trening

KOLEJNA JELITÓWKA …?

Ostatnio pisałam o jelitówce. Otóż to nie ostatnia taka nasza ,,przygoda”. Ale zacznę od czegoś przyjemniejszego. W piątek 5-go grudnia organizowano w przedszkolu mikołajki. Nataszka wierzy w Mikołaja , ale wie ,że ten w przedszkolu to przebrana pani lub pan. W tym roku również nie dała się nabrać. Śmiech mnie ogarniał ,kiedy widziałam jak zerka na sztuczną brodę i dokładnie się jej przygląda , już wtedy wiedziałam ,że i tym razem nie dała się nabrać. W paczuszkach było trochę słodyczy. Po drodze do domu weszłyśmy di piekarni po chlebek ,a tam różności świąteczne. Natka wybrała babeczkę z bałwankiem. W domu od razu się do niej dobrała. Jak ona mlaskała, jak pochłaniała tą babeczkę ,aż dosłownie uszy jej się trzęsły. Potem ze słodkości zjadła Mikołajka lizaka czekoladowego i to by było na tyle , bo jednak wiadomo co za dużo to niezdrowo szczególnie w cukrzycy… 

Szybko zasnęła. O ok. 24:00 zaczęła się strasznie wiercić. Leżałam obok niej i udawałam ,że śpię (nie chciałam ,żeby zauważyła prezent od Mikołaja, bo pewnie by już nie usnęła). W końcu jednak zapytałam co się dzieje, czy chce piciu ,albo siku ,ale nie chciała nic. Cukier był w normie. Zasnęła. Spała niespokojnie. Obudziła się o ok. 5 rano z powiedziała ,że ją boli brzuszek. Zaczęłam go masować. Po chwili jednak okazało się ,że Natka ma mdłości , zaczęła wymiotować i dołączyła do tego biegunka. Do tego gorączka. MASAKRA. Nie wiem ,czy to wina babeczki , czy kolejnego ataku jelitówki. Oprócz tego złapał ją katar i kaszel.  Mikołajki były dla Natki dniem diety  ,ale nie bulwersowała się  , przypuszczam ,że bałaby się nawet coś zjeść , że znowu zwymiotuje. Cukry w sobotę jeszcze w miarę. A od niedzieli bardzo niskie. W zasadzie zapotrzebowanie na insulinę zmniejszyło się trzykrotnie ,a momentami odłączałam jej pompę , bo cukry leciały na łeb na szyję. Nie wiedziałam ile podawać insuliny do posiłku. Bazę ustawiona na 30 procent, (albo odłączona pompa) a cukry nie przekraczały 100. Mogła jeść  co chciała i kiedy chciała. Ale nie miała apetytu. W poniedziałek zaczęłam jednak już w nią trochę wmuszać jedzenie . oczywiście dalej dietka. Cukry były aż za dobre. Zaczęłam się martwić ,czy wszystko w porządku. Z drugiej strony cieszyłam się ,że córcia może trochę pofunkcjonować jak jej rówieśnicy. 

W tą środę poszłyśmy na judo , po dłuższej przerwie. Cukry strasznie spadały. Żałowałam ,że podałam jej insulinę do posiłku. Żeby podnieść cukier Natka wypiła 200 ml. soku, zjadła 3 ciastka z dżemem i dextro na ok. 40 kcl. Cukier podniósł się do 120… To było takie piękne uczucie , pomarzyć ,że może stał się CUD ,ten jeden na miliony i trzustka Natki zaczęła pracować. BOŻE oddałabym za to wszystko. Bałam się oczywiście ,czy wszystko jest w porządku , bałam się tych niskich cukrów ,  taka sytuacja miała u nas miejsce drugi raz. Po treningu pompa wylądowała w torebce. Poszłyśmy do sklepu , patrzyłam na nią , widziałam ją bez pompy , była jak jej rówieśnicy. Choć ten krótki czas nie potrzebowała insuliny.  Jak pięknie było wyobrazić sobie ,że nie będzie już potrzebna. Wiem ,że bujałam w obłokach ,ale czasem tak sobie właśnie marzę. Bez pompy Natka była kilka godzin. Cudownych , pełnych nadziei ale i lęku godzin. Kiedy cukier urósł to 135 podłączyłam pompę , dałam mała korektę i puściłam zredukowana bazę. CZAR PRYSŁ. 

Dzisiaj cukry też dobre (odpukać) ,ale pompa cały czas w użytku. Widać jedzonko zaczyna się już dobrze wchłaniać. Przypuszczam , że te dobre cukry to  wina jelitówki ,albo zatrucia. 

Nataszka łobuzuje w przedszkolu. Chce pokazać rówieśnikom ,a w szczególności chłopakom swoją siłę. Tłumaczyłam jej ,że tak nie powinna ,że tak nie wypada młodej damie, że jak będzie tak robić to na bal zamiast za księżniczkę przebiorę ją za zapaśnika. Odpowiedziała mi na to ,żebym jej kupiła taki worek treningowy do boksowania to mi pokaże jaką ma siłę.  Może ma to związek z judem? Ale nie zrezygnuję z treningów, bo wiadomo ,że ruch korzystanie wpływa na cukry. Zobaczę jak to będzie.

W przedszkolu dowiedziałam się ,że jelitówka nadal szaleje. Podobno kolejne dzieciaki są zabierane z przedszkola z jej objawami. Mam cichą nadzieję ,że nam już odpuści. Ale swoją drogą czemu nikt z nas nie zachorował? Przecież podobno to bardzo zaraźliwe choróbsko. Nie wnikam  w szczegóły. Pewnie jeszcze ospa mas w tym roku dopadnie. Dwa razy uniknęłyśmy ,ale może jednak warto było przechorować? Zastanawiał się nad szczepieniem. 

 

CHORE RZEWLEKLE DZIECKO W PRZEDSZKOLU,, TE CUKRY MNIE DRĘCZĄ” -CUKRZYCO DAJ NORMALNIE ŻYĆ.

Dawno nic nie pisałam. Trochę zaległości się zrobiło. Miałam zacząć od wakacji , które w oczach Natki nie były wakacjami ,bo nie pojechała do babci za którą bardzo tęskniła. Zacznę jednak od przedszkola.

Od 1-go września Natka jest w najstarszej grupie, są to zajączki. Ma teraz dwie panie i całkiem nową ,młodą bardzo sympatyczną panią pomoc. Pierwszego dnia wszystko odbyło się bez większych zgrzytów. Muszę tylko popracować nad bazą, bo przed śniadaniem miała cukier ok 70 , więc ją trochę dosłodziłam, bo śniadanko miało być za ok.20 minut. Potem cukier urósł nam za bardzo ,ale mogły za to odpowiadać też inne  czynniki—>przytkane wkłucie i ekscytacja. Potem już wszystko było ok. Po przedszkolu wróciliśmy do domu. W tym samym dniu poszłyśmy też z córcią na judo!!! Była zachwycona.  Judo zostało wybrane tylko dlatego ,że jest blisko naszego miejsca zamieszkania , omijamy więc kwestię dojazdów, która w zimę może w naszym przypadku być trudna do przeskoczenia , ponieważ ciężko mi jest wyobrazić sobie pomiary cukru na mrozie (kiedy glukometr potrafi odmówić posłuszeństwa) , czy podanie ewentualnej korekty dziecku w kombinezonie. No niby do odważnych świat należy ,ale mam takie obawy i nic na to nie poradzę. Po drugie zajęcia nie są drogie i odbywają się trzy razy w tygodniu po godzinie. Koszt 40 zł. Postanowiliśmy zamienić angielski i rytmikę z przedszkola na rzecz judo , bo tu będzie znacznie więcej ruchu zaleconego przez lekarzy. No cóż coś za coś. Najważniejsze jest to ,że Natka była zadowolona, a pani trenerka nie robiła żadnych problemów z tym ,że mała ma cukrzycę. Dodatkowo już na miejscu okazało się ,że przyszedł też chłopczyk z grupy Nataszki ,więc oboje byli zadowoleni. Byłam taka dumna z niej ,jak jako najmniejsza uczestniczka zajęć starała się wykonywać wszystkie polecenia trenerki. Jak każda matka, już oczami wyobraźni widziałam moje dziecko zdobywające medal co najmniej Olimpijski. Widziałam ,że podoba jej się na treningu ,a kiedy ,,nowi” mieli usiąść  i tylko patrzeć na wyczyny ,,starych” usłyszałam moją córkę ,,proszę ani ,czy ja też mogę spróbować?” I próbowała. Dzielna. Cukry miała dobre, aż za dobre. Więc musiała wypić sok.  

Drugi dzień w przedszkolu już nie był taki kolorowy. Przegięłam z dawką insuliny do śniadania , bo dzień wcześniej mała miała za wysoko. Potem weszłam na chwilę do sali ,sama nie pamiętam po co i słyszę jak pani mówi:-,,ale ona jest płaczliwa ,zabrałam jej nożyczki ,a ona marudzi”. Przyznałam delikatnie rację , bo faktycznie zdarza się ,że Nata płacze o byle co ,ale coś mnie tknęło i zmierzyłam cukier ,a tam 45!!!!!!! Ludzie , trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam. Poszłam do pani i powiedziałam że mała miała bardzo niski cukier i stąd to jej zachowanie i kolejny raz poprosiłam ją ,że w razie takiej sytuacji niech wysyła córeczkę do mnie. Wkurza mnie to ,bo nie po to siedzę pod salą ,żeby dziecko wpadało w takie hipo. Nauczycielka zdziwiła się ,ale wydaje mi się ,że pomyślała sobie, że przesadzam. Nie wiem co o tym myśleć. Mam wrażenie,  że pani uważa ,że zachowanie małej to fanaberia, a nie reakcja na bardzo złe samopoczucie. Dodam ,że pani jest bardzo dobrym pedagogiem ,ale akurat naszego problemu nie potrafi ogarnąć.  Wzięłam małą na korytarz i dałam soku, córeczka była bardzo roztrzęsiona. Przytuliła się do mnie i strasznie płakała. Myślałam ,że o te nożyczki ,ale kiedy zapytałam ją czemu płacze to odpowiedziała ,,ŻE TE CUKRY JĄ DRĘCZĄ”. Boże… Czemu… Powoli dochodziła do siebie ,ale przyszła pani i kazała jej wracać do sali. Nie wiem czemu nie odezwałam się ,że jeszcze nie pora, chyba podświadomie czuję ,że ,,ONI ROBIĄ MI ŁASKĘ” , że ,,PRZESZKADZAMY” i przemilczam pewne rzeczy. Potem powiedziała jeszcze do Natki ,,JAK NIE PÓJDZIESZ DO SALI TO PANI DYREKTOR KAŻE IŚĆ MAMIE DO DOMU” , to też przemilczałam ,ugryzłam się w język dla swojego i dziecka dobra, ale zagotowało się we mnie strasznie. Jak można straszyć dziecko , które zdaje sobie sprawę ze swojej choroby ,że zostanie samo bez żadnej pomocy i opieki??? Wytłumaczyłam Natce ,że to nieprawda i ,że ja nigdzie nie pójdę. Po chwili mała poczuła się lepiej i wróciła do sali. Na nasze szczęście przed obiadem  przyszła druga pani (nauczycielki się wymieniają) , która na dzień dobry  powiedziała mi ,,Proszę iść do małej ,bo mówi ,że jej słabo ,chociaż raczej w to nie wierzę , ale zawsze warto sprawdzić”. SPRAWDZIŁAM cukier 56. Mała dopiła sok. Podziękowałam nauczycielce, że nie zignorowała mojego dziecka i nie potraktowała jak rozkapryszonej pannicy. Jednak można jak się chce. Nie wiem już co robić ,nie chcę nikomu zaszkodzić , nie chcę konfliktów ,ale też nie chcę siedzieć na tym przedszkolnym korytarzu jak na igłach i ryzykować zdrowia dziecka.

Kiedy tego drugiego dnia wychodziliśmy z przedszkola , Natka zauważyła takie pudełeczko z napisem. Zapytała mnie co na nim pisze ,a kiedy odpowiedziałam ,że ,,SKRZYNKA ŻYCZEŃ” to powiedziała ..to ja jutro napisze życzenie ,,ŻEBYM NIE MIAŁA CUKRZYCY” -może się spełni , co mamusiu?” , standardowo w takich sytuacjach -załamał mi się głos i zaszkliły oczy ,a w gardle poczułam gulę ,ale odpowiedziałam ,,kto to wie , może się spełni. Ja też napisze takie życzenie , tata , dziadek , wujek , ciocia i Karolcia , nawet Fredek. Wszyscy chcą żebyś była zdrowa. Potem padło pytanie ,,a czemu tak mało ludzi choruje na cukrzycę?” , nie wiedziałam jak odpowiedzieć, w końcu powiedziałam ,,wcale nie tak mało , pamiętasz Marysię , dzieci ze szpitala i z przychodzi?” .Nataszka dodała- ,, i jeszcze babcia. Ale wiesz co mamusiu ja nie chcę być chora na cukrzycę i nie chcę ,żeby te inne dzieci i dorośli chorowali na cukrzycę”- przy tych ostatnich słowach głos jej się załamał. Nie mogę uwierzyć ,że to się dzieje naprawdę…  Potem poszłyśmy na chwilę do domku , a  potem już do wieczora na dworze.