święta

A MNIE JEST SZKODA.

W końcu zrobiłam co sobie obiecywałam. Zredukowałam bazę. Noc całkiem spokojna, bez dopajania, dopiero przed 9:00 niemiła niespodzianka -cukier 59. Podałam sok i od razu zredukowałam bazę. Zobaczę jak będzie jutro. 

Do tej pory zamiast redukować bazę to zmniejszałam ją procentowo i muszę przyznać ,że nie dawało to rezultatów (chociaż nie wiem czemu). 

W Wigilię brat chciał mnie pocieszyć i powiedział ,że jeszcze trochę i Nataszka sama będzie sama sobie radzić z cukrzycą i mnie odciąży. Szczerze , to takie hasła mnie nie pocieszają ,raczej mnie dołują ,bo niby mnie ,,odciąży” ,ale sama będzie miała to wszystko na głowie. Boję się już teraz chwili , kiedy sama zacznie wychodzić. Nie ,nie jestem jakąś chorą despotką , która chce zatrzymać dziecko w domu na siłę ,ale wiem ,że będzie mnie wtedy paraliżował strach. Tak mało ludzi wie jak pomóc w hipoglikemii. Tak mało ludzi… Wiem ,że ludzie ,z którymi będzie przebywać córka będą wiedzieć co i jak ,ale będą momenty , kiedy będzie sama , sama wśród tłumu ludzi. Są  święta i pewnie nie powinnam teraz rozgrzebywać takich historii ,ale akurat ta rozmowa z bratem obudziła we mnie takie refleksje. Wiem ,że chciał dobrze, nie sprzeczałam się , nie chcę znowu się pokłócić. Teraz jest super. 

Mam czas na takie refleksje, bo jestem sama w domu. Nataszka z tatą są u przyjaciół. Nie poszłam ,bo albo się czymś strułam ;albo mam jelitówkę i nie chcę nikomu tego ,,sprzedać”. Pamiętam jak pisałam ,że dziwi mnie to ,że tylko Nataszka chorowała, no to teraz nie mam przyczyny ,aby temu się dziwić. Tylko czemu akurat w święta.

Cukry dzisiaj (prócz rannego 59)  dobre (dzwoniłam się dowiedzieć) ,świetnie bawi się z kolegą ,a ja mam czas na rozgrzebywanie ran i rozmyślanie o tym wszystkim. Boję się powikłań , czasem czytam wpisy na stronach cukierasów i dowiaduję się ,że młodzi ludzie borykają się z różnymi powikłaniami. Zawsze wtedy wpadam w panikę. Mam wyrzuty sumienia ,że nie potrafię utrzymać idealnych cukrów u córki i kolejny raz uświadamiam sobie na nowo ,że cukrzyca to nie taka sobie ,,przypadłość” , o której piszą głupoty jacyś pseudo dziennikarze (bo prawdziwy dziennikarz wie o czym pisze) ,tylko bardzo poważna ,nadal nieuleczalna choroba , która wyniszcza organizm. Choroba może zabić, i insulina , który ,,ratuje” diabetykom życie też może to zrobić. Jest bardzo subtelna różnica pomiędzy dawką terapeutyczną a śmiertelną. Na działanie insuliny , intensywność jej działania wpływa tak wiele czynników ,że trudno nad tym wszystkim zapanować , a jednak diabetycy i rodziny diabetyków robią to , starają się jak najlepiej zapanować nad cukrzycą. Jednak NIKT ,kto nie ma do czynienia z tą chorobą na co dzień nie zrozumie i nie pojmie ogromu pracy , którą trzeba wykonać ,żeby postarać się ujarzmić cukry. Ale jak można dziwić się ,,zwykłym ludziom” skoro sami lekarze (poza diabetologami) nie potrafią zrozumieć ,że cukrzyca typ-1 to bardzo trudny przeciwnik. Wydaje się im ,że wystarczy podać insulinę ,a wszystko inne robi się samo. Do tego większość ludzi myśli ,że pompa insulinowa jest równoznaczna z wyleczeniem ,że jest to taka sztuczna trzustka, która robi wszystko. Bardzo często słyszę hasła typu ,,a czemu siedzisz w przedszkolu skoro córka ma pompę insulinową  , to ona wszystkiego nie reguluje?”. Tłumaczę wtedy co i jak , oczywiście jak ktoś jest tym zainteresowany.

No i w zasadzie już po świętach, spadło u nas trochę śniegu. Może jeszcze dopada , to ulepimy bałwana i pójdziemy na sanki. 


ŚWIĘTA.

Nadal huśtawka cukrowa. Chyba na nowo muszę zapanować nad bazą i przelicznikami.  W ten WIGILIJNY dzień cukier dobił nam raz do 400 ,ale to wina tego ,że boję się dawkować insulinę po tych wszystkich niskich cukrach. Na szczęście zmiana wkłucia i korekta zdziałały szybko cuda. 

W poniedziałek miałam niefajną sytuację. Byliśmy rodzinnie w sklepie, poszłam z Natką pochodzić po SMYKU , nagle słyszę głos córci ,,chodź na zabawki ,bo mi słabo”. Początkowo pomyślałam ,że to taka ściema ,żeby mnie zaciągnąć na dział zabawek ,ale myślę zmierzę. Mierzę a tam 49… Tata Natki był w innym sklepie z sokiem ,ja miałam  dextro (ale jakoś tak ostatnio wolno podnosi nam cukier  ). Na szczęście byliśmy w sklepie gdzie są soki. Pobiegłam do kasy i powiedziałam ,że potrzebuję sok za który zapłacę później. Natka pomimo niskiego cukru nadal chciała chodzić po sklepie. Poprosiłam ,żeby na chwilę usiadła (rozłożyłam jej swoją kurtkę na ziemi). Wypiła soczek i cukier szybko doszedł do normy. Zapłaciłam za soki (wzięłam córci  dodatkowy). 

Co do świątecznych prezentów to Nataszka zachwycona grami, tym bardziej ,że przyszła do niej kuzynka  którą od razu zabrały się do grania. Korzystając z  okazji życzę wszystkich ZDROWYCH i wesołych świąt oraz przełomu w leczeniu cukrzycy. SPEŁNIENIA MARZEŃ.

Przedświąteczne takie tam .

Cukry coś wariują , najbardziej w nocy. Kolejna nieprzespana noc. Najpierw cukier jest niski, córcik dopije soku zmniejszę bazę , a potem nagle ni z gruszki , ni z pietruszki ponad 200. Nie wiem , może wkłucie się przytyka ,albo Natka zagina dren w  czasie snu? Dzisiaj też mam zamiar zarwać noc , żeby dokładnie prześledzić cukry. Szkoda mi paluszków Natki ,ale innej rady nie ma. Przynajmniej na razie. Poobserwuję sobie nocne cukry ,a potem zadecyduję co zrobić. Może pozmieniam bazę i zmniejszę przelicznik do kolacji? Zobaczę.

Zastanawiam się ,czy te kolejne huśtawki cukrowe nie są spowodowane kolejnym atakiem ,,wirusa jelitówki”. W przedszkolu jest normalnie masakra , dzieci chorują po kilka razy, wirus nie odpuszcza. Kiedyś wpadłam na pomysł ,że w przedszkolu powinny być na noc zapalane lampy bakterio itp. -bójcze, bo to OGROMNA wylęgarnia wszystkiego. Chociaż z drugiej strony to chyba dzięki temu dzieciaki nabywają w czasie przedszkola odporność. Tata Natki siedział ostatnio z małą w przedszkolu i po trzech dniach ,,dorobił się” ropnej anginy z gorączką z dreszczami. Ja też zawsze coś załapię na przedszkolnym dyżurze. 

Kilka dni temu w nocy spotkała mnie dziwna sytuacja. Obudziłam się do pomiaru cukru, mierzę go ,a tam 35. Myślałam ,że padnę. Od razu stres, Natka wypiła 200 ml. soku. Odczekałam chwilę i mierzę ,a tam 220… FAJNIE. Wzięłam inny glukometr ,a tam też ponad 200. Zmiana wkłucia i korekta. Glukometr mnie oszukał. Miałam kilka razy takie ,,niemiłe niespodzianki”.

Teraz cukier 67 (00:18) , podałam małej sok mniej niż 100 ml i obserwuję dalej. 

Zbliżają się ŚWIĘTA. Nataszka odlicza dni na paluszkach, czeka na prezenty. Jak każdemu dziecku podoba jej się wszystko. Teraz tyle zabawek jest na sklepowych półkach , dorosły się w tym gubi ,a co dopiero dziecko. W tym roku kupiliśmy Natce grę na konsolę ,, WŁADCA PIERŚCIENI” , fajne ceny mieli w Biedronce, gra kosztowała 59 zł. Dziś jak byłam w sklepie obserwowałam ludzi z koszami pełnymi zabawek. Troszkę smutno mi się zrobiło ,że Natka dostanie tylko (czy może aż?) tą grę , ale niestety nie można mieć wszystkiego ,tym bardziej ,że Mikołaj był ,,NA BOGATO” , prezent fajowy -LEGO FRIENDS , dziecko zadowolone ,a rodzicom zostało 5 rat do spłaty, wiem ,że to głupota ,ale uwielbiam sprawiać jej radość , ona tak pięknie potrafi się cieszyć ,dziękować. Ten błysk w jej oku ,  w końcu ,,nie samą insuliną dziecko żyje” (choć żyje dzięki niej… Ta świadomość zawsze mnie dobija , przybija, sprowadza na ziemię i sprawia ,że jest mi źle…). Gdybym mogła to spełniłabym każda jej zachciankę, wiem ,że to niepedagogiczne ,ale chcę ,żeby miała dobre wspomnienia z dzieciństwa. Żeby te dobre wspomnienia zamazały te złe ze szpitala  , o których coraz częściej mi opowiada (pewnie przez te dwie jelitówki , bo wymioty kojarzą jej się ze szpitalem i kwasicą).  W sumie to wiem ,że Natka będzie zadowolona z tego prezentu , lubi spędzać z nami czas  , czasem lubi zagrać w grę  ,szczególnie z tatą ,który  jest bardziej ode mnie kumaty w te klocki). Sama gra zazwyczaj  w gry ruchowe , żeby mieć więcej ruchu i lepsze cukry. Wszyscy jednak wiemy ,że najbardziej na świecie czekamy na cud ozdrowienia, mała też. Znowu coraz częściej rozmyślam, szczególnie w nocy , kiedy wszyscy śpią , zamykam się w swoim małym świecie i przeżywam na nowo w samotności i ciszy swój wewnętrzny ból , swój brak zgody na taki stan rzeczy , swoją niemoc i bezradność. Zawsze wtedy wsłuchuje się w oddech Nataszki .