radość

CHORE RZEWLEKLE DZIECKO W PRZEDSZKOLU,, TE CUKRY MNIE DRĘCZĄ” -CUKRZYCO DAJ NORMALNIE ŻYĆ.

Dawno nic nie pisałam. Trochę zaległości się zrobiło. Miałam zacząć od wakacji , które w oczach Natki nie były wakacjami ,bo nie pojechała do babci za którą bardzo tęskniła. Zacznę jednak od przedszkola.

Od 1-go września Natka jest w najstarszej grupie, są to zajączki. Ma teraz dwie panie i całkiem nową ,młodą bardzo sympatyczną panią pomoc. Pierwszego dnia wszystko odbyło się bez większych zgrzytów. Muszę tylko popracować nad bazą, bo przed śniadaniem miała cukier ok 70 , więc ją trochę dosłodziłam, bo śniadanko miało być za ok.20 minut. Potem cukier urósł nam za bardzo ,ale mogły za to odpowiadać też inne  czynniki—>przytkane wkłucie i ekscytacja. Potem już wszystko było ok. Po przedszkolu wróciliśmy do domu. W tym samym dniu poszłyśmy też z córcią na judo!!! Była zachwycona.  Judo zostało wybrane tylko dlatego ,że jest blisko naszego miejsca zamieszkania , omijamy więc kwestię dojazdów, która w zimę może w naszym przypadku być trudna do przeskoczenia , ponieważ ciężko mi jest wyobrazić sobie pomiary cukru na mrozie (kiedy glukometr potrafi odmówić posłuszeństwa) , czy podanie ewentualnej korekty dziecku w kombinezonie. No niby do odważnych świat należy ,ale mam takie obawy i nic na to nie poradzę. Po drugie zajęcia nie są drogie i odbywają się trzy razy w tygodniu po godzinie. Koszt 40 zł. Postanowiliśmy zamienić angielski i rytmikę z przedszkola na rzecz judo , bo tu będzie znacznie więcej ruchu zaleconego przez lekarzy. No cóż coś za coś. Najważniejsze jest to ,że Natka była zadowolona, a pani trenerka nie robiła żadnych problemów z tym ,że mała ma cukrzycę. Dodatkowo już na miejscu okazało się ,że przyszedł też chłopczyk z grupy Nataszki ,więc oboje byli zadowoleni. Byłam taka dumna z niej ,jak jako najmniejsza uczestniczka zajęć starała się wykonywać wszystkie polecenia trenerki. Jak każda matka, już oczami wyobraźni widziałam moje dziecko zdobywające medal co najmniej Olimpijski. Widziałam ,że podoba jej się na treningu ,a kiedy ,,nowi” mieli usiąść  i tylko patrzeć na wyczyny ,,starych” usłyszałam moją córkę ,,proszę ani ,czy ja też mogę spróbować?” I próbowała. Dzielna. Cukry miała dobre, aż za dobre. Więc musiała wypić sok.  

Drugi dzień w przedszkolu już nie był taki kolorowy. Przegięłam z dawką insuliny do śniadania , bo dzień wcześniej mała miała za wysoko. Potem weszłam na chwilę do sali ,sama nie pamiętam po co i słyszę jak pani mówi:-,,ale ona jest płaczliwa ,zabrałam jej nożyczki ,a ona marudzi”. Przyznałam delikatnie rację , bo faktycznie zdarza się ,że Nata płacze o byle co ,ale coś mnie tknęło i zmierzyłam cukier ,a tam 45!!!!!!! Ludzie , trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam. Poszłam do pani i powiedziałam że mała miała bardzo niski cukier i stąd to jej zachowanie i kolejny raz poprosiłam ją ,że w razie takiej sytuacji niech wysyła córeczkę do mnie. Wkurza mnie to ,bo nie po to siedzę pod salą ,żeby dziecko wpadało w takie hipo. Nauczycielka zdziwiła się ,ale wydaje mi się ,że pomyślała sobie, że przesadzam. Nie wiem co o tym myśleć. Mam wrażenie,  że pani uważa ,że zachowanie małej to fanaberia, a nie reakcja na bardzo złe samopoczucie. Dodam ,że pani jest bardzo dobrym pedagogiem ,ale akurat naszego problemu nie potrafi ogarnąć.  Wzięłam małą na korytarz i dałam soku, córeczka była bardzo roztrzęsiona. Przytuliła się do mnie i strasznie płakała. Myślałam ,że o te nożyczki ,ale kiedy zapytałam ją czemu płacze to odpowiedziała ,,ŻE TE CUKRY JĄ DRĘCZĄ”. Boże… Czemu… Powoli dochodziła do siebie ,ale przyszła pani i kazała jej wracać do sali. Nie wiem czemu nie odezwałam się ,że jeszcze nie pora, chyba podświadomie czuję ,że ,,ONI ROBIĄ MI ŁASKĘ” , że ,,PRZESZKADZAMY” i przemilczam pewne rzeczy. Potem powiedziała jeszcze do Natki ,,JAK NIE PÓJDZIESZ DO SALI TO PANI DYREKTOR KAŻE IŚĆ MAMIE DO DOMU” , to też przemilczałam ,ugryzłam się w język dla swojego i dziecka dobra, ale zagotowało się we mnie strasznie. Jak można straszyć dziecko , które zdaje sobie sprawę ze swojej choroby ,że zostanie samo bez żadnej pomocy i opieki??? Wytłumaczyłam Natce ,że to nieprawda i ,że ja nigdzie nie pójdę. Po chwili mała poczuła się lepiej i wróciła do sali. Na nasze szczęście przed obiadem  przyszła druga pani (nauczycielki się wymieniają) , która na dzień dobry  powiedziała mi ,,Proszę iść do małej ,bo mówi ,że jej słabo ,chociaż raczej w to nie wierzę , ale zawsze warto sprawdzić”. SPRAWDZIŁAM cukier 56. Mała dopiła sok. Podziękowałam nauczycielce, że nie zignorowała mojego dziecka i nie potraktowała jak rozkapryszonej pannicy. Jednak można jak się chce. Nie wiem już co robić ,nie chcę nikomu zaszkodzić , nie chcę konfliktów ,ale też nie chcę siedzieć na tym przedszkolnym korytarzu jak na igłach i ryzykować zdrowia dziecka.

Kiedy tego drugiego dnia wychodziliśmy z przedszkola , Natka zauważyła takie pudełeczko z napisem. Zapytała mnie co na nim pisze ,a kiedy odpowiedziałam ,że ,,SKRZYNKA ŻYCZEŃ” to powiedziała ..to ja jutro napisze życzenie ,,ŻEBYM NIE MIAŁA CUKRZYCY” -może się spełni , co mamusiu?” , standardowo w takich sytuacjach -załamał mi się głos i zaszkliły oczy ,a w gardle poczułam gulę ,ale odpowiedziałam ,,kto to wie , może się spełni. Ja też napisze takie życzenie , tata , dziadek , wujek , ciocia i Karolcia , nawet Fredek. Wszyscy chcą żebyś była zdrowa. Potem padło pytanie ,,a czemu tak mało ludzi choruje na cukrzycę?” , nie wiedziałam jak odpowiedzieć, w końcu powiedziałam ,,wcale nie tak mało , pamiętasz Marysię , dzieci ze szpitala i z przychodzi?” .Nataszka dodała- ,, i jeszcze babcia. Ale wiesz co mamusiu ja nie chcę być chora na cukrzycę i nie chcę ,żeby te inne dzieci i dorośli chorowali na cukrzycę”- przy tych ostatnich słowach głos jej się załamał. Nie mogę uwierzyć ,że to się dzieje naprawdę…  Potem poszłyśmy na chwilę do domku , a  potem już do wieczora na dworze.

,,Jak zarobić na steku kłamstw i pomówień”- czyli wypociny pewnej ,,pani” , która zarobiła na czyjejś krzywdzie…

No i po wizycie u pediatry. Pan doktor dokonał badania palpitacyjnego i jeszcze wykonał jakieś testy , i bez wyników badań powiedział ,że tarczyca zdrowa. Niby powinno mnie to cieszyć , a jednak pełnego spokoju nie mam , bo cukrzycy też miała nie mieć…
Mamy za to skierowanie do laryngologa, bo Nataszka strasznie pochrapuje w nocy i czasem tak dziwnie przełyka ślinę. Mamy wykluczyć trzeci migdał.

Ostatnio strasznie się wkurzyłam na pewien ,nazwijmy to ,,cuś” artukułem w gazecie wyborczej, gdzie pewna pani opisuje jak to cukrzycy i ich rodziny zarabiają krocie na chorobie. Normalnie scyzoryk mi się w kieszeni otwarł i do dnia dzisiejszego pobolewa mnie serducho z nerwów, bo według mnie za takie pomówienia kobieta ta powinna przepraszać za to co napisała. Od razu widać,że nie wie o czym pisze , nie wie czym jest cukrzyca. Oto mój komentarz, który pozwoliłam sobie umieścić na stronie tegoż ,,artykułu” :
,,Wredne pismaki. Pewnie nikt w ich rodzinie nie choruje na tą podstępną i straszną chorobę!!! Może najpierw należy poznać kilka rodzin z chorymi dziećmi , zobaczyć jak wygląda kontrolowanie leczenia pompami ,a dopiero potem pisać takie pierdoły. Pompa jest nieodłączną częścią chorego ,w zasadzie stanowi z chorą osobą jedność. Zdejmowana może być jedynie np. do kąpieli (to właśnie dlatego niektórzy nie wyobrażają sobie życia z pompą i decydują się na peny). Na każdej wizycie u diabetologa sczytywane są z pompy wyniki ,dzięki nim diabetolog może ocenić stopień wyrównania cukrzycy. Jeśli chodzi o przepisywanie różnych leków u róznych lekarzy to też w to wątpię, gdyż lekarz pierwszego kontaktu ma pisemną informację od lekarza diabetologa o insulinach jakie stosuje chory i dopiero na tej podstawie wypisuje leki ,a w zasadzie hormon życia (INSULINA NIE LECZY , ONA RATUJE ŻYCIE). Wątpię ,żeby lekarz pierwszego kontaktu sam zmieniał insulinę (często nie ma zielonego pojęcia o leczeniu insuliną). Ponad to zapytajcie ile ludzi dokupuje wkłucia we własnym zakresie??? 10 wkłuć na miesiąc to tak na styk ,często wkłucie się zapycha, zagina, wyrywa , podchodzi krwią i trzeba je zmieniać wcześniej. Serce mi się kraje kiedy czytam takie bzdety , bo patrzę na pokłute ciałko mojej małej córeczki i nie mogę uwierzyć,że jakiś frajer uważa ,że cukrzycy i ich rodzice robią sobie biznes z choroby. Chętnie oddam Pani redaktorce Sylwii pompę , wkłucia ,paski itp. za darmo , niech tylko przejmie chorobę mojego dziecka. Przecież to taki dobry biznes… Nikt też nie pisze o tym ,że na pompę insulinową z NFZ-tu trzeba czekać i rodzice zapożyczają się ,żeby zakupić wcześniej pompę i ułatwić swoim dzieciakom i tak spieprzone chorbą życie. Potem , kiedy dostają pompę z NFZ-tu , to sprzedają tą zakupioną za własne pieniądze. Ale pani redaktor zamiast ,jak każdy dobry i szanujący się dziennikarz dowiedzieć się np. jakie pochodzenie mają pompy na allegro to woli wypisywać bzdury w palca wyssane. Proponuję jeszcze zainteresować się astmatykami , bo może odsprzedają inhalatory ,chorzy na nadciśnienie dilują diuretkami ,a na koniec spytać gdzie była opieka społeczna…DNO!!!
Jeszcze kwestia rodziców ,którzy sprzedają pompy i potem niby tak sobie z radością mówią,że pompa została zniszczona , według mnie to totalna głupota i brak wyobraźni , rodzice każdego dnia drżą o pompy, na każdym kroku musimy upominać dzieci , nie rób tego ,czy tego bo pompa. Moja córeczka przewróciła się kiedyś prosto w kałużę i zamiast martwić się o siebie, to ze łazmi w oczach pytała ,,co z pompą” ,a ma dopiero 4 latka!!
Pewnie wszedzie zdarza się patologia, ale nie należy pisać takich rzeczy , bo jest to może promil (jak nie mniej ogółu). Pewnie wśród dziennikarzy też jest jakiś odsetek mend , które szukają tanich sensacji i wypisują pierdoły nie mając zielonego pojęcia o sytuacji.
A jeszcze poruszany problem wkłuć, otóż chciał nie chciał ,zdarza się ,że po jakimś czasie stosowania wychodzi na wkłucie uczulenie. Problem polega na tym ,że nie można sobie brać po jednym wkłuciu. tylko od razu na 3 miesiące , teraz nie pozostaje nic innego jak wymiana <—ale ona jest niemożliwa!!! Więc słyszałam ,że rodzice w takich sytuacjach sprzedają wkłucia taniej ,dokładają pieniądze i kupują inne wkłucia–ale to też zostało pominięte.Proponuję wejść na forum rodziców dzieci z cukrzycą , poczytać trochę, dowiedzieć się co i jak. Każde z nas oddałoby wszystko co ma za zdrowie dziecka , nie tylko sprzęt związany z chorobą. Do tej pory wspominam ze łzami w oczach każdy dzień sprzed choroby,a tu takie oskarżenia, które bezpośrednio godzą w godność naszą i naszych dzieci. Pomimo dodatków od Państwa (za które wszyscy jesteśmy niezmiernie wdzięczni , chociaż zdajemy sobie sprawę,że są ludzie ,którzy tego ZAZDROSZCŻĄ- niewiarygodne??? a jednak…)koszt samej cukrzycy to kilkaset złotych miesięcznie.
Gdybym była wredna to bym życzyła pani Sylwii , skoro pani dziennikarka uważa ,że cukrzyca to taki dobry interes , żeby poznała na własnej skórze jakie to profity niesie ze sobą cukrzyca.
Osobiście nidgy , przenigdny nie zazdrościłam żadnych pieniędzy rodzicom z chorymi dziećmi i chorym ludziom , żadnych refundacji itp. Podziwiałam tych ludzi i im współczułam. Ale widać są LUDZIE I ludzie…"

Ostatnio Paweł był z Natką na placu zabaw, Natka zjezdżała na zdjeżdżali na brzuszku i Paweł ją upomniał ,żeby nie jeździła, bo jeszcze coś się stanie z pompą. Na to moje dziecko zapytało ,,to co jest ważniejsze pompa ,czy ja?". ,,Oczywiście,że Ty , ale wiesz,że dzięki pompie nie musisz dostawać insulinki w penie"-odpowiedział Paweł… Kochamy nasze maleństwo ponad wszystko , dlatego tak dbamy o pompę, bo pamiętamy okres z penami , kiedy to córcia odmówiła jedzenia, bo wiedziała ,że jedzenie równa się zastrzyk.
Ten artykuł bardzo mnie zabolał…