pies

Okulistka ,która zadziwia.

Natka od jakiegoś czasu ma małe problemy z oczkami. W zasadzie nie wiem do końca, czy coś jest z oczkami czy sobie coś umyśliła.  Zaczęło się od tego ,że w jeden dzień wtarła w oczka preparat przeciwko komarom, a na drugi dzień preparat do opalania… Oczko strasznie łzawiło , po zakropieniu lekiem na receptę przestało. Niby wszystko było ok.  

W międzyczasie miałyśmy wizytę kontrolną u pediatry , więc opowiedziałam o oczku. Lekarka dała skierowanie do okulisty , a oko po wyjściu id lekarza przestało doskwierać. Zauważyłam w kąciku oka coś co mnie zaniepokoiło ,ale jest to podobno miejsce z którego wyrastają rzęsy (w drugim oczku tego nie ma). W końcu w tą środę wybrałyśmy się do okulisty. Nic w oczku nie znalazła i zrobiła kompleksowe badania. Oczka są ok. Tylko jedno ma małą nadwzroczność, mamy przyjść w sierpniu sprawdzić ,czy będą potrzebne okularki.Przepisała kropelki do oczów , bepanthen  eye (dostępne bez recepty) ,które zakupiłam w aptece mającej  teoretycznie najlepsze ceny na leki , ale oczywiście okazało się ,że akurat  nie w przypadku tych kropli…   Najbardziej jednak pani doktor ,,urzekła mnie” tym ,jak na moje pytanie co mała ma w kąciku oka odpowiedziała – UWAGA CYTUJĘ- ,,To jest oko, nie grzebmy w nim”. Zdębiałam!!!!Przecież sama nie grzebię ,tylko przychodzę po pomoc do specjalisty  z kilkudziesięcioletnim stażem (sądząc po wieku) . Gdyby tak do sprawy podchodzili wszyscy lekarze, to w zasadzie służba zdrowia by padła. Postanowiłam ,że chyba jeszcze z kimś to muszę skonsultować, może jednak jakiś lekarz okulista ,,pogrzebie” w oku. Dodam ,że nie dostałam żadnej kartki zwrotnej dla pediatry ,więc znowu będzie draka i poruszenie ,ale czy to moja wina ,że specjaliści nic nie wypisują? 

Po okuliście spędziłyśmy cały dzień włócząc się po mieście. Natka okorowała loda ,a potem zestaw (wiadomo chyba jaki) , wybrała figurkę z wściekłym/zagniewanym ptakiem , kupiła sobie 4 klockowe ludki minecraftowe  po ,,pięcioku” , nalegała jeszcze na poduszkę ,,kupę” za którą była gotowa oddać mi pieniądze, jednak stanęło na tym ,że może następnym razem , i że może nie kupa a inny emotikon. Ogólnie było superowo. Nie chciało nam się wracać do domu. Cukry tego dnia też były genialne , więc generalnie dzień był superowy.

W czasie ,w którym my świetnie bawiłyśmy się , nasz pies emeryt miał usuwaną jakąś brodawkę  z powieki oka (drugi raz). Na szczęście wrócił do nas w jednym kawałku ,ale ponieważ nic nie jadł cały dzień (zalecenie weterynarza) strasznie marudził. W nocy spać się nie dało. Poszedł nawet wyszwuniać czy czegoś nie ma w koszu na śmieci. Tak się trzaskał ,że w końcu wstałam  i moim oczom ukazała się otwarta szafka na kosz na śmieci i wystający z niej psi ogon (kosz był w myciu). Po wyjęciu z szafki  głodnego psiego emeryta , merdającego ogonem , okazało się ,że do pyszczka ma przyczepiony listek cebuli. Wyglądał przeuroczo. Dał mi popalić tej nocy, nie dość ,że trzeba mierzyć cukry córci to jeszcze zasnąć się nie dało , bo psi dziadziuś marudził  głodny. Na drugi dzień mieliśmy jechać po lekcjach z klasą Natki do kina. Ale to już inna historia. 

Przedszkole , tort i spacer .

Dzisiaj poszłyśmy pierwszy raz do przedszkola od 6 grudnia. W końcu udało nam się to uczynić!!!
Paweł miał wolne, więc poszedł z mała na ranną zmianę , zadzwonił do mnie tylko ile podać insulinki ,bo Natka zjadła cztery połóweczki kromeczek chleba z masłem. Obliczyłam dawkę insuliny ,Paweł ją podał i sprawa załatwiona. Potem zmiana warty i to ja pilnowałam córci. Zmierzyłam cukier o 10:30 -cukier 74, o 12 miał być obiad ,więc dałam jej do wypicia sok i zatrzymałam resztę bolusa. Byłam pewna ,że teraz do obiadu cukier nie spadnie, bałam się tylko wzrostu przed obiadem. Nagle po 11:00 Natka wychodzi z sali i mówi ,że ją boli główka, byłam pewna, że to cukier wybił. Mierzę a tu 46!!!!!!! Szybko podałam soku i Nataszka wróciła do grupy. Boże jak dobrze, że ona przyszła, bo jeszcze chwila i mogła zasłabnąć!!!
Zdziwiła mnie ta cała akcja z tym cukrem ,ale Nataszka powiedziała mi ,że ze skórek zrobiła tęczę. Zapytałam ją czy zjadła chlebek ze skórkami ,a ona mi odpowiedziała ,że zjadła tylko środek!!! O zgrozo , wyjaśniła się zagadka. Zadzwoniłam do Pawła i troszkę mu nagadałam ,że nie dowiedział się czy skórki zostały zjedzone. Jak to zawsze trzeba mieć rękę na pulsie. Rutyna płata figle. Zazwyczaj Natka zjadała najpierw środek ,a potem dojadała skórki ,ale nie tym razem! Dobrze, że tak się to skończyło.
Potem był obiadek ,ale oczywiście z całego obiadu moja córcia zjadła same kartofelki i kilka łyżeczek zupy ogórkowej (oczywiście samej wody , żeby przez przypadke nie natrafić na jakikolwiek ślad po warzywach-bo niestety ,ale nie lubi warzyw w zupie). Ale ,,na szczescie” jej podniebienie (i podniebiebie reszty dzieciaków) zostało połechtane urodzinowym tortem , bo koleżanka taki (a raczej jej rodzice) zafundowała grupie na poczestunek. Torcik znikał w usteczkach dzieciaków z prędkością światła. Najpierw sceptycznie podeszłam do tego torcika, czy Natka go zje, bo nie każdy tort jej podchodzi ,ale akurat ten się sprawdził, potem dopchała cukierkiem.
Po wyjściu z przedszkola mała poszła z Pawłem do parku ,a ja po chleb do sklepu. Pomiar cukru przed zabawą-247 , dałam korektę, jak sie później opkazało bez potrzeby ,bo cukier po godzince spadł do 100 i potem pomimo lekkiego dopojenia zaliczyliśmy kolejny niski poziom 46… Porządnie ją dopoiłam , wyłaczyłam bolusa. Doszła do siebie. Dzisiaj coś jedziemy po bandzie. Pewnie dlatego ,że mała ma więcej ruchy.
Po 18:00 wyszliśmy na spacer rodzinnie z naszym psem. Frodo zwany czasem Ferdkiem jak zobaczył ,że Nataszka też się wybiera na spacer z nim to się nam gdzieś ukrył. Narzekania Natki nie było końca, a to Frodo idzie za szybko ,za wolno , a to z przodu ,a to z tyłu. Poczciwa psina stara się już czytać z miny Natki ,,o co chodzi”. Nataszka biegała z ,,uradowanym” Frodem ,a my trochę pogadliśmy. Nagle widzę Natkę na zjeżdżalni. Zpomniałam o biednym Frodku , który został zmuszony do wejścia po schodach zjeżdżali i przejściu po ruchomym moście. Do zjazdu ze zjeżdżalni przekonać się nie dał. Krzyknęłam do Natki ,że on się boi i nie zjedzie ,wiec Natka chciała go sprowadzić tą samą drogą ,którą weszli ,ale mostek się ruszał i Frodo stanął ,bo bał się.Natka chciała go zdjąć na rękach ,ale pies nie jest lekki więc sama to zrobiłam. Wiem , wiem , pies nie powinien chodzić po zjezdżalniach ,ale cóż tak wyszło. Nataszka jest z Frodem od zawsze,jej się wydaje ,że on jest tak jak człowiek ,że wszystko rozumie, że jak ona go o coś prosi ,to on dokładnie wie o co chodzi. Fakt Frod jest mądrym pisiakiem i bardzo cierpliwym (szczególnie dla Nataszki) ,ale bez przesadyzmu.
Potem powrót do domku , kolacja, myju, myju i do łóżeczka. Myślałam ,że szybciej zaśnie ,ale zasnęła tak przed 22. Cukier przed snem 193.. Więc delikatna korekta i zobaczę jak to będzie się rozwijać.
Cukier na teraz 148. Zatrzymałam bolusa, baza na 76%. Za jakiś czas sprawdzę,czy tendencja malejąca (i dopoić), czy rosnąca (zostawić). Oj te noce…