23:00 cukier podniósł się do 170 , podałam małą korektę i … przespałam pomiar cukru ,a o po 3:00 glukometr pokazał ponad 300!!! Oczywiście nie koniec na tym , bo mała też mniej pije ,więc w porannej porcji moczu były KETONY!! Cholera jasna!!! Na szczęście wypiła sok z cytryny i udsało nam się pozbyć tych niechianych ciał.
Martwię się. Doszło do tego ,że powiedziałam małej ,że jak nie będzie jadła do pójdzie do szpitala. Potem miałam wyrzuty sumienia, bo przecież jak mogę straszyc czymś co i tak nas czeka ,bo prędzej czy później wyślą nas na badania kontrole.
W sobotę cukier cały czas od samego rana poniżej 60!!! Nie wiedziałam już co robić ,baza na 0 , nawet kazałam w końcu córci jeść cukier łyżkami… Poszliśmy do znajomej , bo Natka miała ponawić się z jej córeczką (razem chodzą do jednej grupy w przedszkolu). Kasia chciała dać coś Natce do jedzenia ze słodyczy , kazała jej wybrać za moją zgodą coś na co ma ochotę ,a Natka nie chciała nic!!! Dawno tak nie było ,żeby nie chciała nic jeść. Błędne koło. Nie je -ma niskie cukry ,a przez niskie cukry boli ją brzuś i nie może jeść. Chore to wszystko. W końcu wypiła szampana(oczywiście dla dzieci)i po jakims czasie cukier ponad 300. Fajnie… Takie skoki cukrów.
Z powodu tych niskich cukrów mamy wcześniej wizytę u diabetologa.
Dzisiaj córcia też nie bardzo chciała jeść. Pani w przedszkolu zachęciła ją do zjedzenbia zupy i udało się (oczywiście zupa zjedzona bez insuliny na cukier 75, wybiła do 140 ,a potem się trzymało). W domu kopytka, oczywiście insulina zaniżona, po jakimś czasie wybiły do 200 ,więc dałam korektę. Kolacji nie chciała jeść , więc baza na razie na 60% i zobaczę jak to będzie. Dzisiaj jednak ma powód bo jest przeziębiona, boli ją gardełko i ma katar. Mam nadzieję ,że to zwykłe przeziębienie, bo w środę mają bal w przedszkolu połączony z dniem babci i dziadka , i moja córeczka sama zgłosiła się do wierszyka. To by był jej pierwszy taki występ samej. Jest zadowolona ,że będą jej klaskac ,ale troszkę się wstydzi. Mam nadzieję ,że wszystko wróci do normy , oczywiście nie tęsknię za wysokimi cukrami ,ale za tymi prawidłowymi to tak.
Cukier na teraz 119. Aby taki uzyskać zjadła pół cukierka (więcej nie chciał -cukierek pewnie może jeszcze wybić), troszke chleba z masełkiem (nie za dużo może na jakieś 15-20 kcl) i wypiła ponad 100 ml coli z cukrem (nie dostała nic insuliny ,a baza na 60%). Muszę trzymać rękę na pulsie, żeby znowu za bardzo nie wybiło ,albo ,żeby nie było za nisko. Czyli właściwie standard. I tak źle i tak niedobrze, taka to już wątpliwa uroda cukrzycy.