zdrowie

Znowu koszmarne cukry. Jakiś czas był spokój , ale za dobrze by nam było. Podwyższyłam bazę i nie szczędzę insuliny. Teraz cukier 91 . Trochę za nisko według mnie jak na noc , jak będzie mieć tendencję spadającą to podam trochę soku i zmniejszę bazę.                                                                                                                          Średnia z glukometru wywołuje u mnie poczucie winy i wściekłość. Jakoś tak wysokie cukry mnie wyprowadzają z równowagi. Wiem ,że dzieje się coś złego istocie ,którą kocham ponad wszystko. Jestem zła, na siebie, że nie mogę tego wszystkiego wyregulować ,ogarnąć , na córcie ,że chce coś zjeść a ma wysoki cukier, albo kaprysi przy jedzeniu ,a insulina podana ,a ja muszę kombinować (co nie zawsze jest dobre dla cukrów). Wiem ,że to nie jest niczyja wina , tylko cukrzycy ,ale czasem nie wyrabiam. Wtedy najczęściej wychodzę z małą na dwór. Żeby ona nie myślała o jedzeniu ,a ja żebym nie zamartwiała się cukrami.                                                    Cukrzyca. Wątpię ,że ktoś znajdzie na nią lek i wybawi od niej ludzi. Czytam wpisy mam ,których dzieci od niedawna chorują i czuję ogromny smutek. Czemu tak musi być? Kolejna mała istota została SKAZANA na coś czego nawet dorośli nie potrafią ogarnąć. Współczuję rodzicom , którzy do tej pory martwili się zapewne pierdołami , które teraz wydają im się takie błahe i nic nie znaczące. Teraz prym wiedzie ona-CUKRZYCA. Ona dyktuje warunki , nie ma od niej urlopu ,przerwy. Te straszne początki , kiedy niektórzy jeszcze nie zdają sobie sprawy ,że tak już będzie zawsze. Wyjście ze szpitala i BUUUUUM. Za szpitalnymi ścianami też są ograniczenia , też trzeba robić zastrzyki , mierzyć cukier, czekać na posiłki. Za wysoko-źle ,za nisko-jeszcze gorzej. 

Widziałam nowe zachorowania u dzieciaków jak byłam na badaniach kontrolnych. Byłam na sali z dwoma chłopcami w wieku 8 i 10 lat. Dzieli mali chłopcy. W ich głowach tliła się iskierka nadziei ,że to tylko w szpitalu ,że przecież w domu będzie tak jak kiedyś. Ich mamy , które zgrywały przy nich twardzieli , a jak tylko zamykały się za nimi drzwi to ryczały. Podziwiam je ,że nie płakały przy chłopcach. Te tłumaczenie dzieciakom ,że w domu będzie tak jak w szpitalu. Tak chyb a jest zawsze ,że po zachorowaniu robi się wszystko zgodnie z wytycznymi , dopiero potem kolejno padają poszczególne mity , kolejne zakazane owoce zostają na nowo poznawane. Pizza, hamburger, lody ,słodycze, podjadanie między posiłkami. To wszystko było kiedyś na wyciągnięcie ręki , teraz trzeba nauczyć się tak dawkować te przyjemności ,żeby nie zaszkodziły dziecku.                                                                                                                                                                                      Mam przed oczami jednego z chłopców. Strasznie płakał ,długo utrzymywał mu się wysoki cukier , był bardzo głodny ,a nic nie mógł jeść. Wiedziałam w czym tkwił problem -nosił on nazwę PARÓWKI. Powiedziałam o moich podejrzeniach mamie chłopca, sceptycznie do tego podeszła, bo skoro pielęgniarki pozwalają? Dopiero jak kolejny raz cukier po nich urósł to chyba zrozumiała na czym rzecz polega, że parówki ,,lubią” wybijać , i podawanie ich na noc nie jest dobre. Pamiętam ich spojrzenia jak Nataszka żuła gumę. Oczywiście taką bez cukru, poczęstowała chłopców. Oni tak bardzo chcieli ją żuć , poczuć odrobinę słodyczy ,ale rodzice nie bardzo wiedzieli co robić ,bali się ,że guma podniesie cukier. Jak wolałam nie ingerować za bardzo ,bo bałam się ,że cukier wybije po czymś innym ,a oni będą mieć niewypowiedziane pretensje. Ciekawe co u nich. Jak dają sobie radę  ? Jakie maja cukry? Czy ich mamy jeszcze szperają po internecie w nadziei ,ze znajdą lek. 

Cukier-59!!! Podałam soku , zmniejszyłam bazę. Ciekawe co to będzie. Tu nigdy nie ma pewności, może spaść ,urosnąć ,albo pozostać na stałym poziomie. 

Rano zmieniliśmy wkłucie ,bo cukier 209… choć w  nocy utrzymywał się na poziomie 150 ,130-nie jest to super wynik ,ale ja też czasem potrzebuję pospać bez nerwów i strachu. Nataszka była dzielna.. Po zdjęciu córci starego wkłucia wypłynęła z niego krew. Nie wiem jakim cudem działało w miarę ok. przez te 2 dni?   Wiem natomiast , że robienie wkłucia jednak boli ,bo sama raz sobie je zrobiłam. Samo wkłucie nie bolało ,ale po kilku sekundach poczułam coś w rodzaju ,,rozrywania” tkanek. Z  czystym sumieniem powiem,że do przyjemnych to nie należy. 

Musimy zmienić miejsce do robienia wkłuć ,bo pupa jest w opłakanym stanie. Brzuch odpada. Nóżka kiedyś nas zawiodła, raczka zawiodła nas ostatnio (chociaż wcześniej cukry były przy wkłuciu na rączce super. Teraz jednak jak jest gorąco to wystawianie wkłucia i drenu na słońce może nie być najlepszym pomysłem?

BAL cukrowej księżniczki. Lekarz , który nie jak postępować z małym diabetykiem.

Nasz bal w przedszkolu był 15 stycznia. 14 Nataszka w nocy lekko gorączkowała , wolałam ,żeby nie szła ,ale ona tak bardzo chciała. Jeszcze wieczorem robiłyśmy loki (papiloty na kawałkach materiału ,żeby dobrze jej się spało). W nocy nie mogłam spać, biłam się z myślami co robić ,czy ją puścić ,czy nie? Ostatecznie poszłyśmy. Nataszka mówiła pierwszy raz sama wierszyk na akademii z okazji dnia babci i dziadka , byłam z niej taka dumna!! Na balu był mój tata, dostał laurkę. Potem rozpoczęły się tańce, Natka tańcowała i uśmiech nie znikał jej z buźki. Byłąm taka szczęśliwa. Ze względu na wcześniejsze niskie cukry , tym razem zatrzymałam pompę , Natka coś sobie zjadła i cukier pierwszy raz od bardzo dawna urósł do ponad 300… Wznowiłam bazę , podałam korektę i cukier szybko spadł.
Najważniejsze ,że widziałam radośc w oczkach Nataszy , kiedy tańczyła przebrana za księżniczkę. Po pierwszej częsci balu był obiadek. Nie zapisywałam Nataszki na posiłki w tym dniu ,bo miałam zamiar po pierwszej części zabaw zabrac ją do lekarza. Jednak moja córeczka bardzo chciała zostać w przedszkolu. Najlepsze było to ,że w oczach jednego chyba dziadka wyszłam na wyrodną matkę. Skończył się bal ,wszystkie dzieciaki poszły na obiad, a ja czekałam z Natką na drugą częśc balu. Nataszka stwierdziła ,że zje kilka krakersów. Pan spojrzał na mnie z dezaprobatą i powiedział ,,nie lepiej dać dziecku obiad”? Poczułam się głupio ,ale nie wchodziłam w dyskusje , bo co ? Powiem ,że córcia nie je od jakiegoś czasu , bo rozwija się jej infekcja? Wtedy wyszłabym na jeszcze większą wyrodną matkę. Dodam ,że pytałam kilkakrotnie córcie ,czy pójdzie na obiadek ,ale ona mówiła ,że nie jest głodna. Wierzyłam jej widząc jak powoli katar w jej nosku robi się coraz bardziej intensywny.
Na życzenie córci zostałyśmy na drugiej części balu , chociaż okazało się to dla mnie stratą czasu , bo zamiast tańczyć moje dziecię zasiadło w długachnej kolejce do malowania tatuaży. No cóż… Najważniejsze ,że jej się podobało.
Potem kolażanka podwiozła nas do domu i Natulka poszła odpoczywać. Chciałam zobaczyć filmik z balu i okazało się ,że coś się stało i płyta nie działa.Do tej pory jest mi smutno , bo oprócz balu , recytacji pierwszego wierszyka był tam też filmik z urodzin Nataszki. Bardzo to przeżyłam ,ale co zrobić? Strałam się poszukać kogoś kto może mi pomóc odzyskać dane z płyty ,ale na nikogo nie natrafiłam , łudzę się ,że jeszcze ktoś mi pomoże…
Wieczorem postanowiłam pojechać z nią do lekarza. I tu spotkało mnie kolejny raz medyczne rozczarowanie. Pani doktór w podeszłym wieku najpierw ochrzaniła mnie o to ,że za ciepło ubrałam małą , tu musiałam jej przyznać rację , bo myślałam ,że jest chłodniej na dworze. Jazda zaczęła się dopiero po tym jak powiedziałam ,że mała ma cukrzycę. Pani doktór zapytała mnie ,czy córcia ma pompę i czy ja umiem obsługiwać pompę ,i czy było trudno się tego nauczyć? Standardowo pytała w jaki sposób cukrzyca się ujawniła.Po badaniu okazało się ,że antybiotyk nie będzie potrzebny. (Chwała Bogu , jak sobie przypomnę ,jak jeden z lekarzy faszerowała Natkę antybiotykami jak była mała i jeszcze nie chororwała na cukrzycę, to zawsze mam wyrzuty sumienia ,że jej to podawałam , bo martwię się,że mogły one w jakiś sposób wpłynąc na rozwój cukrzycy). Najlepsze zostało na koniec, otóż pani dokór zapytała ,czy Natka może stosować leki ,a jak powiedziałam ,że może i to też syropy ,a ja w razie czego dodaję na nie insulinę to widziałam podziw w oczach tej poczciwej kobiety. Chyba w przypadku mojego dziecka powinnyśmy wymienić się z panią doktór miejscami , bo jak przyszło do leków ,to usłyszałam ,,NIECH JEJ PANI PODAJE CO TAM PANI MA”. FAJNIE!!! Przyzwyczaiłam się ,że pediatrzy nie są specjalistami w dziedzinie diabetologii ,ale to przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Zazwyczaj lekarze starają się trzymać fason. A może za bardzo krytykuję? Może lepiej ,że była szczera? Tylko dziwi mnie fakt ,że tyle się mówi o cukrzycy , jak to staje sie epidemią itp, o wzroście zachorować ,a pediatrzy nie mają zielonego pojęcia ,,z czym to się je”? Nie powiem zdarzyło mi się spotkać lekarzy, którzy znali się na rzeczy i to o dziwo byli lekarze praktykujący w małych miejscowościach.
W każdym razie wróciliśmy do domu , przynajmniej wiedziałam ,że osłuchowo jest bez zmian. Potem przez trzy noce Natka bardzo gorączkowała. Aż lał się z niej pot i majaczyła. Na szczęście lek p/gorączkowy zbijał dosyć szybko temperaturę i nie była potrzebna kolejna interwencja specjalistów.
Z cukrami znowu mam cyrki , bo teraz są za wysokie. Powoli ustawiam przeliczniki do posiłków.Bałam się szybko wrócić do poprzednich ,bo pamiętałam jak bardzo cukry ostatnio spadały. Jutro jednak muszę bardziej stanowczo podawać insulinę ,bo mamy sporo cukrów powyżej 200. Pewnie dlatego ,że boję się całośc insuliny podawać przed posiłkiem ,że mała nie będzie chciała jeść i będą znowu będą takie niskie cukry , które będzie ciężko podnieść.
Czuje się taka zmęczona, a boje się spać. Wybudzam się ze strachem. Tak bym chciała ,żeby Natka wyzdrowiała. Ona też tego chce. Ostatnio powiedziała ,że chciałaby być dzidziusiem , bo jak była dzidziusiem to nie miała pompy…
Rozmawiałam z mamą Maciusia. Opowiadała o egzaminie Maćka z aikido. Mówiła jak była na górze ,a nagle Maciuś czegoś zapomniał i ona widziała łzy w jego oczach i poczuła tak straszną bezsilność ,że zaczęła płakać razem z Maciusiem. Przypomniała mi się moja bezsilność w dniu diagnozy , kiedy moje dziecko walczyło o życie ,a ja nie mogłam w żadem sposób jej pomóc. Mogłam tylko czekać i wierzyć w lekarzy. Boże ile bym dała ,żeby wymazać to wszystko z pamięci MOJEJ I JEJ,żeby obudzić się i żyć tak jak te poierwsze 3 lata!!! Prawie dwa lata temu moje dziecko było tak wycieńczone chorobą , o której nie mieliśmy pojęcia ,że zamiast na bal chciało wrócić do domku. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie jej bólu , tego co czuła, tego jak się czuła. Jak bardzo musiała się bać??? A pomoc nie przychodziła.
Moja kruszynka wszystko pamięta. Pomimo tak ciężkiego stanu w jakim była ,zachowała jasnośc umysłu. Pamięta,że na OIOMIE leżała z dzidziusiami ,że płakała za mną a panie jej powiedziały ,że zaraz przyjdę. Pamięta ból , kłucie ,to że jedzenie jej nie smakowało i tata przywoził to co ugotował dla niej dziadek . Często budzi się z płaczem , a potem nie chce mówić co jej się śniło.
SMUTNO!

Cukierek w przedszkolu…

Dzisiaj po dłuższej przerwie postanowiłyśmy pójśc do przedszkola. Pogoda nie była sprzyjająca. Zimno. Obudziłam się i zapytałam śpiącej Nataszki ,,idziemy do przedszkola” ,a ona tym razem kiwnęła twierdząco przez sen. No to idziemy- pomyślałam. Szczerze , to dziś średnio mi się chciało iść ,ale czegóż się nie robi dla dzieci. Jeszcze kilkakrotnie pytałam czy idziemy i odpowiedź była stale ,,na tak”.
Dopiero w przedszkolu zobaczyłam ,że warto było przyjść, bo Natka była bardzo zadowolona, w łazience śmiała się z koleżankami , tańcowała z radości.
Potem były zajęcia gimnastyczne. Nataszka lubi takie zabawy. Córcik dzisiaj narzekała na pompę , mówiła ,że jej przeszkadza. W takich chwilach jest mi tak bardzo smutno. Wiem ,że pompa to dla niej wielkie dobrodziejstwo ,coś najlepszego ,ale zawsze ją podziwiam ,że ona tak wszędzie z nią chodzi i za bardzo nie narzeka.
Cukier przed zabawą 134, po zabawie 111, ale dałam jej się napić i to słusznie,bo przed obiadkiem cukier -50 (oczywiście żadnych oznak hipo…). Dałam jej soczku i najpierw poczekałam aż zje obiad, a potem dałam insulinę.
Miałyśmy iść już do domku , a pani zadała pytanie ,,czy Natka nie czeka na angielski”- i to by było na tyle jeśli chodzi o wyjście do domu.Nataszka powiedziała ,że chce iść na angielski i koniec. Powiedziałam pani ,że w takim razie poczekam na te zajęcia. Nie stałam jednak pod sala ,bo na korytarzu była Madzia i chciałm z nią pogadać. Nagle patrzę , a tu idą dzieciaki na angielski- ale nie ma wśród nich Natuśki. Nieźle się wystraszyłam , pognałam do sali a tam …Nataszka siedzi pod ławką , przysunęła krzesełko i ryczy , ze pani jej powiedziała ,że ona ma nie iśc na angielski .Pani w szoku , mówi do mnie,ze nie widziała jeszcze Natki w takiej sytuacji , i że nie wiedziała czy w końcu Nata ma iśc czy nie. Wyciągnęłam ją spod tego stolika i pognałyśmy na ten jej upragniony angielski. Nie miałam za bardzo czasu tłumaczyć pani ,że Nataszce zdarzają się takie sytuacje przy wahaniach cukru. Oczywiście nie można wszystkiego tłumaczyć cukrami ,ale tym razem mogła mieć wahania nastroju po tym niskim cukrze. Zdarza się w takich sytuacjach ,że wszystko ją drażni ,jest płaczliwa , krzyczy , denerwuje się.
Na angielskim dostała książeczkę i płytę do słuchania. Jutro też idziemy do przedszkola!! Żeby tylko Natka się nie przeziębiła, bo takie przerwy wybijają nas z rytmu. Najnormalniej nie zawsze mam ochotę siedzieć w przedszkolu, a widzę,że moja obecnośc jest niezbędna. Podziwiam mamy , które dają insuline na śniadanie i idą do domu ,żeby potem przyjśc przed obiadem. Dla mnie do szmat czasu. Zdarzało mi się iść do domu ,ale zawsze wiązało się to z zaniżeniem dawki insuliny i kończyło cukrem w najlepszym wypadku powyżej 200 przed obiadem. Wolę być z córcią ,żeby mogła mieć dobre cukry.
Teraz Nataszka siedzi z tatą i koloruje kolorowankę ,którą dostała na angielskim. Taka praca domowa. Zauważyłam ,że woli to robić z Pawłem i ,że jego się słucha. Ładniej i bardziej cierpliwie koloruje. Przy mnie robi to jakby tak na przysłowiowe ,,odwal się”. Od kolorowania woli malowanie, naklejanie, ale widzę ,że przy Pawle pięknie koloruje i nawet jest w to bardzo zaangażowana. Powiedziałam do Pawła, że będzie musiał odrabiać z Natuśką lekcje, bo im to świetnie wychodzi.

,,Jak zarobić na steku kłamstw i pomówień”- czyli wypociny pewnej ,,pani” , która zarobiła na czyjejś krzywdzie…

No i po wizycie u pediatry. Pan doktor dokonał badania palpitacyjnego i jeszcze wykonał jakieś testy , i bez wyników badań powiedział ,że tarczyca zdrowa. Niby powinno mnie to cieszyć , a jednak pełnego spokoju nie mam , bo cukrzycy też miała nie mieć…
Mamy za to skierowanie do laryngologa, bo Nataszka strasznie pochrapuje w nocy i czasem tak dziwnie przełyka ślinę. Mamy wykluczyć trzeci migdał.

Ostatnio strasznie się wkurzyłam na pewien ,nazwijmy to ,,cuś” artukułem w gazecie wyborczej, gdzie pewna pani opisuje jak to cukrzycy i ich rodziny zarabiają krocie na chorobie. Normalnie scyzoryk mi się w kieszeni otwarł i do dnia dzisiejszego pobolewa mnie serducho z nerwów, bo według mnie za takie pomówienia kobieta ta powinna przepraszać za to co napisała. Od razu widać,że nie wie o czym pisze , nie wie czym jest cukrzyca. Oto mój komentarz, który pozwoliłam sobie umieścić na stronie tegoż ,,artykułu” :
,,Wredne pismaki. Pewnie nikt w ich rodzinie nie choruje na tą podstępną i straszną chorobę!!! Może najpierw należy poznać kilka rodzin z chorymi dziećmi , zobaczyć jak wygląda kontrolowanie leczenia pompami ,a dopiero potem pisać takie pierdoły. Pompa jest nieodłączną częścią chorego ,w zasadzie stanowi z chorą osobą jedność. Zdejmowana może być jedynie np. do kąpieli (to właśnie dlatego niektórzy nie wyobrażają sobie życia z pompą i decydują się na peny). Na każdej wizycie u diabetologa sczytywane są z pompy wyniki ,dzięki nim diabetolog może ocenić stopień wyrównania cukrzycy. Jeśli chodzi o przepisywanie różnych leków u róznych lekarzy to też w to wątpię, gdyż lekarz pierwszego kontaktu ma pisemną informację od lekarza diabetologa o insulinach jakie stosuje chory i dopiero na tej podstawie wypisuje leki ,a w zasadzie hormon życia (INSULINA NIE LECZY , ONA RATUJE ŻYCIE). Wątpię ,żeby lekarz pierwszego kontaktu sam zmieniał insulinę (często nie ma zielonego pojęcia o leczeniu insuliną). Ponad to zapytajcie ile ludzi dokupuje wkłucia we własnym zakresie??? 10 wkłuć na miesiąc to tak na styk ,często wkłucie się zapycha, zagina, wyrywa , podchodzi krwią i trzeba je zmieniać wcześniej. Serce mi się kraje kiedy czytam takie bzdety , bo patrzę na pokłute ciałko mojej małej córeczki i nie mogę uwierzyć,że jakiś frajer uważa ,że cukrzycy i ich rodzice robią sobie biznes z choroby. Chętnie oddam Pani redaktorce Sylwii pompę , wkłucia ,paski itp. za darmo , niech tylko przejmie chorobę mojego dziecka. Przecież to taki dobry biznes… Nikt też nie pisze o tym ,że na pompę insulinową z NFZ-tu trzeba czekać i rodzice zapożyczają się ,żeby zakupić wcześniej pompę i ułatwić swoim dzieciakom i tak spieprzone chorbą życie. Potem , kiedy dostają pompę z NFZ-tu , to sprzedają tą zakupioną za własne pieniądze. Ale pani redaktor zamiast ,jak każdy dobry i szanujący się dziennikarz dowiedzieć się np. jakie pochodzenie mają pompy na allegro to woli wypisywać bzdury w palca wyssane. Proponuję jeszcze zainteresować się astmatykami , bo może odsprzedają inhalatory ,chorzy na nadciśnienie dilują diuretkami ,a na koniec spytać gdzie była opieka społeczna…DNO!!!
Jeszcze kwestia rodziców ,którzy sprzedają pompy i potem niby tak sobie z radością mówią,że pompa została zniszczona , według mnie to totalna głupota i brak wyobraźni , rodzice każdego dnia drżą o pompy, na każdym kroku musimy upominać dzieci , nie rób tego ,czy tego bo pompa. Moja córeczka przewróciła się kiedyś prosto w kałużę i zamiast martwić się o siebie, to ze łazmi w oczach pytała ,,co z pompą” ,a ma dopiero 4 latka!!
Pewnie wszedzie zdarza się patologia, ale nie należy pisać takich rzeczy , bo jest to może promil (jak nie mniej ogółu). Pewnie wśród dziennikarzy też jest jakiś odsetek mend , które szukają tanich sensacji i wypisują pierdoły nie mając zielonego pojęcia o sytuacji.
A jeszcze poruszany problem wkłuć, otóż chciał nie chciał ,zdarza się ,że po jakimś czasie stosowania wychodzi na wkłucie uczulenie. Problem polega na tym ,że nie można sobie brać po jednym wkłuciu. tylko od razu na 3 miesiące , teraz nie pozostaje nic innego jak wymiana <—ale ona jest niemożliwa!!! Więc słyszałam ,że rodzice w takich sytuacjach sprzedają wkłucia taniej ,dokładają pieniądze i kupują inne wkłucia–ale to też zostało pominięte.Proponuję wejść na forum rodziców dzieci z cukrzycą , poczytać trochę, dowiedzieć się co i jak. Każde z nas oddałoby wszystko co ma za zdrowie dziecka , nie tylko sprzęt związany z chorobą. Do tej pory wspominam ze łzami w oczach każdy dzień sprzed choroby,a tu takie oskarżenia, które bezpośrednio godzą w godność naszą i naszych dzieci. Pomimo dodatków od Państwa (za które wszyscy jesteśmy niezmiernie wdzięczni , chociaż zdajemy sobie sprawę,że są ludzie ,którzy tego ZAZDROSZCŻĄ- niewiarygodne??? a jednak…)koszt samej cukrzycy to kilkaset złotych miesięcznie.
Gdybym była wredna to bym życzyła pani Sylwii , skoro pani dziennikarka uważa ,że cukrzyca to taki dobry interes , żeby poznała na własnej skórze jakie to profity niesie ze sobą cukrzyca.
Osobiście nidgy , przenigdny nie zazdrościłam żadnych pieniędzy rodzicom z chorymi dziećmi i chorym ludziom , żadnych refundacji itp. Podziwiałam tych ludzi i im współczułam. Ale widać są LUDZIE I ludzie…"

Ostatnio Paweł był z Natką na placu zabaw, Natka zjezdżała na zdjeżdżali na brzuszku i Paweł ją upomniał ,żeby nie jeździła, bo jeszcze coś się stanie z pompą. Na to moje dziecko zapytało ,,to co jest ważniejsze pompa ,czy ja?". ,,Oczywiście,że Ty , ale wiesz,że dzięki pompie nie musisz dostawać insulinki w penie"-odpowiedział Paweł… Kochamy nasze maleństwo ponad wszystko , dlatego tak dbamy o pompę, bo pamiętamy okres z penami , kiedy to córcia odmówiła jedzenia, bo wiedziała ,że jedzenie równa się zastrzyk.
Ten artykuł bardzo mnie zabolał…

Być silnym dla dziecka…

Wczoraj , po urlopie Paweł wrócił do pracy i od razu niemiła niespodzianka-cukier po śniadaniu ponad 400, korekta nie bardzo chciała działać ,więc zadzwoniłam do Pawła ,że chyba będzie musiał urwać się z pracy ,żeby zmienić wkłucie. W oczach Nataszki zobaczyłam znienawidzoną cukrzycę -rozszerzone źrenice… Paweł nie bardzo mógł przyjechać, ale powiedział ,żeby jeszcze spróbować korekty i dać mu znać. Natka jednak zaczęła narzekać ,że wkłucie ją boli, wiedziałam ,że nie ma na co czekać. Zapytałam jej ,czy pozwoli mi zmienić wkłucie-odpowiedziała ,,przecież Ty nie umiesz zmieniać wkłucia”…, zrobiłam dobr a minę do złej gry i odpowiedziałam ,że ,,umiem”. Nigdy do tej pory nie zmieniałam wkłucia, a jak musieliśmy zmieniać wkłucie za dnia to najpierw łapaliśmy córcię (tak bardzo się bała) i zawsze byliśmy we dwoje , w razie nagłej potrzeby Paweł urywał się z pracy (były dwie takie sytuacje). Tym razem postanowiłam wziąs sprawę w swoje ręce i ulżyć mojemu dziecku. Wzięłam instrukcję obsługi pompy i włączyłam filmik instruktażowy na necie.
Zabrałam się do roboty, ręce nawet mi nie drżały ,ale z nerwów zrobiłam już ,,babola” na samym początku , przy napełnianiu strzykawki insulinówki , mianowicie odwrotnie połączyłam strzykawkę i nie mogłam wbić się w ampułkę z insuliną, na szczęsnie kapłam się o co chodzi i jakoś poszło. Potem , miałam małe kłopoty z tłoczkiem. Kiedy wszystko było przygotowane poprosiłam Nataszkę ,żeby się położyła. Natuśka bez szemrania wykonała moją prośbę (byłam z niej taka dumna) , po czym wykonałam wkłucie. Córcia nawet nie drgnęła ,ale płakała… Potem sama zdjęła stare wkłucie i była z siebie taka dumna ,a ja z niej… Gdyby nie ona nie miałabym szans zmienić tego wkłucia. Cukier spadł ,wydawało się, że wkłucie działa. Nataszka była ze mnie taka dumna. Paweł nie mógł uwierzyć ,że się przełamałam.
Potem jednak przyszł;a noc i po kolacji mimo licznych korekt cukier nie spadał poniżej 200 , więc konieczna była zmiana wkłucia. Tym razem zrobił to Paweł ,bo ja poczułam się winna, że przez to ,że coś zrobiłam nier tak muszę kolejny raz kłuć moje dziecko…
Odklejenie niedziałającego wkłucia nie było łatwe, bardziej bolało niż zrobienie nowego. Okazało się, że natrafiłam na naczynko , to się niestety zdararza , kilka dni wcześniej też zmienialiśmy wkłucie po jednym dniu i też okazało się, że to wina natrafienia na naczynko.
Chociaż okazało się, że to wina naczynka, ja jakoś tak czuję się winna ,że nie przyjrzałam się lepiej ,gdzie daję wkłucie, jest mi smutno i obwiniam się patrząc na koleją ,,dziurkę” w nóżce córeczki. Pawłowe wkłucie szalało , mała w nocy wypiła 300 ml soku ,a cukier rano niecałe 100 ( w nocy podawałm sok przy cukrach 49,55,69 – a wszystko działo się pomiedzy 1 a 6 rano) , chyba jeszcze działała dodatkowo insulina z mojego wkłucia.
Dzisiaj dzień matki , z dumą patrzę na moje dziecko ,ale tak bardzo chcę ,żeby była zdrowa. Czuję taki smutek i taką bezradność.
Co do zrobienia samodzielnie wkłucia to wiem ,że teraz w razie problemu , sama je zmienię ,bo wydaje mi się i mam taką nadzieję, ze Natuśka mi pozwoli na to . Nie będę jednak odbierać Pawłowi funkcji głównego ,,zmieniacza”.
Teraz najchętniej bym krzyczała na całe gardło wyjąc z bezsilności , czuję tyle negatywnych emocji , które nie mają jak ze mnie wyjść. Dobrze znam i rozumiem w pełni hasło ,,samota wśród ludzi”. Nie mam komu się wygadać, Paweł zazwyczaj kwituje moje żale słowami ,,musisz mnie dobijać , znajomi omijają problematyczny temat , bo boją się ,że się rozkleję i zacznę ryczeć, w psychologów nie wierzę. Wiem tylko ,że muszę być silna dla mojego dziecka, że nawet w chwilach mojej słabości nie mogę się poddawać, odłożyć ,,cukrzycy na później” , bo cukrzyca nie śpi , nie ma od niej urlopu. Jest zawsze i wszędzie , towarzyszy mojemu dziecku i choć nie była zaproszona to zagościła w naszym życiu chyba na zawsze.Piszę ,,chyba” , bo jak każdy rodzic, czy każdy chory mam nadzieję, że stanie się cud i będzie jak dawniej, jak wtedy , kiedy moje dziecko nie patrzyło na lizaka jak na siódmy cud świata ,a ja nie musiałam w kółko powtarzać ,,nie , nie możesz” , albo ,,wiem ,że jesteś głodna, ale masz wysoki cukier i nie możesz teraz nic zjeść” ,, nie biegaj , bo masz za nisko cukier i musisz poczekać,aż podskoczy”, ,,dołożę Ci to do posiłku”, ,,uważaj ,bo zamoczysz pompę”.
No i troszkę popisałam i troszkę się wyryczałam i jest mi troszkę lżej, córcia jest zajęta oglądaniem bajki ,więc nie widziała moich łez ,na szczęście…